Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 09 Lut 2010, 03:16

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 125 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Długi [T]
 Opis: 12/41 - Prawda i odrodzenie - część druga
PostWysłany: 29 Sty 2007, 18:41 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Jak obiecała, tak zrobiła. W konspiracji pomogła annie (beta) oraz autorka, która wyraziła zgodę na tłumaczenie.
Poprzedni link nie działa, oryginał można znaleźć tutaj: Of Debts and Debt Collection, na portalu OWL.

Mimo iż nie ma tutaj zbytnio śmiałych "momentów", opowiadanie zalecane dla osób, które ukończyły 15 rok życia. Za sugestywność. (Rating T, czyli 15+)


Jeżeli moderatorstwo stwierdzi, że jednak Zakazany Las się należy, proszę bardzo o przeniesienie. Chociaż szkoda, żeby takie opowiadanie w ZL wisiało, gdzie nie każdy ma wstęp ;-p Nie mam pojęcia, szczerze mówiąc, gdzie to opowiadanie wylądować powinno. Jakby co, to mogę ocenzurować ;-p i do ZL bonusy powklejać. Uprasza się o poczekanie z decyzją aż pojawi się więcej rozdziałów.

~~oOo~~



Na dobry początek zapoznajmy się z definicją uwodzenia autorstwa Severusa Snape’a:

"W świecie, w którym kontaktem fizycznym obdarzamy tak łatwo, nadal są i tacy, którzy uważają, że jest on o wiele bardziej pożądany, gdy nagradza się nim zwycięzcę bitwy woli, burząc cienkie ściany oporu, poddając się tym cechom, które czynią z nas ludzi. A zatem to właśnie jest pięknem uwodzenia – przemiana rzeczy zwykłych w tak przejmujące, że chciałoby się krzyczeć za nimi każdą cząstką naszego bytu. Dopiero wtedy oddałabyś życie za tę osobę, która spełni twoje pragnienie chociaż ten jeden, jedyny raz”

"Niektórzy mówią, że uwodzenie oznacza skłanianie niechętnej osoby do gry. Śmiem się nie zgodzić. Uważam, że uwodzenie jest prawdziwą sztuką perswazji. Że ofiara, jeśli tak wolisz, w końcu przychodzi do ciebie z własnej woli, błagając by ją posiąść."


Jednakże musimy zacząć od początku…

~~oOo~~



Słońce również gaśnie


Hermiona Granger siedziała nad jeziorem patrząc w dal. Spędziła tam długie godziny, zatopiona w myślach, z rzadka wracając do teraźniejszości na wystarczająco długo, aby ocenić upływ czasu po pozycji słońca.

Wymknęła się cicho, kiedy wszyscy byli wciąż zbyt zszokowani ostatnimi wydarzeniami, aby wypowiedzieć choć jedno pełne zdanie bez wybuchnięcia płaczem. Przyszła tutaj, do jednego z niewielu miejsc, gdzie mogła być sama. Dla niektórych żałoba to czas spędzony na spotkaniach z bliskimi, na próbach zrozumienia “dlaczego”. Dla innych – czas na zamknięcie drzwi, zgaszenie świateł i rozmyślanie.

Hermiona należała do tej ostatniej grupy.

Życie właśnie się zmieniło, zupełnie jakby trzęsienie ziemi podniosło jej świat i cisnęło z całej siły bez krztyny uwagi. W momencie, kiedy powinna martwić się tylko o oceny i własną przyszłość, zamartwiała się o bezpieczeństwo jednego z jej najlepszych przyjaciół, opłakując śmierć mężczyzny, którego szanowała i kwestionując własną ocenę innego, którego podziwiała wbrew opinii innych.

Nic nie miało sensu. Pytania napływały do jej myśli jedno za drugim, walcząc o pierwszeństwo w jej umyśle. Pytania „jak?” i, co ważniejsze, „dlaczego?” męczyły ją bezlitośnie. Było ich tak wiele, że nie była w stanie odpowiedzieć na żadne z nich. Logiczna część jej umysłu buntowała się przeciw temu, odmawiała uznania rzeczywistości za prawdę. Jak naukowiec, który przeprowadza szczegółową analizę, musiała rozłożyć wydarzenia ostatnich dni na czynniki pierwsze, aby zrozumieć. Wzdychając, schyliła głowę i przyciągnęła kolana do siebie, opierając na nich czoło.

Przekręciła głowę. Obserwowała teraz mgiełkę unoszącą się nad spokojną taflą jeziora. Szkolne sowy cicho latały nad jej głową, prześlizgując się leniwie między obłokami. Przemknęło jej przez myśl, iż to okrutna ironia, że przyroda pozostaje niezmienna nawet w obliczu takiego okrucieństwa. Milczy, jest nieruchoma, nie ocenia. Tak ważna osoba opuściła ten świat, a dni mijają dzień za dniem, tak jakby nic się nie stało.

Przestała płakać wiele godzin temu. Im była starsza, tym trudniej jej było okazywać emocje. Inteligencja to przekleństwo w przebraniu, pomyślała, ponieważ zmusza do analizowana przed odczuwaniem, do skrywania emocji w chwili, gdy sytuacja wymaga prostej reakcji.

Czasami wydawało się jej, że te bariery, które wzniosła wokół siebie nie są niczym dobrym. Zwłaszcza, gdy myślała o Severusie Snapie.

Ile barier emocjonalnych wzniósł przez te wszystkie lata? Wyśmiewano ją w szkole za jej chęć do nauki, za bycie inną, ale nie dało się tego porównać z bólem i odrzuceniem, które on musiał znosić. Nie chciała być taka, jak on – chował uczucia pod tak wieloma warstwami, że najprawdopodobniej całkowicie zapomniał, jak się je okazuje.

A teraz? Teraz tylko miała nadzieję, że istniało jakieś wytłumaczenie.

Spojrzała w kierunku zamku. W oknach Wielkiej Sali odbijało się światło świec. Najprawdopodobniej zebrani tam ludzie rozmawiali o zmarłym dyrektorze i czasie, który spędził między nimi. Wiedziała, że powinna do nich dołączyć, ale jak na razie była jedynie w stanie obserwować spokojne jezioro. Patrzyła na zachodzące słońce, które powoli chowało się za drzewa, otaczając je pomarańczowym blaskiem. Pomarańcz i czerwień wkrótce ustąpiły miejsca szarości, a spadająca temperatura wywołała dreszcze.

Powoli, chociaż niechętnie, Hermiona podniosła się z ziemi. Obrzuciła ostatnim spojrzeniem wieżę astronomiczną, wzięła głęboki oddech i poszła w kierunku zamku.

~~oOo~~


Członkowie Zakonu Feniksa zebrali się w gabinecie dyrektora. Niektórzy pogrążeni byli w cichych rozmowach, pozostali – opłakiwali zmarłego. Skrzaty przyniosły herbatę i kanapki, roniąc łzy, kiedy stawiały tace na biurku.

Hermiona siedziała przy oknie, obserwując Harry’ego i dyrektor McGonagall przeglądających wspomnienia z myślodsiewni Dumbledore’a. Mieli nadzieję, że znajdą tam wytłumaczenie ostatnich wydarzeń. Spojrzała na pustą żerdź, na której zazwyczaj siedział Fawkes. Widok ten spowodował przypływ smutku.

Pragnąć pomóc im w jakiś sposób, kiedy wrócili po obejrzeniu kolejnego wspomnienia, zapytała:

– Może ja też pomogę?

– Ależ oczywiście – odpowiedziała McGonagall. Wyglądała na zmęczoną i lekko zdezorientowaną. – Harry, usiądź i zjedz coś. Nie miałeś ani chwili wypoczynku od samego rana.

– Tak zrobię.

Hermiona spojrzała Harry’emu w oczy i przytrzymała go za rękę. Wymienili znaczące spojrzenia. Harry wziął do ręki kubek z herbatą, ale zrezygnował z kanapek. Jedzenie nie wchodziło w grę.

– W porządku, jesteś gotowa, Hermiono? – spytała McGonagall, poprawiając kapelusz i biorąc głęboki oddech.

– Tak – odpowiedziała Hermiona. Odczuła ukłucie winy – to nie one powinny oglądać te wspomnienia. Dumbledore powinien był się nimi podzielić sam.

Zbliżając twarz do powierzchni myślodsiewni, McGonagall wybrała to wspomnienie, w którym miała na dzieję na odnalezienie wskazówek.

– Albusie, prowadź nas – szepnęła.

Stały w lesie. Obserwowały, jak dwie osoby zagłębiają się między drzewa, w dziką, niezbadaną głuszę. W świetle księżyca mgła otaczająca drzewa wyglądała jak pasma włosów, poruszane delikatnym wiatrem.

– Dyrektorze, z całym szacunkiem… starałem się dowiedzieć, co planuje, ale nie chce mi nic wyjawić.

– Severusie, musisz dalej próbować. Wiesz, jakie to jest ważne.

– A co jeśli nie chcę już więcej tej odpowiedzialności? Nie dam rady znieść więcej.

Przez jego głos przebijała się rozpacz. Hermiona poczuła dreszcz strachu. Profesor Snape, niepewny? To jest coś poważnego.

Dumbledore zatrzymał się i stanął twarzą w twarz z Severusem. Przez chwilę nie mówił nic, a po chwili podjął decyzję.

– Severusie, musisz to zrobić. Nie ma innego wyjścia. Nie możemy cię stracić, musisz dalej pracować jako szpieg dla Zakonu – powiedział Dumbledore zdecydowanym tonem.

– Zwolnij mnie z tego, nie mogę… – głos Severusa odmówił mu posłuszeństwa. Hermiona ścisnęła mocno dłoń Minerwy. Tak wiele bólu, poczucia winy i porażki kryło się w jego słowach…

– Severusie, posłuchaj…

– Nie – przerwał Snape, bez mała jęcząc. – Nie mogę zrobić tego, o co prosisz. Odmawiam.

W tym momencie obie czarownice wstrzymały oddech.

Hermiona obserwowała Severusa – spuścił głowę, a dłonie zacisnął w pięści. Kręcił głową na boki. Wydawało jej się, że jedyną rzeczą, która go jeszcze tam trzyma, było poczucie odpowiedzialności wobec starszego czarodzieja, jakaś niezaprzeczalna więź.

Dumbledore patrzył przez chwilę na ziemię, po czym podniósł wzrok i spojrzał Severusowi w oczy. Kiedy przemówił, jego ton był surowy. Hermiona przypuszczała, że z jego oczu zniknął ten słynny blask.

– Severusie, pamiętasz tę noc, kiedy przyszedłeś do mnie dawno temu, prawda?

– Tak, ależ oczywiście.

– A czy pamiętasz, co wtedy między nami zaszło?

– Tak.

