Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 09 Lut 2010, 03:16

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 207 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 14  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Razem z Danger [T]
 Opis: Alternatywa 38/50 — Nie oglądaj się za siebie
PostWysłany: 18 Gru 2006, 04:29 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Nie ukrywam, wklejam tutaj to tłumaczenie z bardzo niepewną minką. Ale po tym, jak mi się dostało po nosie, że jeszcze go tutaj nie wkleiłam... czuję się zobowiązana. Mogę mieć tylko nadzieję, że nie zjecie mnie na śniadanie. Tłumaczenie wisi również na DK i FF.net.
Jest to tłumaczenie ff-ku zatytułowanego Living with Danger, autorstwa whydoyouneedtoknow.
Zgoda autorki: jest.
Bety: Ayin i Verity.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz: słowo "danger" zawarte w tytule ma tutaj podwójne znaczenie. Po pierwsze jest to przezwisko jednej z bohaterek, po drugie - w języku angielskim oznacza groźbę, niebezpieczeństwo. Mimo dużego wysiłu i czasochłonnego myślenia nad oddaniem tej gry słów w języku polskim nie udało mi się niczego wymyślić. Zdaję sobie sprawę, że jest to w pewnym sensie moja porażka jako tłumaczki, ale wytłumaczyć się musiałam z takiej a nie innej decyzji. Co też łatwe nie było.

Autorka zarzeka się, że stara się unikać Maryśki Zuzanny. Jak jej to wyszło - ocenicie sami.

Przydługi ten wstęp się zrobił. Jedziemy z tym koksem :)


-oOo-


Rozdział 1: Surrey, 15 marca 1982


Wszystkiego najlepszego z okazji cholernych urodzin.

Mam 23 lata i nic, dla czego warto byłoby żyć.


Przechodząca obok niego kobieta rzuciła monetę pod jego stopy, biorąc go za bezdomnego. Chciał zawołać za nią, ale po namyśle zrezygnował.

A niech tam. 50 pensów to zawsze 50 pensów.

Podniósł monetę i schował ją do kieszeni.

Rok temu miałem przyjaciół. Miałem coś, co można było nazwać rodziną. Miałem pracę – była niebezpieczna, jasne, ale co nie jest? Moje życie miało sens.

I nagle, w przeciągu dwóch dni, koniec. Wszystko się zawaliło. Trzy ukochane przeze mnie osoby nie żyją. Kolejna okazała się zdrajcą i została zamknięta w Azkabanie. A ostatnia ukryta tam, gdzie jej nikt nie znajdzie.

Nikt, łącznie ze mną.


Wpatrywał się w nagie gałęzie drzewa na tle zachmurzonego nieba.

Po co zawracam sobie głowę?

Jutro tuż przed zachodem słońca zawiadomię władze, że na mojej posesji znajduje się zwierzę chore na wściekliznę. I zostawię otwarte drzwi.

Koniec problemu.

Koniec wszystkiego.


-oOo-


To zdecydowanie nie był najlepszy dzień Remusa Lupina.

Jednak przeznaczenie, zgodnie ze swym zwyczajem, miało dla niego niespodziankę.

-oOo-


Kiedy już podjął decyzję, poczuł się trochę lepiej. Podniósł się i rozejrzał wokół. Dwoje malutkich dzieci opatulonych w płaszczyki z kapturami ganiało się dookoła pobliskiej huśtawki, śmiejąc się przy tym na cały głos. Niedaleko siedziała na ławce młoda kobieta z książką w ręku.

Są takie małe. Nie mogą mieć więcej niż dwa lata. Może i nawet mniej.

Tak jak Harry.


Jego serce zabiło boleśnie. Nikt mu nie powiedział, gdzie chłopiec przebywa. Oficjalnie mówiono, że będzie lepiej, jeśli Harry będzie wychowywany przez mugoli, bez kontaktu ze światem czarodziejów, nie wiedząc, że jest sławnym bohaterem. Ale Remus wiedział swoje.

Boją się mnie. Boją się, że będę próbował go zabrać i stracę kontrolę którejś nocy, i ugryzę go, albo nawet zabiję. I co najgorsze, w obu przypadkach mają rację. Zabrałbym go od razu. I nie ma gwarancji, że byłby ze mną bezpieczny.

Westchnął, kiedy krzyki dochodzące z placu zabaw stawały się coraz głośniejsze. Nie, lepiej będzie jak dam sobie z tym spokój. Na pewno jest szczęśliwy tam, gdzie teraz przebywa.

