Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 01 Sie 2010, 10:34

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Tytoń
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 17:54 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sie 2006, 10:44
Posty: 371
Miejscowość: z Antykwariatu...
Płeć: Kobieta
Miałam poczekać z wywieszeniem tego, ale już dłużej nie mogę. Pcha mi się pod myszkę i domaga uwagi. A myślałam, że już nie napiszę ff. Khem... Cóż, tak to bywa.
Poniższe powstało w ostatni dzień wakacji z powodu nadmiernego czytania poezji. I z powodu perfumów. No, mniejsza o to.
Serdecznie dziękuję Barty Crouch za zbetowanie, albowiem przeprawa z przecinkami ciężka jest. Zwłaszcza moimi. Podziękowania należą się również kasi5k za to malownicze wybebeszanie, które tak kocham. Nie wiem co bym bez was zrobiła dziewczyny.
Tekst całkowicie na poważnie.

A, i zapomniałam: są spojlery. Nieduże, ale są.

Miłego czytania.
Cyni


Tytoń

Drogą nieba od atłasu gładszą
zmierzch przejeżdża na siwym koniu.
Zbudzon lilie tytoniu
przeciągają się –
wstają
i patrzą.
Gdybym była tym białym tytoniem,
- kochałabym i Pełnię
i Kwadry,
i Nów,
drżałabym o zmroku pragnieniem
bez słów
i nie wiedziałabym o niem –
– A księżyc, choć kochany przez mnie
śmiertelnie,
nie mógłby zniknąć z nieba
na zawsze –
umyślnie –
abym płacząc i tęskniąc
czekała
daremnie,
aż on srebrzystym źródłem
zza chmury wytryśnie...



Specjalnie dzisiaj nie zaciągnęła zasłon. Chciała patrzeć, móc zapamiętać każdy nawet najdrobniejszy promyczek, każdą smugę i każdy odcień tego światła. Znała je przecież doskonale. Patrzyła na nie codziennie, jak przesączone przez lekkie, ciemnobordowe zasłonki wkrada się w tajemnicze zakamarki szafy, wyganiając z kryjówki nocne stworki, koszmarki i cienie. A cieni było wiele. Gdy była dzieckiem, często myślała, że za szafą mieszkają ludzie złożeni tylko z cienia. Delikatni, zwiewni i jedwabiści jak mrok. Utkani z urojeń śniących w domu ludzi. Gdy jako pięcioletnia dziewczynka leżała sama w łóżku, wyobrażała sobie, że nocne ludziki wychodzą z ich kryjówki, badają swoje miejsce pobytu długimi, szarymi paluchami, a wreszcie spostrzegają, że nie są same. Widzą JĄ. Podchodzą do niej, przyglądają się, gładzą po twarzy.

Często więc zostawiała zasłony tak jak były. Okno nie stanowiło przeszkody dla świateł ulicy, dla gwiazd i świetlistej tarczy księżyca.

Zmierzch przejeżdżał po niebie na swym siwym koniu. Siedziała dzisiaj na parapecie, obserwując wpełzającą leniwie na nieboskłon tarczę. Była Pełnia.
Światło miesiąca było jak zamknięta w szklanym pojemniku rtęć. Sączyło się mocno, stanowczo, odbijając się od każdej, nawet najmniej gładkiej powierzchni. Wypełniało pokój uwydatniając każdy szczegół, wyostrzając kontury, czyniąc ściany trupiobladymi. Na niebie nie było wtedy widać nic innego. Tylko to światło koloru rtęci. Nawet gwiazdy mu się poddawały, blaknąc nieznacznie i chowając, jakby były niegodne przebywania z nim w tym samym miejscu.

Przyglądała się kwitnącemu tytoniowi na swoim biurku. Kwiaty, choć zamknięte, wydawały się takie małe i delikatne, lekkie i nic nie znaczące. Nawet ich lekki róż wydawał się być koloru rtęci tej wyjątkowej nocy.

Para unosząca się znad kubka była srebrnoszara. Jak sierść wilka.

Bała się myśleć o tym, co teraz może dziać się z jej Wilkiem. Kochała ten piękny, krągły i dumny księżyc i jednocześnie go nienawidziła.
Nienawidziła, bo od niego zależny był Wilk. Kochała – bo kochała Wilka.

Kochała każdą kwadrę ich wspólnego kata. I Pełnię. I Nów. Ale najbardziej kochała zmierzch. Porę, w której wszystko mogłoby być tak, jak tego chciała. Mogłaby w nieskończoność czekać na światło księżyca w kolorze rtęci, drżeć z pragnienia, by znów ujrzeć swojego Wilka i jednocześnie cieszyć się, że zmierzch na siwym koniu nigdy nie odbierze jej szczęścia.

Odgarnęła z czoła kosmyk włosów i westchnęła. Księżyc kocha tytoń, ale ten nigdy nie otwiera dla niego swych płatków. Był dla niej jak Księżyc. Ona zaś była Tytoniem. Tytoniem, który wbrew swej naturze otwierał kwiaty właśnie na noc, by poddać się ledwo wyczuwalnej pieszczocie długich palców Księżyca. Tytoniem, który czekał na ten jedyny w swoim rodzaju dotyk, pełen miłości i oddania, pełen ufności i delikatności. Dotyk, jaki mógł dać mu tylko Księżyc.

