Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 01 Sie 2010, 10:36

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 17 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Trujący Bluszcz
 Opis:
PostWysłany: 23 Maj 2007, 20:39 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sie 2006, 10:44
Posty: 371
Miejscowość: z Antykwariatu...
Płeć: Kobieta
Rany, ludzie, napisałam fanfika! Wszystko przez Ell, która mnie do tego namawiała. Dziękuję jej za zbelowanie poniższego i cenne rady. Ell jesteś wielka!
To mój debiut w tej dziedzinie. Nie przypuszczałam, że będę się tak bać jak przy debiucie w Brulionach... Miłego czytania!


Trujący bluszcz

Andromeda kochała rośliny. Wszystkie. Dlatego, gdy była mała, powtarzała sobie, że w przyszłości będzie miała dom z pięknym ogrodem. Czarodziejskim. Takim, w którym wszystko będzie rosło swobodnie i gdzie będzie chciało, bez specjalnych poprawek.
Marzyła o tym, że będzie miała śliczny mały domek z gankiem. I że będzie tam dużo słońca.

Kochała robić na złość matce, która za wszelką cenę chciała wyplenić z niej zamiłowanie do tego, czego w rodzinie Blacków się nie spotykało. A tym samym, co nie przystoiło członkom rodu.
Mroczny i ciasny dom zawsze wydawał się Andromedzie przerażający i nieprzystępny. Tak, jak jej matka.
Podobno bycie Blackiem zobowiązywało. Andromeda próbowała nauczyć się tego, dostrzec, podobno bardzo liczne, zalety bycia czystej krwi. Próbowała zrozumieć różnicę między czarodziejami, którzy często odwiedzali ich dom, a tymi, których wraz z ojcem omijała szerokim łukiem na Pokątnej.

Kochała rodziców. Bardzo. Ale nie rozumiała, czym jeden czarodziej różni się od drugiego.
I dlaczego matka tak bardzo nienawidziła kwiatów, które Andromeda hodowała w doniczkach.
Bella często powtarzała, że rośliny nie są potrzebne w domu, zawadzają i do niczego się nie przydają. Tymczasem matka z zamiłowaniem gromadziła pamiątki po przodkach, które przecież też nie spełniały żadnej funkcji. No, chyba, że ich zadaniem było pokrywanie się kurzem.

– Ile razy mam ci powtarzać, że pannie z dobrego domu nie przystoi babrać się w ziemi?!

Narcyza zerknęła na siostrę sponad czytanej przez siebie książki, udając, że kłótnia wcale jej nie interesuje, choć tak naprawdę ciekawość rozsadzała ją od środka.

– Przecież nic złego nie robię! – wykrzyknęła Andromeda z oburzeniem. – To tylko pelargonia! Dlaczego MNIE zawsze wszystkiego zabraniasz, a one mogą robić, co chcą?

Andromeda doskonale pamiętała siarczysty policzek, który wymierzyła jej matka.
– Nie bądź bezczelna – warknęła kobieta, patrząc na córkę ze złością.

Dziewczynka obserwowała swoją rodzicielkę zaskoczona i przerażona równocześnie, nie wiedząc, jak zareagować. Bolał ją policzek. Złość buzowała w niej jak ogień, a z drugiej strony nie wiedziała, jak daleko może się posunąć.

– Nienawidzę cię – wyszeptała drżącym od tłumionego szlochu głosem, po czym wbiegła po schodach i z hukiem zatrzasnęła drzwi swojego pokoju. Bolało. Bolało ją każde krzywe spojrzenie, jakim obdarzała ją matka, bolały ostre słowa.

Wtedy po raz pierwszy jej się sprzeciwiła. Wieczorem, gdy ocierała chusteczką łzy, postanowiła, że będzie szła swoją własną ścieżką. I że już nigdy więcej nie będzie płakać przez członków rodziny. Spojrzała z żalem na sczerniały kikut, który jeszcze rano był jej pelargonią. Niedługo przecież pójdzie do Hogwartu, a wtedy wszystko się zmieni. Bo zmieni się, prawda?

Bella obserwowała wszystko zza zasłony. Doskonale wiedziała, że nie chodziło o małą pelargonię Andromedy, którą matka spopieliła z mściwą satysfakcją. Wyszła zza zasłony od razu po tym, jak siostra wybiegła z pokoju. Nie było sensu się ukrywać – matka nie znosiła, gdy ktoś podsłuchiwał.

– Powiedz jej, że nie dostanie dzisiaj kolacji – usłyszała chłodny głos matki.

Wychodząc z pokoju siostry, zerknęła przez okno na ich zaniedbany ogród. Kilka całkiem zdrowo wyglądających drzew oplatał dumnie piękny, zielony bluszcz.

Andromeda nie wyjrzała ze swojego pokoju przez cały wieczór. Zupełnie nie zwracała uwagi na poruszenie, jakie panowało na korytarzu. „Na pewno podano już do kolacji” – pomyślała z żalem, starając się zignorować burczenie w brzuchu. „Skup się, Andromedo! Co robisz źle? Jesteś Blackówną czy mugolem?”

Początkowo fakt, że matka z taką miłością zwraca się do Narcyzy i Bellatrix nie zwrócił jej uwagi. Co z tego, że Narcyza była częściej chwalona, a Bella gładzona czule po włosach? Widocznie na to zasługiwały. W końcu Cyzia więcej czasu poświęcała na czytanie książek i naukę francuskiego niż ona. Młodsza siostra była bardzo podobna do matki, zwłaszcza z charakteru. Wyniosła i chłodna, starająca się zachować pozory opanowania, choć w środku cała wrzała. Wzorcowa panienka z dobrego domu. Taktowna, dobrze wychowana, z manierami. Natomiast Bella była jej zupełnym przeciwieństwem. Temperamentna, bezczelna i szalona. Ale nikt nie brał jej tego za złe – nie to, co Andromedzie. Bella bardziej przypominała ojca, czego matka nie potrafiła znieść. Podobnie jak tego, że ona, Andromeda, praktycznie wcale nie była podobna do Blacków. Może tylko tak charakterystycznej dla nich dumy nie można było jej odmówić.

Jak każdy Black, Andromeda potrafiła długo się buntować. Kolejne dni minęły wypełnione chłodną, opanowaną złością. Atmosfera w domu stawała się coraz cięższa, aż w końcu Bella, nie potrafiąc znieść matki, patrzącej na jej siostrę z wyższością i Andromedy, która milczała całymi dniami, nie wychodziła ze swojego pokoju. Nawet Cyzia, która uśmiechała się kpiąco na widok siostry, siedzącej ze spuszczoną głową, działała jej na nerwy. Jednak Andromeda była tylko dzieckiem. I w końcu była zmuszona się poddać.

Kiedy przyszła do pokoju matki, zastała ją siedzącą przy kominku i czytającą.
– Czego chcesz? – zapytała oschle kobieta.
– Ja... – Andromeda przełknęła głośno ślinę. Zapadła grobowa cisza. W końcu dziewczynka zebrała się w sobie i, patrząc prosto w oczy matki, wyszeptała: – Przepraszam, mamo.
– Żeby mi to był ostatni raz!

„Będzie” – pomyślała dziewczynka.