Gdziekolwiek to jest.


– Neenie, nie! – krzyknęła kobieta na jedno z dzieci. Nie wiadomo było na które, ponieważ ich twarze zakryte były kapturami. – Żadnego przepychania! Baw się grzecznie z Harrym!

Remus wyprostował się, wyostrzając wszystkie zmysły. O mój Boże.

Zmusił się do zachowania spokoju. Nie, to niemożliwe. To musi być przypadek. To jest przecież dość popularne imię…

Ale i tak zaczął się nad tym zastanawiać, nie był w stanie się powstrzymać.

Lily miała siostrę mugolkę. O ile dobrze pamiętam, nazywała się Petunia. Całkiem możliwe, że Harry jest teraz z nią. Poświęcenie Lily na pewno zostawiło ślady magii krwi. Jeśli istnieje osoba, która mogłaby wzmocnić tę magię, na pewno jest to Dumbledore. Czyli najbardziej bezpiecznym miejscem dla Harry'ego byłby dom jego ciotki.

Prawdopodobnie. Chciałbym tylko ufać tej siostrze Lily. Z tego, co pamiętam, nie miała dobrego zdania o magii. Ani o Lily.

Ale nie skrzywdziłaby dziecka. Prawda?

Muszę się dowiedzieć, gdzie mieszka. Jeżeli Harry'ego nie ma u niej, może wie, gdzie przebywa… Wydaje mi się, że mieszkała gdzieś w Surrey, od tego mogę zacząć…


Jedno z dzieci popchnęło drugie na ziemię. To przewrócone zaczęło płakać.

– No już dobrze, skarbie – szepnęła kobieta, podbiegłszy do dziecka. – Nie płacz, Zielone Oczko, to tylko mały guz, prawda?

Zielone Oczko? O Boże...

Remus bezwiednie wstał z miejsca, gdy kobieta zdjęła dziecku kaptur, odsłaniając czarne, potargane włosy i błyszczące zielone oczy na zalanej łzami twarzyczce.

Twarz Jamesa. I oczy Lily.

Pobiegł do dziecka, nie mogąc się powstrzymać, chociaż wiedział, że musi wyglądać jak szaleniec. Nic go to jednak nie obchodziło…

– Lunyk! – pisnął chłopiec. Jego twarz rozjaśniła się, po czym Harry podniósł ręce w geście „podnieś mnie”. Remus chwycił go i przytulił mocno, rozkoszując się dotykiem jego ramion na swojej szyi, zapachem włosów i skóry chłopca i uczuciem bliskości osoby, na której tak bardzo mu zależało.

I już nigdy nie pozwolę mu odejść…

Nagle zorientował się, że ta młoda kobieta wpatruje się w niego. Oczywiście, że się patrzy, zapewne jest matką zastępczą, albo jego ciotką czy coś i chce wiedzieć, co do diaska robię!

– Bardzo mi przykro – zaczął, odwracając się do niej z Harrym szczebioczącym wesoło w jego ramionach. – Byłem przyjacielem ojca Harry’ego ze szkolnych czasów, nie widziałem go tak długo…

– Wyszłam za ciebie za mąż wczoraj w nocy – szepnęła.

– Co?

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

– O mój Boże. O mój Boże. Ja tego nie powiedziałam na głos. Nie powiedziałam. Nie. Nie na głos. Nie powiedziałam, prawda?

– Owszem, powiedziałaś.

– O mój Boże. Tak mi przykro. Co za początek rozmowy… Możemy zacząć jeszcze raz?

– Z miłą chęcią – powiedział Remus, przyglądając się jej dokładniej. Miała kręcone brązowe włosy, dokładnie tak jak dziewczynka, która przytulała się do jej spodni i obserwowała go z uwagą. Cały efekt niszczył jednak kciuk tkwiący w jej buzi. Dziewczynka była rozkoszna, zdecydował, a kobieta raczej urocza … Miała w sobie coś z mola książkowego.

– Śniłam wczoraj o tobie – powiedziała, odzyskując panowanie nad sobą. – Mimo że, o ile mi wiadomo, nigdy się nie spotkaliśmy na jawie. Mam rację?

– Wydaje mi się, że bym pamiętał, gdybym cię spotkał, panno…

– Och, przepraszam. Proszę, mów do mnie Danger. To moje przezwisko, reaguję na nie szybciej niż na cokolwiek innego.