Czekała na niego każdego miesiąca. Wiedziała, że Wilk nie zniknie którejś nocy, tak jak Księżyc. Kochała go śmiertelnie. Gdyby zniknął, umarłaby z tęsknoty.
Mówiła mu o tym tysiące razy. Tysiące. A on za każdym razem odpowiadał to samo.
Nie.

***

Od czasu, kiedy dostała od szefa polecenie, by patrolować Hogwart, cieszyła się, że zlecono to zadanie właśnie jej. Nie mogła zbyt często być na zebraniach Zakonu, przez co nie widywała Remusa. Widywanie Remusa było zawsze trudne, zawsze bolało tak samo, zawsze powodowało przyśpieszone bicie serca.

Powtarzał jej, że na pewno kiedyś spotka tego jedynego, znajdzie w życiu szczęście i wcale nie jest jej do tego potrzebny. Nie potrafił najwyraźniej zrozumieć, że to jego potrzebowała. Że chciała patrzeć w te piwne oczy i móc się przekonać, czy naprawdę przy źrenicach są zielone. Chciała poznać smak jego ust, móc dowiedzieć się, czy jego skóra jest gładka, czy nie. Chciała wiedzieć, jakie w dotyku są jego włosy i móc wdychać zapach orzechów laskowych, tuląc się do Wilka. Bo Remus pachniał orzechami. Dowiedziała się o tym kiedyś, gdy wpadła na niego wychodząc z pokoju, kiedy kwatera Zakonu znajdowała się przy Grimmauld Place.

Unikał jej na wszystkie sposoby. Nawet w Kwaterze. Unikał jej wzroku, jej obecności, unikał słów. Tak naprawdę unikał wszystkiego, co mógłby stracić, gdyby było jego.

A ona unikała wszystkiego, co wiązało się z Remusem. Spotkań w Kwaterze, Pokątnej.
Herbata w kubku już dawno wystygła, a milczenie jakie panowało w pokoju, między nią i Molly Weasley powoli stawało się nie do zniesienia.

- Tonks...
- Wiem, że nie powinnam się zadręczać.
- Nie to chciałam powiedzieć, kochanie – powiedziała Molly. – Chciałam powiedzieć, że zawsze jest jakieś wyjście.

W chwilę później w drzwiach stanął Albus Dumbledore i Harry. Uciekła. Nie miała w zwyczaju uciekać, ale ostatnio zdarzało się to coraz częściej

Zanim się aportowała, spojrzała na sierp księżyca, pytając w myślach, czego tak właściwie Remus się boi.

***

- Remus...
- Tonks, powtarzałem ci już tyle razy. Zasługujesz na kogoś więcej.
- Na brodę Merlina, Remus, czy ty nie rozumiesz, że ja nie chcę nikogo innego?! NIKOGO!
Kocham cię tak mocno, że mogłabym oszaleć! Zrozum, że mamy tylko to jedno życie i nic więcej. Nic nie trwa wiecznie!

Stał przy drzwiach. Jak zawsze, kiedy wreszcie odważyła się poruszyć ten temat.
Teraz patrzył na nią z dziwnym wyrazem w piwnym oczach.

- Właśnie, Tonks – wyszeptał tak cicho, że ledwo go zrozumiała. – Nic nie trwa wiecznie.

A potem wyszedł.

***

Nie widziała go od tego czasu ani razu. W ogóle.
Spotkanie z nim w skrzydle szpitalnym, po tym jak zakończyły się walki ze Śmierciożercami... Bronił się zawzięcie. Nawet nie chciał patrzeć jej w oczy. Ale chyba coś się zmieniło, po tym jak Minerwa wypomniała mu, że dyrektor bardzo by się cieszył z tej odrobiny miłości.
Może bał się właśnie tego szczęścia, tej miłości, która trafiła mu się praktycznie jak los na loterii?

Ale wiedziała, że niektórych ludzi trzeba uszczęśliwiać na siłę. Remus był jednym z nich.

***

- Wiesz, że wilki łączą się w pary na całe życie? – zapytała, gdy szli przez błonia, by wydostać się ze strefy antyteleportacyjnej.
Spojrzał oniemiały, najwyraźniej nic nie rozumiejąc.

- Wilki są najsilniejsze wtedy, gdy są w stadzie, gdy mają własną rodzinę. Samotny wilk jest bezbronny.

- Wilk potrafi się bronić nawet wtedy, gdy jest sam – stwierdził Remus, nawet na nią nie spoglądając.

- Nie przed ludźmi.

***

Była dla niego jak Tytoń, który uparcie zostawia nocą otwarte kwiaty, by mogły oddać się pieszczotom światła z rtęci. Księżyc opierał się bezlitośnie za każdym razem, gdy tylko mógł.
Każde przypadkowe spotkanie budziło to, co starał się ukryć. I choć Tytoń też coraz dłużej zostawiał kwiaty otwarte, Księżyc odwracał od nich swoje spojrzenie, bojąc się zniszczyć to, co było tak piękne.

Księżyc był tchórzem, a Tytoń nocą otwierał swe niewinne płatki, czekając.

Wilk unikał tego jak tylko mógł. Nie zasługiwała na życie z kimś takim. Była niewinna, delikatna, leciutka i taka... zwiewna. Jak kwiaty tytoniu, które boją się pieszczot słońca, żebrzą zaś o perlisty dotyk Księżyca.