*

Dzień, w którym Andromeda miała po raz pierwszy jechać do Hogwartu, pełen był gorączkowych przygotowań, pakowania kufrów i wydawania najróżniejszych poleceń obu dziewczynkom. Bella słuchała krzyków matki, puszczając jej uwagi mimo uszu i obserwując Andromedę, spełniającą każdy rozkaz rodzicielki. Narcyza patrzyła na nie z zazdrością. Sama miała iść do szkoły dopiero za rok i nie mogła się już doczekać. Bella często opowiadała młodszej siostrze o Domach, zaszczycie bycia Ślizgonem i o jej kolegach. No i o Lucjuszu, który kiedyś miał zostać mężem Narcyzy.

Ale jakoś nigdy nie wspominała o tym, by jakiś chłopak miał zostać mężem Andromedy.

– Pilnuj jej! Żeby nie przyniosła wstydu rodzinie! – rozkazała matka.
– Nie przyniosę! – oburzyła się Andromeda.

Pierwszy rok w szkole minął spokojnie. Andromeda trafiła do Slytherinu, co było powodem do zadowolenia. Matka nie narzekała na oceny córki, a nawet czasem ją chwaliła. Pisywała od czasu do czasu: W domu wszystko dobrze, pamiętajcie, żeby nie przynieść wstydu rodzinie, nie kłóćcie się, dbajcie o kontakty z Malfoyami. Bella dla dobra siostry przemilczała przesiadywanie Andromedy w cieplarni. Nie chciała wywołać burzy, choć coraz częściej się kłóciły, a ich kontakty znacznie się ochłodziły...

Ich wzajemna „nienawiść” zaczęła się dość spontanicznie – od kłótni na temat Lucjusza. Narcyza go uwielbiała i odkąd zaczęła szkołę, spędzała z nim cały wolny czas, racząc później siostry swoimi zachwytami. Bella nie ukrywała swoich poglądów i sympatii do młodego Malfoya. Był arystokratą.
Andromedzie natomiast nie podobało się to, co chłopak opowiadał o „Lordzie”. Wydawało się to dość podejrzane, „Prorok” donosił o zaginięciach i morderstwach. Andromeda bała się wojny, na którą wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały.
Nie podobała jej się okazywana przez Lucjusza pogarda dla mugoli, jego miłość do galeonów i chęć dorównania ojcu. Nienawidziła jego wyniosłego stylu bycia, przeciągania spółgłosek i tego, że miał zostać kiedyś jej szwagrem. Wydrapałaby mu oczy, gdyby mogła.

Lorelei Yaxley – jedna z jej bliższych koleżanek z roku, patrzyła na to wszystko z rozbawieniem. JEJ wcale nie obchodzili Malfoyowie, zresztą, Lucjusz był bardzo specyficzny i należało się do tego przyzwyczaić. Nie warto drażnić śpiącego smoka, ale ufać mu również się nie powinno. Andromeda czasem wspominała jej o swoim zamiłowaniu do roślin, jednak Lorelei bardziej interesowała czarna magia niż zielarstwo.

Andromeda wolała duszne cieplarnie i swoje hodowane w tajemnicy przed wszystkimi rośliny. Kochała życie, natomiast wszyscy, którzy ją otaczali, najwyraźniej nie dostrzegali jego piękna. Konwenanse, zasady, opinia społeczeństwa, towarzystwo, galeony – to był ich świat.
Ona potrafiła kochać życie całym sercem. Tak, jak swoje rośliny. Jej rodzina najwyraźniej nie wiedziała, co to jest miłość – przekonywała się o tym za każdym razem, gdy wracała do domu na święta czy wakacje. Wszędzie sztuczne uśmiechy, chłód i głowy skrzatów na ścianach rodem z horroru. Dom wydawał się jej martwy. Dość często wspominała zaniedbany rodzinny ogródek, w którym bluszcz rozpanoszył się radośnie. Chociaż usilnie starała się o tym nie myśleć, bluszcz coraz częściej kojarzył jej się z jej własną rodziną.

Właśnie przez zamiłowanie do zielarstwa poznała Teda. Był Krukonem mugolskiego pochodzenia, z czym nie potrafiła się pogodzić. Dla jej rodziny szlama znaczyła tyle, co mugol. Ilekroć o tym myślała, słyszała surowy głos matki: „To nic nie warte śmieci. Nie zadawaj się z nimi.” Starała się. I nawet jej to wychodziło. Ale ona była Blackówną! A każdego Blacka oprócz dumy charakteryzuje coś jeszcze: mściwość.

Zaczęła spotykać się z nim w cieplarni, bo on również pomagał profesor Sprout. „Na złość matce” – powtarzała sobie, choć początkowo świadomość, że Ted nie jest czystej krwi, budziła w niej olbrzymią niechęć do chłopaka. Lorelei coraz częściej przypominała jej: „Jesteś Black! Zachowuj się, jak na Blackównę przystało!” Andromeda nie zwracała na to uwagi.

*

– Musisz pamiętać, moja droga, żeby sprawdzić, czy bluszcz nie jest trujący, zanim go dotkniesz. Widzisz? Ten ma takie drobne kolce. Załóż rękawiczki – trzeba uważać, żeby się nie ukłuć. – Profesor Sprout podała jej rękawice ze skóry.
– Dlaczego mamy go wyrywać? Przecież...
– Ten bluszcz prędzej czy później zabije twoją roślinę. Jest trujący.


*

Z biegiem czasu Ted stawał się jej coraz bliższy. Zakochała się. To pewnie przez miłość do roślin. Często spotykali się w cieplarni, pomagając nauczycielce z mandragorami i z jadowitą tentakulą, którą oblazły jakieś robaki. Ted śmiał się, że wyglądają jak mszyce. Cokolwiek to było.
Nie liczyło się jego pochodzenie. Przy nim nawet otaczająca ich szara rzeczywistość nabierała kolorów.. Dni mijały coraz szybciej, czas płynął z prędkością światła, a w spragnione miłości i ciepła serce Andromedy zaczynały wkradać się pierwsze promienie słońca.
Był miły, zabawny i zawsze uśmiechnięty. Zupełnie inny od otaczających ją ludzi. Dla niego nie liczyła się opinia innych, a już zwłaszcza jej rodziny. Dla niej rodzina była jedyną formą bliskości, jakiej doświadczyła. Nie potrafiła zrezygnować z tego, co miała. Jeszcze nie w tamtym momencie.
Już za rok skończy szkołę, może wtedy... Ale Bella, Cyzia... Matka. A Lorelei? Chloé? Co one powiedzą? A... ojciec?

*

Po ukończeniu Hogwartu dostała pracę w małej aptece na Pokątnej. Siostry do niej nie pisywały. Cyzia wyszła za Lucjusza, Bella zaś poślubiła Rodolphusa. Później, zapewne na wieść o jej ślubie ze szlamą, siostry całkowicie się od niej odżegnały. Podobnie było z Lorelei, która najwyraźniej nie chciała zadawać się ze zdrajczynią własnej krwi. Trochę ją to bolało. Przez jakiś czas. Nie zamierzała się jednak nad tym rozczulać. To było jej życie – tak, jak postanowiła dziesięć lat wcześniej.