– Skoro jesteśmy przy przezwiskach, jestem Lunatyk. – Przełożył Harry’ego na swoje lewe ramię, po czym uścisnęli sobie dłonie.

– Czyli to tak cię nazwał Harry? Zastanawiałam się... – Danger uśmiechnęła się krzywo i schyliła się do dziewczynki. – Neenie, to jest pan Lunatyk. – Wyprostowała się. – Moja siostra, Neenie.

– Witaj, Neenie – powiedział Remus, uśmiechając się do niej. Neenie machnęła mu tą ręką, która nie była częściowo w jej ustach. – Twoja siostra?

– Wiem, duża różnica wieku, wszyscy myślą, że jest moim dzieckiem, ale nie, to tylko moja siostra..

– Skąd znasz Harry’ego? – spytał Remus, siadając na ławce, podczas gdy chłopiec przytulił się do niego.

– Mieszka parę domów dalej, ze swoją ciotką i wujem. Mówiłeś, że byłeś przyjacielem jego ojca?

– Tak.

– Mogę zatem spytać?

– Co stało się z jego rodzicami?

– Tak.

Remus wziął głęboki oddech, czując ciężar ciała Harry’ego na swoim ramieniu. Wszystkie koszmary z ostatnich sześciu miesięcy powróciły, zaczynając od chwili, gdy o tym usłyszał, i to nie od kogoś kogo znał, ani kogoś z Zakonu. Nie, to była jakaś obca czarownica, wykrzyczała to na ulicy…

– Zostali zamordowani – powiedział. – Zdradzeni przez przyjaciela i zabici przez szaleńca.

– A jego matka rzuciła się przed niego, żeby go uratować – mruknęła Danger, jakby do siebie. – Błysk zielonego światła i świszczący dźwięk, jak śmierć na niewidzialnych skrzydłach…

Remus przypatrywał się jej.

– Skąd o tym wiesz? – zapytał stanowczo.

Spojrzała mu prosto w oczy. Remus zobaczył coś, czego nigdy wcześniej nie widział – ból, żal, poczucie straty, było tam wszystko to, co sam odczuwał.

– Wyśniłam to – powiedziała miękko. – Śniłam o tym wszystkim. Ty, on, a teraz to. Powiedz mi coś, proszę, powiedz mi prawdę.

– Powiem, jeżeli będę mógł.

– Czy magia istnieje? Bo śniłam o magii kiedy śniłam o tobie, a ty jesteś prawdziwy; stoisz właśnie przede mną. Proszę, powiedz mi.

Harry zaczął się wiercić.

– Puść, Lunyk – zażądał. Remus pozwolił mu ześliznąć się na ziemię, ciągle patrząc na Danger. Powinienem jej powiedzieć? To niezgodne z prawem, ale ona i tak już chyba wie…

– Tak – odpowiedział w końcu. Zasługuje na prawdę, choćby tylko ze względu na ból w jej oczach.

– Dzięki Bogu – westchnęła Danger. – Nie było innego wyjaśnienia.

– Wyjaśnienia czego?

Zamknęła oczy na chwilę.

– Byłam w szkole. Poszłam odebrać Neenie ze żłobka i wróciłyśmy do domu. A moi rodzice… leżeli w salonie, martwi. Mieli taki wyraz twarzy…– przerwała. – Nie potrafię go opisać.

– Ból – powiedział Remus, myśląc o Longbottomach. – Jakby umierali w bólu.

– Tak. – Głos Danger się załamał. – Nigdy nie zrobili niczego złego. Dlaczego oni? Dlaczego?!

– Ciemna strona straciła swojego przywódcę ledwie pół roku temu – powiedział cicho Remus. – Widziałaś to w swoich snach. Źli czarodzieje próbowali za wszelką cenę uniknąć więzienia, ale część z nich nie potrafiła się opanować. Proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że chciałbym być w stanie ich zatrzymać.

– Wierzę ci – powiedziała Danger, skrywając twarz w dłoniach. – I dziękuję. – Wyprostowała plecy, wzięła głęboki oddech i ciągnęła. – Więc, po tym, co się stało, przyznano mi opiekę nad Neenie, znalazłam pracę, życie potoczyło się dalej. Moi rodzice byli lekarzami, zarabiali dość dobrze, więc miałyśmy trochę oszczędności, jako dodatek do mojej pensji. Ale wtedy zaczęły się sny. Obrazy, słowa, w końcu, wczoraj w nocy, cała historia.