Nie mógłby przecież... Nie mógłby skazać jej na życie z kimś takim jak on. Był niebezpieczny. Był...zwierzęciem, co przecież musiał otwarcie przyznać.

A dla niej był Sułtanem, zaklętym w srebrną tarczę księżyca.
Ona cię kocha! – syknął jakiś jadowity głosik w jego głowie.

Czy byłby w stanie dać jej szczęście, jakiego pragnęła? Czy ten niezdarny Księżyc byłby w stanie sprawić, że Tytoń nie zwiędnie? Czy byłby w stanie ofiarować jej swoje szczęście, zamiast tego, które kiedyś na pewno by zyskała?

Księżyc spoglądał przez okno na kwiaty Tytoniu, przeklinając los za to, że nigdy nie dał mu żadnego wyboru.

***

Pobrali się, bo przecież tak właśnie miało być. Przed przeznaczeniem nie można uciekać. Remus wielokrotnie pluł sobie potem w brodę za tę chwilę bezmyślności, ale przecież kochał ją do szaleństwa.

Kochał jej gładką, delikatną skórę, cienie pod rzęsami, gdy miała zamknięte oczy, promienie słońca na obojczyku, gdy leżała zaspana w łóżku, czekając, aż sam pofatyguje się po śniadanie. Zadarty nosek, oczy, do których koloru nigdy się nie przyzwyczajał, bo przecież każdego dnia mogły być inne.
I zapach. Coś jak mieszanka jaśminu z zapachem suszonego tytoniu.

Lubił przyglądać się jej o zmierzchu, bo wtedy jej oczy szarzały, a ona z uśmiechem przytulała się do niego, powtarzając, że to najpiękniejsza pora doby.
Nic nie mogło wtedy odebrać im ich szczęścia, czas przestawał istnieć i tylko przyśpieszony oddech był w stanie przypomnieć im o tym, że nie są zawieszeni w próżni.

Kwiaty tytoniu kwitły radośnie, skąpane w świetle księżyca.

*

Wiedziałabym na pewno,
że gdy się szczęście skończy, to się znowu zacznie,
choć się Skarb z seledynem zwinie w mgłę powiewną
lub go deszczowe sieci osnują niebacznie –
– i że po krótkiej chwili,
w wielkiej niebios sali,
siądzie sułtan Saladyn
– piękna pełnia w srebrze –
a ja, Tytoń mdlejący,
który w słońcu żebrze,
dla niego znów się stanę
z atłasu
i stali. –



Liczyła dni, podobnie tak jak on. Dni do i dni po. Skrupulatnie i dokładnie, niczym obserwatorzy gwiazd. Patrzyła na spadające z nieba smugi światła. Patrzyła, jak jej ukochany Księżyc znikał i jak pojawiał się co miesiąc. Tytoń na biurku przekwitł już jakiś czas temu.
Teraz zbliżał się nów.

Tęskniła za światłem swego Księżyca, by mogła znów poddawać się pieszczocie rtęciowego światła. Świat zasnuł deszcz i łzy. Tak bardzo się o niego bała.
Słała do nieba prośby, by Wilk wrócił do niej tak, jak Księżyc, który odradza się co miesiąc.

***

Zniknął. Powiedział, że chce porozmawiać z Harrym. Ale nie dała się na to nabrać. Przecież nikt nie wiedział, gdzie podziewa się młody Potter. Nikt nie widział go od miesięcy.
Był taki szczęśliwy, kiedy mu powiedziała, że jest w ciąży! Taki oszalały ze szczęścia, że jego oczy wydawały się bardziej zielone niż piwne. Zabrał ją do matki, chcąc być pewnym, że będzie bezpieczna, gdy będzie szukał Harry’ego.
Nie przypuszczała, że będzie w stanie tak po prostu ją zostawić!

Minęły już prawie trzy tygodnie od czasu, gdy widziała go po raz ostatni. Siedziała na parapecie w swoim pokoju i patrzyła na Księżyc, którego znów zaczęło przybywać. Cieniste stworzenia zza szafy umykały przed wszystkowiedzącym światłem, wszystkie szczegóły znów ujawniały się w blasku rtęci.

Para unosząca się znad herbaty miała kolor srebra.

***

Zmierzch zapadał za oknem. Była w kuchni, czekając na herbatę, gdy usłyszała szczęk klucza w zamku i skrzypienie otwieranych drzwi wejściowych.

– Remus!

Później nie było już nic innego, tylko jego miękkie usta, dotyk szorstkiej skóry, zapach laskowych orzechów, ciepłe dłonie i piwne oczy wpatrzone w jej własne, jakby przepraszały za wszystkie popełnione głupstwa.

*

W górze, trzymając cugle gwieździstej uprzęży,
Zmierzch przejeżdża
Na siwym koniu.
Księżyc patrzy w oczy
Tytoniu –
Tytoń patrzy
Wyprężony
W Księżyc.*



KONIEC

* Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, „Październik”


Przepraszam za bark wcięć w wierszu, ale mi je pozjadało, a nie wiem co zrobić, żeby były. Jeśli ktoś wie, będe wdzieczna za PM.