Hermiona zwróciła uwagę na ból, który dał się słyszeć w jego głosie. Jego ton zmienił się – z gorączkowego zaprzeczenia przeszedł w szept, jakby Snape był świadomy, że jego walka skazana jest na przegraną. Ta scena przypominała Hermionie upominanie małego dziecka, które zrobiło coś złego, za co jest karcone w możliwie delikatny sposób – poprzez przypomnienie o obowiązkach i o tym, że ich nie spełniło. Widać było wyraźnie, że Severus wiedział dokładnie, do czego ta rozmowa prowadzi. I nie podobało mu się to ani trochę.

– Severusie, spójrz na mnie. Tej nocy, kiedy cię przygarnąłem, stanąłem w twojej obronie. Ocaliłem twoje zmysły i najprawdopodobniej twoje życie przed wieloletnim wyrokiem w Azkabanie, prawda? – powiedział Dumbledore.

Severus nie odwrócił wzroku, kiedy odpowiedział.

– Tak.

– Obserwowałem cię odkąd skończyłeś jedenaście lat. Twoje serce i twoja dusza wędrowały przez jakiś czas po niewłaściwych ścieżkach, ale wciąż pozostają dobre i szczere. Ufam ci na moje życie, dlatego teraz proszę cię…

– Jestem wycieńczony i robię błędy! Złożenie tej przysięgi Narcyzie było rażącym błędem, za który zapłacimy wszystkim! – wybuchnął Severus.

Dookoła Snape’a powiał mocniejszy wiatr, układając liście w kręty wzór. Miała wrażenie, że przyśpiesza w rytm oddechu Severusa. Przez chwilę Dumbledore zdawał się być zajęty promieniami światła tańczącymi na jego dłoniach. Hermiona i McGonagall wymieniły spojrzenia, potwierdzając, że obie zobaczyły to samo.

– Nie jestem już potrzebny, skoro popełniam błędy, czy ty tego nie rozumiesz? – wrzasnął. Severus przybrał wygląd osoby, która za chwilę powie coś ostrego bez zwracania uwagi na konsekwencje. – Mam dosyć biegania między psychopatą, a byciem pionkiem w twoim wielkim planie dotyczącym Pottera! Tak samo pragniesz władzy jak Czarny Pan, wykorzystujesz ludzi aby służyli „większemu dobru”! – wykrzyczał Severus.

Przez cały wybuch Severusa Dumbledore patrzył spokojnie na młodszego czarodzieja, przyjmując rzucane oskarżenia bez mrugnięcia okiem.

Hermiona widziała, jak jego pierś unosi się i opada. Severus rzucił okiem na starszego czarodzieja. Najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że jego wybuch był dość niesprawiedliwy i oczekiwał na reakcję. Wyprostował się i spojrzał Dumbledore’owi prosto w oczy.

– Rozumiem, jak się czujesz, Severusie, ale musisz zrozumieć moją sytuację. Tu chodzi o coś więcej niż ty i ja – powiedział Dumbledore zadziwiająco spokojnym tonem.

– W ogóle mnie nie rozumiesz – mruknął Snape jadowicie. Nie musiał nawet podnosić głosu.

Hermiona przestąpiła z nogi na nogę, kiedy patrzyła, jak zazwyczaj opanowany Mistrz Eliksirów traci nad sobą kontrolę. Zrozumiała, o co Dumbledore go prosi. Nie była w stanie wyobrazić sobie bitwy, która toczyła się w myślach Severusa.

Dumbledore podniósł głowę. Jego postawa mówiła „Mam już tego dosyć”.

– Wystarczy, Severusie – powiedział cicho.

Severus wyglądał tak, jakby oczekiwał ataku – pochylił głowę, oddychając ciężko, a wzrok wbił w jeden punkt. Mimo ciemności panujących w lesie Hermiona widziała jego przepełnione wściekłością i bólem oczy.

Dumbledore spojrzał na młodszego czarodzieja.

– Severusie, to już nie jest prośba. Nie będziemy o tym więcej dyskutować.
Hermiona zauważyła, że coś zmieniło się na twarzach obu czarodziejów. Dumbledore wyglądał na zdeterminowanego. Z kolei oczy Severusa rozszerzyły się lekko – zrozumiał, do czego to prowadzi.

– Severusie Snape, wzywam cię do spłacenia długu życia.

Hermiona nigdy nie sądziła, że zobaczy Mistrza Eliksirów stojącego bez ruchu tak długo.

Wyglądał na zaszokowanego.

Kiedy spróbował się odezwać, za pierwszym razem głos odmówił mu posłuszeństwa. Hermiona nie mogła uwierzyć, że jej profesorowi brakuje słów.

Za drugim razem uklęknął na jedno kolano przed Dumbledorem. Do jej uszu doszedł cichy szept.

– Moje życie należy do ciebie. Zrobię wszystko, o co poprosisz.

Hermiona i Minerwa oczekiwały, że wspomnienie w tym momencie się skończy, ale las zniknął tylko na chwilę, a w jego miejsce pojawiły się korytarze zamku. Dookoła nich trwała bitwa. Śmierciożercy pojedynkowali się z uczniami, zaklęcia świstały dookoła. Hermiona zdziwiła się, gdy zobaczyła Severusa biegnącego obok nich. Potem zrozumiała.

– Pani profesor, skąd mamy to wspomnienie? – spytała, instynktownie uchylając się przed zaklęciem lecącym w jej stronę.

– Cicho, idziemy! – zawołała McGonagall, po czym obie podążyły za Snapem.

Severus biegł po schodach. Odepchnął na bok pojedynkujących się Śmierciożercę i ucznia. Pędził po kręconych schodach, używając ściany jako wsparcia. Wbiegł przez drzwi z wyciągniętą przed siebie różdżką.

Objął wzrokiem rozpościerającą się przed nim scenę. Jego wyraz twarzy sugerował, że jego najgorszy koszmar stał się właśnie rzeczywistością. Dumbledore był otoczony przez Śmierciożerców. Opierał się o ścianę – wyglądał jakby był o krok od śmierci, ale jednocześnie na jego obliczu malował się spokój.

Draco odwrócił głowę i spojrzał na Snape’a. Drżał. Opuścił różdżkę. W jego oczach wypisana była porażka. Nie było potrzeby zagłębiać się w jego myśli, aby zauważyć jak bardzo wypełniała go panika i desperacja.

Nagle dały się słyszeć myśli Severusa. „Chłopak nie zrobi… nie może… powinienem był przewidzieć…”

– Severusie…


Hermiona i McGonagall wymieniły pełne zdziwienia spojrzenia, kiedy usłyszały wymianę myśli między Snapem a Dumbledorem.

– Pamiętaj, co mi obiecałeś, Severusie. Musisz to zrobić. Nie możesz zerwać przysięgi. Masz u mnie dług. Ocal Dracona.

– Nie… nie mogę. Nie poradzę sobie. Proszę, ja nie mogę już tak dłużej.


– Jakim cudem słyszymy myśli Snape’a? To coś zupełnie innego. – Hermiona od razu zauważyła, że nie jest to zwyczajne wspomnienie.

Wspomnienie myśli i uczuć, dzielonych przez Snape’a i Dumbledore’a. Ta cicha rozmowa trwała dalej, podczas gdy Draco i Śmierciożercy przyglądali się obu mężczyznom bez słowa.

Na głos, Dumbledore powiedział:

– Severusie, proszę…

W myślach Mistrza Eliksirów pojawiła się myśl: „Severusie, musisz to zrobić”.

„Nie, ja…"


Hermiona i McGonagall podskoczyły zaskoczone, podobnie jak Snape, kiedy usłyszały wrzask Dumbledore’a w myślach Severusa.

„SEVERUSIE, ZRÓB TO TERAZ. ZRÓB TO, TY TCHÓRZU!”

Hermiona wydała z siebie krzyk zdumienia, zasłaniając rękami twarz. Spomiędzy palców obserwowała McGonagall z szeroko otwartymi oczami.

– Albusie, nie! – szepnęła McGonagall.

W jednej chwili Severus zmienił wyraz twarzy. W myślach krzyknął: „NIE. MÓW. DO. MNIE. TCHÓRZU!”

Głośno ryknął: „AVADA KEDAVRA!”

~~oOo~~


Hermiona ponownie siedziała przy oknie na parapecie w gabinecie dyrektora. Tysiące pytań pchało się jej na język, podczas gdy McGonagall opowiadała pozostałym, co widziały we wspomnieniu.

Minerwa westchnęła, usiadła na swoim krześle i spojrzała po ludziach zebranych w jej biurze.

– To właśnie widziałyśmy – potwierdziła. – Jeżeli chcecie zobaczyć sami, wspomnienie jest w myślodsiewni. Severus zrobił tylko to, czego wymagała od niego Niezłomna Przysięga oraz dług życia, który miał u Albusa.

– Słyszałam o czymś takim. O utrwaleniu pewnych wydarzeń, które miały miejsce kiedy dług życia jest zaciągany i spłacany, aby służyły jako dowód. Dumbledore musiał o tym wiedzieć – odezwała się Tonks.

– Nadal w to nie wierzę – powiedział Harry, krzyżując ręce na piersi. – Snape nie był nikim innym jak zdrajcą.

– Harry, proszę, uwierz nam. Widziałam jego twarz, kiedy Dumbledore go o to poprosił. Snape wypełnił tylko polecenie dyrektora, a i tak w końcu Dumbledore musiał go sprowokować – sprzeciwiła się Hermiona. Była świadoma tego, że pozostali członkowie Zakonu z uwagą przyglądają się tej wymianie zdań. W końcu broniła kogoś, komu wciąż nie ufali, mimo odnalezionych informacji.

– Nie obchodzi mnie, kto i co o nim mówi. Jeśli choć jeszcze raz zobaczę tego sukinsyna, zabiję! – rzucił Harry i wybiegł z pomieszczenia.

Hermiona wycofała się na swoje miejsce pod oknem. Na myśl o cierpieniu przyjaciela ogarnął ją smutek.

– Nie martw się, Hermiono. Każdy musi sobie poradzić z tym na swój sposób – powiedziała McGonagall, kładąc dłoń na ramieniu uczennicy. Hermiona wpatrywała się w okno. Jej czoło dotykało zimnej szyby, czuła chłodny powiew wiatru na własnej twarzy.

Tysiąc myśli pojawiło się w jej głowie. Zamknęła oczy i przeżywała to wspomnienie wciąż na nowo. Kiedy podniosła powieki, przeszedł ją dreszcz. Wydawało się jej, że ktoś się porusza tam daleko, w ciemnościach. Zmrużyła oczy, aby zobaczyć, kto to może być. Jej serce zamarło, kiedy zorientowała się, kogo widzi.

Severus Snape szedł chwiejnym krokiem po trawniku.