Miała kochającego męża, wymarzony domek, w którym zawsze było pełno słońca, a z każdego kąta, ze zmarszczek na firankach czy półek z książkami, biło wypełniające ich dom szczęście. Robiła to, co zawsze chciała robić – miała swój mały ogród pełen ziół, belladonny i drzew, które z radością pielęgnowała. To wystarczało. Wyrywała chwasty i usuwała bluszcz, który chciwie oplatał jej sadzonki. Zdarzało się, że odwiedzał ich Syriusz, który, jako buntownik, również został wykluczony z rodziny. Siadywali we trójkę przy kominku i gawędzili do późna, popijając piwo kremowe. Bywało, że Syriusz przyprowadzał Jamesa i Lily. Andromeda nie dbała o to, jakiej krwi są jej przyjaciele. Już dawno przestała zwracać uwagę na to, czy ktoś jest „czystej”, czy półkrwi. To było nieważne. Sama zamierzała wstąpić do Zakonu Feniksa. W końcu była wojna!
Miała Teda. To wystarczyło.
Czasem myślała o siostrach, które podążyły zupełnie inną drogą niż ona. O rodzinie, dla której już od dawna była czarną kropką na płótnie gobelinu. Ale mimo wszystko – czasami – tęskniła za nimi.
I wtedy urodziła córeczkę.

Ninny wynagrodziła jej brak wiadomości od sióstr, wypełniając wolny czas radością, światłem i miłością. Ted pracował często do późna, więc razem z córką siadywała w ogrodzie, opowiadając jej o zielarstwie i Hogwarcie. Bawiła się z nią i ze śmiechem obserwowała, jak jej córka zmienia kolor włosów na zielony. Była zupełnie inna niż jej siostry. Nie przypominała Blacków, co wzbudzało w Andromedzie dziką radość.

*

Kilka lat później przyśniła jej się Bella. To był chyba jakiś koszmar – nie pamiętała go dokładnie. Pamiętała tylko własną siostrę na klęczkach. I kolumny oplecione bluszczem. Obudziła się wtedy z krzykiem, zlana potem i roztrzęsiona. Nigdy nie miewała tego typu snów, ale czuła, że coś jest nie tak.
– To tylko zły sen, kochanie. – Ted objął ją i pogładził po plecach. – Zły sen.
– To moja siostra, Ted – szepnęła wtedy ze ściśniętym gardłem, choć już dawno pogodziła się z tym, że straciła siostry na zawsze.
– Wiesz, jak wygląda Trujący Bluszcz, prawda? – zapytała, a Ted skinął głową. – Było go pełno.

Nie chciała tego pamiętać.

Kiedy następnego dnia zobaczyła Bellę, nonszalancko przekraczającą próg salonu, Ted był z Ninny w ogrodzie. Zbierali kwiaty szarłatu do ususzenia. Andromeda siedziała właśnie nad woreczkiem z liśćmi mięty, pieczołowicie przebierając je palcami. Zaplątany gdzieniegdzie bluszcz odkładała do papierowej torby.

– Bella? Co ty tu robisz?
– Chciałam cię odwiedzić, siostrzyczko. I… pożegnać się.

Bellatrix uśmiechnęła się, celując w nią różdżką. Andromeda przeczuwała, że nie jest to przyjacielska wizyta. Rzuciła się do kredensu w poszukiwaniu różdżki. Za późno.

*

– Tato, co się dzieje? – odezwała się Ninny, obserwując uważnie okno domu, które na chwilę rozbłysło zielonym światłem. – Mama czaruje?
– Nie wiem, kochanie – skłamał instynktownie, zrywając się do biegu. Wiedział.

Przeszedł przez próg salonu. Andromeda leżała na podłodze. Tuż przy niej zauważył dorodną gałązkę bluszczu z drobnymi kolcami na łodydze.
Poznał ten bluszcz bez trudu.
Andromeda zawsze powtarzała: „Pamiętaj, żeby sprawdzić, czy bluszcz nie jest trujący, zanim go dotkniesz. Widzisz? Ten ma takie drobne kolce...”

KONIEC

_________________
Jestem miniaturzystką i dobrze mi z tym!
Komentarze karmią Wena!
Inna Ścieżka

"Your orders, my Master"
Hellsing


Ostatnio edytowany przez Cynamonka, 03 Lip 2007, 13:22, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 23 Maj 2007, 21:08 
Offline

Dołączenie: 16 Sty 2007, 20:10
Posty: 193
Miejscowość: śląsk
Płeć: Kobieta
Podoba mi się.
Przedewszystkim- napisałaś coś o Andromedzie. Bardzo rzadko się o niej czyta albo ja rzadko na nią trafiam.
Podobają mi się uczucia Andromedy który nam przedstawiłaś. Szczególnie to, że nie była "odrazu" "zdrajcą krwi"; to, że musiała się tego nauczyć. Tak samo jak tego, aby nie być "Black'ówną.
Bo przecież, jak ktoś, kto jest wychowywany na podstawie pewnych wartości i ideologi może się im sprzeciwiać, zanim nie pozna ich przeciwieństwa?
Moim zdaniem, średnio może. A Ty Cynamonko pokazujesz włąśnie, że tak nie jest, i jak już pisałam- bycia "zdrajcą krwi" trzeba się nauczyć.
A później można być szczęśliwym.
No i Nimmy. Uwielbiam ją, więc tak mam też z Andromedą;)
treść pochłoneło mnie bez reszty.
Pięknie Ci to wyszło;) Świetny debiut!

Pozdrawiam i Oby Tak Dalej;) Wena : )

-Totiki

BTW Mój setny komentarz na tym forum ^^ *łezka* ; D


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 23 Maj 2007, 21:14 
Offline

Dołączenie: 12 Sty 2007, 15:08
Posty: 865
Płeć: Nieokreślona
Kochana Cyni!

Jako że byłam przy narodzinach tego ff-a oraz dopingowałam przy jego powstawaniu, widziałam jak się rodził i powoli wyłaniał z morskiej piany, mogę być ździebko niekonstruktywna. Przepraszam z góry.

Przede wszystkim - cieszy mnie, że jest to tekst o Andromedzie, gdyż jest to jedna z moich ulubionych postaci z HP ostatnimi czasy. Blackówna, która sprzeciwiła się woli rodziców i zaczęła iść własną ścieżką. Tak jak Syriusz, ale i pośrednio tak, jak Regulus. Droga, którą zdecydowała się podążać, jest drogą wyboistą, ale jej własną. I za to ją szanuję. A teraz do komentarza właściwego!

Relacje Andromedy z matką:
Są napięte. Widać, że dziewczynka od samego początku czuje się odmienna. Nie rozumie, dlaczego matka zasłania się firanką, wyhaftowaną z konwenansów, i każe jej żyć tak, jak na noszącą nazwisko Black przystało. Narcyza jest widocznie bardziej spolegliwa, ale Belli musi to odpowiadać. Z tym temperamentem dawno by się zbuntowała. Żal mi Andry, kiedy przychodzi przeprosić matkę, bo widać jej rozdwojenie. Kocha rodzinę, ale nie wierzy w to, co usiłują jej wpoić. Próbuje pokazać im, że inaczej też można żyć, ale dla nich jest to nie do przyjęcia. W końcu ląduje poza gobelinem, tęskniąc od czasu do czasu za siostrami i matką. Były w końcu jej rodziną!

Relacje Andromedy z Tedem:
Właściwie to nie napisałaś o tym wiele, skupiając się raczej na historii rodzinnej i zamiłowaniu Andromedy do roślin, ale widać w ich związku zrozumienie i światło. Na jej adekwatne do nazwiska, czarne życie, padają promienie słońca. To ją ożywia i uszczęśliwia. Z Tedem czuje się jak na swoim własnym kawałku planety i nie liczy się dla niej nic. Bo Ted ją rozumie i kocha bezwarunkowo. I Andromeda wie, że będzie z nią do końca świata. Nie przypuszcza tylko, że jej świat tak szybko się skończy.