_________________
Jestem miniaturzystką i dobrze mi z tym!
Komentarze karmią Wena!
Inna Ścieżka

"Your orders, my Master"
Hellsing


Ostatnio edytowany przez Cynamonka 02 Paź 2007, 15:00, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 18:21 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 03 Sie 2007, 15:03
Posty: 31
Miejscowość: Warsaw city
Płeć: Nieokreślona
Bardzo, bardzo ładne. Przyjemne i klimatyczne. Może nie wniosło nic nowego, może nie miało fabuły, ale było jak kubek pysznej, gorzkiej, gorącej czekolady. Rozpływało się w ustach zostawiając pyszny posmak. Taki rozkoszny nastrój.

Pozdrawiam i proszę o wiecej Twoich dzieł!,
Anes

_________________
LIGA OCHRONY MROCZNYCH SUKINSYNÓW


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 20:25 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 03 Cze 2005, 16:46
Posty: 442
Miejscowość: Nisko
Płeć: Kobieta
Najtrudniej komentuje się te dobre i bardzo dobre fiki. Mam wtedy wrażenie, że nie napiszę wszystkiego, że nie umiem ubrać w słowa i uporządkować emocji, jakie we mnie wywołało dane opowiadanie i do jakich skłoniło refleksji. I to właśnie jest jedno z nich.

Pomysł jest ciekawy, szczególnie spodobało mi się porównanie Remusa i Tonks do Księżyca i Tytoniu. Ładnie przedstawiłaś ich miłość i relacje.
Postacie wyszły ci kanoniczne i zgrabnie poprowadziłaś akcję przez szósty i siódmy tom.

Brawo za śliczne opisy i wyważone emocje, których jest dokładnie tyle, ile trzeba. Jestem oczarowana klimatem, który stworzyłaś.

Bardzo ładnie, gratuluję.
Pozdrawiam;)

_________________
Z każdym dniem zmieniam się,
zmieniam się i wiem,
że istotna jest to zmiana.

Hey - Najważniejsze


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 20:45 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 01 Gru 2004, 19:49
Posty: 346
Miejscowość: Rajska Dolina
Płeć: Kobieta
Mi querida Canelita!

( a co mi tak na hiszpański się zebrało? przejdę może na polski...)

Kochana Cyni!

Ten fik jest niesamowity. Może i bez wielkiej akcji i bez ratowania całego świata, ale ma w sobie to coś, co nie pozwala przejść koło niego obojętnie. Ma w sobie coś, co sprawia, że zapada w pamięć, a za każdym razem jak się czyta, podoba się coraz bardziej.

Już sam pomysł wykorzystania wiersza Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej mnie zauroczył, bo należy do moich ulubionych autorek. A tu wszystko jest wplecione między wiersz tak zgrabnie, można odnieść wrażenie, że fik został w dużej mierze napisany właśnie w oparciu o ten wiersz.

Podobają mi się tu bohaterowie - tacy, jacy powinni być. Tonks, która tęskni za Remusem, która go kocha, która wie, że tylko z nim będzie szczęśliwa. I która jest jak te delikatne płatki tytoniu, otwierające się tylko do księżyca.
I Remus, który broni się przed tym uczuciem, który nie chce obarczać sobą ukochanej, bo twierdzi, że Tonks zasługuje na kogoś innego, lepszego. I to rozdarcie między jego wilkołactwem, między tym, co jest bolesne i nieuniknione i miłością do Tonks zostało tutaj bardzo dobrze przedstawione.

Teraz będzie o opisach, albowiem opisy to rzecz ważna. A te są śliczne, delikatne jak światło księżyca i takie ulotne jak mgła. Bardzo nastrojowe, czyli takie, jakie Nel lubi. I nawet te, które lekko się ocierają o erotykę, nie zgrzytają. Wręcz przeciwnie. Zresztą ja, podobnie jak pewna znajoma wiećma, jestem wielką miłośniczką opisów gładkiej skóry i dłoni i przyspieszonego oddechu ( a mój komentarz chyba zaraz wyląduje w Zakazanym xD). W każdym bądź razie mają w sobie, coś, co działa na zmysły. I za to wielki plus.

Zakończenie również przypadło mi do gustu, jest szczęśliwe, ale wyczuwa się w tym szczęściu jakąś melancholię, zapewne spowodowaną długim czekaniem Tonks na Remusa. Ale wrócił do niej i ma się wrażenie,że zawsze będzie wracał. Bez względu na wszystko. Bo przecież, jak powiedziała Nimfadora "Mamy tylko jedno życie".

I my też mamy, Cyni, więc życzę wiele Wena na dalsze fiki!

Nel

_________________
Nashek Ota xD


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 21:09 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Kwi 2007, 14:28
Posty: 63
Miejscowość: Rybnik
Płeć: Kobieta
Po raz trzeci zabieram się do skomentowania tego tekstu, i nie umiem nic wymyślić. O czymś to chyba świadczy.
Magicznie.
Całe opowiadanie przesiąknięte tak magiczną miłością, że jest do wprost niemożliwe. Pięknie przedstawione losy jednej z ciekawszych par kanonu. Rtęć.
Nie powiem, że miałam skojarzenia z pewnym ff, w którym ta rtęć pojawiała się dość często. Oczywiście, nikt nie wie o jakim tekście mowa :)
Doznać takiej miłości... największa rozkosz.

