Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 01 Sie 2010, 10:36

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 02 Kwi 2008, 17:24 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sie 2006, 10:44
Posty: 371
Miejscowość: z Antykwariatu...
Płeć: Kobieta
Pojedynek miał być, ale nie wyszło. Trudno się mówi. Dziękuję ma_dziow za to, że wybrała takie, a nie inne warunki; specjalne podziękowania dla kasi5k, która zna moją manię na pewnym punkcie, jak nikt inny. Jako, że to walkower, nie wiem co ludzie o tym myślą, soł - komentarze mile widziane.
Miłej lektury!



Inna ścieżka

"Były dwie siostry: noc i śmierć
Śmierć większa a noc mniejsza
Noc była piękna jak sen, a śmierć...
Śmierć była jeszcze piękniejsza"
Konstanty Ildefons Gałczyński



Szanowni państwo – oto opowieść. Nie wiemy, jak się zaczyna i jak się kończy, to zależy od was. Nie jest prawdziwa. Prawdziwe opowieści mają początki pełne słońca, radości i marzeń o królewiczu na białym koniu. Mają też zakończenia, jakie powinny mieć prawdziwe opowieści: „I żyli długo i szczęśliwie”. Mają wielu bohaterów, ale dwoje zawsze jest najważniejszych: Ona i on. Ona najczęściej jest dziewczyną z biednej rodziny, a on królewiczem. Kochają się do szaleństwa – inaczej opowieść nie mogłaby mieć szczęśliwego zakończenia.

Szanowni państwo – oto opowieść. Nie jest prawdziwa. Nie ma ani początku, ani końca.
Ma wielu bohaterów, choć dwoje jest w niej najważniejszych. Ona i on. Ona jest dziewczyną z dobrego domu, krew w jej żyłach jest błękitna. Od kiedy pamięta, czuje się obco wśród własnej rodziny. Nie wie, może taki już jej los. Czuje jednak, że idzie nie tą ścieżką, którą powinna. Ma naiwne marzenia w sercu i wrażenie, że w niebie się pomylili. Że powinna urodzić się nie tylko w innej epoce, ale też w zupełnie innej rodzinie. On nawet nie jest człowiekiem. Ma oczy, których koloru nie sposób określić, bo raz są żółte, a raz czerwone. Ma jasnobrązowe włosy związane w kucyk.
Nie kochają się, choć spotkali się nie raz.

Szanowni państwo – oto opowieść. Ma trzy akty, każdy gdzieś się zaczyna. Nie wiadomo, czy gdzieś się kończy, bo opowieść nie ma końca. I nie jest prawdziwa.

Ona.

...lat, a jej imię to Feu. Wbrew znaczeniu żywiołem dziewczyny jest woda. Łatwo dostosowuje się do zaistniałej sytuacji i przybiera odpowiedni „kształt”, ale nie czuje się wtedy zbyt szczęśliwa. Woda potrzebuje swobody i przestrzeni, by pokazać swoją siłę. I Feu też potrzebuje. Boi się ludzi, choć nie wie, dlaczego. Tak po prostu jest. Uważa się za trochę nieśmiałą i myśli, że to dlatego nie lubi zbliżać się do obcych, którzy czasem przychodzą w odwiedziny do jej ojca lub matki. Niektórych zna nieco z widzenia i nie boi się przebywać z nimi w jednym pokoju, ale mimo wszystko... rozmowa jest czymś nieosiągalnym. Jak na razie. Nie lubi też, gdy rzadziej widywane ciocie witają się z nią czule na zjazdach rodzinnych – wzdryga się wewnętrznie, ale nie okazuje tego, bo wie, że mogłaby łatwo urazić sędziwe matrony. Cofa się z obrzydzeniem za każdym razem, gdy ktoś przypadkiem ją potrąci. Nie może znieść dotyku innych. Rodzina myśli, że jest jakaś dziwna, ale przecież ją akceptują. Spytała kiedyś, czy będą z nią bez względu na wszytko. Odpowiedzieli, że tak. Jest pewna, że nie skłamali.

Czuje się obco we własnej rodzinie, ale tłumaczy to sobie swoim wiekiem, w końcu dojrzewanie nie jest dla człowieka niczym łatwym. Miała kiedyś trochę koleżanek. Raz im zaufała i dziewczęta wykpiły to, co im powierzyła, więc woli swoje myśli zachować dla siebie lub zawierzyć gwiazdom. Pamięta doskonale, jak kiedyś siedząc z dziewczętami w dormitorium i przyświecając sobie Lumos, każda opowiadała o swoim Księciu z bajki. Żeby był przystojny, szarmancki, miał czarujący uśmiech i był bogaty. No i musi mieć poczucie humoru. Bo co to za wymarzony mężczyzna bez poczucia humoru? Zdradziła wtedy, że ona marzy o kimś, kogo żywiołem będzie ogień, a dziewczęta wyśmiały ją i jedna z nich stwierdziła, że Feu marzy o Heathcliffie. Nie marzy już o księciu z bajki.

Lubi spacerować nocą po ogrodzie i wdychać zapach rosy, bo w kwietniu ma taki przyjemny ziemisty zapach. Często spędza bezsenne noce podczas pełni. Zna doskonale zimowe niebo, bo do letniego nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi. Nosi srebrną bransoletkę na lewej ręce i naszyjnik z kluczem. Jest sama na świecie.

Kiedy spotykają się po raz pierwszy, Feu wpada na niego przez przypadek, gdy zamyślona idzie ulicą. Zderzenie z przypadkowym obiektem wyrywa ją z krainy marzeń, całkowicie zmieniając jej życie. Zapada zmierzch, słońce już schowało się za horyzontem i barwi chmury na wściekle czerwony kolor, który zawsze fascynuje dziewczynę. Ale teraz nie zwraca na to uwagi. Mężczyzna, na którego wpadła, patrzy na nią ze złością w żółtych oczach i uśmiecha się ironicznie. Feu wybąkawszy przeprosiny, próbuje wyminąć dziwnego osobnika, ale ten nagle chwyta ją za rękę.

- Nie powinnaś łazić sama po ulicy o tej porze – szepce, a jego głos jest tak niski, że Feu ledwie domyśla się, co tak właściwie do niej powiedział. Na dworze jest już ciemno, księżyc po drugiej stronie horyzontu świeci nikłym blaskiem. Do pełni jeszcze daleko. – Taka urocza panienka może stać się łatwym... łupem. – Ostatnie słowo wypowiada ze szczególnym akcentem, odsłaniając przy tym – chyba dość nieświadomie – górne zęby. Feu działa dość instynktownie. Postanawia grać zdecydowaną i pewną siebie, więc zadziera głowę, by spojrzeć temu komuś w oczy.
- Umiem się bronić! – stwierdza. On uniósł brwi, jakby chciał zapytać: „Czyżby?”.
Puszcza jej rękę i uśmiecha się znowu.
- Srebro śmierdzi zgnilizną.– Mężczyzna wprawia dziewczynę w osłupienie. - Życzę miłego wieczoru – mówi, po czym ukłoniwszy się Feu z kurtuazją, wymija ją, wciąż stojącą w oszołomieniu. Feu dopiero po chwili orientuje się, że nie słyszy odgłosu kroków.

Przez następnych kilka dni dziewczyna śni o mężczyźnie stojącym przy oknie i patrzącym na księżyc w pełni. Wcale jej się to nie podoba, bo ma wrażenie, że jej podświadomość chce jej coś przekazać i niekoniecznie jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem.


On.

...drugi, nie może uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która wpadła na niego na ulicy tamtego wieczoru. Jest urocza, wygląda na delikatną, gdy patrzy na nią z daleka. Ona nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że on też jest na tym przyjęciu, że na nią patrzy i zastanawia się, kim jest ta dziewczyna o jasnoniebieskich oczach jak górski strumień. Jest w niej coś takiego, co nie daje spokoju. Nie widział jeszcze, by szczerze się uśmiechała wśród zebranych. Widzi natomiast, że nie czuje się tu najlepiej. Z miejsca tuż przy kominku, gdzie siedzi, delektując się kieliszkiem wina, doskonale widać całą salę. Przechadzające się panny, wypatrujące swoich wielbicieli, chichoczą co jakiś czas, doprowadzając go do szału. Matka ciągnie ją od jednego do drugiego mężczyzny, a dziewczyna doskonale gra swoją rolę. Udaje, że świetnie się bawi, stara się nie krzywić, gdy jeden lub drugi całuje jej dłoń. Płynie przez parkiet w zwiewnym walcu. Jej suknia szeleści delikatnie jak przesuwany między palcami jedwab.
Wino ma cierpki smak i piękny, głęboki, rubinowy kolor.