– Tak, mówiłaś coś o ślubie?

Danger uśmiechnęła się blado.

– Powiedziałam coś więcej niż to, prawda? Tak, to był ślub. Byłam panną młodą i zdałam sobie sprawę, że nikogo z tych ludzi nie znałam. Poza moją druhną, była nią Aleta, moja przyjaciółka z dzieciństwa. Nie widziałam jej od lat, ciekawe co u niej… w każdym razie doszłam do ołtarza, spojrzałam na pana młodego – i to byłeś ty. Nie zrozum mnie źle, ale jeśli w rzeczywistości całujesz tak jak we śnie… a niech to.

– Dziękuję – powiedział Remus. – Chyba jestem zaszczycony.

– Och, to komplement, możesz mi zaufać – powiedziała Danger. – Byłam tak szczęśliwa, że cię widzę, że zapomniałam, że w ogóle cię nie znam – i nagle, wiedziałam o tobie wszystko. Co do joty.

– Wszystko? – Jak.. wszystko?

– Tak, wszystko. Na przykład gdy miałeś problem ze znalezieniem pracy, ponieważ musiałeś być, powiedzmy to tak, ‘nieobecny’ kilka dni w miesiącu, wszyscy z magicznego świata wiedzieliby dlaczego i baliby się, a nikt na świecie poza tym nie zniósłby tego, nawet jeśli by nie wiedzieli dlaczego.

Remus pokręcił głową, wyraźnie zakłopotany.

– Wiesz czym jestem, wiesz wszystko o mnie, i nadal obok mnie siedzisz?

– Nie każdy ma w sobie fanatyka – powiedziała Danger. – A poza tym, Harry cię lubi. Ufam jego opinii.

– Lubił też Syriusza – powiedział cicho Remus. – To Petera nie mógł znieść. Może nie być najlepszym w ocenie charakteru.

– Przepraszam?

– Znajomi.

– Przyjaciele?

– Dawno temu – Remus miał nadzieję, że zrozumie z jego głosu, że naprawdę nie chce o tym rozmawiać.

Danger milczała przez chwilę.

– Wierzysz mi? – spytała w końcu. – O tych snach?

– Nie wiem. Mogłaś dowiedzieć się tego, co wiesz, z innego źródła. Chociaż to jest mało prawdopodobne. Powiedzmy, że nie jestem przekonany.

– Myślę, że potrafię cię przekonać.

– Jak?

– Spytaj mnie o coś. Coś, czego nikt inny nie może wiedzieć.

– Coś czego nikt inny nie wie…– Remus myślał przez chwilę.. W porządku, zwykłe pytanie o imię powinno wystarczyć. – Jakie jest moje drugie imię?

– John – odpowiedziała szybko Danger. – Remus John Lupin.

Remus wpatrywał się w nią przez chwilę. Nie powiedziałem jej tego… tylko moje przezwisko, i tyle…

– Ja mam na imię Gertruda – dodała cicho Danger. – Gertruda Kelly Granger. Przekonałam cię?

– Tak – powiedział powoli Remus. – Tak, chyba tak.

– Chciałbyś napić się herbaty?

– Herbaty?

– U mnie. To niedaleko. Chciałabym powiedzieć ci o paru rzeczach. O snach. Coś, co powinieneś wiedzieć.

– Jeżeli nie jesteś zajęta…

– Mam wolne w pracy, więc jedyne co mam do zrobienia, to opieka nad Harrym, dopóki jego ciotka i wuj nie wrócą. Jest wspaniałym dzieckiem. Nie, nie jestem zajęta. To tylko parę ulic dalej…

-oOo-


Mały domek wydał się mu jeszcze bardziej zachęcający, kiedy deszcz postanowił wreszcie spaść z chmur zbierających się przez cały dzień. Remus zgodził się zostać „dopóki nie przestanie padać.” Danger – Remus nie potrafił jej nazywać Gertrudą – zmieniła Harry’emu pieluszkę, włączyła dzieciom telewizor i nastawiła wodę na herbatę.

– Sny są zawsze podobne, o ile nie takie same – powiedziała bez żadnego wstępu, siadając przy kuchennym stole. – Kakofonia, szaleństwo. Mieszanka koloru i dźwięku. Ale mogę wydobyć z tego fragmenty tu i tam. Dużo pomarańczowego, ale zawsze razem ze słowem czerwony. To mnie bardzo dziwi. Kiedy pomarańczowy jest czerwony?