"Nic nie trwa wiecznie"
A szkoda.
Kasios.

_________________
"(...) kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami."
Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 28 Wrz 2007, 21:40 
Online

Dołączenie: 25 Paź 2004, 07:59
Posty: 738
Miejscowość: Poznań
Płeć: Kobieta
Ech... Jak ja mam Ci to skomentować?
Chciałabym umieć tak pisać. Może to po prostu nie moje klimaty? No i nie znam poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, której wiersz był, że tak powiem, natchnieniem i pewnego rodzaju źródłem fika.
Przez jedną chwilę myślałam, że tych opisów jest za dużo. Ale - bez nich ten fik chyba by nie miał sensu.
Remus i Tonks i ich miłość. Trudna. Ale jedyna, jaką oboje mieli.
Gratuluję - Barty

_________________
"Codziennie zjadam trzy talerze szpinaku, a potem robię rundkę na karuzeli, żeby choć trochę zzielenieć"
Skype: Bartysia_Lorda
A. Kańtoch, 13 anioł
*Komentarze karmią wena* /oczka DE/


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 29 Wrz 2007, 08:46 
Offline

Dołączenie: 12 Wrz 2007, 17:55
Posty: 26
Płeć: Mężczyzna
A mnie się bardzo podobało porównanie Remusa do Wilka. Takie oczywiste, a jednak w tym opowiadaniu staje się czymś wyższej wartości.
To już nie jest wilkołak, pechowo uwięziony w skórze człowieka, czy też człowiek ukryty pod maską wilkołaka.
To już jest Wilk, kochający Wilk, z uczuciami, z przeżyciami.

Piękne, naprawdę.

Pzdr ;]


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 29 Wrz 2007, 20:34 
Offline

Dołączenie: 05 Wrz 2005, 19:18
Posty: 953
Miejscowość: hmy... to raczej dziwne miejsce
Płeć: Kobieta
Zastanawiałam się, w jaki sposób mogę skomentować ten tekst? Nie bardzo wiedziałam, jak zdefiniować swoje myśli i wrażenia, ale teraz już wiem.
Cynamonowy smak i piękno, jakie ma sobie Autorka utworu, i inspiracja wierszem Pawlikowskiej –Jasnorzewskiej, i owa uroda letnich kwiatów tytoniu – składa się na całość lekką, wymuskaną, pieszczoną, romantyczną.
Ja napisałabym zupełnie inaczej, ze szramami.
Jest pewien gatunek południowych, ciepłolubnych, nocnych, dużych motyli, czasami zapuszczają się w nasze chłodne strony, zwabione zapachem kwiatów tytoniu spijają nektar, drżeniem skrzydeł zawieszone w powietrzu, przypominają kolibry. Czytając Twój utwór, nie mogłam pozbyć się tego skojarzenia. Słodko, delikatnie, ale już naznaczone ulotnością, muśnięciem skrzydła czasu umierania.

Gratuluję, urokliwy utwór.
dorga

---


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 01 Paź 2007, 16:04 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 08 Paź 2006, 17:43
Posty: 286
Miejscowość: zza morza...
Płeć: Kobieta
Właściwie to nie lubię poezji, ale teksty poetyckie to co innego.
Ta miniaturka jest niesamowicie nastrojowa. Przemawia do wyobraźni; czytając, wsiąkłam w jej niezwykły klimat. I choć opowiadanie jest o Tonks i Remusie, których bardzo lubię i którzy są tu naprawdę ładnie przedstawieni, to mimo wszystko odniosłam wrażenie, jakby bohaterowie przewijali się przez tekst gdzieś w tle, na drugim planie. Skryci, ze swoimi uczuciami i wątpliwościami, za księżycową poświatą i zapachem kwitnącego tytoniu. To dało ciekawy efekt. I piękny obrazek, jako całość.

Bardzo mi się podobało. Lubię od czasu do czasu przeczytać opowiadanie, w którym akcja niejako stoi w miejscu i nigdzie się nie spieszy. Jest wtedy czas, żeby dostrzec inne elementy, chociażby cudne, plastyczne opisy. I można się skupić przede wszystkim na emocjach, którymi ten tekst aż kipi.

Cytuj:
Patrzyła na nie codziennie, jak przesączone przez lekkie, ciemnobordowe zasłonki wkrada się w tajemnicze zakamarki szafy, wyganiając z kryjówki nocne stworki, koszmarki i cienie. A cieni było wiele. Gdy była dzieckiem, często myślała, że za szafą mieszkają ludzie złożeni tylko z cienia. Delikatni, zwiewni i jedwabiści jak mrok. Utkani z urojeń śniących w domu ludzi. Gdy jako pięcioletnia dziewczynka leżała sama w łóżku, wyobrażała sobie, że nocne ludziki wychodzą z ich kryjówki, badają swoje miejsce pobytu długimi, szarymi paluchami, a wreszcie spostrzegają, że nie są same.