Narcyza:
Cyzi również mamy niewiele, ale bardzo mi się podoba. Najbardziej układna z sióstr, grzeczna i pilna. Pogardza faktem, że Andromeda nie potrafi się dostosować. I zrywa z nią kontakt, bo tak trzeba. Narcyza Black nie ma prawa zadawać się ze zdrajczynią własnej krwi. Własnej rodziny. Szkoda. Natomiast jej relacje z Lucjuszem są ukazane prześwietnie - od początku zafascynowana swoim przyszłym mężem. Tak, zdecydowanie jestem w stanie kupić taką wersję. Nie wierzę, że pobrali się bez jakiegokolwiek cienia wzajemnej fascynacji. Nawet wśród rodzin czystej krwi współcześnie nie występują aż takie ograniczenia. No i ten Lucjusz - taki, jak Draco. Genialne. Po raz pierwszy widzę takiego młodego Lucjusza w ff i jest on zgodny z moją wizją.

Bella:
Bellowa, co tu dużo mówić. Zabija siostrę, bo tego się po niej oczekuje. I podejrzewam, że nie ma wyrzutów sumienia. Zimna, szalona, nieobliczalna. A przecież na początku zdawała się być normalna. W takim stopniu oczywiście, w jakim Bella może być normalna. Widać było, że siostra nie jest jej obojętna. Nie poskarżyła na nią, nie chciała zaogniać kłótni. Bardzo mnie to urzekło. A potem, kiedy Andromeda odcięła się od rodziny i wybrała życie, przed jakim zawsze przestrzegała ją matka, Bella przestała traktować ją jak siostrę. Jakie to dla niej typowe (vide: relacje Belli i Narcyzy na Spinner's End). Bella - morderczyni własnej siostry. Tak, kupuję.

Rośliny:
Doskonale wpleciony wątek bluszczu w tekst. Bluszcz towarzyszy Andromedzie od zawsze. Jest wszędzie, na początku tylko jako roślina, potem już jako przyrównanie do Blacków. A potem jako symbol śmierci Andromedy. Bardzo dobry zabieg, przepięknie wkomponowany bluszcz (rozmowa z panią Sprout doskonale to ukazuje), zaskakująca śmierć. Na początku byłam do tego trochę sceptycznie nastawiona, ale przekonałaś mnie. To jest właśnie to, co nadaje temu tekstowi specyficznego smaku. No i zamiłowanie Andromedy do roślin strasznie mi do niej pasuje. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz wiem, że to jest strzał w dziesiątkę. Nie zdziwiłabym się, gdyby kanoniczna Blackówna też się tym parała.

Styl jest bardzo fajny, czasem troszeczkę jakby przekombinowany, ale może ja się nie będę wypowiadać na ten temat, bo jako beta widziałam kilka wersji i sama nie wiem, którą teraz komentuję. Szczerze - nie mam specjalnych zarzutów. Jedyny zarzut, ale to już nie do stylu, to fakt, że za szybko przeleciałaś przez życie Andromedy. Mam wrażenie, że ledwie się zacznie jakiś moment, a już się kończy. Zbyt szeroka rama czasowa może troszeczkę męczyć i irytować. Sam tekst ma jednak w sobie to coś, co czyni go oryginalnym. Nie, żeby postać bohaterki nie była oryginalna. Jest. Ale jest jeszcze coś poza tym - nie wiem - może ten bluszcz.

Zdecydowanie tak.
I chcę jeszcze.

Elleen


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 23 Maj 2007, 21:51 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 01 Gru 2004, 19:49
Posty: 346
Miejscowość: Rajska Dolina
Płeć: Kobieta
Cynamonko droga!

Nie potrzebnie się tak denerwowałaś. Debiut jest udany, powiedziałabym nawet - bardzo udany. W porównaniu z niektórymi wręcz bajeczny.
No, ale do rzeczy.

Musiałam to przeczytać, jako fanka Andromedy (fanka od dwóch lat dodajmy). Nie Belli, nawet nie Narcyzy, ale właśnie Andromedy. Tej Andromedy, która potrafiła się zbuntować, która wybrała inne życie, która nie popierała Blacków. Andromedy, która poszła swoją własną ścieżką, bo myślała, że przez to będzie szczęśliwa. I była, do czasu...
Relacje z siostrami pięknie ukazane, choć bardziej te z Bellą, szaloną, złą, Bellą, która nie zawaha się nawet przed zabiciem własnej siostry, która dla niej po zdradzie krwi już siostrą nie była. I chociaż ta końcówka jest tu straszna i uderzająca, aż mi się zimno zrobiło i poczułam, że tracę wena na swoje 'Iskierki', to jednak muszę stwierdzić, że lekko nie pasuje do kanonu. Co prawda, nie wiadomo, czy Andra żyje czy nie żyje, nie wiadomo, jakie były jej relacje z Bellatrix, ale wiadomo jedno. Nimfadora w piątym tomie mówi do Lupina (kiedy ją przedstawia Harry'emu) - Ty też byś wolał, gdyby twoja głupia matka nazwała cię Nimfadorą. Jakiekolwiek nie byłby pomiędzy nimi relacje, o zmarłych nie należy tak mówić.
No ale akurat tutaj martwa Andromeda pasuje, bo od początku wszystko zmierzało do takiej końcówki. Ja to mam wyczucie.

Cynamonko, gratuluję jeszcze raz, bo tekst robi wrażenie. Obrazy, relacje (trochę za mało o Tedzie, ale wybaczam) wszystko piękne. I wielki plus, że o Andromedzie, bo w polskim fandomie jest jej bardzo mało, niestety.
Moim ulubionym obecnie fikiem o Andromedzie jest "Black hole" (nie sugerować się tytułem, jest po hiszpańsku), Twój może się plasować na drugim miejscu, ze względu na nieco inną wizję i to, że skupiłaś się tu na relacjach z rodziną. W tamtym kocham atmosferę i ostatnie zdanie.
Na temat swoich się nie wypowiadam, choć mam ich trochę.

Wena, kochana

Nel

_________________
Nashek Ota xD


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 24 Maj 2007, 08:45 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 03 Cze 2005, 16:46
Posty: 442
Miejscowość: Nisko
Płeć: Kobieta
Czytając o pasji do roślin Andromedy, przypomniało mi się piękne opowiadanie Vilyi Pani Malfoy, gdzie Narcyza miała swoją cieplarnię. Takie podobieństwo;)

Wielki plus za tematykę. Opowiadań o siostrach Black jest sporo, ale mniej w polskim fandomie. Cieszę się, że wybrałaś właśnie Andromedę na główną bohaterkę, bo o niej jest jeszcze mniej. Przedstawiłaś ją ładnie i w ciekawy sposób ukazałaś przemiany, które w niej zachodziły.
Stylowo jest całkiem nieźle, ale brakuje mi wprawy w pisaniu. Brakuje mi lekkości i mocnego uderzenia. Końcówkę tego opowiadania można było zrobić bardziej uderzającą. Pomysł z zamordowaniem jest dobry, ale nie wykorzystany w stu procentach.
Motyw z bluszczem ciekawy i trafny, jakby się tak dłużej zastanowić.
Ogólnie opowiadanie ładne, a nawet bardzo ładne jak na debiut. Życzę weny, bo widzę, że potencjał masz.
Pozdrawiam.