CDN.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Ostatnio edytowany przez magda2em 13 Gru 2007, 16:30, edytowano w sumie 11 razy

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 29 Sty 2007, 19:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Cze 2006, 11:57
Posty: 144
Miejscowość: Poznań
Płeć: Nieokreślona
Magda, widzę, że znów szykujesz nam wspaniałą ucztę fanfickową. Mimo, że to dopiero rozdział pierwszy, już mi się podoba. Fajnie ukazany Albus, zwłaszcza, kiedy wzywa Severusa Snape'a do oddania długu życia albo gdy tak do niego mówi:

Cytuj:
SEVERUSIE, ZRÓB TO TERAZ. ZRÓB TO, TY TCHÓRZU!


Tu mnie normalnie zaszokowało. To na swój sposób tłumaczy jego zachowanie i ten wyraz twarzy.

Harry, jak widzę kanoniczny aż do bólu. Wiadomo nienawidzi Snape'a, bo on jest dla niego tylko zdrajca i mordercą.

Hermiona, na razie trudno mi coś o niej powiedzieć. Ona zaczyna się zastanawiać nad tym wszystkim. Próbuje dociec prawdy.

I to zakończenie, no. Jak można przerwać w tak ekscytujacym momencie, no jak??

Mam nadzieję, że kolejny rozdział już wkrótce. Wiem, jestem niecierpliwa. Dlatego życzę Ci weny i dużo wolnego czasu na przetłumaczenie jeszcze TYLKO 40 rozdziałów :wink: .
Pozdrawiam,
Kas.

_________________
''Ów głos był jak ciemność, ale nie lodowata ciemność lochów Azkabanu, której spodziewałby się Harry – jak mrok pełen niezgłębionej, bezdomnej czułości.'' Lomiel, Harry Potter i Kamienny Klucz


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 29 Sty 2007, 19:36 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Cze 2006, 22:47
Posty: 187
Miejscowość: ramiona śmierci
Płeć: Kobieta
Wstęp... był rewelacyjny. Definicja uwodzenia według Snape'a. Ten fragment jest boski. Zapowiada on także wspaniały rozwój zdarzeń.

Nigdy wcześniej nie czytałam tego ff, gdyż mój angielski jest kiepski, tym bardziej cieszę się, iż znajdują się osoby, które takie świetne utwory (już wiem, że z niecierpliwością będę czekać na każdy rozdział, wystarczyło tylko wstęp przeczytać) tłumaczą. Chwała im za to.

Co do fabuły, na razie niewiele mogę jeszcze po tym rozdziale powiedzieć. Jednak nie przypominam sobie, abym czytała jakiś ff z moją ulubioną parą dziejący się po szóstym tomie. Do tego jeszcze wspomnienie Dumbledore'a z myślami jego i Snape'a. Oryginalne.

Z niecierpliwością czekam na następny rozdział, dlatego życzę ogromnych ilości wolnego czasu.

Ostoja

_________________
...†Moje... Poszarpane serce.... proszę przestań bić... † ...


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 29 Sty 2007, 19:51 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 12 Lis 2006, 13:51
Posty: 248
Miejscowość: Z piekła rodem...
Płeć: Nieokreślona
Oj...

To bolało.
I wcale nie żartuję...
Naprawdę, wuwielbiam opowiadania które tłumaczysz. Njapierw "Razem z Danger" a teraz TO.
Bardzo spodobał mi się motyw który kierował Severusem. I ładnie wytłumaczono jego... No cóż, niewinność.
Z reguły lubię wszystko ze Snapem. Tylko troszkę drażni mnie ten kwałek, gdzie Harry tak bardzo wierzy w jego winę.
Wiem jednak, że to nie Twoja wina, więc bierzmy się za skomentowanie Twojej pracy. Chociaż...
Co tu jest do komentowania? Jak zwykle bez większego błędu. Nie znalazłam literówek, stl bardzo dobry...

Pozostaje mi tylko gratulować doskonale wybranego tekstu...

Mashe

_________________
Klawiatura mój wróg!
Proszę o wybaczenie, jeżeli w jakimś poście popełnię jakieś straszliwe błędy, znane również jako literówki, lub brak będzie polskich znaków.
Jak już wspomniałam, moja nowa klawiatura, to mój najwiekszy wróg...


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 30 Sty 2007, 18:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sty 2006, 08:35
Posty: 271
Płeć: Kobieta
Opowiadanie bardzo mi się podobało. Zawsze zastanawiałam się, jak wygląda scena na wierzy oczami Snape'a i co tak naprawdę zaszło pomiędzy nim a dyrektorem. Szkoda tylko, że Harry nie zobaczył tej sceny z Myślodsiewni. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłam żadnych błędów (ale jeszcze raz sprawdzę tekst dla ciebie, Magdo. Czyba, że nie chcesz). Kanoniczność także jest, choć nie do końca mi pasuje Hermiona. Od razu myśli o Snape ze współczuciem, chwilę po ostatnich wydarzeniach, a nie wie dokładnie co się tam wydarzyło. Brakowało mi tylko sceny, kiedy Hermiona rzuca się na Snape'a z okrzykiem "kocham cię!" :evil: . Mam nadzieję, że coś takiego się nie wydarzy. Jak dla mnie, jak na pierwszy odcinek podkreślono za mocno, że Granger będzie ze Snapem.
Oczywiście należy także podkreślić wagę definicji. Była to prostu boska!

Tłumacz dalej, Magdo. Wiesz, że wspaniale ci to wychodzi. Nie leń się w czasie ferii :twisted:

Życzę weny i czasu.

Pozdrawiam,
Verity

_________________
Głos potrafi być niebezpieczny − łatwo się nim zdradzić, dlatego zawsze potrafię wyczytać z tonu uczniów, co w danej chwili czują. Lekkie drżenie... upór, gniew, zdecydowanie, strach − wszystko można wychwycić. Nawet kłamstwo.
Fayet "Czarny aksamit", tłum. Nicky Gabriel

Mój lj.


Ostatnio edytowany przez Verity, 04 Lut 2007, 21:32, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 30 Sty 2007, 18:37 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 12 Sty 2007, 15:08
Posty: 876
Miejscowość: Dolina Godryka
Płeć: Kobieta
Niemal dokladnie tak jak autor tego fica wyobrażam sobie wydarzenia na szóstym roku :)
Jestem zadowolona, że znalazłam fica, któremu tak wierzę... To jest jak dla mnie dobre wyjasnienie, może nieco chaotyczne, ale niezaprzeczalnie dobre. Trochę nie bardzo wyobrażam sobie, jak to wspomnienie mogło tam trafić, nie bardzo też rozumiem, dlaczego Hermiona nie była z przyjaciółmi. Trochę to niekanoniczne. Ale za to Harry kanoniczny tak bardzo, że zdaje mi się, jakbym czytała Rowling. Naprawdę. Zaperzony, pewny swego smarkacz :) (Ale i tak go lubię). Hm... Na razie podoba mi się - jest ładnie przetłumaczone i, jak już wspomniałam, zgodne z moimi odczuciami na tramt szóstki.

Tłumacz dalej.
Czekam z niecierpliwością.

Elleen

_________________
"Jeden bez druhého přece nikdy neudělal ani krok, že? Kolikrát jenom tady u mě seděli - jejda, a jak mě dokázali rozesmát! To byla fakt komická dvojice, tihle Sirius Black a James Potter!"

Elinkowe pisanie: klik, klik, klik. A/L OTP!


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 04 Lut 2007, 16:37 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Gru 2006, 16:26
Posty: 45
Miejscowość: Białystok
Płeć: Nieokreślona
Zawsze zastanawiałam się, jak mógł wyglądać ciąg zdarzeń po szóstym tomie, lecz od samego początku wierzyłam w niewinność Severusa. Snułam różne hipotezy, dlaczego zabił Dumbla i doszłam do tego samego wniosku, co nasz drogi autor.

Poza tym wydało mi się rzeczą nieprawdopodobną, iż zaparty śmierciożerca powstrzymałby Pottera przed rzuceniem niewybaczalnego, gdy mogło to skłonić go do przejścia na ciemną stronę. Przecież im więcej ktoś bawi się czarną magią, tym bardziej się w nią zagłębia. Nie sądzę, aby nasz Złoty Chłopiec stanowił tu jakikolwiek wyjątek.

Co do samej struktury tekstu nie znalazłam żadnych rażących błędów, choć muszę przyznać, iż po samym początku byłam tak zaczytana, iż naprawdę niewiele mogło z nich do mnie dotrzeć.

Zastanawiam się, jaki związek ma definicja uwodzenia autorstwa Severusa Snape'a z długami i jaką rolę w tym wszystkim odegra Hermiona, gdyż mam nadzieję, iż nie została ona przytoczona na samym początku przez przypadek.

Nie muszę chyba mówić, iż opowiadanie zostało doskonale wybrane spośród wszystkich innych wartych tłumaczenia. I powiadam ci, iż odwaliłaś kawał całkiem dobrej roboty.

Z poszanowaniem,
Antybiodusia

_________________
„W grze kata i ofiary wynik nie jest z góry przesądzony, a role mogą się nader łatwo odwrócić.
Kto umie grać z czasem, zna swego przeciwnika, kto ma mądrość kruka, cierpliowść borsuka, przebiegłość węża i serce gryfa, wygra. Bo ten zawsze wygrywa.”
Salazar Slytherin


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 04 Lut 2007, 17:58 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 01 Lut 2007, 22:40
Posty: 5
Płeć: Nieokreślona
Jestem nową użytkowniczką i jest to mój perwszy komentarz :)
Muszę przyznać, że podziwiam autora za wyobraźnie. Severus zabija Dumbledora z przymusu. Bardzo lubię postać Severusa Snape'a. dlatego taka opcja mi odpowiada :D Opowiadanie bardzo ciekawie się zapowiada i tak jak większości czytelników bardzo spodobał mi się sam wstęp.
Czekam na dalszy ciąg.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 04 Lut 2007, 20:19 
Offline

Dołączenie: 19 Lis 2006, 13:29
Posty: 20
Miejscowość: Łódź
Płeć: Nieokreślona
Zamysł autora pokrywa się dokładnie z moim zdaniem na temat winy-nie winy Severusa i powodów, które nim kierowały, jestem po prostu PRZEKONANA, że jest niewinny! (jeśli Rowling zrobi nam brzydki dowcip, to się obrażę :))
Oczywiście podoba mi się bardzo ten początek, jest świetnie napisany i przetłumaczony (choć były interpunkty), co najważniejsze - dzieje się PO szóstym tomie i trzyma się kanonu. Nie wiem, co ma definicja uwodzenia wg Snape'a do tego wszystkiego (czyżby SSxHG za czym nie przepadam?), ale jestem na tak i z pewnością będę śledzić ciąg dalszy.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Rozdział drugi, część pierwsza
 Opis:
PostWysłany: 16 Mar 2007, 15:16 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Dziwny powrót do domu

Severus Snape szedł chwiejnym krokiem w kierunku jedynego miejsca, które mógł nazwać domem. To i tak postęp pomyślał. Zaledwie kilka godzin wcześniej jedyne, na co było go stać, to czołganie się. Hardodziób ciężko go zranił. Mimo usilnych poszukiwań Severusowi udało się znaleźć jedynie tyle leczniczych ziół, aby spowolnić tylko śmierć spowodowaną atakiem magicznego zwierzęcia.