Remus robił notatki w notesie, który leżał na biurku. Kiedy pomarańczowy jest czerwony?

– Razem z pomarańczowym i czerwonym, czy czymkolwiek, przebłyski czerni i brązu. A potem jakby ktoś krzyczał mi do ucha dwa wersy.

Czerwień z brązem, czerń z czerwienią
Ciemność wrogą w blask zamienią


– Ale nie mam pojęcia co to znaczy – skończyła z nutką zawodu w głosie, uderzając palcami w blat stołu. – Potem pojawiły się obrazy. Czterech chłopców. Jeden z nich to ty. Dwóch z ciemnymi włosami – jeden jest podobny do Harry’ego – i jeden taki szczurkowaty.

– Moi przyjaciele ze szkoły – powiedział Remus. – Mówiliśmy na siebie Huncwoci. Ten, który przypomina Harry’ego to jego ojciec, James. Ten drugi z ciemnymi włosami to Syriusz Black, a szczurkowaty chłopiec to Peter Pettigrew.

– Dziękuję – odparła Danger z ulgą. – Z imionami będzie łatwiej. Dalej widzę Jamesa, z czerwonowłosą dziewczyną, urywki spotkań, ślub, dziecko – Harry – i ty, Black i Pettigrew dookoła nich, robicie to co do przyjaciół należy. A potem wszystko się sypie. – Zadrżała. – Jeden z was przechodzi na stronę Mroku. Do jakiegoś strasznego faceta, który wygląda jak pokręcony wąż..

– Syriusz – powiedział Remus gorzko.

– Nie. Pettigrew.

– Co?! – Remus podniósł głowę do góry i spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– To właśnie widzę – powiedziała Danger. – To zdecydowanie jest Pettigrew, który rozmawia z tym wężowatym człowiekiem. Pettigrew mówi mu gdzie ich znaleźć. Pettigrew zmieniający się w szczura. Potrafi to zrobić?

Trudno było mu jej uwierzyć, ale to ostatnie zdanie przesądziło sprawę. NIKT poza Huncwotami nie wiedział o tym.

A ja jestem ostatnim Huncwotem.

Teraz musi mówić prawdę, przynajmniej o tym.

A jeśli w tym przypadku mówi prawdę, to co z resztą?

– Tak, potrafi.

– Zrobił to tego dnia, kiedy wszyscy myśleli, że zginął – powiedziała Danger z przymkniętymi powiekami. – Zawsze widzę to w zwolnionym tempie. Krzyczy coś do Blacka, wyciąga ten krótki patyk z zza swoich pleców – zadrżała – odcina sobie nim jeden palec – Nie wiem jak, ani dlaczego…

– Jedyne co po nim znaleźli, to był palec – powiedział Remus cichym głosem. Zbyt dużo rzeczy miało tu nagle sens.

– A potem ulica za nim po prostu wybuchła, on zmniejszył się do wielkości szczura i uciekł, zanim dym się rozwiał. A Black patrzył na to miejsce gdzie przed chwilą stał Pettigrew i zaczął się śmiać. Potem przenoszę się do jakiegoś zamglonego miejsca i słyszę wiersz, który jest powtarzany dotąd, aż się obudzę, a wiersz jest tam nadal, w mojej głowie. – Danger przeczesała palcami włosy i uśmiechnęła się przepraszająco. – Zawsze wydawało mi się, że to tylko słowa, dopóki nie zaczęłam śnić. W końcu spisałam ten wiersz, a wtedy dał mi spokój. Chyba powinieneś go zobaczyć.

– Wydaje mi się, że tak – powiedział Remus ponuro. Kilka niewyjaśnionych kawałków układanki zaczęło się układać w całość. Szczególnie „Syriusz nigdy by nie zdradził Jamesa i Lily” i „Peter nie wygląda na takiego z rodzaju męczenników”.

– Proszę – powiedziała Danger, podając mu kartkę papieru, zapisaną do połowy równym pismem. – Przepisałam go na czysto kiedy byłam pewna, że wszystko się zgadza.

Czerwień z brązem, czerń z czerwienią
Ciemność wrogą w blask zamienią.
Wśród czerwieni szczur się schował,
co nie w kota wszak celował.
Sercu wierz, sądź ponurego,
prawda wróci życie jego.