Wtem zostaje zaczepiony przez panią domu, która najwyraźniej zdecydowała się pomóc kobiecie i jej córce w nagabywaniu mężczyzn. Przysadzista kobieta w bieli zmierza żwawym krokiem w jego kierunku, a dziewczyna wraz z matką idą tuż za nią. Jest blada jak śnieg i wygląda prześlicznie z tym całym swoim zakłopotaniem.

- Ależ mój drogi – mówi Cathy Yaxley - Musi ją pan poznać, to taka urocza dziewczyna, zobaczy pan. O! – woła spostrzegłszy, że matka wraz z „uroczą dziewczyną” przemykają obok nich niby to przypadkiem. – Pozwólcie tu, moje drogie, poznajcie się: Savier Libreville, Feu Ruisselet. Savier jest krewnym mojego kuzyna Maurycego, przejął po nim winnice na południu Francji, choć uważa, że nie znosi słońca. Feu prowadzi sklep zielarski na Pokątnej. Wiesz, jak to jest, mój drogi, nigdy nie wiadomo, czym ci uzdrowiciele z Munga leczą, bo te mikstury, które widziałam, przypominają trucizny.
- Libreville? – pyta Feu z dziwnym błyskiem w oku. – Czy mi się wydaje, czy pański krewny jest obecnie obrazem na ścianie i namiętnie gra w pokera z resztą znawców win?
Savier uśmiecha się nieco kpiąco.
- W istocie, to ten pijący na umór człowiek. Czy mi się wydaje czy gdzieś już się spotkaliśmy? – Ogromną satysfakcję sprawia mu widok rumieniącej się dziewczyny i pełne zaskoczenia sapnięcie Cathy.
- Taaak, wpadłam na pana tamtego wieczoru, przepraszam.
- Och, jak to cudownie, że się znacie, naprawdę! – Cathy promienieje radością. Nie bardzo wiedząc, co zrobić z dłońmi, ujmuje w nie delikatny materiał sukni i zaczyna gnieść ze zdenerwowania. Jej uśmiech jest ogromny. Savier podejrzewa, że już teraz najchętniej schwyciłaby ręce jego i Feu i złączyła na znak, że są sobie przeznaczeni i koniecznie musza się pobrać. Inaczej ona, Cathy, nie będzie w stanie znieść tego, że taki związek się zmarnował i najpewniej dostanie palpitacji serca i, och, chyba jej słabo! Musi się troszkę przewietrzyć, czy Savier jej wybaczy?
Wkrótce potem obie panie zostawiają go z nowopoznaną dziewczyną i wychodzą na taras pod pozorem zaczerpnięcia świeżego powietrza.

- To chyba jakiś znak od losu. Czy wobec tego zaszczyci mnie pani tańcem?

Akt pierwszy.
Pół roku później.


...jak żadna inna pora doby. Jest jak żywa materia. Lekka jak sen, tajemnicza i groźna. Nieznana. Skrywa swoje sekrety zazdrośnie, jak zaklęte zwierciadło, które pokaże prawdę tylko wtedy, gdy wypowiesz odpowiednie hasło. Zmysły zamykają drogę, którą człowiek mógłby podążyć, by wydrzeć tajemnice skrywane przez jedwabisty mrok. Noc to czas cieni i dźwięków ledwie słyszalnych dla ucha. To nie wściekłe cykanie świerszczy i rechot żab latem, to nie odgłos łamanych gałązek, gdy jakiś nocny Marek stąpnie na ścieżce nie tak jak powinien.

Noc to senny szept wiatru wśród gałęzi drzew. Wiatru, który opowiada o dawnych dziejach, o tragedii, miłości i zemście. To skrzypienie starych konarów uginających się pod ciężarem swojego wieku i wiedzy, którą posiadły na przestrzeni dziesiątek lat. To zdecydowane, silne bicie serca, gdy stoisz na rozstaju dróg i nie wiesz, co począć, którą z wybrać – która z nich jest zła? I wreszcie – to rozkoszna melodia szybciej płynącej krwi, gdy wiesz, że gdzieś niedaleko jest twoja ofiara. Krew pełna adrenaliny. Nocą słychać wszystko.
Noc to zapach mgły jesienią, gdy idziesz przez pusty park. Kwaśny zapach gleby, orzeźwiające liście. To słodko-gorzki zapach żywicy umierającego powoli drzewa. Unoszące się wokoło kropelki wody, które spadają na ziemię tylko po to, by zaraz wyparować. To nocą rozpoznasz strach po zapachu. Tylko nocą wyczujesz zapach tytoniu jeszcze długo po tym, jak powiew wiatru rozwieje dym. Srebro śmierdzi zgnilizną.
Nocą wyczujesz metaliczny zapach krwi.

Noc jest pełna świateł. Błyszczy piasek pod stopami, niczym potłuczone szkło, czekające by wbić się w miękkie ciało. Blade światło księżyca tnie czerń na pół z precyzją samurajskiego miecza. Nieboskłon przypomina turecki chylat wyszywany diamentami. Srebro migocze niczym rtęć. Krew jest czarna jak obsydian. To właśnie z powodu światła kontury przedmiotów wydają się ostrzejsze, mniej przyjazne, a cienie przemykają tu i tam, jakby się bały, że zostaną schwytane. Nocą krew jest jak drogowskaz. Widać ją. Słychać. Czuć.

Poznałeś Feu na przyjęciu u ciotki i od razu zwróciła twoją uwagę. Nie wtedy, gdy wpadła na ciebie, po części dlatego, że cię nie zauważyła, a po części dlatego, że nie usłyszała twoich kroków. Żaden człowiek nie może usłyszeć. Zaskoczyło cię to, że się ciebie nie bała tak, jak pozostałych ludzi. Gdy ująłeś jej rękę w swoja dłoń nie widziałeś w jej oczach kryształków lodu. Nie odsunęła się od ciebie tak, jak od innych mężczyzn. Czułeś już wtedy, że Feu nie jest zwykłą osobą, nie jest taka jak inni ludzie. Miałeś wrażenie, że to dusza, która zaplątała się w świat, w którym nie powinna się znaleźć i jest z tego powodu nieszczęśliwa.

Wkrótce potem spotkaliście się znowu, po raz kolejny przez przypadek. Nie za bardzo wierzysz w przypadki, jak już to w znaki od losu. Wystarczająco długo byłeś na świecie sam, by nauczyć się je rozpoznawać. Uznałeś więc, że warto poznać bliżej tę niepozorną dziewczynę. Pół roku wystarczyło, byś mógł jej zaufać dużo bardziej niż komukolwiek do tej pory, łamiąc wszystkie swoje zasady. Trzymać się z dala od ludzi, powtarzałeś sobie. Jednak Feu wydaje ci się kimś innym niż otaczający cię śmiertelnicy. Falco mówił... Nie, dość! On nie żyje, nie ma co się zadręczać. Wieczór jest chłodny, oddech zamienia się w parę koloru wilczej sierści. Nienawidzisz wilków. A najbardziej jednego.

Opowiedziałeś jej wszystko. O tym jak śmierciożercy napadli na waszą siedzibę niedaleko Glasgow, jak zabili każdego, kto się tam znajdował. Byłeś wtedy w mieście i tylko dlatego cudem uszedłeś z życiem. Opowiedziałeś o tym, jak znalazłeś umierającego powoli Falco, leżącego w holu, całego we krwi, która doprowadzała cię do szaleństwa. Falco z oczyma jak u wilka. Do tej pory śni ci się jak niegdyś fioletowe oczy stają się matowe, martwe. Srebrny sztylet przyniósł szybką śmierć.