Śliczny fragment. Urzekła mnie ta wizja nocnych ludzików :)

Gratuluję miniaturki!
Pozdrawiam,
Vianne

_________________
"Люди посланы делами,
Люди едут за деньгами,
Убегают от обиды, от тоски...
А я еду, а я еду за мечтами,
За туманом и за запахом тайги." (Юрий Кукин)

*
Tłumaczenia: Szare kamienie; Durmstrang
Najnowsze: Big Red


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 01 Paź 2007, 16:57 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 02 Paź 2005, 15:26
Posty: 341
Miejscowość: Skierniewice / Dziupla w Warszawie
Płeć: Kobieta
O ile lubię postać Tonks, to z Remusem jest już trochę gorzej. Nie żebym jakoś szczególnie go nienawidziła, ale po prostu są postacie w kanonie, o których czytanie sprawia mi większą przyjemność.
Może to dlatego, że Remus jest dla mnie jest takim romantykiem (chodzi mi o postacie pokroju Konrada Wallenroda). Poświęca swoją miłość, swoje uczucia dla walki, choć równie dobrze mógłby walczyć i kochać jednocześnie. Ale to jego pokręcone poczucie obowiązku i odpowiedzialności za cały świat nie pozwala mu na zaznanie szczęścia. Nigdy nie lubiłam tych romantyków, choć nieszczęśliwe miłości w literaturze mnie pociągają - uwielbiam czytać o ludziach, którzy marnują swoje życie, bo mają jakiś CEL, do którego spełnienia muszą dążyć nawet za cenę własnego życia.
Natomiast Tonks z całej siły stara się przyciągnąć to szczęście, sprawić, by Remus przyznał się do swoich uczuć, by pozwolił jej pokochać siebie.

Podoba mi się to porównianie tych postaci do księżyca i kwiatu tytoniu. Jest to tak piękne i plastyczne, że pozwala mi ujrzeć całą scenę - parujący kubek, rozchylone zasłony, kobietę leżącą w łóżku i tę roślinę o nierozwiniętych jeszcze kwiatach. I zachwyca mnie wizja, którą widzę. Namalowałaś słowami obraz, który zapada w pamięć, który urzeka swoim pięknem. I do tego ta para unosząca się nad kubkiem podobna do wilczej sierści. Księżyc, jednocześnie kochany i znienawidzony.

I, choć cieszy mnie powrót Remusa, myślę, że gdyby nie wrócił do Tonks, ten tekst urzekł by mnie tak samo mocno. Tylko pewnie w inny sposób. Bo Twój "Tytoń" po prostu jest do tego stworzony i nie da się tego zmienić.

_________________
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...

Bolesław Leśmian, "Poeta"

Ostatni Bastion Hetu.

Najnowsze:
Prosta Historia
Obsesyjna myśl [T]


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 02 Paź 2007, 18:04 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Kwi 2005, 13:54
Posty: 153
Miejscowość: Toruń
Płeć: Kobieta
To jest trochę jak arabska baśń, opowieść snuta w ogrodzie o zmierzchu.
I pachnie.
Jak dla mnie... fajką wodną. Przepraszam, to taki mój nałóg, knajpka, poduszki na podłodze i wielosmakowe fajki ćmione przy akompaniamencie piszczałkowych, pustynnych melodii. Ale naprawdę ten Tytoń i ten Księżyc i ta... Jasnorzewska, której tak nie znoszę, a która tutaj pasuje jak ulał, są niesamowite.
Klimatyczne.
Egzotyczne.
Ha!...

Właściwie słowa są najważniejsze, rozmakowanie się w słowach. Nie umiem wejść głębiej, przynajmniej po pierwszej lekturze, bardzo dobrze mi tu, gdzie jestem - między poetyckimi zestawieniami słów.
Prawda, jaki język może być fascynukący? Prawda, że można z nim zrobić wszystko?

Sama Tonks...
No nie wiem.
Bardziej chyba Remus, szczególnie wtedy, gdy mówi nie. Tak, to jest bardzo moje, przyjmuję bez sprzeciwu, wahania, ludzkie wątpliwości, wilcza moc.

Bardzo mi się podoba, bo inne. Budzi wyobraźnię i apetyt na kardamon.

Sama nie wiem dlaczego.

_________________
"Pisarze są po to, by pisać, a nie, żeby coś przeżywać. Jeśli chcesz coś przeżywać, powinieneś zostać piratem albo łowcą książek. Jeśli chcesz pisać, to powinieneś pisać. Albo potrafisz to czerpać ze swojego wnętrza, albo znikąd."

W. Moers, Miasto śniących książek


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 03 Paź 2007, 08:00 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 08 Sie 2007, 09:28
Posty: 306
Miejscowość: Poznań
Płeć: Kobieta
O Zielony Remusie, o Srebrna Tonks! - tak mi się skojarzyło bez sensu trochę?
Nie wiem, co mam napisac (cos mi sie wlasnie stalo z klawiatura i nie moge stawiac polskich znakow, przepraszam). Cokolwiek napisze, bedzie to banal, bo to opowiadanie jest tak delikatne, jakby ktos je szeptal do ucha. Albo jak muzyka skrzypcowa (nie smiac sie, prosze!).
Dziekuje. Dawno nie bylam tak wzruszona.