Wilk w noc, która jasno świeci
w groźbie strachu już nie wznieci.
Dama serca to dzielnego,
przez jej dotyk – umysł jego.
Gdy ci, co zbawcę wybawili
połączą ród założycieli
ze świeżą krwią w tej przyjdzie chwili
Zwycięzcy pokój, czas nadziei.


– Te poprzednie dwa wersy się tu powtarzają – powiedział Remus, patrząc na wiersz.

– Wiem. Muszą być ważne – przytaknęła Danger.

– Ale nie rozumiemy o co tu chodzi, więc zajmijmy się kolejnymi.

– To do roboty.

Dwoje ludzi pochyliło się nad wierszem.


CDN.

EDIT: Poprawiono "na prawdę". I wypędzono autokorektę z Worda tam, gdzie Seve... :oops: tam gdzie raki zimują.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Ostatnio edytowany przez magda2em 17 Sty 2008, 07:37, edytowano w sumie 14 razy

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 08:49 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 27 Mar 2004, 19:54
Posty: 489
Miejscowość: Z Ciemnogrodu nad rzeką Białą
Płeć: Kobieta
O! Bardzo dobrze, że to tutaj wklejasz. Komentowałam to opowiadanie na DK, chętnie skomentuję i tutaj.

Podoba mi się i Twoje tłumaczenie i samo opowiadanie również. Jest o jednym z moich ulubionych bohaterów - Lupinie, którego pokazano tutaj bardzo sympatycznie i można by rzec - wielostronnie.

Autorka zastrzegała się i odżegnywała, jak piszesz, od Maryśki Zuzanny, ale chyba mimo wszystko nie do końca jej się to udało, bo Danger jest jednak trochę zbyt idealna. Piszę to może ciut na wyrost, bo przeczytałam oryginał, ale nie sądzę, żeby to można było traktować jak spoiler, prawda?

O samym opowiadaniu na razie tyle, jak wkleisz więcej, to pokomentujemy dalej.

A teraz, dla równowagi - trochę krytyki odnośnie tłumaczenia.

Beta przepuściła coś niestety.

Cytat:
– Tak – odpowiedział w końcu. Zasługuje naprawdę, choćby tylko ze względu na ból w jej oczach.

W tym przypadku nie razem tylko oddzielnie:

Zasługuje na prawdę, choćby tylko ze względu na ból w jej oczach.

To tyle na razie... I do następnego rozdziału po polsku.

_________________
Wrogom spieszyć z pomocą?
To ładnie, ale po co?
Jak Izydor Sztaudynger
__
KOMENTARZE KARMIĄ WENA!
__
- Moja droga Minerwo, ty po prostu nie doceniasz naszego Severusa. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki on potrafi być wredny, kiedy jest miły.
Bastet "Skowronek Ravenclawu"


Ostatnio edytowany przez Modrzew, 18 Gru 2006, 16:09, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 12:56 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Sty 2005, 20:01
Posty: 332
Miejscowość: Leszno
Płeć: Kobieta
Bardzo się cieszę, że umieściłaś tutaj to opowiadanie. Widziałam je na DK, ale jakoś mnie nie zaciekawiło. Może to przez te białe literki na fioletowym tle. To jest dobijające dla moich oczu, przez nie nic prawie na DK nie czytam.
Przeczytałam i spodobało mi się, bo:
- głównym bohaterem jest mój ulubiony Remus, świetnie przedstawiony,
- mały Harry jest fajny
- Remus odkrywa prawdziwe okoliczności śmierci Potterów, są tajemnicze sny itd.
A co do minusów:
- tak znienacka spotkał Harry'ego :roll:
- chwilami ta cała Danger gadała trochę mętnie
Nie wiem co myśleć o Danger. Nie zdziwiłabym sie, gdy jednak była trochę marysuowata, ale mam nadzieję, że nie będzie to przeszkadzać.
A, jeszcze jeden plus: nie zauważyłam żadnych błędów. Brawo!
Ciekawe, czy Remus z Danger stworzą parkę. Może byłoby to lepsze niż z Tonks :wink:
Czekam na ciąg dalszy.
Serdecznie pozdrawiam.