Kiedy pierwszy raz spotkałeś Feu powiedziałeś jej, że srebro śmierdzi zgnilizną. Teraz też jej to mówisz. To zabójcza broń na wilkołaka, a ty nie zamierzasz się wahać, gdy spotkasz tego, na którego polujesz już od pięciu lat. Nie możesz sobie wybaczyć, że musiałeś zabić własnego przyjaciela, dlatego chcesz zemsty na wilku, który do tego doprowadził. Śmierciożercy.

*

- Nie jesteś taka jak oni – stwierdza Savier, a jego kły błyszczą przez chwilę w świetle księżyca. Noc jest chłodna, oddech zamienia się w parę koloru wilczej sierści. Wokoło panuje cisza. Nawet nocne stworzenia umilkły, jakby się spodziewały, że zaraz wydarzy się coś wielkiego i należy tej chwili nadać odpowiedni nastrój.

Feu stoi naprzeciw żółtookiego mężczyzny, nie bardzo wiedząc jak zareagować. Nie boi się ani jego, ani nocy. Już dawno temu przestała się ich bać. To Saviera poznała pół roku temu, to z nim tańczyła na przyjęciu. Są do siebie w jakiś sposób podobni. On szuka zemsty, ona swojego miejsca na świecie. Czuje, że już je znalazła. Nie wie tylko, czy ma dość odwagi, by podjąć ostateczną decyzję, a potem postąpić zgodnie z nią. Nie boi się, a nawet wręcz przeciwnie: czuje jakąś nić porozumienia ze stojącym przed nią mężczyzną.

Savier wydaje jej się młody i stary równocześnie. Ma drapieżny uśmiech na twarzy, a w oczach coś, co nie daje jej spokoju. Zupełnie tak jak drzazga, która utknie pod skórą sprawiając ból, a której nie można wyciągnąć, bo jest za głęboko. Cały Savier wydaje się jedną wielka tajemnicą, chociaż powiedział o sobie już bardzo wiele. Czuje się z nim bezpiecznie i jakoś tak... zupełnie inaczej niż wśród domowników, czy nawet z Lukrecjuszem, gdy spędzają razem w sklepie zielarskim całe godziny. Nie, to nie jest zauroczenie. Savier nie jest kimś, kogo mogłaby pokochać, ale... Bardziej jak ktoś wyższy rangą. Ktoś, kogo autorytet trzeba uznać. I Feu uznaje. Czuje się bezpiecznie
- Chciałabym... – zaczyna, ale nie kończy, bo boi się słów. Prawa dłoń zaciska się na wampirzym kle, który dostała od niego, gdy spotkali się w noc Belatine. Savier zna jej myśli i wie, co chciałaby powiedzieć. Przygląda się jej z ironicznym uśmiechem. Nadal uważa, że jest za słaba, że nie da rady.
- Ja...
Savier uśmiecha się jeszcze szerzej, jego kły błyszczą perłowym blaskiem księżyca. Feu wie, co zaraz nastąpi. Stoi spokojnie, ściskając w dłoni wampirzy kieł, a mężczyzna wciąż się jej przygląda.
- Powiedz mi, czego pragniesz, Feu. – Robi kilka kroków w jej stronę. Jest tak blisko, że dziewczyna może poczuć lekki chłód jego ciała, i zauważyć, jak żółte oczy powoli barwią się na czerwono. Czas jakby zwalnia, ale jednocześnie wszystko dzieje się bardzo szybko. Serce bije jak oszalałe. Czuje, jak Savier ujmuje jej podbródek w dłoń i zmusza, by uniosła wyżej głowę. Feu czuje, że nie może oddychać, choć właściwie nie wie, czemu. Usta Saviera...


Akt drugi.
Następnego wieczoru.


...co to znaczy samotność. Zgodziła się, bo chciała mieć kogoś, kto były w stanie ją zrozumieć, przy kim nie czułaby się tak obco jak wśród ludzi. Nienawidzi tego dziwnego uczucia, że jest jakimś okazem w zoo, gdy ludzie na Pokątnej przyglądają się jej, wytykają palcami i szepcą: „zobacz, to to dziwadło! Jest INNA.” Ma wrażenie, że nie rozumieją jej decyzji i powodów, dla których wybrała tę, a nie inną drogę. Patrzą na nią trochę tak, jakby była zarażona jakąś wstydliwą chorobą. Matka pewnie umiera ze wstydu! – myśli Feu pogardliwie. W ciągu pół roku od czasu, gdy po raz pierwszy wpadła na Saviera na ulicy, śniła o księżycu w pełni i mężczyźnie, który stoi przy oknie patrząc na srebrzącego się satelitę. I czuje, choć wydaje się to absurdalne, że ten sen dotyczy jej. Czasem ma wrażenie deja vu. Gdzieś, kiedyś, ale nie wie gdzie – to już raz się wydarzyło.

Noc wydaje się zupełnie inna niż poprzednio. Jaśniejsza, głębsza, mniej skryta. Ulotny szelest trawy, poruszające się pod wpływem wiatru ziarna piasku na pobliskiej górce. W domu, do którego zmierza świeci się światło. Ale tylko w jednym oknie. Lukrecjusz pewnie jeszcze siedzi pochylony nad swoimi księgami, zapomniawszy o świecie i Merlin wie, czym jeszcze. Doskonale wie, że jej kolega po fachu nie potrafi oderwać się od leczniczych ziół, pracy i eliksirów na bazie wyciągów z magicznych roślin, które pochłaniają większość jego czasu. Nawet w Mungu nie mają takich pracoholików. Ona nie ma podobnego zapału do leczenia, choć z łatwością rozpoznaje nawet najbardziej skomplikowane trucizny. Jest pewna, że Lukrecjusz będzie w stanie ją zrozumieć, bo rodzina... Nie! Nie czas teraz na rozczulanie się nad tym, nie będzie płakać! Nie i koniec! Słyszy jak po murze skrada się kot. Wdycha powietrze, czując jego wilgotny zapach ozonu. Jest tak pięknie, tak spokojnie.

*

Trzaskają drzwi. Feu wyczuwa zapach mężczyzny, gdy tylko się otwierają, ale udaje, że nie wie o jego obecności. Tak trzeba. Przez tyle lat nauczyła się, jak ukrywać strach, złość, obrzydzenie, smutek. Nauczyła się udawać nawet przed matką, więc Lukrecjusz nie stanowi dla niej większego problemu, chociaż to właśnie jemu ufa najbardziej. Tylko on wie, kim naprawdę jest Savier i co Feu nosi na czarnym rzemyczku ukryte pod materiałem bluzki.
- Nie powinnaś siedzieć tutaj tak długo. Zmarzniesz na kość.
- Nie czuję zimna, wiesz o tym – stwierdza.
Staje jak wryty, a Feu wyczuwa, że mężczyzna się waha, że nie wie jak zareagować i co powiedzieć. Jest ostrożny, chyba się jej boi. Nic dziwnego, po tym co mu powiedziała.. Zabawne, przecież wciąż jest tą samą Feu, co wczoraj. Przecież cię nie pogryzę! - myśli zirytowana.
- Ale nie musisz stać tu sama.
- Doprawy – śmieje się ironicznie. – Nie potrzebuję towarzystwa z litości.
Z trudem powstrzymuje się od łez. Ze złością zaciska oczy, aż pod powiekami rozbłyskują jej złote i czerwone gwiazdki. Wciąż czuje się niepewnie, nie chce nawet towarzystwa kolegi, z którym spędziła ładnych kilka lat w jednym zielarskim sklepie. Patrzy na nią, nic nie rozumiejąc.
- Byłbyś w stanie zrobić coś takiego jak ja? – pyta, chwytając jego rękę. Wspomnienie wczorajszego wieczoru wciąż jest zbyt żywe. A reakcja rodziny wciąż bardzo boli. Mimo wszystko. – Albo zaakceptować taką decyzję?
- Nie wiem. Nie podoba mi się to, co robisz, Feu. Rozumiem, że Savier to ktoś dla ciebie ważny, ale...
- Ale co?! Tak bardzo dziwi cię to, że chce się zemścić? Dorwać Greybacka? Dziwi cię? Bo mnie nie. Na jego miejscu szukałabym guza, byle Avadą dostać w łeb.
- Wiesz doskonale, że nie mogę ci dać tej trucizny – mówi po prostu, jakby ten fakt był oczywisty. – Nie przyczynię się do morderstwa, Feu. Rób, co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj.