_________________
Z każdym dniem zmieniam się,
zmieniam się i wiem,
że istotna jest to zmiana.

Hey - Najważniejsze


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 24 Maj 2007, 14:36 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 08 Maj 2006, 23:52
Posty: 253
Miejscowość: Ze smoczych tuneli;)
Płeć: Kobieta
Cudna niespodzianka... Naprawdę! Wiesz, cały czas się zastanawiałam, dlaczego pisząc tyle w Brulionach, nie ma nic Twojego w fanfiction. Teraz sama zapewne widzisz, że niepotrzebnie się obawiałaś.

Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że tekst emanuje spokojem. Że historia rodziny Blacków, zostaje wytonowana, przez perspektywę Andromedy. Po głebszym jednak czytaniu, zaczyna się rozumieć, że nic bardziej mylnego. Pojawiają się mocne akordy, które dają tym wyraźniejszy efekt i pobrzmiewają przez długi czas swym echem.

Tak naprawdę, jest to tekst, który bardzo trudno skomentować. Trudno mieć jakiekolwiek porównanie, bowiem wiadomo, jak ubogi jest fandom Andry. (Podejrzewam- i mam nadzieję!-, że Nelusia przeżyje teraz szturm na swoje ficki. Mnie do twórczości Nel nie trzeba co prawda przekonywać - pokłony z tego, bardzo odpowiedniego tematycznie miejsca w stronę pełnego ciepła talentu Neli - ale może zmoblizuje mnie to wreszcie do komentarzy, a poza tym skusi też innych). Nie wiem jak jest z innymi, ale u mnie było tak, że najpierw w ogóle istnienie sióstr Black błądziło jedynie gdzieś na pograniczach świadomości, potem zaś ograniczało się do uogólnionej niechęci. Andromeda? Całkiem możliwe, że na takie pytanie odpowiedziałabym pytaniem: a kto to taki? Wstyd! Kocham Mirriel za to, że pokazało mi jak wiele można napisać o świecie Harry Pottera, bez Harry Pottera. Za teksty Nel i I Id. A dziś także za Twój.

Jak zwykle rozgadałam się, tylko w bardzo małym stopniu na temat. Jednak wybacz, mi Cyni proszę, bo Twoja miniaturka porusza te wszystkie myśli, które błąkają mi się po zakamarkach umysłu od jakiegoś czasu.

Siostry Black. Zaiste, ciekawy temat. Ty wybrałaś Andromedę. I wiesz, co przyszło mi na myśl? Dwie rzeczy. Po pierwsze, wciąż miałam przed oczami tekst Nel Mozaika z kolorowych szkiełek (Polecam!), a po drugie Twoje Brulionowe teksty. Wyraźnie lubisz pisać o Rodzinie. Po prostu Ci to wychodzi. Dlatego też, wybór Andry z trzech sióstr jest jak najbardziej trafny. Poprzez nią mogłaś ukazać ciepło, potrzebę miłości i bliskości.

Co mnie urzekło?

Bluszcz. Uwielbiam delikatnie wplatane motywy. Przedmioty, słowa, pozornie nic nie znaczące wydarzenia, które mają swój głebszy sens. Jak chociażby maki z Maków i tulipanów Elinki. To stwarza kompozycję, to raduje literackie oko, nadaje wymiarów...

Bella. Jej podejście do Andromedy. To, że nie mogła znieść matki patrzącej na Andrę z wyższością. To, że zataiła fakt przebywania siostry w cieplarnii w Hogwarcie. Nadało to Bellatrix ludzki rys. Bo mówi się o niej wiele. Wiele złego. Ale przecież nie ma postaci tak jednostronnych. Ona też była w końcu człowiekiem! I czuła coś do siostry... fascynujące!

Wizerunek sióstr. Wizerunek, który kupuję.

Bella. Szalona, porywcza, darząca siostrę uczuciem, a jednak to przeiceż ta Bella, która potrafi zabić nawet kogoś bliskiego. Tak. Zdecydowanie dobre przedstawienie postaci.
Narcyza. Arystokratyczna i opanowana. Skrywająca swe istniejące przecież uczucia i emocje pod maską. Zakochana w Lucjuszu, nie z racji namiętności, ale obowiązku. I nie mam tu na myśli, że udawała. Rodzina Blacków, matka, ukształtowały Narcyzę, taką jaką była. Chłodną i wyniosłą. Nie znaczy, że nic nie czuła. Że nie nosiła w sobie burzy emocji... Bo piszesz o tym. Po prostu je ukrywała. Była idealną Blakówną. Uczucia do Lucjusza były tak samo pożądane jak jej arystokratyczność. Więc odnalazła je w sobie. Czyż trudno odczuwać fascynację do kogoś, kto jest tak samo idealny jak ona? Tylko czy to była miłość? W każdym razie misja została wypełniona, w przyszłości Cyzia będzie też idealną panią Malfoy. Po prostu, przez ten tekst widzę Narcyzę jako kogoś, kto potrafi zawsze sprostać stawianym jej wymogom. I to staje się jej misją. Kształtuje ją na nowo. Sprawia radość. Jaka byłaby wychowana przez kogoś takiego jak James i Lily? Podejrzewam, że kimś zupełnie innym.
Andromeda. Jak to już ktoś powiedział, ucząca się siebie. Swojej drogi. Tego, że bycie czarownicą czystej krwi nie jest jej życiową misją. Pięnie ukazane jak próbuje zrozumieć to, co ją otacza. Jak próbuje wybrać to, co najlepsze. To jest takie realistyczne. Przecież nie mogła urodzić się z buntem w duszy. To musiało się w niej narodzić. Kiełkować powoli. Czekać na odpowiedni czas, by zakwitnąć. I tak właśnie jest u ciebie. Świetne. Poza tym warto jeszcze zauważyć tę jej pasję roślinami. Bardzo obrazowe. Bardzo do Andry pasujące. Ja tylko nie mogę pojąć co ona robi w Slytherinie, ale to już zażalenia do pani Rowling.

Zakończenie. Moim zdaniem, do klimatu snutej przez Ciebie opowieści, nie pasowałoby wcale mocniejsze. To znaczy, wiadomo, że śmierć jest uderzeniem. W zależności jednak od przedstawienia mogłaby nabrać jeszcze wyrazistszego akcentu. Tutaj jednak, w tej delikatnie sennej atmosferze, tak jak jest, jest idealnie. Ted, który skłamał, ale wiedział. I ten bluszcz...

Jedyne, czego mi brakuje, to pełniejszego opisu relacji między Andromedą a poszczególnymi postaciami. Matką, siostrami, Tedem, nawet Ninny. Nakreśliłaś każdą z nich wspaniale, ale chciałoby się więcej Andromedy i jej odczuć. Podejrzewam, że trudno byłoby to zrobić w tej miniaturce. Obejmuje zbyt długi obszar czasu. Może Ell ma rację? Należałoby wybrać jakiś jeden przedział i opisać go dokładniej? Z drugiej strony, tekst straciłby swój wydźwięk, więc... może po prostu powinnaś napisać coś jeszcze? Coś osobnego, a jednak wiążącego? Cokolwiek jednak napiszesz, będę czekać.

uściski, silv

_________________
Eee... - powiedział. - Jestem... eee... Harry Potter. I nie rozwijam się intelektualnie od dwunastego roku życia. Bardzo lubię... yyy... quidditcha, a tak w ogóle to zło jest złe. Draco Malfoy "ŚPW"
ForumDOLINA GODRYKA
Forum HARRY & DRACO


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 24 Maj 2007, 21:19 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Lut 2007, 14:00
Posty: 428
Miejscowość: Kraków
Płeć: Kobieta
Widzisz, Cynamonko, nie wiem od czego zacząć, bo nie wiem do końca, co spodobało mi się najbardziej. Wiem na pewno, że cały tekst szalenie mi się spodobał. W ogóle mam ogromną słabość do sióstr Black, ale też mam własną wizję każdej z nich. I może dlatego lubię o nich czytać, sporo tekstów mi się spodobało, ale niewiele mnie tak naprawdę urzekło. A Tobie się to udało.