Stałem się niczym więcej jak pionkiem w grze, porzuconym, aby dogorywać między szaleńcem a Zakonem.

Wysłał Dracona do Czarnego Pana, aby powiedział mu, że Severus będzie nadal szpiegował. Ostatnio coraz trudniej było mu kontrolować te wszystkie kłamstwa, do których był zmuszony. Na dodatek jedyny człowiek, który wiedział o nim wszystko, zginął z jego ręki. Z tą świadomością wysłał Dracona na niemal pewną śmierć. Cel został osiągnięty – to prawda – lecz wciąż była to porażka Dracona. Według tego szaleńca, nie było wytłumaczenia. Cena, którą przyjdzie mu zapłacić, będzie wysoka.

Krwawienie nasilało się. Jedyną szansę stanowiło dotarcie do jego prywatnej pracowni i zażycie leczniczych eliksirów. Każdy kolejny krok otwierał rany na jego nodze i plecach, przyspieszając upływ krwi. Zranione udo nie pozwalało mu na szybkie poruszanie się. Nawet ślimak chodzi szybciej, pomyślał. Jego szaty były w strzępach w miejscu, gdzie zaatakował go hipogryf . Hardodziób podrzucił go aż do czubków drzew, po czym zostawił go i zajął się Draconem. W pobliżu szklarni znajdowało się znane niewielu osobom wejście do zamku, z którego korzystał, kiedy wzywał go Czarny Pan. Dla zdrowej osoby nie było to daleko, jednak w tym stanie szanse na dotarcie tam malały z każdą minutą. Jego kroki stawały się coraz bardziej chwiejne i niepewne. Nagle Severus upadł na kolana.

Jakże stosowne.

Oparł ręce o ziemię i oddychał ciężko, chociaż jego duma cierpiała na tym nie mniej niż ciało. Nawet o krok od śmierci był pełen wstydu i walczył każdą cząstką swojego ciała, aby nie znaleziono go w takim stanie. Czarne, posklejane w strąki włosy kołysały się po obu stronach jego twarzy w rytm słabnącego oddechu. Jak przez mgłę pamiętał cios, który zadał mu ostrym dziobem hipogryf. Najwyraźniej rana była głęboka. Zafascynowany patrzył, jak po jego kruczoczarnych włosach spływają ciemnoczerwone krople krwi, aby chwilę później upaść na zieloną gęstą trawę.

Straciłem już rachubę, ile razy wywiodłem w pole tego diabolicznego psychopatę, a śmiertelny cios zadał mi hipogryf, pomyślał, zaciskając zęby. Ostatkiem sił opierał się przemożnej chęci aby położyć się na trawie. Utrata krwi spowodowała, że zaczął się drżeć. Widział jak przez mgłę. Ziemia wydawała się coraz bardziej zachęcająca, oferując odpoczynek, najprawdopodobniej wieczny.

Zaczął zastanawiać się, kto i kiedy go znajdzie. Czy komukolwiek będzie na nim zależało? Nie miał rodziny. Komu w Hogwarcie będzie zależało na mordercy?

Tylko Granger rozświetlała moją nieszczęsną egzystencję, pomyślał. Jako jedyna z tych kretynów, których musiałem uczyć, wykazywała prawdziwą radość z obcowania ze sztuką warzenia eliksirów, radość z nauki w ogóle.

Fala zimna wyrwała go z zamyślenia. Zorientował się przy tym, że kołysze się bezwiednie. Jego serce biło trzy razy szybciej niż normalnie, oddychanie stało się świadomym wysiłkiem, który budził w nim strach, którego nie mógł zignorować. Strach szeptał do niego cichutko; mówił, że ciemność wkrótce przybędzie.

To jest koniec. Nie zaznasz chwalebnej śmierci na polu bitwy. Zdechniesz na polach Hogwartu. Czy naprawdę sądziłeś, że powrót do Dumbledore’a ocali się przed twoim przeznaczeniem?

Szpieg poczuł czyjeś spojrzenie na swoich plecach. Ogarnęła go panika. Zmusił się do powstania, chyba tylko siłą adrenaliny krążącej w jego żyłach i sięgnął po różdżkę. Kiedy spojrzał w górę, w okno gabinetu Dumbledore’a, niebo zaczęło się kołysać – Snape poczuł się, jakby znajdował się na statku. W świetle bijącym z okna zobaczył, że ktoś na niego patrzy. Zanim zdążył zorientować się, kto tam stoi, zakręciło mu się w głowie, po czym powtórnie wylądował na kolanach. Kiedy jego ręce nie mogły już dłużej utrzymać ciężaru jego ciała, uderzył ramieniem w ziemię. Chłodna trawa była jak balsam dla jego zmęczonego ciała.

Gdy zamknął oczy, więcej osób podeszło do okna. Zanim zemdlał, usłyszał jeszcze, jak ktoś woła go po imieniu.

~~oOo~~


- Jak on się czuje, Poppy? – spytała Minerwa.

Obie czarownice stały w pobliżu łóżka, na którym leżał Severus Snape. Promienie księżyca padały na jego twarz, nie rozjaśniając ani trochę bladego oblicza czarodzieja. Hermiona Granger usadowiła się obok łóżka. Wpatrywała się w niego tak intensywnie, jakby to jej wzrok zmuszał go do zaczerpnięcia każdego oddechu.

- Niestety niezbyt dobrze. – Poppy wzięła głęboki oddech. – Dobrze wiesz, że zajmowałam się Severusem wiele razy, kiedy wracał do Hogwartu po spotkaniach z Voldemortem, ale tak bardzo zraniony jest po raz pierwszy. Na dodatek ślina hipogryfów zawiera składnik, który spowalnia gojenie. Severus ma głęboko rozciętą głowę, cztery złamane żebra, a rana na jego lewym udzie sięga niemal aż do kości. Nie mówiąc już o niezliczonych skaleczeniach i rozcięciach na jego plecach.

- Tak, Hagrid o tym mówił. – Minerwa przesłała pielęgniarce badawcze spojrzenie. – Poppy, czy tym razem uda mu się przeżyć? Wiesz, że możesz powiedzieć mi prawdę – szepnęła.

- Nie wiem. Wszystko zależy od tego, czy on sam chce żyć. Zrobiłam dla niego wszystko, co mogłam. – Poppy podniosła głowę i spojrzała na leżącego w łóżku mężczyznę. – Nie wiem, co mam myśleć o tym, co się wydarzyło. Jakie życie czeka go, kiedy się obudzi? – Na twarzy Poppy pojawił się ponury uśmiech. – Nie ważne, co powiem, i tak będzie chciał wyjść ze skrzydła szpitalnego jak tylko się obudzi. Nie cierpi, kiedy ktoś się nim zajmuje. Zawsze się buntuje i nigdy nie słucha tego, co mam do powiedzenia.

- Chyba mam na to rozwiązanie. Zrób sobie przerwę – powiedziała Minerwa z lekkim uśmiechem na twarzy, kładąc dłoń na ramieniu pielęgniarki.

- Dziękuję, Minerwo, tak zrobię.

~~oOo~~


Od godziny Hermiona patrzyła, jak pierś Severusa unosi się i opada w rytm jego oddechu. W tym czasie na niebie pojawił się księżyc, oświetlając pomieszczenie delikatnym światłem. Dobiegła do niego jako pierwsza – leżał na trawie z półprzymkniętymi oczami, jakby patrzył się bezpośrednio w głąb jej duszy. Jego wygląd wstrząsnął nią do głębi.

- Nie, Severusie, posłuchaj mnie. Musisz z nami zostać – błagała, podczas gdy pozostali biegli do nich. Z nieznanych jej przyczyn nie potrafiła zwrócić się do niego po nazwisku. Spojrzał na nią przelotnie, ale nie poprawił jej. W pewien sposób ten fakt przeraził ją bardziej niż jego najcięższe rany.

Odgarnęła przesiąknięte krwią włosy z jego twarzy i wzięła jego głowę w dłonie, starając się go pocieszyć. Nie była pewna, czy ją słyszy, dopóki nie spojrzał na nią i nie kiwnął głową, zanim po raz kolejny stracił przytomność. Wspólnie lewitowali go do skrzydła szpitalnego, wciąż w szoku spowodowanym ilością traconej przez niego krwi. Pani Pomfrey zbladła na jego widok i od razu zabrała się do tamowania krwawienia. Trzy godziny później Severus leżał nieruchomo na łóżku. Pani Pomfrey powiedziała, że zrobiła wszystko, co mogła. Zostało jedynie czekanie.

- Będzie musiał spędzić sporo czasu w łóżku – dodała. – a to jest talent, którego nie posiada w nadmiarze. Mogę odrobinę przyspieszyć gojenie, ale w zasadzie będzie to trwało prawie tyle, co u mugoli.

Minerwa uważnie przyglądała się Hermionie, która z kolei wpatrywała się w Severusa i zaczęła się zastanawiać. Hermiona co prawda nadal jest uczennicą, ale niedługo skończy osiemnaście lat. Tak naprawdę szybciej, niż by to wynikało z kalendarza, ze względu na to, że używała Zmieniacza Czasu. Z kolei Severus, mimo tego, że wyglądał kiepsko nawet jeśli był zdrowy, miał tylko trzydzieści siedem lat. W oczach czarodzieja był zaledwie dzieckiem.

Tak wiele w życiu, Severusie, tak wcześnie, pomyślała Minerwa. Zasługujesz na coś więcej. ¬Spojrzała na ich oboje i uśmiechnęła się lekko.

– Albusie, chyba odziedziczyłam twoją iskierkę. – szepnęła do siebie, patrząc przez okno na wieżę astronomiczną.

Minerwa podeszła bliżej do łóżka Severusa. Hermiona zesztywniała lekko, jakby oczekiwała, że zaraz zostanie wyproszona.

- Nie zostawię go – powiedziała, nie podnosząc głowy. – Zasługuje na to, żeby ktoś przy nim był, kiedy się obudzi.

- Nie miałam zamiaru zmuszać cię do odejścia, Hermiono – szepnęła Minerwa. – Tak właściwie to chciałam cię o coś poprosić.