Feu spogląda na Lukrecjusza po raz ostatni, po czym odwraca się by odejść. Nie trzaska drzwiami. To i tak nic nie da. Księżyc uśmiecha się do niej pełną tarczą.
Srebro śmierdzi zgnilizną.

(Wspomnienie. Tego samego wieczoru.)

- Feu?
- Mówili, że mnie nie zostawią. Kłamcy! – Z wściekłością uderza w pień drzewa. Kilka jabłek spada cicho na trawę. – Też mi rodzina! Wyrzucili mnie z domu, matka powiedziała, że nie chce mieć do czynienia z kimś, kto zadaje się ze zwierzęciem.
- Nie jesteśmy zwierzętami.
- I Lukrecjusz też – mówi, jakby do siebie.
Oboje milczą przez chwilę.
- Możesz zostać ze mną – stwierdza w końcu Savier.
Dziewczyna spogląda za siebie. Żółte oczy lśnią w ciemności. Nie może znieść jego obecności, ani tego, że ma rację. Straciła wszystko, co miała, zyskując jednocześnie coś bezcennego. Ale czuje się tak obco... Wciąż jest inna.
- Feu.
- Tak?
- Pamiętaj, że wybór zawsze należy do ciebie.
Uśmiecha się, a wspomnienia pojawiają się tak szybko, że nie potrafi ich zatrzymać. Tak, to prawda. Wybór należy do niej. Była związana z Savierem, zarówno teraz, jak i przedtem. Przymyka oczy i odwraca się, opierając plecami o pień drzewa. Musi się wyciszyć. Pomyśleć.

I wtedy słyszy to, czego wcześniej nie potrafiła. Miarowe bicie serca. Spokojny oddech Saviera, skradanie się myszy gdzieś w krzakach. Powietrze pachnie deszczem i słodko-gorzkim zapachem gleby. Kora drzewa jest twarda i nieprzyjemna w dotyku. Czuje, jak sok płynie potężnym pniem w górę rośliny, wyczuwa tętniące w niej życie. Noc jest spokojna i delikatna. Ulotna jak sen. Księżyc w pełni uśmiecha się z nieba perłowym uśmiechem. Srebro śmierdzi zgnilizną. Greyback nie był już tylko wrogiem jej przyjaciela, ale też jej wrogiem.
- Savier.
- Tak?
- Pójdę z tobą.
Prawie słyszy, jak wampir...

*

Akt trzeci.
Dwa lata później.


...się upadający na podłogę kieliszek wina. Szkło rozpryskuje się na wszystkie strony błyszcząc w świetle księżyca, barwiąc się trochę na niebiesko, trochę na czarno. Czerwony trunek rozlewa się na deskach. Gdyby nie to, że jest bezkształtną plamą, przypominałby obsydian. Jak krew.

- Feu obiecaj mi, że jeśli kiedyś przyjdzie na to pora, po prostu to zrobisz i nie będziesz się wahać. Proszę.

Feu przytakuje. Jest pewna, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie, w końcu Savier jest rozsądny, nie będzie wskakiwał w ogień, jeśli nie będzie to konieczne. Jednak, gdy obietnica zostaje złożona, dziewczyna czuje się jakoś tak inaczej, niepewnie. Tak, jakby wkraczała na nową ścieżkę w swoim życiu. Nienawidzi podejmowania decyzji, a teraz nawet się nad nią nie zastanawiała. Jest dla niej oczywiste, że jeśli Savier prosi o coś takiego, to nie należy mu odmawiać. Świadomość ewentualnej szybkiej śmierci musi być dla niego bardzo istotna i chociaż Feu wie, że Savier czeka na śmierć, to... Nie chce, by się z nią spotykał. Nigdy.
Czuje się dziwnie. Tak jakby coś się zmieniło między nią, a jej przyjacielem. Nic się przecież nie zmieniło. Ale tak naprawdę, to zmieniło się wszystko.

Chce mu powiedzieć, że nigdy nie będzie musiała spełniać danej mu obietnicy, ale nie potrafi. Przypomina sobie sen, którego nie śniła już od dawna. Ten, w którym mężczyzna przy oknie wpatrywał się w księżyc w pełni. Pamięta, że mężczyzna trzymał kieliszek wina w ręce i teraz w jej sercu pojawia się przeczucie, że to nie był „ktoś” lecz Savier. I wcale jej się to nie podoba. Dziewczyna patrzy na trzymany w ręce srebrny sztylet i ma ochotę rzucić go precz, najlepiej w ogień na kominku.
Srebro śmierdzi zgnilizną.

Czasem Feu żałuje, że Savier nie jest człowiekiem. Wtedy nie byłoby to takie trudne. Dla ludzi śmierć ma piękne oczy koloru Avady lub czarne jak Noc, siostra Śmierci. Dla wampira śmierć nie ma zielonych oczu, lecz płonące ogniem tęczówki, lub blade spojrzenie zbliżającego się świtu. Czasem Śmierć ma oczy koloru wilczej sierści.
Feu się boi. Po raz pierwszy w życiu boi się, że zostanie na świecie całkiem sama, wśród ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć jej decyzji.

*
Kilka dni później.

Kieliszek wina upada na podłogę, strącony przypadkiem w ferworze walki. Brzdęk szkła miesza się z odgłosem sztyletu, który przecina powietrze. Savier rzuca na oślep, już wie, że nie trafił.

- Avada Kedavra! – krzyczy. W jego głosie słychać desperację.

Niebiesko-czarne szkło rozbija się o deski. Drobinki szkła leżą w nieładzie.
Ironiczny śmiech, przypominający warczenie wilka. Do pełni niedaleko.
Feu odwraca się w tym samym momencie, gdy Fenrir Greyback...

KONIEC.

_________________
Jestem miniaturzystką i dobrze mi z tym!
Komentarze karmią Wena!
Inna Ścieżka

"Your orders, my Master"
Hellsing


Ostatnio edytowany przez Cynamonka 03 Kwi 2008, 16:50, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 02 Kwi 2008, 22:01 
Offline

Dołączenie: 05 Wrz 2005, 19:18
Posty: 953
Miejscowość: hmy... to raczej dziwne miejsce
Płeć: Kobieta
O, Cynamonko.
Czyżbyś próbowała wkleić wersję dla niedowidzących?
A i mnie się wydaje, że niedowidzenie staje się plagą na forum. Dowodem choćby tekst Hekate, wiszący poniżej i spadający nieuchronnie w czeluście stron nieodwiedzanych. Jest tak dobry, że nikt nie chce go czytać.
Twój, o zgrozo, też aspiruje do tekstów długich i ambitniejszych, zatem, o ile przyjaciele się nie odezwą, nie zostanie uznany za godny komentowania.

Bo początek już jest zniechęcający i widać wyraźnie, że autorka wkręca czytelnika w jakąś grę, historię nie do końca jasną, mroczną, nocną, śmiertelną. Woła głosem lunaparkowego konferansjera, aby wejść do owej krainy magii, dusznej, obcej, przesyconej samotnością i chłodem nocy. I po co tam włazić? Aby się zaplątać w długie zdania, myśli uporczywie powracające. Po to, aby się dowiedzieć, że srebro śmierdzi zgnilizną. I jak tu nosić później srebrne kolczyki? Chłodno w nim i błyskają zęby ludzi/nieludzi.
Utwór męczy, a kiedy dociera się na koniec, koniec z tym niedopowiedzianym zdaniem, odczuwa się rozczarowanie. No jak to, urywasz w takim momencie?