Lubię Twoją Andromedę. Szczerze, całym sercem i bez zastrzeżeń. Tak po prostu. A najbardziej chyba lubię w niej ten proces buntu. To, że nie od razu odcięła się od Black'ów, ale dopiero wtedy, gdy przekonania wpajane przez arystokratycznych rodziców kłóciły się z jej własnymi. I to, że te przekonania przez jakiś czas były w pewnym stopniu jej przekonaniami. Dopiero później odrzuciła je całkowicie. Jej stosunek do Teda, rodzące się powoli uczucie i szacunek, mimo pochodzenia. I zamiłowanie do roślin. To wszystko razem daje mi obraz ciepłej, wspaniałej osoby, ale też odważnej. Bo odrzucenie własnej rodziny dla marzeń i miłości wymaga odwagi. Zbudowane przez Ciebie postać wydaje mi po prostu prawdziwa.

Matka. Z całej rodziny, to jej relacjom z Andromedą poświęcasz największą uwagę. Siostry, które przeważnie odgrywają większą rolę, tutaj pojawiają się raczej w tle. I bardzo się z tego cieszę, bo do tej pory ja też nie zwracałam na nią uwagi. A tutaj jest wyniosła, dumna, wierna swoim ideałom, tutaj nie da się nie zwrócić na nią uwagi. Zastanawiam się tylko, czy ktoś taki, jak ona użyłby określenia babrać się w ziemi? Nie bardzo mi to do niej pasuje.

I jeszcze motyw roślin... Czy tylko ja tak miałam, że w czasie czytania od momentu pojawienia się tytułowego trującego bluszczu bardziej skupiałam się na roślinach, niż samej Andromedzie, jej związku z Tedem i relacjach z rodziną? Ciekawiło jak pociągniesz właśnie ten, dla mnie bardzo interesujący, motyw. I rzeczywiście, doczekałam się. Zakończenie ścisnęło mnie za gardło. Andromedy nie można nie polubić. Chciałoby się, żeby żyła długo i szczęśliwie, zwłaszcza, że nawet w kanonie nie ma niczego o jej śmierci. Tu jednak ginie i zrobiło mi się tak... smutno. Żal mi jej. Żal mi, że w końcu i tak udusił ją ten cholerny trujący bluszcz, którym dla niej była własna rodzina. Nie wiem, czy dobrze, ale tak właśnie odebrałam ten motyw.

Cynamonko, serdecznie gratuluję takiego debiutu. I bardzo dziękuję za taki tekst. Mam nadzieję, ze będą kolejne :)

Letty

_________________
-Przecież wiesz, że tata walczy z Ciemnymi siłami.
-Jak Harry Potter- powiedziała Nadia przyglądając mi się z powątpiewaniem. Brakowało mi okularów i szramy na czole...
- Ostatni Patrol

I think we miss that touch so much, that we crash into each other, just so we can feel something.- Crash


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 25 Maj 2007, 12:10 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Sty 2005, 20:01
Posty: 333
Miejscowość: Leszno
Płeć: Kobieta
Dawno nie komentowałam :)
Podobał mi się wybór tematu. Bardzo lubię Andromedę, choć niewiele o niej wiemy. Spodobało mi się przedstawienie jej na tle sióstr, tak różnych od niej, a także jej miłość do roślin. To pokazuje, jak bardzo się różniła od rodziny i że była wrażliwa. Tak mi się kojarzy, że ktoś, kto lubi rośliny, musi być wrażliwy. Choć to na pewno nie zawsze się sprawdza (:
I podoba mi się, że trafiła do Slytherinu - w końcu nie każdy Ślizgon jest zły, prawda? Również to, że nie buntowała się przeciwko Blackom od początku, a do Teda przekonywała się powoli.
Brawa też za porównanie Belli do trującego bluszczu.

A co mi się nie podobało? No, widać brak wprawy w niektórych momentach. Zwróciłam uwagę na to:
Cytuj:
Bellatrix uśmiechnęła się, celując w nią różdżką. Andromeda przeczuwała, że nie jest to przyjacielska wizyta.

Jakoś dziwnie to brzmi. Dopiero, kiedy wycelowało w nią różdżkę, zrozumiała, że to nie jest przyjacielska wizyta? Może lepiej byłoby te zdania np. zamienić.

Odrzuca mnie też kilkakrotne podkreślanie: Andra była taka, taka i taka. Cyzia taka i taka i taka. A Bella taka, nie taka, tylko taka. I później znowu: Andra była taka i taka. Takie akcentowanie, jaki kto był, działa mi na nerwy :/

Ale ogólnie podobało mi się, no i... liczę na więcej :oops:

_________________
Jam Lostmanka


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 25 Maj 2007, 20:08 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 13 Lut 2007, 19:01
Posty: 136
Miejscowość: Poznań
Płeć: Nieokreślona
Och, Cynamonko, udany ten Twój debiut fanfikciarski. I choć nie mogę powiedzieć, żeby mi się wyjątkowo spodobało, to jest naprawdę dobrze!

Pod względem warsztatowym – w porządku, dość sprawnie napisane, choć czasami styl nieco zgrzyta, no i zakradło się kilka nowatorskich znaków przestankowych (mam na myśli te poległe dwukropki). Zastosowałaś w tym tekście bardzo szeroką perspektywę – rozumiem, że była potrzebna, ale momentami mnie drażniło takie rozmienianie się na drobne.

Jeśli chodzi o tematykę – ogromny plus. I to nie tylko za uczynienie z postaci Andromedy głównej bohaterki, zresztą nachwalono się już tego wyboru powyżej, nie będę też pisać o ładnym przedstawieniu relacji rodzinnych Blacków, o siostrach czy o Tedzie i Ninny. Napiszę o największej, jak dla mnie, zalecie tego tekstu: sposobie przedstawienia buntu Andromedy. Bardzo ładnie pokazałaś jego procesualność, to stopniowe odrywanie się od rodziny, powolne odchodzenie od starych przyzwyczajeń i poglądów. Podoba mi się, że nie były to decyzje podjęte na rach ciach, że nie były łatwe, szybkie, nagłe, ale trudne, powolne, często niełatwe do przełknięcia. To inny bunt niż to jego wyobrażenie, które pokutuje w głowach wielu ludzi, ale znacznie prawdziwszy, o wiele bardziej wiarygodny i do kupienia – nie można porzucić przeszłości ot, tak. Cenię Twoją Andromedę za dokonane przez nią wybory, za podjęte decyzje, ale przede wszystkim – za nierzucenie wszystkiego w diabły już na samym początku. To czyni jej postać bardziej prawdopodobną psychologicznie i, w moim odczuciu, bliższą takiej Andy, jaką mogłaby być w kanonie. Andromedzie Black wychowywanej w służbie nazwisku i konwenansom, siostrze Bellatriks i Narcyzy, z rodu czystej krwi, w barwach Slytherinu.