_________________
Z powodu chronicznego braku czasu egzystuję tu jedynie jako fantom.


Niektóre:
Bruliony
"Pani Tchórz",
Ron W.
klik

Ostatnie:
"Roszpunki"



http://obserwatorka.livejournal.com/


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 05 Paź 2007, 20:58 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 05 Paź 2007, 13:16
Posty: 18
Miejscowość: z gabinetu
Płeć: Kobieta
Ładne.
Bardzo ładne.
Niby nic, a takie wdzięczne. Urokliwa historia miłości, czytałam z zapartym tchem. Nie przypomina wszystkich takich romansideł, mimo, że o zakochaniu mowa. Piękne porównania do Tytoniu, Wilka... Mój komentarz nie jest zbyt konstruktywny, bo naprawdę nie wiem, jak ten tekst ugryźć. Rozmarzyłam się. I tyle.

Pozdrawiam
Julius


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 06 Paź 2007, 10:47 
Offline

Dołączenie: 12 Sty 2007, 15:08
Posty: 865
Płeć: Nieokreślona
Zaskoczyłaś mnie tym tekstem dokumentnie - nie wiedziałam, że napisałaś coś poza Gwiazdozbiorem i tym fiktem o Bartym (kajam się, jeszcze nie zapoznałam się z treścią żadnego, obiecuję poprawę). A już na pewno nie spodziewałam się, że napisałaś coś z parą Remus/Tonks. Podjęłaś się niezwykle trudnego zadania - ta para jest przeeksploatowana, opowiedziana na wszelkie możliwe sposoby i naprawdę trudno dostrzec w każdym kolejnym tekście jakieś innowacje, świeże spojrzenie. A już kiedy ktoś czytał Ucztę dla zmysłów nic, nic!, już nie wydaje się tak klimatyczne. A jednak Tobie udało się napisać coś, co w pewien sposób czaruje.

Zdążyłam już dość dobrze poznać Twój styl. Zdążyłam go nawet polubić, bo ja zazwyczaj źle znosiłam taką stagnację, bierność literacką. W Twoim przypadku ją kupuję, bo ma w sobie coś szczególnego. Zazwyczaj łączę Cię z opisem miejsc, i to bardzo dobrym opisem. Tu mamy moc porównań. Przyznam, że momentami porównania te wydawały mi się nadużyte i przeszkadzały we właściwym odbiorze tekstu. Chciałabym napisać, że co za dużo, to niezdrowo. Ten tytoń, wilk, księżyc, rtęć, orzechy laskowe... To było klimatyczne, nie zaprzeczam, ale gdyby był TYLKO tytoń i TYLKO księżyc, byłoby dużo bardziej zmysłowe i takie... intrygujące. To było troszeczkę zbyt płynne. Styl ładny, lekki, widać ostre nożyce bety - a przynajmniej ja widzę, bo znam Twoją interpunkcję. kasia5k powiedziałaby, że alternatywną. Zna z autopsji :)

Co mi jeszcze przeszkadzało? Kilka zdrobnień i potoczności. Budujesz taki klimat, w którym przeszkadzają te wszystkie: stworki, koszmarki, paluchy i ludziki. To był naprawdę dobry, mądry tekst i byłoby dobrze, gdyby to zniknęło. Świetnie wychodzi Ci uwodzenie czytelnika opisem - nie zubażaj efektu tego daru takimi szkodnikami. Po raz pierwszy czytając Twój tekst miałam wrażenie, że od początku do końca jest inspirowany, usnuty z marzeń, wyobrażeń i iluzji. To jest dobre wrażenie - tak pisały moje literackie autorytety. Ciesz się, niewiele osób potrafi tkać teksty z nici inspiracji. Czy to jest ten tekst, który tworzyłaś po moim wyjeździe? Jeśli tak, to jestem ciekawa, czy zainspirował Cię mój pobyt, czy ostateczne uwolnienie się od mojego towarzystwa. W każdym razie: brawo.

Co do kanoniczności - mimo wszystko niewiele można o niej powiedzieć, bo niewiele jej tutaj obserwujemy. Oszukałaś czytelnika i zrobiłaś to bardzo, bardzo subtelnie. Tekst jest bowiem o Remusie i Tonks, których niemal tam nie uświadczysz. Bo oni są tak naprawdę tłem - akcja toczy się (a raczej nie toczy się) głównie na poziomie zmysłów. I chociaż do Uczty dla zmysłów temu tekstowi daleko, to tutaj też operujesz przede wszystkim wrażeniami. Ten tytoń, tęsknota do księżyca (inspirowane głównie wierszem pani Marii, ale jednak), kolor rtęci. I, niestety, muszę Ci napisać, że wyłapałam kilka jawnych patetyzmów, które troszeczkę zaszkodziły, bo miłość Remusa i Tonks można nazywać na wiele sposobów, ale patetyczności się w niej nie dopatrzysz. Nawet stricte romantyczna miłość Tonks w połączeniu z jej charakterem daje zero. Ale nie umniejszam Twoich zasług w tworzeniu nowego wymiaru ich uczucia. Wyszło Ci to bardzo subtelnie i gdyby ten diament oszlifować, byłoby bardzo dobrze. Opowiedziana historia polega właściwie na braku historii, braku puenty i braku dynamiki. I to są jedne z największych zasług tego tekstu. Uwielbiam opowiadania, które potrafią w sobie rozkochać brakiem historii, bo to świadczy o ich wartości i klimacie. Gratuluję.

Owszem, nie jestem przekonana do wielu rzeczy w tekście, nawet już zbetowanym i wybebeszonym, ale nie będę się w to wgłębiać, bo akurat w przypadku Tytoniu wypada uwydatnić zalety, a nie podkreślić wady. A było kilka zdań, które mnie urzekły.
Cytuj:
Kochała każdą kwadrę ich wspólnego kata.