Cynamonko, bardzo żałuję, że pojedynek się nie odbył. Lubię czytać dobre pojedynkowe teksty.
Lubię czytać Twoje utwory.
dorga

---

_________________
-----------
Opowiadanie, moje: Praga, on i ja


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 02 Kwi 2008, 23:21 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 21 Cze 2007, 13:00
Posty: 36
Miejscowość: Z mrocznej odchłani kreatur bez serca
Płeć: Kobieta
Inne. Niecodzienne. Oryginalne.
Przede wszystkim stworzyłaś niepowtarzalny klimat. Noc, tajemniczość, pełnia księżyca, zemsta.
Właśnie coś takiego chciałam teraz przeczytać. Twoja miniaturka daje duże pole wyobraźni czytelnika. Chociaż z drugiej znowu strony muszę zgodzić się z dorgą, że końcówka trochę mnie rozczarowała.
Nie, nie spodziewałam się szczęśliwego zakończenia ani wyjaśnień. Jednak może jednak czegoś więcej.
Niemniej, miniaturka bardzo udana, aż dziw bierze, że nikt jej nie komentuje. A przeczytać na pewno warto, chociażby dla klimatu. Zdecydowanie dobrze Ci wychodzi malowanie świata.

Pozdrawiam
Nightmare

_________________
-Czy teraz, jak będę chciała wam wydać rozkaz, to będę musiała mówić: Niech jaśnie pani zapier**** do ataku? Czy mogę po staremu: Ruszaj się krowo? - 'Achaja' A. Ziemiański


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 03 Kwi 2008, 07:11 
Offline

Dołączenie: 17 Kwi 2007, 20:00
Posty: 31
Miejscowość: Szczecinek
Płeć: Kobieta
Klimat tej miniaturki jest przytłaczający i otumaniający. Ciężkie, gęste powietrze i ciemna noc. Niesamowicie udało ci się to uchwycić.
Sama opowieść intrygująco inna. Tocząca się gdzieś obok wydarzeń z książki. Może Twoi bohaterowie mijali się z kanonicznymi na Pokątnej. Plastyczne opisy przenoszą do wydarzeń tekstu. Bardzo podoba mi się twój styl. Nie wiem czemu, tak po prostu.
Zakończenie trochę mnie rozczarowało, choć wiem, że końca opowieści nie ma.
Podział tekstu był ciekawym zabiegiem. Ona, On i akty. Podzieliłaś tę historię dawkując napięcie. Wspaniałe.
Wiersz idealnie wprowadza do opowiadania.

Tekst był po prostu urzekający.
Życzę weny.

_________________
Przywiązanie prowadzi do zazdrości. A ona cieniem chciwości jest. - Mistrz Yoda

Moje drzewko


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 03 Kwi 2008, 09:48 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 25 Lut 2004, 20:48
Posty: 1001
Płeć: Kobieta
Szkoda, że ten pojedynek się nie odbył. Ciekawa jestem, jak do tematu podeszłaby przeciwniczka. Cokolwiek by to jednak nie było, miałabyś spore szanse na wygraną. Napisałaś ciekawy, niebanalny tekst. Przeczytałam warunki pojedynku i w sumie spodziewałam się opowiadania o jakiejśtam decyzji, przez którą przyjaciele głównego bohatera odwrócą się do niego zadem. A tu proszę - ostracyzm. Udało ci się mnie zaskoczyć.

Mam ochotę po prostu cię uściskać za brak romansu w tym tekście. Lubię, kiedy autor za głównych bohaterów obiera sobie kobietę i mężczyznę, ale nie pcha między nich chemii. Znaczy się - między Feu i Savierem jest chemia, ale bynajmniej nie miłosna. Dzięki temu człowiek nie czyta opowiadania z potęgującym uczuciem rozczarowania "O Jezu, zaczęło się tak fajnie, a tu znowu romans..."

To mi przypadło do gustu. Co zaś mi nie przypadło... hmm, nie tyle nie przypadło co zwyczajnie nie rozumiem decyzji Feu. Co dokładnie przyniosła jej zmiana w wampira? Poza wytykaniem palcami i poczuciem jeszcze większego wyobcowania i uznaniem jej przez ogół za zwierzę? Wiem, nie lubiła ludzi, nie cierpiała ich dotyku etc. etc. etc. Ale stała się wampirem i... i co? I nic. Nie rozumiem powodów, dla których wybrała takie życie. Cóż takiego widziała w przemianie, że się na nią zdecydowała? Nie wygląda mi na szczególnie rozradowaną i przekonaną o słuszności swojego wyboru. Ot, wyrosły jej kły, kilku ludzi się od niej odwróciło i tyle. Nie odeszła, nie znalazła się w gronie sobie podobnych. Tyle tylko, że wkurzyła się na rodzinę, która się jej wyrzekła. A co z pozytywnym wydźwiękiem? Coś w tym wampiryźmie musiało być, że zechciała zostać krwiopijcą. Tym bardziej, że nie wyglądało to na chwilowy kaprys.

W tekście zabrakło kilku (dosłownie) polskich ogonków. I tutaj:
Cytuj:
ma ochotę rzucić go przecz

precz
Poza tym zastanawiam się o co chodzi z tym srebrem. Z tego co wiem, srebro to broń na wilkołaki, a tu pojawia się w wątku wampirycznym. Ale może najzwyczajniej w świecie jestem niewyspana.

W każdym razie - tekst mi się spodobał. Ma gęstą atmosferę. Duszną. Świetnie mi się to czytało, szczególnie, że włączyłam sobie E.S. Posthumusa, który jeszcze bardziej potęgował ten nastrój (szczególnie utwór Isfahan).

Gratuluję udanego tekstu, życzę weny i pozdrawiam,
jędza thin

_________________
MĘŻCZYZNA OD KUCHNI
DEBIUTOWAŁAM W PIERWSZYM POŚCIE... I CO?


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 03 Kwi 2008, 22:52 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Kwi 2005, 13:54
Posty: 153
Miejscowość: Toruń
Płeć: Kobieta
... i nie wiadomo jak zacząć. To balansowanie na linie, ocieranie się o kicz, ale - co istotne! - bez przekraczania ostatecznej granicy. Nie wiem, czy intuicyjnie wiedziałaś, co gdzie i kiedy urwać, czy świadomie zagrałaś na konwencji, w każdym razie efekt jest interesujący. Czytam, czytam, wpadam w porównania, które mnie drażnią (kolory jak z barokowych malowideł), wikłam się coraz bardziej w kilometrowych opisach, a jednak... a jednak czuję, że w opowiadaniu tkwi coś, co mnie do niego ciągnie. Jakiś zew. Strasznie to dziwne - szczegóły przerysowane i niemal tandetne, a całość estetycznie pozytywna. Chyba muszę się głębiej zastanowić nad tym zjawiskiem, bo przyznam, że dawno się z czymś podobnym nie spotkałam.

Dorga ma rację, początek jak z przemowy lunaparkowego wodzireja, od razu czytelnik wie, że trafił na opowiadanie... specyficzne. Łamiące pewne schematy, przyzwyczajenia. Potem zaczyna się robić baśniowo, sennie, duszno, z zapachem kadzideł w tle. Sama historia nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, większą uwagę zwróciłam na warstwę językową i na klimat, który z niej wyrasta. Opis nocy zapiera dech, chociaż dalej nie umiem ustalić, czy mi to odpowiada, czy nie. Człowiek nie pamięta wszystkich porównań, zbyt szybko się zmieniają, jak w kalejdoskopie. Ale pozostaje wrażenie przesytu, jakiegoś dekadenckiego nasycenia pięknem. Aż za dużo tego piękna, nie ma czym oddychać, Twoja noc nie ma w sobie nic orzeźwiającego! Znowu Wschód i Bizancjum - właśnie z takim nastrojem kojarzę Twoją twórczość.

Forma. Bez początku i bez końca, czytelnik od razu wpada w głębinę. Muszę powiedzieć, że tego rodzju eksperymenty formalne bardzo mi odpowiadają - ostatnio czytałam "Listy pogańskie" Grubińskiego, które też zaczynały się na kropkach i urywały w pół słowa. Niby chaos, a jednak gdzieś na dnie czai się jakiś porządek, linia akcji poprowadzona jest logicznie i konsekwentnie. Tak, nie boisz się ryzykować. Odrobina awangardy może być doskonałą przyprawą.

Bohaterowie...
Są jak postacie z obrazów, zastygłe w sztucznych pozach. Ale to nie zarzut, taka a nie inna kreacja sprzyja opowiadaniu. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju antybaśni, więc trzeba się dostosować do konwencji i zamiast ludzi z krwi i kości pokazać ociekające kolorami figury. Mściciel i Poszukiwacz. Dwie cechy, które zagłuszają wszystko. Tu nie ma emocji, przynajmniej ja ich nie odczuwam, Feu nawet denerwuje się... hmm... estetycznie. Nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu czułam się tak, jakbym słuchała czyjejś opowieści o bohaterach - nie miałam wrażenia, że oglądam ich działania bezpośrednio.