_________________
Jam Lostmanka


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 13:30 
Offline
Dwa razy byłem Bulwą! Uwaga, nawalam!
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Wrz 2006, 19:10
Posty: 218
Miejscowość: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Po pierwsze, droga Magdo to nie było "danie po nosie" ;) Nie ukrywam, że kiedy znalazłem Twój nick w jakimś komentarzu rzuciłem się do spisu treści, żeby sprawdzić, czy przypadkiem Danger nie ma również na mirriel. Jakież było moje zdziwienie kiedy zauważyłem: "Nie ma". ;(

Błędów nie ma. Treść, przynajmniej do tego rozdziału do którego doczytałem na .net mi się podoba. Nie ma przypadków "Harry - super człowiek" czy Łapa "jestem najlepszy i podobam się wszystkim dziewczynom" Black.
Cała sytuacja jest trochę mało prawdopodobna, ale opowiadanie podoba mi się i czepiał się nie będę. :P Zresztą to Alternatywa. Mam nadzieję, że to co pisałem w komentarzu na .net okaże się prawdziwe ;)

Czekam na ciąg dalszy, chyba, że wreszcie się zmobilizuję i przeczytam wreszcie po angielsku xD

Pzdr. for All

_________________
Wen to kapryśne zwierzę
***
"Dziś w nocy odszedł od nas w płomieniach (...) czajnik Dominikusa" - Al Muddassir, ST uni27

Jestem Krukonem!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 16:03 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 08 Cze 2005, 11:11
Posty: 54
Miejscowość: z Doliny Kwiatów
Płeć: Kobieta
Hm... ładne tłumaczenie, bez jakiś szczególnie rażących błędów.
Jestem pełna podziwu, że w ogóle się za to zabrałaś, szczerze mówiąc. Czytałam orginał, więc wiem, że małe to nie jest. Szczególnie, jeśli uwzględni sie kolejne części. Mam nadzieję, że starczy Ci wytrwałości, żeby to skończyć. Trzymam kciuki i dopinguje z całego serca. :)
Pozdrawiam
Toruviel

_________________
"Póki trwasz zamknięty w swojej pustce, możesz myśleć, że pozostajesz w kontakcie z Jedynym, lecz gdy zaczniesz coś tam lepić z gliny, choćby i elektronicznej, stajesz się demiurgiem, a kto trudz się, tworząc świat, bruka się błędem i złem." U.Eco

He Who Must Not Be Aww'd At


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 16:07 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Sty 2006, 08:35
Posty: 271
Płeć: Kobieta
Gratulacje, Magdo! Jednak doczekałam się wklejenia opowiadania na mirriel. Brawo za odwagę :D . Sądzę zresztą, że nie było się czego bać, prawda?

Samo opowiadanie jest świetne. Oczywiście zajeżdża tu trochę Mery Sue, ale nie tak bardzo, żeby ocenić to opowiadanie negatywnie. Wszystko tu jest cudowne. Harry jest rozkoszny, Remus dokładnie taki jaki powinien być. Akcja się wspaniale rozwija. W ogóle lubię alternatywy więc chyba nic dziwnego, że się zachwycam. Błędów w tekście nie ma. Masz wspaniałe bety! :D

Doklej resztę rozdziałów i zacznij wreszcie tłumaczyć następny rozdział :twisted:. Postaraj się!

Jeszcze raz gratulacje,
Verity

_________________
Głos potrafi być niebezpieczny − łatwo się nim zdradzić, dlatego zawsze potrafię wyczytać z tonu uczniów, co w danej chwili czują. Lekkie drżenie... upór, gniew, zdecydowanie, strach − wszystko można wychwycić. Nawet kłamstwo.
Fayet "Czarny aksamit", tłum. Nicky Gabriel

Mój lj.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 17:52 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Gru 2006, 16:26
Posty: 45
Miejscowość: Białystok
Płeć: Nieokreślona
No w końcu, już myślałam, że tu tego nie wkleisz;)
Opowiadanie świetnie przetłumaczone i samo w sobie jest niezłe. Nie przeszkadza mi nawet to, że ta Danger jest uosobieniem wszystkich cech Mary Sue. Nie przepadam szczególnie za Lupinem, ale tutaj został naprawdę świetnie przedstawiony :)
Ogólnie się ciesze, ze wybrałaś akurat tego ficka do przetłumaczenia, więc wklejaj szybciutko kolejne części :D


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 18 Gru 2006, 20:38 
Offline

Dołączenie: 16 Mar 2006, 07:49
Posty: 36
Miejscowość: z pomiędzy ficków
Płeć: Nieokreślona
Właśnie przeczytałam wszytskie rozdziały zamieszczone na FanFiction.Net i musze przyznać że mi się podoba:) Czyta się miło i przyjemnie, a tłumaczenie jest dobre i albo nie ma zbytnich błedów albo ich nie zauważam. Zamierzam zabrać się za wersję oryginalną ale mimo wszytsko miło mi bedzie czytać w ojczystym języku więc będe tu zaglądac.