Kolejną rzeczą, którą mi się w tym tekście szczególnie podoba, są motywy roślinne, również wspomniane wyżej. Ta kolczasta roślina i ten drugi trujący bluszcz, oplatający drzewo rodziny Blacków i podduszający ich wszystkich i nieustannie wsączający jad – brr!

Podsumowując: dobry debiut, Cynamonko, nawet bardzo (oby takich więcej). Cieszę się, że mogłam go przeczytać. Z przyjemnością poobserwuję sobie Twój rozwój :)

Pozdrawiam,
A.

_________________
lj


Ostatnio edytowany przez Aglaia, 29 Maj 2007, 17:58, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 25 Maj 2007, 21:58 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Gru 2006, 16:26
Posty: 45
Miejscowość: Białystok
Płeć: Nieokreślona
Droga Cynamonko!

Mogę szczerze przyznać, z ręką na sercu, że Twój fanfict jest naprawdę godny przeczytania i zapamiętania. Pokazałaś, iż debiut nie musi być klęską, i wyszłaś na prostą. Teraz parę słów odnośnie całego utworu...

Po pierwsze, chciałabym wspomnieć o tym, iż podoba mi się sposób w jaki prowadzisz akcję - nie jest on zbyt naciągany i ma swój urok. Denerwuje mnie w niektórych opowiadaniach to, iż czasami autorzy nie potrafią wymyślić nic poza "dawno, dawno temu" odnośnie czasu i jego biegu. Ty natomiast ładnie ujęłaś istotę tego problemu i pozwoliłaś czytelnikowi odetchnąć choć na chwilę.

Po drugie, muszę stwierdzić, iż ładnie potrafisz zarysować całokształt postaci tak, aby nie wydała się ona jedną, wielką Mary Sue. Twoja Andromeda bardzo pasuje mi do kanonu; jest pełna życia, stara się kochać wszystko, co ją otacza i nie pozwala się stłamsić innym, co jest zarówno jedną z cech, które lubię także u Tonks. Należą Ci się za to wielkie brawa.

[Antybiodusia klaszcze z miną maniaka, aż do utraty tchu]

A teraz, po głośnym aplauzie, życzę dalszych sukcesów i nieprzerwanego Wena, który mam nadzieję, że będzie się jeszcze długo Ciebie trzymał.

Z poszanowaniem,
Antybiodusia

_________________
„W grze kata i ofiary wynik nie jest z góry przesądzony, a role mogą się nader łatwo odwrócić.
Kto umie grać z czasem, zna swego przeciwnika, kto ma mądrość kruka, cierpliowść borsuka, przebiegłość węża i serce gryfa, wygra. Bo ten zawsze wygrywa.”
Salazar Slytherin


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 02 Lip 2007, 21:45 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 21 Maj 2007, 20:22
Posty: 90
Płeć: Kobieta
Gratuluję wspaniałego pomysłu. Nigdy jeszcze nie czytałam ficka o Andromedzie. Takie tematy są najlepsze - świeże. Pasuje mi Twoja wizja.
Bohaterowie są kanoniczni, za co duży plus.
Andromeda ze swoim zamiłowanie do roślin wydaje się taka niewinna... Zupełnie nie pasuje do swojej rodziny. A bluszcz idealnie wplótł się w tło.
Dlaczego na końcu rodzina przypomniała sobie o Andromedzie? Po co? Ta wstrętna Bella. Nienawidzę jej w tym ficku, nienawidzę! Zabić siostrę? Trzeba nie mieć serca. A później przez nią umarł jeszcze kuzyn. Trzeba być... ech, szkoda słów.
Idealnie zarysowałaś ród Black'ów. Pomijając Andromedę, najlepiej opisana jest Bellatrix. Świetnie oddałaś jej charakter.
[Ale i tak jej nienawidzę.]

_________________
Podobno Krukonka.
Ale czy na pewno...? Tu sprawdź.

[znana też jako Lu_cile]


Ostatnio edytowany przez Emilly 05 Mar 2009, 03:17, edytowano w sumie 2 razy

Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 03 Lip 2007, 08:02 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 09 Sty 2004, 18:12
Posty: 518
Miejscowość: południe Polski
Płeć: Kobieta
Obiecałam sobie, że po skończeniu sesji będę pisała jeden komentarz dziennie, bo w tej materii mam niedopuszczalne zaległości. Chwała temu, kto podwindował ten temat, bo już przy publikacji miałam ochotę to skomentować. Lepiej późno, niż wcale.

Kiedy po raz pierwszy do czytałam, tytuł zasugerował mi, że będzie to optymistyczne i zabawne opowiadanie (za to muszę „winić” mojego Sevisia, który jak bluszczyk, jest postacią humorystyczną). Tym większe było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tekst jest poważny.

Co do samego opowiadania – przyznam szczerze, że są niedociągnięcia stylistyczne (jakbyś chciała się dowiedzieć szczegółów to na PM), choć rozumiem, że to debiut (przynajmniej debiut fan fiction), więc mogę na nie przymknąć oko. Poza tym postanowiłaś wprowadzić narrację „krótkimi, urywanymi zdaniami”. Dopowiedzeniami. Przepraszam, ale niestety nie do końca ci to wyszło. Ja nie jestem zwolennikiem tasiemców, ale kilka tych „dopowiedzeń” można było śmiało połączyć ze zdaniem poprzedzającym.

Co do pomysłu – tu mogę tylko paść na kolana i chwalić Cię chwalić. Pokazałaś nam siostry Black w całej okazałości, wraz z wszystkimi różnicami w charakterze, drobnymi niuansami. Cizia jest jak matka, Bella jak ojciec, a Andromeda nijaka. Pierwsza ślepo zakochana, druga wierna ideałom, a trzecia trzeźwo myśląca. Ich kreacje są naprawdę znakomite, mimo, że sama zawsze wyobrażałam jest sobie trochę inaczej.

Potem Lucjusz. W opowiadaniu jest tylko wspomniany, ale opowiedziałaś o nim w niesamowity sposób. Pokazałaś czytelnikom trzy różne punkty widzenia, dzięki czemu mamy jeden z nielicznych, prawdziwych portretów tego bohatera. Zrobiłaś to w jednym małym akapicie. Czapki z głów.

Podsumowują – stylowi i formie mówię zdecydowane nie (zbyt „poszatkowane”, takie przeskoki czasowe nie wyglądają najlepiej. Zdecydowanie wolałabym kilka scenek z różnych okresów życia Andromedy, tak jak ta rozmowa w cieplarni. Ale to ty jesteś autorem i to ty decydujesz). Treści mówię zdecydowane tak, a pomysł jest naprawdę rewelacyjny.

Ale i tak nic, absolutnie nic, nie przebije metafory: rośliny – wolność. Cynamonko, jesteś wielka!

_________________
Krukoni klikać! *I luv Fitzwilliam!*
OPAK - organizacja popierająca ambitne komentarze
O tempora, o Tobby!


Kochasz "Dary"? Wielbisz "Dary"? Chcesz umrzeć za "Dary"? To napisz o tym Elleen, bo ona mnie zamęczy ;)


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 03 Lip 2007, 08:44 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 25 Cze 2007, 13:29
Posty: 36
Miejscowość: z kraju 1000 jezior
Płeć: Nieokreślona
No proszę Cynamonka. To Twój debiut?? Nie wygląda mi na to, ale skoro tak piszesz, to inni debiutanci powinni brać z Ciebie przykład.