Usiadła obok młodszej czarownicy i wzięła jej rękę w dłonie. Przyglądając się splecionym palcom myślała o różnicy wieku między nimi. Mało kto wiedział, że dla Minerwy Albus był kimś więcej niż tylko dyrektorem. Byli bardzo blisko. Siedzenie przy łóżku mordercy Albusa, niezależnie jakie okoliczności go do tego zmusiły, nie było dla niej łatwe. Jej żal nie dał się porównać z niczym, co do tej pory przeżyła, jednak w głębi duszy wiedziała, że tak naprawdę Dumbledore gasnął odkąd jego dłoń została zraniona. Nawet jej nie chciał opowiedzieć tej historii. Teraz już nigdy jej nie pozna.

Obserwowanie Severusa sprawiało jej inny ból. Jak na kogoś tak młodego wyglądał na wycieńczonego. Minerwa czuła potrzebę naprawienia krzywd, które doznał. Kiedy podniosła głowę, zorientowała się, że Hermiona przygląda się jej, czekając aż przemówi.

- Hermiono, Severus jest trudnym człowiekiem, delikatnie mówiąc. Do tej pory znałaś go tylko takim, jaki chce być postrzegany: silny, niezależny i, przede wszystkim, niezłomny. Ja znałam go za czasów, kiedy jako dziecko chodził do Hogwartu. Przypominał ciebie.

W odpowiedzi na lekko zdziwioną minę Hermiony Minerwa uśmiechnęła się lekko.

- Ach, tak, kochał i nadal kocha wiedzę. Spędzał niezliczone godziny w bibliotece, chowając się w tych samych kącikach, w których można spotkać ciebie. - Minerwa wstała i podeszła do okna. – Niestety dzieci bywają okrutne. Severus bardzo cierpiał, kiedy wyśmiewały go za jego chęć do nauki i bycie innym. Jednym ze sposobów na obronę jest wzbudzanie strachu, dlatego też Severus zwrócił się w kierunku Czarnej Magii. Jest bardzo inteligentny, Hermiono, dokładnie tak jak ty. Już jako nastolatek był bardzo potężnym czarodziejem.

Minerwa odwróciła się do Hermiony.

- Poza tym jest uparty, złośliwy, bezlitosny i bezwzględny. Ceni swoją dumę ponad wszystko, co więcej, najprawdopodobniej nie zgodzi się na to, aby zapewniono mu odpowiednią opiekę. Hermiono, Severus wiele razy udowodnił, że nie będzie słuchał pani Pomfrey pod żadnym pozorem. Niezależnie od tego, czy pewni członkowie Zakonu są gotowi to przyznać, czy nie, ten człowiek dokonał wielkich rzeczy w trakcie tej wojny. Wydaje mi się, że będzie cię co najmniej tolerował.

Hermiona słuchała bardzo uważnie słów McGonagall. Kiwnęła głową, wciąż nie spuszczając oka z Severusa.

- Tak. Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Minerwa uśmiechnęła się w duchu. Biedaczka nie ma pojęcia, w co się pakuje.

- Wspaniale. Możesz zostać jeszcze parę minut, ale potem pójdziesz do kuchni coś zjeść a potem prześpisz się choć parę godzin. Pani Pomfrey zajmie się Severusem w tym czasie. Teraz muszę już iść.

Hermiona spojrzała ponownie na swojego byłego nauczyciela. Przypomniała sobie, że nigdy nie widziała go w szatach innego koloru niż czarne. Spojrzała na bladą skórę jego piersi, widoczną między bandażami, i na siniaki, które właśnie się tworzyły. Przykryła go kocem i wstała z zamiarem pójścia do kuchni.

- Uparty, złośliwy, bezlitosny i bezwzględny – powiedziała na głos, patrząc na niego z góry.

Uśmiechnęła się pod nosem i odeszła.

~~oOo~~


Poranne słońce powoli rozświetlało zazwyczaj pogrążony w mroku pokój. Jeden promień przesuwał się powoli, centymetr po centymetrze, po podłodze w kierunku łóżka. Po pewnym czasie oświetlił ciało śpiącego na łóżku mężczyzny.

- Wygląda tak spokojnie, kiedy śpi, nieprawdaż? – powiedziała Hermiona, przygotowując bandaże do zmiany opatrunku.

- Tak, masz rację. Wydaje mi się, że nie potrzebuje już więcej eliksiru usypiającego – odparła Poppy. Sprawdzała, jak Hermiona sobie radzi po tygodniu opiekowania się nad śpiącym pacjentem.

Poczekaj tylko aż się obudzi. Nie będziesz go uważała wtedy za spokojnego, pomyślała, uśmiechając się ironicznie w duchu.

- A zatem tylko zmiana bandaży i eliksir przeciwbólowy? – kiwnęła głową Hermiona.

- Tak, doskonale sobie radzisz. Tylko tak dalej, rana wygląda coraz lepiej – powiedziała Pomfrey, spoglądając na Severusa. – Gdybyś mnie potrzebowała, wiesz gdzie mnie szukać.

Hermiona skinęła głową i odprowadziła panią Pomfrey do drzwi. Wracając do sypialni westchnęła, obrzucając spojrzeniem pomieszczenie. Skrzaty rozweseliły nieco pokoje Mistrza Eliksirów, odsłaniając na polecenie Hermiony okna. Czarownica rzuciła okiem na zegar – nadszedł czas na zmianę opatrunku na jego udzie. Do tej pory nie sprawiało jej to żadnych trudności, jednak zaczęła się zastanawiać jak będzie to wyglądało, kiedy jej pacjent się obudzi.

Przygryzła wargę rozkładając bandaże na łóżku. Nadal jest bardzo chudy, mimo tych wszystkich mikstur wzmacniających, które dostaje. Jak można mieć tak szybką przemianę materii? pomyślała. Wkrótce trzeba będzie go przebrać…

Uśmiechnęła się na widok jedwabnych bokserek, przypominając sobie szepty koleżanek. Często słyszała żarty na temat tego, co znajduje się pod tymi warstwami szat. Hermiona przewróciła oczami i skoncentrowała się na swojej pracy. Jego głos to zupełnie inna bajka. Nie było ważne co mówi – równie dobrze mógłby recytować z pamięci rozkład jazdy pociągów od końca, a i tak brzmiałoby to cudownie. W jego głosie była głębia, która poruszała każdą strunę w jej ciele.

Gdyby to zobaczyły, zemdlałyby z wrażenia, roześmiała się Hermiona.

- Zabawne, nigdy bym nie podejrzewała, że nosi pan bokserki, panie wiecznie-pod-kontrolą – mruknęła pod nosem, podnosząc jego nogę wyżej. Dobrze wiedziała, że dostałby ataku wściekłości, gdyby wiedział, że ktoś z nim tak sobie poczyna. Rozsmarowała balsam leczniczy na jego ranie, która zaczynała się prawie przy samym biodrze a kończyła tuż nad kolanem. Była tak głęboka, że o chodzeniu jeszcze przez długi czas nie będzie mowy. Na zakończenie uważnie owinęła jego udo bandażem.

Nie zwróciła uwagi na jedną jedyną rzecz; jej pacjent przesyłał jej wściekłe spojrzenie spod półprzymkniętych powiek.


Ciąg dalszy niechybnie nastąpi...

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 16 Mar 2007, 16:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sie 2006, 10:44
Posty: 378
Miejscowość: z Antykwariatu...
Płeć: Kobieta
Narrrreszcie!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie pojawi się kolejny rodział. Przepraszam, że poprzednio nie skomętnęłam, ale zapomniałam :oops:

Fik szalenie mi się podoba, międzi innymi dlatego, że przedstawia najbardziej prawdopodobną teorię "zdrady" Severusa. Nie wierzę, żeby Snape był zły do szpiku kości. Dodatkowo jedną z głównych bohaterek jest Hermiona. Uwielbiam takie fiki, gdzie występuje ta para. :twisted:

Tłumaczenie bardzo ładne i zgrabne. Zgrzytów się nie dopatrzyłam, opowiadanie ma ładny, lekki styl. Ciekawa jestem jak się rozwinie, bo zapowiada się bardzo ciekawie. Skoro Severus się obudził, to będzie dość... interesująco

Cytuj:
- Zabawne, nigdy bym nie podejrzewała, że nosi pan bokserki, panie wiecznie-pod-kontrolą – mruknęła pod nosem, podnosząc jego nogę wyżej. (...) Na zakończenie uważnie owinęła jego udo bandażem.

Nie zwróciła uwagi na jedną jedyną rzecz; jej pacjent przesyłał jej wściekłe spojrzenie spod półprzymkniętych powiek.

Jedwabe bokserki jeszcze jakoś wytrzymałam, ale powyższy cytat mnie zabił. Nie szyję...

Pozdrawiam,
C.

_________________
Jestem miniaturzystką i dobrze mi z tym!
Komentarze karmią Wena!
Inna Ścieżka

"Your orders, my Master"
Hellsing


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 16 Mar 2007, 18:58 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Sty 2006, 14:09
Posty: 152
Płeć: Kobieta
Powiem szczerze: już dawno minęło mi uwielbienie dla fików z parą SS/HG. Nie przepadam za tym paringiem, jednak do przeczytania tego opowiadania zachęciły mnie dwie rzeczy: to, że ktoś 'wyciągnął' na wierzch ten temat, a ja wcześniej nie znałam ff-a, i wstęp. Jest po prostu genialny, aż muszę pogratulować autorce pomysłu :) Pierwszy rozdział bardzo mi się spodobał, nareszcie dobre uzasadnienie mojej teorii, że Severus wcale nie zdradził! Bardzo mnie to cieszy i, odbiegając od tematu, mam nadzieję na podobne rozwiązanie tej sprawy w siódmym tomie. Postaci bardzo kanoniczne - Harry jak zwykle kłótliwy i niemądry, Hermiona jako panna Wiem-To-Wszystko również jak najbardziej na miejscu... A Snape - nic dodać, nic ująć, po prostu. Ja wiedziałam, że on nie jest po złej stronie! (kurczę, mówię jak typowa Snaperka! Czy już nią jestem, Redakcjo? To nie jest nieprawdopodobne, po tak długim czasie spędzonym na Forum Mirriel... :D). Rozdział drugi również przypadł mi do gustu, jest taki... ciepły? (czy to dobre słowo?) A końcówka jest po prostu borska, nie umiem jej inaczej określić XD Genialne.
Co do stylu - żadnych zastrzeżeń nie mam, jak najbardziej w porządku. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to bardzo częste powtarzanie imienia 'Severus', co widać tu:
Cytuj:
Severusie, musisz to zrobić. Nie ma innego wyjścia. Nie możemy cię stracić, musisz dalej pracować jako szpieg dla Zakonu – powiedział Dumbledore zdecydowanym tonem.