Zamotałam. Stop. Zdaje się, że mój bełkot powoli wymyka się spod kontroli.

Wnioski?
Konsternacja. I całkiem nieudana próba poukładania wrażeń. Nie umiem nawet powiedzieć, czy ostatecznie "Inna ścieżka" podobała mi się, czy nie - określenie "podobać się" jest zbyt proste i zupełnie nie przystaje do tego opowiadania. Ale jedno jest pewne - mam teraz twardy orzech do zgryzienia. Bo rzadko kiedy w twórczości fanfikowej spotyka się coś, co nie tylko odbiega od normy, ale na dodatek zmusza do analizy.
Tu trzeba by szerszej dyskusji, na którą - obawiam się - nie ma co liczyć...

pozdrawiam ciepło:
H.

Edit. Aaa, byłabym zapomniała! Znalazłam literówkę, o, tutaj:
Cytuj:
Zgodziła się, bo chciała mieć kogoś, kto były w stanie ją zrozumieć, przy kim nie czułaby się tak obco jak wśród ludzi

byłby

Edit2. Tak mi teraz przyszło do głowy, że nastrój jest starotestamiczny. Nie z mitologii, ale właśnie jak ze Starego Testamentu, albo z obrazów, które takie wątki zawierają. Ciemne, głębokie kolory, wyszukane pozy i energia, która rozwiewa brody prorokom.

Edit 3 (z 7 IV)
Wyjątek z prywatnej korespondencji: (pomyślałam, że to dobre uzupełnienie moich wcześniejszych refleksji, dlatego zdecydowałam się ten fragment upublicznić)


[...] Pytasz, co myślę o Feu. Jestem typem czytelnika, który bardzo silnie przeżywa kontakt z bohaterami literackimi/filmowymi, zwykle to właśnie na postacie przede wszystkim zwracam uwagę. Lubię babranki psychologiczne, pewnie dlatego, że sama mam skłonność do autoanalizy. Ale w Twoim opowiadaniu - jak już pisałam - nie widzę żywych ludzi, z którymi mogłabym się "porozumieć", widzę... no właśnie, tu zaczynają się problemy. Zagubienie Feu, jej poszukiwania, Norwidowskie "nie w czas nie w miejsce" - to wszystko powinno pomóc mi ją polubić, ba, niemal utożsamić się z nią. Ale nie pomaga. Feu jest jednowymiarowa, nie ma głębi, jak marionetka, którą porusza ktoś inny. Świetnie gra swoją rolę, ale nie umie być prawdziwa, nie jest prawdziwa, to tylko kolejna postać malowidła, które - zupełnie jak dogasające cywilizacje - nie oferuje nic, poza wrażeniami estetycznymi. Chyba nie umiem tego lepiej wyjaśnić, słowa zaczynają się narowić. Najkrócej mówiąc - Feu, to dla mnie aktorka, która nie może wyjść poza pewną przypisaną jej rolę. Co zresztą nie przeszkadza, a wręcz idealnie wpasowuje się w koncepcję "Innej ścieżki".

_________________
"Pisarze są po to, by pisać, a nie, żeby coś przeżywać. Jeśli chcesz coś przeżywać, powinieneś zostać piratem albo łowcą książek. Jeśli chcesz pisać, to powinieneś pisać. Albo potrafisz to czerpać ze swojego wnętrza, albo znikąd."

W. Moers, Miasto śniących książek


Ostatnio edytowany przez Hekate 08 Kwi 2008, 16:48, edytowano w sumie 2 razy

Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 04 Kwi 2008, 13:20 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 26 Lut 2008, 07:41
Posty: 171
Miejscowość: fairytale wonderland
Płeć: Kobieta
A ja muszę powiedzieć, że kocham takie teksty.
Teksty, które przemawiają naprawdę dobrym rzemiosłem pisarskim.
Słowa łączące się w zdania tworzą tak płynną machinę, że nawet gdybym chciała się oprzeć musiałam to przeczytać.
Na początku wahałam się, bo:
- pojedynkowe wygrane walkowerem, więc nie wiem czy byłoby lepsze od drugiego.
Ale muszę przyznać, że zrobiło na mnie naprawdę piorunujące wrażenie.
Z wyrazu na wyraz. Z zdania na zdanie chciałam więcej. I nie mogę uwierzyć, że się skończyło.
Ale jednak sama końcówka sprawiła, że pokochałam cały ten tekst.
Oby więcej na mirriel pojawiało się takich dzieł.

_________________
Ludzie, którzy mnie nie znają psują mi złą opinię.
Znana jako Anja. Też.

'Wcale wróbel w garści nie jest lepszy niż ten przysłowiowy gołąb na dachu. Kiedy chce się więcej i więcej. Niestety trzeba przy tym ptactwie uważać, żeby nie zostać obsranym.'

me genialne myśli


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 06 Kwi 2008, 09:17 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Sty 2007, 10:59
Posty: 246
Miejscowość: z rodowego portretu
Płeć: Kobieta
W kwietniu budzą się demony, więc ja nie śpię...

Cyni, ja należę do tego grona osób, które pisząc, zawsze starają się skończyć tekst tak, żeby nie było zakończenia jako takiego. Żeby czytelnik mógł sobie nadinterpretować, użyć wyobraźni. Ale tutaj ci nie wybaczę, bo kończenie w takim momencie to jest znęcanie się nad nami. Ja wiem, historia bez końca i początku, więc masz jakieś usprawiedliwienie (które mnie nie zadowala!), ale skoro tak, to ja chcę ciąg dalszy. O.

Jeśli się tyczy reszty, to tekst jest niepokojący. Po pierwsze, klimat obezwładnia i wciąga. Ja się sama łapałam na tym, że próbowałam zrekonstruować zdania z początku, te z kropkami, by zobaczyć, jak wyglądały i złapać większą część tej historii. Bohaterowie są stworzeni z mgły, która nagle staje się tak bliska i rzeczywista, że niemal czułam ich oddechy. Cyni, należą ci się brawa za takie pisanie. Piszesz tak, że słowa się potem kołaczą w głowie, wywołując kolejne lawiny wydarzeń, prawdopodobnych bądź nie. Ja myślałam nad słowami między wersami, wydarzeniami któe były tylko w mojej wyobraźni. Pobudziłaś moje myślenie i wyrwałaś mnie z letargu. Jak demona. Ożywiłaś te wampiry, Feu i Saviera.

Bardzo lubię czytać twoje teksty, ale tutaj popisałaś się naprawdę piękną formą. Tylko tego zakończenia nie mogę ci wybaczyć. Szkoda, że był walkower (znam ten ból, jak wiesz).

Pozdrawiam i chcę więcej takich perełek.
April

_________________
I LIVE IN DENIAL. I TRUST SEVERUS SNAPE COMPLETELY

Mój najlepszy tekst || Autoreklama małej serii Sytuacji klik!

Then I guess... See you when I see you.
Ocean's Thirteen.

Bloody pirates!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 08 Kwi 2008, 10:52 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 01 Gru 2004, 19:49
Posty: 346
Miejscowość: Rajska Dolina
Płeć: Kobieta
Szkoda, że pojedynku nie było. Miałabyś duże szanse na wygrane, wiećma.
Tekst jest inny i to widać. Nie sugerujesz się schematami, piszesz tu bardzo oryginalnie. Nie ma wstępu jako takiego, choć właściwie jest, ale jest inny. Nie narzucasz czytelnikowi swojego zdania, każdy może interpretować opowiadanie na swój sposób.

Mamy tu Feu, która czuję się inna niż reszta jej rodziny, wyobcowana, samotna, szuka swojego miejsca na świecie. To przecież takie ludzkie i normalne. I mamy Saviera, który powoli staje się dla dziewczyny może nie tyle przyjacielem, co autorytetem, z którym trzeba się zgadzać. Nawet jeśli nie jest człowiekiem. Wybór dziewczyny to dla mnie czysta desperscja, ale nie wiadomo, jak postąpiłabym ja. Rodzina ją odrzucała i w tekście widać, że Feu cały czas szuka zrozumienia i akceptacji, ale nie może ich znaleźć. Ani wśród rodziny ani u koleżanek z Hogwartu.