Co mnie zauroczyło to fantastyczne nawiązanie treści do tytułu. Kocham fiki, w których znajduję takie subtelne metafory.

Punkt dla Ciebie, że od razu tekst został zbetowany. Powoli zaczyna mi się nudzić mówienie w kółko wszystkim debiutantom, że należy mieć betę. No chyba, że jest się mistrzem pisowni…

Dobra zostawmy stronę techniczną, bo tu nie mam Ci nic do zarzucenia.
Treść. No tu widać, że pomysł został przemyślany, a wszystko napisane w sposób klarowny.

Wydaje mi się, że postać Andromedy jest dobra jak na pierwszy fic. Nie jest o niej zbyt wiele napisane, więc nie musisz się trzymać kanonu, jaki narzuciła Rowling. Tu dowolność kreowania tej postaci jest dowolna, jednak są pewne granice. Pochodzenie zobowiązuje.

Sądzę, że mogłaś trochę rozwinąć zagadnienie roślin. Wnieść do fica trochę ich zapachu i koloru. Sądzę, że dodałoby to jedynie uroku i jeszcze bardziej wyróżniło fic spośród innych.

Co do poszczególnych postaci to jestem w miarę zadowolona. Szczególnie podobno mi się przedstawienie relacji między Andromedą i matką.

Dobra już Ci nie słodzę, bo dostaniesz jeszcze cukrzycy i nie napiszesz więcej tak dobrego fica. Czekam na lepsze i ciekawsze fiki.

Pozdrawiam,
Lahja.

P.S. Zastanawia mnie dlaczego Bella nie zabiła ojca i córki?? Ted jest przecież szlamą.

_________________
Człowiek nie jest ani aniołem, ani bydlęciem, nieszczęście w tym, iż kto chce być aniołem bywa bydlęciem.
Balise Pascal


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Trujący Bluszcz
 Opis: Botaniczna opowiastka o najbielszej z sióstr Black
PostWysłany: 29 Sty 2008, 12:46 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Sty 2008, 14:53
Posty: 57
Miejscowość: Zawiercie
Płeć: Kobieta
Ładne.
To pierwsze dzieło, które czytam z twojej ręki.
Bardzo mi się pogoba, lekki styl pisania, tekst spójny i miło się czyta :)
A teraz na klawiature ciśnie mi się zdanie:
Co autor chciał przekazać w utworze?
Lubie interpretować po swojemu różne teksty, ale tu, interpretacja i sens metaforyczny jest raczej oczywisty.
Przynajmniej dla mnie.

Keep going ;))

***
A tak na marginesie, to byłam pewna, że teskt będzie o Narcyzie.
Białe włosy, jasna karnacja...
Ale okzałało się, że to historia tej DOBREJ siostry ;)

_________________
Będą lata tłuste i gorące
Ale też nie klejące się wcale
Poprzecinane deszczem
Pozalepiane żalem...


***
Ten pierwszy raz, czyli debiut Klik


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Trujący Bluszcz
 Opis: Botaniczna opowiastka o najbielszej z sióstr Black
PostWysłany: 02 Cze 2008, 11:26 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Sty 2007, 10:59
Posty: 246
Miejscowość: z rodowego portretu
Płeć: Kobieta
Cyniiii.... wybacz mi:) Odgrzebię twój debiut, który czytałam lata świetlne temu i w końcu jestem ci winna komentarz.

Po pierwsze, wiedziałam, że to twój debiut i chyba, o ile się orientuję, twój jedyny tekst, tak? No więc ja ci mówię, żebyś w końcu przestała się chować i pisała. Więcej. Więcej w ogóle i więcej takich tekstów, czy my się rozumiemy? No ja myślę. Bo to hańba, żeby taki talent się marnował.
Ale przejdę do tekstu. Zawsze zadawałam sobie pytanie, dlaczego tak bardzo lubię czytać o Andromedzie, Cyzi, Belli i Malfoyach ogólnie. Ostatnio same takie teksty komentuję. Chyba zaczynam przesiąkać tą ich arystokracją, bo zaczynam czytać bardziej wybiórczo i bardziej wybrednie.

Po pierwsze, kreacja bohaterów. Jak ja lubię, kiedy ktoś konstruuje postaci na podstawie kanonu, a jednak inaczej. Ja jeszcze nie trafiłam na tak bardzo realistycznie opisaną Andromedę. W ogóle to, że zrobiłaś z niej główną postać, jest wielkim atutem tekstu. Cała jej życiowa filozofia, to, jak zakochała się w Tedzie, i dlaczego była przeklętą Blackówną. Ja intuicyjnie czytając kanon wiedziałam, że za tymi wydarzeniami musi się kryć jakiś epizod sprzed lat. Bodziec, który popchnąłby, zmotywowałby ją do buntu, robienia na przekór. Scena, w której przeprasza matkę była... strasznie typowa. Dziecko, które boi się odrzucenia, pragnie miłości, akceptacji, chce być córką, kochaną, a nie wyrodną. Na tym właśnie polega "urok" posiadania rodzeństwa - ten, kto ma, wie o czym mówię, kiedy czuję, że moi rodzice bardziej lubią mojego brata niż mnie. Dalej zwierzać się nie będę, to był tylko przykład z życia, ale w tym momencie łatwiej zrozumieć mi Andromedę. I mam wrażenie, Cyni, że mniej więcej wiesz i orientujesz się w sprawach rodzinnych. Jak to jest z rodzeństwem?...

Po drugie, Bella. Dla mnie objawia się jako przelotny demon, który sieje nienawiść. A przecież mogła być inna. Nie musiała zabijać siostry. Mam wrażenie, że to było jej pierwsze morderstwo, które potem wpłynęło na całe jej życie. Nie tylko sam fakt, że Andromeda była jej szczególnie bliska, może też to, że z satysfakcją, trochę mściwą, ją zabiła i wraz z nią zamroziła swoje serce, przemieniła w lity kamień. To przerażająca postać. Pełna uczuć, które znajdują ujście w wartych potępienia czynach... Brr.

Matka Andromedy. Narcyza brała z niej przykład. Dobry, jak się okazuje. Draco został chłopcem bez serca. Matka Andromedy zabiła w dzieciach uczucia, jak trujący bluszcz. Tylko nie Andromedę, która przegrywając batalię dzieciństwa, wygrała Teda, dziecko, szczęście. Zapłaciła życiem, zbyt krótko trwającym, ale myślę, że nie żałowała wyboru, który był jedynym właściwym.

Trujący bluszcz wnosi ze sobą trujące uczucia, zepsuty, okrutny świat do fanonu. Cyni, ubarwiłaś mój obraz o Malfoyach do tego stopnia, że się w nich nie tylko zakochałam, ale też zaczęłam trochę bardziej rozumieć? Gratuluję tekstu, dobrze wyważonego, wystrzegającego się schematów, wnikający w psychologię.

Chylę głowę i proszę o jeszcze,
April

_________________
I LIVE IN DENIAL. I TRUST SEVERUS SNAPE COMPLETELY

Mój najlepszy tekst || Autoreklama małej serii Sytuacji klik!

Then I guess... See you when I see you.
Ocean's Thirteen.

Bloody pirates!


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 17 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: beata_rd, Jakakolwiek, MSN [Bot], Nausicaa oraz 15 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group