– Zwolnij mnie z tego, nie mogę… – głos Severusa odmówił mu posłuszeństwa. Hermiona ścisnęła mocno dłoń Minerwy. Tak wiele bólu, poczucia winy i porażki kryło się w jego słowach…

Severusie, posłuchaj…


Cytuj:
Severusie, spójrz na mnie. Tej nocy, kiedy cię przygarnąłem, stanąłem w twojej obronie. Ocaliłem twoje zmysły i najprawdopodobniej twoje życie przed wieloletnim wyrokiem w Azkabanie, prawda? – powiedział Dumbledore.

Severus nie odwrócił wzroku, kiedy odpowiedział.

– Tak.

– Obserwowałem cię odkąd skończyłeś jedenaście lat. Twoje serce i twoja dusza wędrowały przez jakiś czas po niewłaściwych ścieżkach, ale wciąż pozostają dobre i szczere. Ufam ci na moje życie, dlatego teraz proszę cię…

– Jestem wycieńczony i robię błędy! Złożenie tej przysięgi Narcyzie było rażącym błędem, za który zapłacimy wszystkim! – wybuchnął Severus.

Dookoła Snape’a powiał mocniejszy wiatr, układając liście w kręty wzór. Miała wrażenie, że przyśpiesza w rytm oddechu Severusa. Przez chwilę Dumbledore zdawał się być zajęty promieniami światła tańczącymi na jego dłoniach. Hermiona i McGonagall wymieniły spojrzenia, potwierdzając, że obie zobaczyły to samo.

– Nie jestem już potrzebny, skoro popełniam błędy, czy ty tego nie rozumiesz? – wrzasnął. Severus przybrał wygląd osoby, która za chwilę powie coś ostrego bez zwracania uwagi na konsekwencje. – Mam dosyć biegania między psychopatą, a byciem pionkiem w twoim wielkim planie dotyczącym Pottera! Tak samo pragniesz władzy jak Czarny Pan, wykorzystujesz ludzi aby służyli „większemu dobru”! – wykrzyczał Severus.

Na Twoim miejscu zastosowałabym więcej synonimów, takich jak 'młodszy', 'Mistrz Eliksirów' albo inne, bo w angielskim powtórzenia tak nie rażą, jak w polskim.

Mimo że to SS/HG, zamierzam śledzić opowiadanie do końca i mam nadzieję, że nie zrobi się z tego słodki romans - bo w jakość przekładu wierzę, czytałam inne Twoje tłumaczenia, które są po prostu świetne ^^

Życzę weny i pozdrawiam!
m.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Rozdział drugi, część pierwsza
 Opis:
PostWysłany: 16 Mar 2007, 21:10 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Cze 2006, 22:47
Posty: 187
Miejscowość: ramiona śmierci
Płeć: Kobieta
FF z moją ulubioną parą, a na dodatek świetnie zapowiadający się o czym śwadczy początek pierwszego rozdziału (definicja uwodzenia według Severusa Snape'a). Po drugim rozdziale mogę już stwierdzić, że będę śledziła to tłumaczenie do końca.
Ten rozdział jest bardzo dobry, szczególnie końcówka, która sprawia, iż nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
Hermiona opiekująca się pacjentem, Severusem Snapem. Niebawem ten pacjent otworzy oczy. Ale będzie wściekły, gdy dowie się, że Granger ma się nim zaopiekować.
Podoba mi się ten Severus. Dumny, do końca będący sobą.
magda2em napisał(a):
Oparł ręce o ziemię i oddychał ciężko, chociaż jego duma cierpiała na tym nie mniej niż ciało. Nawet o krok od śmierci był pełen wstydu i walczył każdą cząstką swojego ciała, aby nie znaleziono go w takim stanie.

Najlepsza była końcówka:
magda2em napisał(a):
- Zabawne, nigdy bym nie podejrzewała, że nosi pan bokserki, panie wiecznie-pod-kontrolą – mruknęła pod nosem, podnosząc jego nogę wyżej. Dobrze wiedziała, że dostałby ataku wściekłości, gdyby wiedział, że ktoś z nim tak sobie poczyna. (...)
Nie zwróciła uwagi na jedną jedyną rzecz; jej pacjent przesyłał jej wściekłe spojrzenie spod półprzymkniętych powiek.


Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
Pozdrawiam i życzę dużo czasu na tłumaczenie
Ostoja

_________________
...†Moje... Poszarpane serce.... proszę przestań bić... † ...


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 21 Mar 2007, 13:48 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 15 Lut 2007, 14:00
Posty: 433
Miejscowość: Kraków
Płeć: Kobieta
Wiesz, co? Nie lubię tej pary. I normalnie raczej omijam ff z jej udziałem. Nie jestem do końca pewna, dlaczego tego nie ominęłam. Chyba nie było nigdzie ostrzeżenia... A było? No i jak już zaczęłam czytać, to koniec. Już nie przestanę.
Wkupiłaś się już na początku, tą wersją zabójstwa Dumbledore'a. Tą wersją, której ja jestem zwolenniczką. Ach, ty podstępna! Oh, wiem, Ty tu tylko tłumaczysz... Ale, nawiasem mówiąc, bardzo ładnie Ci to idzie. Nie jestem specem ani od tłumaczeń, ani od betowania. Wiem tylko, że przeczytałam płynnie, bez zgrzytów, i że mnie bardzo szybko wciągnęło.
Podoba mi się Snape w tym ff. Do końca chciał sprawiać wrażenie niezłomnego i zimnego. Do końca, na przekór wszystkiemu bronił swojej dumy. Zwłaszcza spodobał mi się fragment o tym, jak walczy sam z sobą, by znaleźć siłę i dotrzeć SAMEMU do zamku. By nie być skazanym na niczyją pomoc.
Ale oczywiście jedwabne bokserki i wściekłe spojrzenie spod półprzymkniętych powiek na końcu były bezkonkurencyjne.

Pozdrawiam i wypatruje kolejnych rozdziałów
Letty


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Rozdział drugi - część druga :-)
 Opis:
PostWysłany: 11 Kwi 2007, 07:14 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Głęboki sen zdecydowanie nie był jednym z talentów Severusa Snape’a, co wyjaśniało jego nocne krążenie po hogwarckich korytarzach w poszukiwaniu uczniów, którzy nie przestrzegali ciszy nocnej. Nie mógł spać ze względu na koszmary, które przypominały mu wszystkie te rzeczy, których doświadczył przez lata. Już dawno temu zrezygnował regularnego, nocnego wypoczynku, pozwalając własnemu organizmowi decydować, kiedy potrzebował snu.

Był półprzytomny; czuł się tak, jakby płynął przez mętną wodę na powierzchnię. Powoli docierało do niego, że ktoś go dotyka i rozsmarowuje coś chłodnego na jego nodze. Nikomu poza Poppy nie udało się nigdy zmusić go do posłuszeństwa – a i to po tym, jak zagroziła, że usunie magicznie pewne bardzo ważne części ciała, jeżeli nie będzie jej słuchał. Od tamtej pory unikał jej za każdym razem, kiedy wracał ranny ze spotkań śmierciożerców, wybierając dłuższe, ale samodzielne leczenie. Severus powoli otwierał oczy, pozwalając im przyzwyczaić się do porannego światła słonecznego. Rzucił przelotne spojrzenie w kierunku osoby trzymającej jego nogę i zadrżał. Jego zaskoczenie zmieniło się w przerażenie, kiedy zorientował się, kto to jest.

– Panno Granger, proszę mnie natychmiast puścić! – wychrypiał.

Próbował wyrwać się z jej uścisku, ale ku własnemu zaskoczeniu odkrył, że każdy ruch powoduje bardzo silny ból. Hermiona podskoczyła z zaskoczenia i odwróciła się twarzą do niego. W ten sposób upuściła jego zranioną nogę, wywołując głośny jęk bólu.

– Sam pan mnie przestraszył, profesorze! – krzyknęła, obserwując mężczyznę zaciskającego z bólu zęby.

– Co do diabła pani robi? Gdzie jest moje ubranie? – rzucił ostro, rozglądając się po pokoju. – I co, na Merlina, zrobiła pani z moimi komnatami? Zasłoń te przeklęte okna! – wrzasnął, mrużąc jedno oko, a drugim wpatrując się w Hermionę ze złością.

– Prof–, yyy – Hermionie brakło słów.

– Ach, witaj w świecie żywych, Severusie – powiedziała słodko Minerwa.

Zarówno Mistrz Eliksirów, jak i Gryfonka, odwrócili równocześnie głowy w jej kierunku, kiedy weszła do pomieszczenia.

– Minerwo, możesz mi wyjaśnić, skąd panna Granger się tu wzięła i dlaczego prawie nie mam na sobie ubrań? – spytał ostrym tonem, wyraźnie czując się niepewnie.

– Ależ oczywiście, Severusie. Ale najpierw poślę po herbatę i tosty. Na pewno masz ochotę na prawdziwe jedzenie po tygodniu śpiączki. Poza tym mamy dużo do przedyskutowania – Minerwa spojrzała na mężczyznę z góry, jakby znów miał jedenaście lat.

– Tak, najwyraźniej tak – Snape zmienił ton głosu, wspominając ostatnie wydarzenia.

– Domagam się ubrań, nawet więzień ma do nich prawo – zawołał za McGonagall, która wyszła z pokoju żeby przesłać wiadomość do kuchni.

Severus próbował samodzielnie nakryć się kołdrą, rzucając jednocześnie gniewne spojrzenie Hermionie, która próbowała za wszelką cenę ukryć rozbawienie jego skromnością. Skrzat pojawił się w pomieszczeniu, pisnął głośno, postawił tacę z herbatą i śniadaniem na stoliku nie spuszczając wzroku z mężczyzny.

– No już, zajadaj – rzuciła Minerwa. Siadła przy łóżku i gestem wskazała Hermionie drugie krzesło. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.

– Po pierwsze, żeby ta rzecz była jasna: nie jesteś więźniem. Widzieliśmy twoją rozmowę z Albusem, a także to, co wydarzyło się na wieży astronomicznej. Tonks poświadczyła to wspomnienie jako zapis twojego długu wobec Albusa. Zostałeś oczyszczony z zarzutów. – McGonagall zagubiła się na chwilę w swoim smutku. Otrząsając się z zamyślenia, kontynuowała wypowiedź.

– Hermiona znalazła cię na błoniach i opiekowała się tobą cały ubiegły tydzień…

– Tydzień? – przerwał. Zaskoczenie malowało się na jego twarzy, a wzrok powędrował ku Gryfonce.

– Tak, tydzień – powtórzyła, wypijając łyk herbaty. Zignorowała jego reakcję. – Przez cały ten czas byłeś nieprzytomny. A ona zajmowała się tobą całkiem dobrze, jak widzę. – Minerwa pochyliła się, spoglądając na widoczny jeszcze fragment nogi.