Przejdźmy teraz do stylu, bo jest oryginalny. Taki jaki lubię, po pierwsze za czas teraźniejszy, który bardzo sobie cenię w fikach. I po drugie za opis nocy, taki gęsty i obezwładniający z jednej strony, a z drugiej delikatny i ulotny. Jest w nim coś niepokojącego, coś co pozwala poczuć klimat tamtej nocy. Usłyszeć jej dźwięki i zobaczyć tamte obrazy. Lubię opisy oddziałujące na zmysły, a te oddziałują bez wątpienia.

Zresztą, cały fik oddziałuje. Jest w nim coś, co nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Kiedy czytałam to w wersji roboczej miałam wrażenie zbyt dużego chaosu i takiego rozmamłania. Teraz już tego nie mam, wszystko jest na swoim miejscu i wszystkie kawałki układanki idealnie do siebie pasują.

Spodobały mi się te urwane zdania na początkach i końcach każdej części. Nic tu nie jest do końca oczywiste. Każdy może interpretować to, jak chce. Fik ma klimat antybaśniowy i to się czuje. Czuje się miotanie się Feu między światem ludzkim a światem wampirzym, czuje się to, że każda decyzja, jaką dziewczyna podejmie będzie w rezultacie zła. Bo to nie jest opowieść o księżniczce i królewiczu. To opowieść bez początku i końcu i choć może nie jest prawdziwa, to jest w niej coś, co nie pozwala o niej zapomnieć. Wyraziści bohaterowie i niepokojący klimat. Gęsty, wręcz taki niecynamonkowy.

Dla mnie ten fik jest trochę eksperymentem, nie wiem czy tak samo to odbierasz. Eksperyment udany w każdym razie.

Gratulacje, wena życzę

Nela

_________________
Nashek Ota xD


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 18 Kwi 2008, 22:44 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 20 Cze 2007, 09:46
Posty: 569
Miejscowość: Kraków
Płeć: Kobieta
To dobry, niepokojący tekst. Tyle mogę powiedzieć, teraz o tej nieludzkiej godzinie, zmęczona, z ociężałą głową. Pewnie powinnam zaczekać aż znajdę trochę wolnego , ale zbyt dobrze znam siebie i świat, by wierzyć w rzeczy tak nierealne . W tym przypadku autorka musi mi wybaczyć, że nie spędziłam na tym odpowiednio dużo czasu, by przejechać przez ten tekst i go przeorać, wychwytując wszystkie błędy i nieścisłości. Zamiast tego pozwolę sobie ograniczyć się jedynie do moich odczuć, które jak bardzo łatwo to przewidzieć, będą bardzo, bardzo subiektywne.
Od razu powiem, że początek to dla mnie istny majstersztyk. Czytałam go i w mojej głowie kołatała tylko jedna myśl "To jest świetne". Zazdroszczę z całego serca, bo sama z największą chęcią rozpoczęłam bym tak opowiadanie. W tej jednak sytuacji pozostaje mi tylko pełne uznanie i zachwyt.
Co do samej opowieści to pokazałaś nam tylko fragmentów, jak urywki długie filmu, którego nigdy nie poznamy, więc kazdy musi sam dopowiedzieć sobie resztę. I dobrze, bo czytelnik powinien używać swojej głowy, w końcu ma ją nie tylko po to, żeby mu nie napadło do środka, jak zacznie padać :wink:
Tak naprawdę oprócz imion głównych bohaterów(taka mała słabość) podoba mi również styl. Widać, że wiesz co robić z piórem i jak go używać. Co więcej, to właśnie Twój warsztat sprawia, że nie naruszasz granicy, za którą ten tekst byłby dla mnie niestrawny. Kilka razy opowiadanie podążało w kierunku, który uznałabym za bardzo ryzykowny, jednak bez najmniejszego problemu ominęłaś wszelkie pułapki i wyszłaś, z tego bez szwanku dla ff.
To dobry i nie jedno wymiarowy tekst. I na pewno niepokojący, niemal jak srebro, które śmierdzi zgnilizną. Fakt, że tekst jest przesączony jakimś takim dziwnym klimatem, że nie czyta się go ot tak, na jeden kęs, ale trzeba go dłużej trawić, sprawia, że rezerwuje sobie miejsce w umyśle, by tak szybko go nie opuścić.
Tak jest i w moim przypadku. Zwłaszcza po takim zakończeniu

Pozdrawiam
Jod

_________________
"Czasem pewne myśli nadciągają nie wiadomo skąd i dlaczego" - S. Grabiński
"Czas robi swoje. A ty człowieku?" - S. J. Lec

Literówki mnie kochają - tylko czemu?

Beta to dla mnie konieczność. Absolutna konieczność.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 19 Kwi 2008, 19:19 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 07 Cze 2007, 13:23
Posty: 366
Miejscowość: Gdańsk
Płeć: Kobieta
Jestem pod wrażeniem. Ten tekst jest oryginalny, tajemniczy i niesamowity. Ogólnie nie przepadam za takim stylem, pełnym niedomówień i tajemnic. Jednak ta miniaturka wyjątkowo mi się spodobała. Była tak magiczna. Widać, że dużo nad nią myślałaś, całość jest dopracowana i tworzy spójną całość. Najbardziej zaskoczyło mnie zakończenie, każdy z nas może sobie po swojemu dokończyć tę opowieść. I choć z reguły tego nie lubię, w tym przypadku nie mam nic przeciwko. Sama nie wiem czemu. Po prostu wszystko w tym tekście do siebie pasuje, każde słowo wydaje się być na swoim idealnym miejscu. Imponujące.
Stworzyłaś też wspaniałą atmosferę. Te krótkie, urwane zdania nadają tekstowi pewien niepowtarzalny klimat. Podoba mi się również tytuł, doskonale pasuje do kontekstu. I imię głównej bohaterki – Feu. Oryginalne i ciekawe. Tak samo cytat na początku jest wspaniały.
Co do bohaterów, podoba mi się sposób, w jaki ich opisałaś. Bez kiczowatego romansu i innych ckliwych paskudztw. Tak naprawdę rzadko można spotkać się z takim przedstawieniem kobiety i mężczyzny. Ani miłość, ani przyjaźń tylko jakaś dziwna, nie do końca zrozumiała relacja. Co prawda nie do końca pojmuję przyczyny decyzi Feu, ale wydaje mi się, że tekst tylko na tym zyskuje.
Styl. Zgrabny, plastyczny, płynny. Piszesz z lekkością, nie popełniasz błędów. Tylko pozazdrościć. Ja nie potrafię pisać w taki sposób. To jest już sztuka, i Tobie droga Autorko doskonale to wychodzi. Sztuką jest napisać tekst na poważnie, bez banału, tajemniczy i pełen niedomówień, a jednocześnie taki, który potrfai zaciekawić, zafascynować.
Twój tekst bez wątpienia jest niezwykły. Wybiegający poza zwykłe ramy.

A, znalazłam mały błąd.
Cytuj:
Ostatnie słowo wypowiada ze szczególnym akcentem, odsłaniając przy tym – chyba dość nieświadomie – górne zęby. Feu działa dość instynktownie.


Przepraszam za brak konstruktywności, zawsze mam z tym problem...

Gratuluję raz jeszcze i życzę weny
Pozdrawiam
Aev

_________________
Z zaostrzonymi Mackami nie ma żartów.
Moderator mode on.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 21 Kwi 2008, 20:41 
Online

Dołączenie: 25 Paź 2004, 07:59
Posty: 738
Miejscowość: Poznań
Płeć: Kobieta
NO i co można napisać pod takim tekstem? Najlepiej to, co wpadło mi pod klawiaturę i się nie przejmować.
Więc po pierwsze: gdyby nie pani Yaxley i Szarogrzbiety, mogłoby to równie dobrze być gdzieś wydrukowane jako samoistny tekst i sama bym nabyła tomik zawierający to opowiadanie.
Po drugie: proza jest gęsta. Smakowita. Opisy...
Po trzecie:" gdzieś masz "doprawy" zamiast "doprawdy".
Po czwarte: czuję jakoś, że Feu jest trochę do mnie podobna. Nie umiem tego określić...
BRAWO Cynamonko.