Mimo balansowania na granicy wysokiego C, urzekło mnie to zdanie. Może to przez brzmienie, bo przecież większość słów zaczyna się na literę K Zaleciało poezją.
Cytuj:
Że chciała patrzeć w te piwne oczy i móc się przekonać, czy naprawdę przy źrenicach są zielone.

Lubię szczegóły, a już naprawdę lubię, gdy przynajmniej raz (ale nie więcej niż dwa-trzy razy) w fanfikcie wspomina się kolor oczu bohatera. Im bardziej dokładnie i klimatycznie, tym bardziej lubię.
Cytuj:
Chciała wiedzieć, jakie w dotyku są jego włosy i móc wdychać zapach orzechów laskowych, tuląc się do Wilka.

Zdajesz sobie sprawę, że podeszłaś mnie socjotechnicznie? Bardzo niesportowa manipulacja.
Cytuj:
- Wilki są najsilniejsze wtedy, gdy są w stadzie, gdy mają własną rodzinę. Samotny wilk jest bezbronny.

- Wilk potrafi się bronić nawet wtedy, gdy jest sam – stwierdził Remus, nawet na nią nie spoglądając.

- Nie przed ludźmi.

Nic w tym tekście mi się tak nie podobało, jak to. Nic. Ten fragment jest dla mnie kwintesencją i treści, i przesłania. O ile porównania w tym tekście głównie mnie zmęczyły (gdyby nie na przykład treść wiersza, porównanie Tonks do kwiatu tytoniu byłoby zupełnie nietrafione), o tyle to - rozkochało. Bardzo, ale to bardzo mi się podobało. Śliczne.
Cytuj:
Ona cię kocha! – syknął jakiś jadowity głosik w jego głowie.

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić jadowity głosik w głowie Remusa, nawet, jeśli znam wydarzenia z ostatniej części cyklu. Ale to Twoja wizja, Twój Remus, Twój jadowity głosik. Zakładam, że Ślizgoni wszędzie słyszą jadowite głosiki i tę cechę przypisują nawet tak przykładnym Gryfonom, jak Remus.
Cytuj:
I zapach. Coś jak mieszanka jaśminu z zapachem suszonego tytoniu.

I przedobrzyłaś. Cyni, kochanie, wiesz, że ja strasznie nie lubię czuć się manipulowana zapachami w fanfiktach. Remus pachnie orzechami laskowymi, Tonks jaśminem z domieszką suszonego tytoniu. Dodałabym też subtelny zapach piżma, delikatną nutę szarotki i sosnowe igły.
Cytuj:
Liczyła dni, podobnie tak jak on. Dni do i dni po. Skrupulatnie i dokładnie, niczym obserwatorzy gwiazd. Patrzyła na spadające z nieba smugi światła. Patrzyła, jak jej ukochany Księżyc znikał i jak pojawiał się co miesiąc. Tytoń na biurku przekwitł już jakiś czas temu.
Teraz zbliżał się nów.

To jest kolejny bardzo dobry fragment. Bez patosu, bez zbędnej ilości porównań. Jednocześnie subtelny i mocny. Takie lubię i dzięki takim to opowiadanie odbieram na tak.

No i kolejny zabieg socjotechniczny - wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Kiedy byłam mała, znalazłam zeszyt mojej matki, w którym przepisała wszystkie jej ukochane wiersze. Oczywiście wiersze pani Jasnorzewskiej. Zeszyt już dawno się gdzieś zapodział, ale poezja ta była pierwszą, z jaką miałam styczność. Jako pięcioletnie dziecko nie bardzo rozumiałam, o co chodzi tej pani, która wciąż pisze o miłości. Potem dorosłam, zrozumiałam, pokochałam. Ładne podłoże ładnego tekstu. Dziękuję Ci, siostrzyczko, za tak śliczny tekst. Za klimat, za wiersz Pawlikowskiej, nawet za te nieszczęsne orzechy laskowe. Przepraszam za publiczne bebeszenie i jednocześnie zapewniam, że opowiadanie odebrałam nadzwyczaj pozytywnie. A to dlatego, że jest napisane tak, jakbyś przeczytała wiersz, usiadła na księżycowym rogalu i tkała słowa ze światła najodleglejszych gwiazd. Z pasją.

Elinka


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 06 Paź 2007, 12:50 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 02 Wrz 2007, 14:44
Posty: 51
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Cudowna, wzruszająca miniaturka.
Bardzo podoba mi się porównanie do Wilka i Tytoniu, ogólnie taki bardzo poetycki jest ten tekst.
Tak właśnie wyobrażałam sobie odczucia Tonks, ale nie potrafiłabym tego ująć w taki sposób, wykorzystanie wiersza dodaje temu uroku.
Chciałam wkleić jakieś jedno, najpiękniejsze zdanie, ale wygląda na to, że musiałabym zacytować wszystko.

_________________
"Nożem zwierza! Ciach po gardle! Tryska krew!"

"Bóg dał nam, farmerom, dwie silne ręce, po to, abyśmy mogli jak najwięcej dla siebie zagarnąć."


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: beata_rd, Jakakolwiek, Lisa, MSN [Bot], siemens oraz 14 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group