Hermiona zauważyła delikatny rumieniec na jego twarzy zanim nie naciągnął kołdry wyżej. Cera Severusa nabrała kolorów, rana na głowie też zaczynała się zasklepiać. Na całe szczęście nie zauważył jeszcze, że umyła mu włosy kwiatowym szamponem – były teraz miękkie i jedwabiste. Zapewne nie potrwa to długo, ponieważ Mistrz Eliksirów zupełnie o siebie nie dbał. Powstrzymała się od splecenia mu włosów w warkocze – znalezienie się po drugiej stronie jego różdżki nie było jej marzeniem.

– W takim razie – ciągnęła dyrektorka – powinieneś teraz już odpocząć, ponieważ czeka cię długie leczenie. Hermiona będzie się tobą opiekowała. Żadnych protestów, Severusie. Musisz odpocząć.– dodała, wstając z miejsca.

– Ach, Severusie? Jeżeli usłyszę choć jedno słowo skargi od Hermiony, będziesz miał ze mną do czynienia, zrozumiano?”

– Zgoda, pod warunkiem, że nie będzie mi przeszkadzać – odpowiedział, krzyżując ręce na piersi.

– W porządku. Hermiono, widzę, że radzisz sobie doskonale. Zajrzę do was później – powiedziała Minerwa.

Dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła do sąsiedniego pokoju po kolejny eliksir. Severus podniósł głowę.

– Minerwo? – zawołał za McGonagall. Zatrzymała się w drzwiach.

– Nie wiem co mogę powiedzieć – powiedział cicho, podnosząc powoli wzrok. – Nie ma na świecie słów, które wyraziły by jak bardzo jest mi przykro.

Spojrzała na niego. Tymi przeprosinami otworzył dla niej własną duszę. Coś, czego Severus nigdy nie robi, pomyślała.

Zastanawiając się nad tym, co powiedziałby Albus w tej sytuacji, spojrzała mu w oczy i powiedziała jedno zdanie.

– Zrobiłeś to, co było konieczne. – Kiwnęła głową i wyszła.

Hermiona zatrzymała się w drzwiach sypialni, trzymając eliksir w dłoniach. Obserwowała Mistrza Eliksirów, który odwrócił się twarzą w stronę okna i przecierał dłonią oczy, po czym przeciągnął ręką po włosach.


~~oOo~~


– Profesorze?

Kiedy odwrócił się do niej, na jego twarzy malowała się zwyczajowa irytacja. Westchnęła z ulgą. Cokolwiek wydarzyło się między McGonagall a Severusem najwyraźniej bardzo go poruszyło, a nie była pewna, czy ona sama jest gotowa poruszyć temat ostatnich wydarzeń. Mężczyzna obserwował ją z uwagą, jakby chciał wyczuć, co nią kieruje. Zapadła niezręczna cisza.

– Czas, żeby pan to wypił, profesorze – powiedziała w końcu, wchodząc do pokoju.

– A co to jest? – spytał, podnosząc brew i wdychając zapach eliksiru. – Planujesz uśpienie mnie, żeby się zabawić?

– Co takiego? – zdziwiła się. – Ja nigdy… Zmieniałam opatrunek na ranie! A to jest eliksir przeciwbólowy! – Czuła, jak jej policzki przybierają buraczkowy kolor. Przeklinała się w duchu za to, że pozwoliła zapędzić się w kozi róg. Nadal patrzył na nią z rozbawieniem w oczach.

Tak, zdecydowanie przyjemniej się ją męczy niż Poppy, pomyślał Severus, uśmiechając się do siebie.

– Profesorze, naprawdę musi pan wypić ten eliksir, poprzednia dawka niedługo przestanie działać – ośmieliła się odezwać, mając nadzieję, że się zgodzi, żeby tylko się jej pozbyć. – Pani Pomfrey opracowała plan i–

– Równie dobrze możesz wyrzucić to wszystko do jeziora, niczego nie będę brał – stwierdził z uporem. – Nic mi nie jest.

– Profesorze, z całym szacunkiem, ale musi pan to wypić. Proszę – Hermiona skrzyżowała ręce i przesłała mu gniewne spojrzenie.

Severus podniósł brew i odpowiedział jednym słowem.

– Nie.

– Profesorze, proszę – błagała.

– Panno Granger – zaczął, przewracając oczami. – Jestem dorosłym czarodziejem. Potrafię się sobą opiekować bez kogoś, kto będzie nade mną się kręcił i bawił się w pielęgniarkę. A teraz, jeśli pozwolisz, zostaw mnie samego. Muszę się wykąpać.

Hermiona zdenerwowała się. Bawił się w pielęgniarkę? Ja tez potrafię grać w tę grę, pomyślała, kipiąc ze złości.

– Doprawdy?

Severus spojrzał na nią. Przez krótką chwilę w jego oczach widoczne było zaskoczenie jej tonem.

– Tak. Sugeruję, że powinnaś uważać na to, co mówisz. A teraz biegnij do swoich słodkich przyjaciół i zostaw mnie w spokoju – warknął. Przeciągnął zranioną nogę na brzeg łóżka, po czym próbował usiąść, lecz wymagało to o wiele więcej wysiłku niż mu się wcześniej wydawało. Starał się zachować ciszę – a przynajmniej na tyle, na ile mógł, mając kilka złamanych żeber. Kiedy już udało mu się usiąść, nie mógł złapać tchu, ale duma nie pozwoliła mu tego pokazać.

– Naprawdę, chciałabym to zobaczyć – odpowiedziała, siadając na krześle obok łóżka i krzyżując ręce.

Wspaniale, teraz zostałem atrakcją turystyczną, pomyślał, zaciskając zęby. Potrzebował zaczerpnąć powietrza, ale obawiał się, że wraz z powietrzem z pomiędzy jego warg wydobędzie się jęk. Miał ochotę na nią wrzasnąć, obrazić tak, aby z płaczem wybiegła z pokoju, ale z drugiej strony już dawno nikt nie miał odwagi wdać się z nim w potyczki słowne. Wyglądało na to, że spróbuje się odgryźć. Ciekawe, zaprawdę ciekawe.

– A zatem? Kiedy masz w planach kąpiel? W końcu mamy napięty harmonogram – powiedziała Hermiona, podnosząc do góry zegarek. – Między innymi za chwilę powinieneś zjeść obfity obiad.

Sama zdziwiła się, że tak odzywa się do swojego profesora, a ten jeszcze nie rozszarpał jej na strzępy. Straciła już rachubę tego, ile razy nie zwróciła się do niego „profesorze”. Jakiś cichy głosik odzywający się w jej głowie zmuszał ją do zastanowienia się, dlaczego toleruje jej obecność. Mógł przecież urządzić karczemną awanturę i wyrzucić ją ze swoich komnat w mgnieniu oka. Ciekawe jak daleko może to pójść.

Mrucząc pod nosem Severus usiadł na łóżku. Jedna noga dotykała podłogi – drugą zsunął powoli z łóżka, po czym wstał.

– Widzisz? – rzucił, starając się ze wszystkich sił oddychać i przy tym nie jęczeć. Opierał cały ciężar ciała na prawej nodze, żeby uniknąć obciążania tej zranionej.

– Przedstawienie skończone. Idź sobie już.

– Rusz się.

– Co takiego? – Severus wpatrywał się w nią ze zdziwieniem.

– No rusz się. Nie sądzisz chyba, że kąpiel sama do siebie przyjdzie? – odpowiedziała. Ukrywanie drwiącego uśmiechu wychodziło jej pierwsza klasa.

Jeżeli nie chce mnie posłuchać i nie wierzy, że nie jest w stanie jeszcze chodzić, niech się sam o tym przekona. Jaka szkoda, że w lochach podłogi są z kamienia, pomyślała.

– Panno Granger, żądam, żeby pani opuściła moje komnaty! – wrzasnął, próbując jednocześnie utrzymać równowagę i wskazać ręką drzwi.

– Całym szacunkiem, profesorze, ale odpowiedź brzmi „nie”. – W odpowiedzi na rozwścieczone spojrzenie mężczyzny oraz niepewny krok, kontynuowała wypowiedź. – Profesor McGonagall powierzyła mi opiekę nad tobą. I to jest dokładnie to, co zamierzam robić, niezależnie od twojego widzimisię. Skoro nie wierzysz mi, że jesteś zbyt mocno zraniony i zbyt słaby, żeby chodzić, przekonaj się o tym sam. – Hermiona uśmiechnęła się znacząco i usiadła na krześle. – No ruszaj – powtórzyła.

Severus patrzył na nią z niedowierzaniem, po czym zwęził oczy, jakby za chwilę miał ją złapać i własnoręcznie wyrzucić za drzwi. Zaskoczyła go jeszcze bardziej, kiedy zignorowała jego mordercze spojrzenie i, co więcej, machnęła rozkazująco dłonią. Jej śmiałość doprowadzała go do szału, ale jednocześnie fascynowała.

Coraz trudniej mu było utrzymać równowagę, tracił siły, a od łazienki dzieliły go jakieś trzy metry. Po szybkich wyliczeniach stwierdził, że albo będzie musiał oprzeć się na zranionej nodze jakieś pięć razy, albo dostanie się tam skacząc na jednej nodze. Druga możliwość nie wchodziła w grę – w ten sposób jego godność zostałaby urażona, nie mówiąc już o tym, że miał na sobie tylko cieniutką szatę, bokserki i bandaże.

– Czekam.

Zrobił jeden krok i, tak jak przewidywała, jego noga nie utrzymała ciężaru ciała. Hermiona była u jego boku w tej samej sekundzie, podtrzymując górną część jego ciała. Tym samym ścisnęła jego złamane żebra i otworzyła wszystkie rany na jego plecach. Severus zrobił dokładnie to, co uczyniłby każdy w jego sytuacji. Wrzasnął w niebogłosy.


~~oOo~~


Minerwa wybierała właśnie szkolną sowę, aby wysłać list do ministerstwa w sprawie stanu Severusa i planach dotyczących jego pobytu w Hogwarcie. Ministerstwo zażądało szczegółowego śledztwa dotyczącego długu życia i wydarzeń tej pamiętnej nocy. Do tej pory nie zgadzała się na przesłuchanie Mistrza Eliksirów. Twierdziła, że został oczyszczony z zarzutów, oraz że jego stan zdrowia nie pozwala na podróż do Londynu. Tonks przewodniczyła śledztwu, potwierdzając istnienie długu życia i dostarczając te informacje, które Minerwa chciała przekazać. Podśpiewując cicho, sięgnęła po dużego puszczyka, aby dać mu list.