_________________
"Codziennie zjadam trzy talerze szpinaku, a potem robię rundkę na karuzeli, żeby choć trochę zzielenieć"
Skype: Bartysia_Lorda
A. Kańtoch, 13 anioł
*Komentarze karmią wena* /oczka DE/


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 17 Mar 2009, 18:32 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 07 Lut 2009, 13:58
Posty: 144
Miejscowość: Łąka Pełna Maków
Płeć: Kobieta
Ładne... skłaniające do refleksji...

Ja jestem zdania, że człowieka poznaje sie poprzez to, co pisze. W pisaniu ujawniają sie nasze ukryte oblicza i marzenia niewypowiedziane na głos, a Ty zawsze pisałaś dobrze... Nawet Twoje wypracowania były idealne... Lubie czytać Twoje teksty.

Tekst mi sie podoba... Ciekawa historia ubrana w dobrze dobrane słowa. Nie będę pisać o interpunkcji itd. - jesteś w tym dużo lepsza ode mnie :P
Wpadłam w dziwny nastrój po tej lekturze - smutek, żal, tęsknota za czymś nieokreślonym.

Pozdrawiam:)
Margot.

_________________
"A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą
I udają, że znaczą, coś więcej niż znaczą!..."

"Poeta" B. Leśmian


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 11 Paź 2009, 21:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 13 Sie 2008, 09:49
Posty: 123
Miejscowość: Bochnia
Płeć: Kobieta
Przez Twój tekst, Cyniu, nie spałam pół nocy. Przez Twoje wampiry! One są zUe :P
Ale do rzeczy. Po przeczytaniu trzech pierwszych akapitów wiedziałam, że tekst nie będzie byle czym. Właśnie ten wstęp ogromnie mnie zachwycił. Widać w nim lekkość i dobry styl. Początek - według mnie najtrudniejsza część opowiadania - tobie wyszedł perfekcyjnie i tak naturalnie. Umiesz fantastycznie zaciekawić czytelnika, by przeczytał tekst dalej, do samiutkiego końca. Czasem po przeczytaniu samego początku ma się ochotę zamknąć okienko i nie czytać dalej. U Ciebie jest wręcz przeciwnie. Po pierwszych trzech akapitach ma się ochotę rzucić na dalszą część tekstu i dosłownie go pożreć, literka po literce.
Dalej jest coraz lepiej. Ucięte zdania i wielokropki dodają tej miniaturce tajemniczości i takiego specyficznego charakteru. Czuć taką grozę, wampirzy nastrój (szczególnie gdy w trakcie czytania słucha się muzyki z "Upiora" ;) ).
Dobre jest też to, ze nie mówisz wszystkiego wprost. Lubię takie teksty, które zmuszają czytelnika do pomyślenia, ruszenia szarymi komórkami. Połączyłaś w tym tekście dwie rzeczy które rzadko idą ze sobą w parze. Jest i sporo fabuły ale równocześnie nie możemy narzekać na to, że bohaterowie są płytcy i prości. Ten tekst jednocześnie posiada głębię opowiadania, które skupia się na psychice bohaterów i równocześnie cały czas coś się dzieje. Trudno to pogodzić, ale Tobie wyszło idealnie.
I mi się właśnie podoba to, że ucięłaś końcówkę. Tak, z chęcią dowiedziałabym się, co jest dalej, ale właśnie to niedopowiedzenie buduje specyficzny klimat i - moim zdaniem - tekst zyskuję dużo. Nie jest jednym z tych, o których zaraz po przeczytaniu się zapomina. O nim myśli się jeszcze długo i zastanawia nad każdym szczegółem.
W strefie językowej też jest idealnie. Jak już wspominałam, twój tekst posiada ogromną lekkość, czyta się go gładko, bez żadnych potknięć. Błędów również nie widziałam.

Czekam na więcej takich tekstów, bo masz ogromny talent i powinnaś go wykorzystać co do kropelki ;) A i do tego tekstu z chęcią powrócę za jakiś czas i się pozachwycam ponownie.

Życzę Wena,
chimera

_________________
Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie, jak go wskrzesić.
[ Albert Einstein ]


Krukonka z powołania i wyboru.

LJ


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Inna ścieżka
 Opis: Pojedynkowe
PostWysłany: 25 Sty 2010, 17:12 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 20 Mar 2009, 12:56
Posty: 20
Miejscowość: Warszawa
Płeć: Kobieta
Och. No i co ja mam teraz zrobić? Przeczytałam jedno Twoje drabble, bardzo mi się spodobało. Przeczytałam Światłocienie, byłam zachwycona. A teraz przeczytałam to i zupełnie nie mam zielonego pojęcia, co napisać. Bo ten tekst jest po prostu i naprawdę wspaniały. Zbudowałaś tak niesamowity nastrój, że wciąż czuję się jakoś tak nieswojo. Co, jeśli dziś, gdy zajdzie już słońce i pojawią się gwiazdy, pod oknem mojej sypialni będzie stał mężczyzna wpatrujący się w księżyc w pełni? Mam wrażenie, że tak właśnie się stanie, mimo że ten piękny, wiszący na niebie stwór jest dopiero w pierwszej kwadrze. Ale przecież od czego jest magia? Tutaj wszystko może się zdarzyć. Może piszę trochę od rzeczy, ale to ta tajemnicza atmosfera tak na mnie działa.
Główne postacie namalowałaś nam pięknie. Także otoczone tą wszechobecną tajemnicą, jednak możemy zrozumieć uczucia nimi targające. I ta niesamowita relacja, która ich łączy. Ni to przyjaźń, ni miłość. Dziwne, dziwne. Feu jest pokazana tak, że nie potrafię dokładnie zrozumieć, co nią kierowało. Czemu po Tym wieczorze Greyback stał się także jej wrogiem. Czemu ludzie tak ją odrzucali. Czemu... Czemu... To bardzo dziwna postać. Nie ujmując nic Savierovi. Jego też do końca nie rozumiem. :)
Język wspaniały. (Chyba nadużywam tego słowa przy Twoich pracach) Całość czyta się lekko, płynnie i przyjemnie, pomijając szczegół, że treść jest już trudniejsza do przetrawienia. Musiałam się co chwila zastanawiać nad znaczeniem poszczególnych zdań czy akapitów. Udało mi się jednakowoż znaleźć jeden błąd.
Cytuj:
To zdecydowane, silne bicie serca, gdy stoisz na rozstaju dróg i nie wiesz, co począć, którą z wybrać – która z nich jest zła?

Tutaj trochę się zagmatwałaś na końcu.
Zakończenie intrygujące. Pozwoliłaś nam na samodzielne wymyślenie, jak ta historia się dalej potoczy, za co jestem wdzięczna. Dzięki temu możemy sobie wymyślać miliony zakończeń, a i tak nie znajdziemy prawdziwego. To dokłada jeszcze więcej tajemniczości. Tak w ogóle, to wydaje mi się, że chyba właśnie tej cesze podporządkowałaś cały ten tekst. Zaczynając od intrygującego początku, przechodząc przez zbitek sytuacji i wspomnień, które wplątują nas w jakiś dziwny świat i kończąc na niczego niewyjaśniającej scenie... Muszę przyznać, że to wszystko udało Ci się świetnie.
Uważam, że to najlepszy tekst z tych trzech Twego autorstwa, które przeczytałam, a sądząc z tego, co mi wcześniej napisałaś, także i ze wszystkich. Chylę więc głowę przed takim arcydziełem i mam nadzieję, że jeszcze niejedno tak dobre, albo i jeszcze lepsze wyjdzie spod Twego pióra.
Żegnam i pozdrawiam,
V.

_________________
" ‘Nie można im ufać. Myślą, ze są w stanie kontrolować skarpetki, ale w końcu to skarpetki zaczynają kontrolować ich. Skarpetki zawsze wygrywają.’ "

Ciemna strona światła by Maya


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: beata_rd, Jakakolwiek, MSN [Bot], Nausicaa oraz 15 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group