Nagle wszystkie sowy zerwały się z żerdzi i zaczęły latać w kółko, próbując wydostać się z sowiarni. W tej samej chwili usłyszała mrożący krew w żyłach wrzask, odbijający się echem od ścian wieży. Pióra i kurz zawirowały w powietrzu. Nieludzki dźwięk dochodził z komnat Severusa.

Minerwa upuściła list i pobiegła do drzwi, przebijając się między przerażonymi ptakami. Biegła przez korytarze tak szybko, jak tylko mogła, trzymając szaty w dłoniach. Wpadła do sypialni Mistrza Eliksirów. Przed jej wzrokiem ukazała się przedziwna kombinacja rąk i nóg. Hermiona leżała na podłodze pod nieprzytomnym Severusem. Jego noga wykrzywiła się pod dziwnym kątem – jego rana ponownie się otworzyła i krwawiła na kamienną podłogę. Hermiona próbowała wydostać się spod przygniatającego ją mężczyzny.

– Pani dyrektor, ja… On próbował chodzić i upadł – wystękała, próbując wyjaśnić sytuację.

– Tyle to widzę, Hermiono, a teraz proszę pomóż mi położyć go na łóżku. Dokładnie tak, złap go pod ręce. No już, przecież cię nie zje. Raz, dwa, trzy, góra – zarządziła Minerwa. Wspólnie przeniosły nieprzytomnego czarodzieja na łóżko.

Kiedy Hermiona próbowała zatamować upływ krwi, ku jej zdziwieniu odkryła, że Mistrz Eliksirów odzyskał przytomność.

– Nieznośna dziewczyno, nie jesteś w stanie utrzymać rąk przy sobie choć przez parę minut? – wrzasnął, kiedy przyciskała gazę do rany.

Hermiona jeszcze nigdy przedtem nie widziała, aby ktoś wrzeszczał przez zaciśnięte zęby.

– Które z was chce mi wyjaśnić, co tu przed chwilą zaszło? – spytała ostro Minerwa, opierając ręce na biodrach.

Severus spojrzał na Minerwę, po czym jego wzrok powędrował w kierunku jej głowy.

– Minerwo, dlaczego masz pióra we włosach? – spytał, siląc się na niewinny ton.

Hermiona wyraźnie widziała, jak na jego twarzy raz pojawia się ironiczny uśmiech, raz wyraz bólu, gdy oczyszczała ranę na jego nodze.

– Severusie, bardzo cię proszę! – krzyknęła sfrustrowana Minerwa, wyplątując pióra z włosów i strzepując kurz ze swoich szat. – Musicie się dogadać i ze sobą współpracować, czy to jasne? Nie będę was wiecznie rozdzielać!

Hermiona zdziwiła się, że obrywa się im obojgu, po czym zorientowała się, że Snape niegdyś też był uczniem.

Minerwa bez mała zawarczała ze złości i odwróciła się do wyjścia. Hermiona obserwowała oburzoną dyrektorkę i rzuciła krótkie spojrzenie na Severusa. Ku jej zdziwieniu zobaczyła, że nie tylko patrzy na nią, ale że usiłuje ukryć uśmiech.

Nie miała pojęcia, czy powinna być z tego zadowolona, czy powinna zacząć się bać.


~~oOo~~


– Panno Granger, czy będzie się tak pani na mnie gapiła cały dzień? – warknął.

Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy podczas gdy Minerwa wychodziła z komnat, zniknął z jego twarzy.

Tym jednym zdaniem wyrwał ją z zamyślenia.

– Tak, już kończę – Hermiona skończyła oczyszczanie rany, po czym wstała. Mężczyzna obrzucił ją złośliwym spojrzeniem, które sprawiło, że poczuła się bardzo niepewnie.

Jego uśmiech może być naprawdę deprymujący, pomyślała.

– W takim razie zostaw mnie w spokoju. Idź i znajdź sobie do roboty coś, co utrzyma cię jak najdalej ode mnie.

– Profesorze, ale eliksir…

– Już ci powiedziałem, czuję się dobrze – warknął przez zaciśnięte zęby. – A teraz wynoś się!

– Niech i tak będzie. Zajmę się obiadem! – krzyknęła w odpowiedzi, wybiegając z pokoju i zatrzaskując za sobą drzwi.

– Co za wredny uparciuch – mruknęła do siebie, po czym podeszła do kominka, aby zamówić posiłek.

– W końcu trochę spokoju – mruknął i oparł głowę na poduszce.

Ból powracał z zastraszającą prędkością, ale Severus nigdy by się do tego nie przyznał, a już na pewno nie jej. Spojrzał na buteleczkę z eliksirem przeciwbólowym, która stała na stoliku obok łóżka. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wypić choć jednego łyku, ale stwierdził, że woli trochę pocierpieć. Przeciągnął ręką po włosach. Od razu zauważył dwie rzeczy: po pierwsze, jego włosy, chyba po raz pierwszy w życiu, nie były przetłuszczone. Po drugie – upadek spowodował, że rana na głowie otworzyła się i znów krwawiła.

– Cholera – mruknął i spojrzał w kierunku drzwi do łazienki.

Hermiona wróciła chwilę później.

– Skrzaty przyniosą nam za chwilę obiad. Potem idziesz się przespać – żadnych wymówek – Tutaj Hermiona stuknęła palcem w pergamin, na którym znajdował się szczegółowy plan.

– Po pierwsze, proszę nie mówić do mnie jak do dziecka, panno Granger, a po drugie…

– Skąd się wzięła krew na pana ręce? – przerwała Hermiona. Na jej twarzy pojawiło się zaniepokojenie. – To twoja głowa, prawda? – dodała, przysuwając się bliżej.

– Tak, to… nic takiego – mruknął i odchylił głowę, aby uniknąć jej dotyku.

– A zatem myślisz, że tak po prostu wolno ci wykrwawić się we własnym łóżku, tak? Mam już dosyć ciebie i twojego zgrywania bohatera! Dlaczego po prostu nie pozwolisz się sobą zająć? Przysięgam, pani Pomfrey miała rację. Zdecydowanie przyjemniej jest, jeśli jesteś nieprzytomny!

Gdzieś w głowie odzywał się cichutki głosik, żeby dała sobie spokój, bo za chwilę się na nią wścieknie.

– Doprawdy? – był zadziwiająco spokojny w odpowiedzi na jej wybuch.

– Tak. Co do słowa.

– Dlaczego tutaj jesteś? – spytał spokojnie.

Hermiona zamrugała, zdziwiona nagłą zmianą tematu. Severus wyglądał na zadowolonego, że wreszcie udało mu się wytrącić ją z równowagi i patrzył na nią zimnym, wyrachowanym spojrzeniem, próbując przewidzieć jej kolejny ruch.

– Poproszono mnie, żebym się zajęła…

– Panno Granger, nie obrażaj mojej inteligencji – przerwał jej gładko. – Dlaczego tutaj jesteś?

– Ponieważ mi zależy i chcę pomóc – odpowiedziała poważnym tonem.

Hermiona obserwowała go uważnie, gdy najwyraźniej próbował zrozumieć, jakim cudem komuś może na nim zależeć. Było oczywiste, że jej nie wierzy. Kiedy zwęził oczy i spojrzał na nią ostro, nie odwróciła wzroku, mając nadzieję, że zobaczy w jej oczach, że mówi prawdę. Było jej przykro, że jest tak podejrzliwy, że nie wierzy, że ktoś może się troszczyć on niego na tyle, aby mu podać pomocną dłoń.

Zapadła cisza. Hermiona czekała.

Po chwili usłyszała ciche „niech będzie” – albo zrezygnował z dalszej walki, albo już go to przestało obchodzić.

Obserwowała go przez chwilę. Jej wzrok skupił się na linii włosów, gdzie cienka strużka krwi spływała po jego czole.

– Pozwoli mi pan wyczyścić ranę, profesorze? – spytała spokojnym głosem.

– Nie – odpowiedział, po czym otarł krew dłonią, zanim dotarła do jego oczu.

Kiedy zauważyła, że kieruje wzrok w stronę łazienki, zignorowała jego odmowę.

– Wydaje mi się, że lepiej będzie użyć wody, a nie magii. Mogę to zrobić tutaj – powiedziała.

Severus zastanowił się chwilę.

– Niech będzie – westchnął, jakby przyznając się do porażki.

Hermiona poweselała i skoncentrowała się na transmutowaniu nocnego stolika w miskę. W pierwszej chwili myślała, że ponownie odmówi i rozpocznie kolejną rundę potyczek, ale Severus przysunął się bliżej brzegu łóżka. Widać było wyraźnie, że nawet ten niewielki ruch sprawia mu ogromny ból – nie żeby się do tego przyznał.

Zabrała się do zmywania krwi z jego włosów, podczas gdy Mistrz Eliksirów trzymał głowę nad miską. Wylała na dłoń niewielką ilość szamponu i wmasowywała go we włosy mężczyzny, zaczynając od skroni i przesuwając dłonie centymetr po centymetrze na tył jego głowy. Gładkim ruchem masowała skórę nad czołem, poświęcając szczególną uwagę ranie. Zataczając większe kółka masowała tył jego głowy.

Ten ruch przypomniał jej tę chwilę, gdy znalazła go leżącego na trawie. Z prawie każdego miejsca na ciele ciekła mu krew… Jedyne, co wtedy mogła zrobić, to było głaskanie tej strony jego głowy, która nie była zraniona, podczas gdy pozostali biegli za nią. Wtedy nie zdawała sobie z tego sprawy, ale krzyczała, żeby się pospieszyli, żeby coś zrobili. Nigdy jeszcze coś podobnego się jej nie przytrafiło. Sama myśl, że ktoś umierał na jej rękach, rozdzierała jej świat na malutkie kawałeczki. Jej logiczna natura nie zezwalała na porażki – to by ją zabiło. Zatopiona głęboko w myślach, masowała bezwiednie głowę Severusa. Powtórzyła ten ruch jeszcze kilka razy, wmawiając sobie, że to w celach leczniczych. Wypłukała pianę z jego włosów, po czym wmasowała uzdrawiający balsam w ranę. Mężczyzna opierał lekko głowę na jej dłoniach – Hermiona nie sądziła, że coś takiego będzie kiedykolwiek możliwe.

Zapewne przeklął by na wieki tego, który by tę scenę zobaczył, uśmiechnęła się w duchu.

Nagle poczuła, że jego mięśnie napięły się. W następnej sekundzie odepchnął ją od siebie. Jakimś cudem zdołał sięgnąć do drugiego stolika, gdzie leżała jego różdżka. Hermiona zauważyła jego wściekły wzrok i podążyła oczami za jego spojrzeniem.

Na progu, z uniesioną różdżką, stał Harry Potter. Na jego twarzy malowała się bezgraniczna wściekłość.

CDN.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 125 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group