Harry i mała Neenie to zwykłe przesłodkie dzieciaki(skoro ja je polubiłam to naprwdę takie muszą być, bo niecierpie małych dzieci:P), a postać Danger w ogóle mi nie przeszkadza, polubiłam ją. Remus wydaje mi się mało kanoniczny ale po pierwsze jest to alternatywa, a po drugie wzbudza moja sympatie tak jak jest tu przedstawiony. Zresztą to już należy do autora nie do ciebie:)

Życze powodzenia w dalszym tłumaczeniu i mam nadzieje, że nie poprzestaniesz na pierwszej części.

Pozdrawiam florek

_________________
Nie zapomnę cię ani nie pozwolę ci odejść bez żalu.(..) Kiedy mnie opuścisz,
znienawidzę cię i znienawidzę człowieka, do którego odejdziesz, i zawsze
będziesz mój, w moim sercu, jak teraz.
Severus "Seria Herbaciana <<Opętanie>>"


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 26 Gru 2006, 16:39 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Bardzo się ucieszyłam z pozytywnych komentarzy - bałam się, że Danger okaże się zbyt Maryśkowa na Wasz gust. Zobaczymy, co będzie dalej :wink: Do osób, które czytają rozdziały na ff.net: radzę jednak czytać te zamieszczone tutaj lub na DK (przede wszystkim inne jest tłumaczenie przepowiedni), ponieważ brakuje mi ostatnio czasu, aby nanieść wszystkie zmiany także i na ff.net. Pojawią się tam, mam nadzieję, wkrótce.

RitterzeC: powiedzmy, że twój komentarz był ostatnią kroplą, która przelała czarę, w której zbierałam, kropelka po kropelce, odwagę na wklejenie tego tłumaczenia tutaj. Dziękuję bardzo za to ostatnie "popchnięcie", bo, jak widać, było warto :D .

-oOo-

Bety: Ayin i Verity
Za wszelkie inne błędy odpowiadam ja (ewentualnie autokorekta z Worda)

-oOo-


Rozdział 2: Interpretacje


Remus powoli czytał kolejne wersy.

Wśród czerwieni szczur się schował
co nie w kota wszak celował.
Sercu wierz, sądź ponurego,
Prawda wróci życie jego.


Zagwizdał czajnik, więc Danger podskoczyła, żeby się nim zająć. – Masz jakiś pomysł? – spytała, zdejmując czajnik z ognia i wlewając wrzącą wodę do kubków.

– Jeszcze nie.

Sercu wierz, sądź ponurego... Jakiego ponurego? To zupełnie nie ma sensu… chyba, że…

Chyba że to jest nazwa własna.


– Chyba coś mam.

– Mów. – Danger wręczyła mu kubek. – Z cukrem czy z mlekiem?

– Z cukrem. Słyszałaś kiedyś o Ponuraku?

– O Ponuraku? – Danger wsadziła głowę do spiżarni. – Mniej więcej. Jakiś rodzaj ducha, jak duży czarny pies, tak mi się wydaje. Czy przypadkiem nie przynosi pecha?

– Tak. A jego inne imię to Łapa.

– Łapa? – Danger usiadła, stawiając cukierniczkę na stole. – To brzmi znajomo. Ze snów. To było jedno z waszych przezwisk. Na chłopca, który mógł się zmieniać w psa. Na Syriusza. – Na jej twarzy pojawił się wyraz zrozumienia, gdy wskazała na to słowo w wierszu. – W takim razie to on, prawda?

– Możliwe. Ten wers brzmi jak polecenie. Sercu wierz, sądź ponurego.

Danger dmuchnęła w swój kubek. – ‘Wierz swoim uczuciom, Luke’ – zacytowała. – Albo raczej, Lunatyk. Co mówi ci serce?

– Że Syriusz nigdy by nie został zdrajcą – powiedział Remus gorzko. – Że byłem głupkiem, że nie pytałem, że nie naciskałem. Wrzucili go po prostu do Azkabanu, nigdy nie miał nawet procesu – aa!

Danger podskoczyła.

– Co?!

Sądź ponurego. Sądź, jak daj mu prawo do procesu, którego nigdy nie miał.

– Co wy macie za prawo? – spytała Danger, kręcąc głową.

Remus jęknął.

– Dowody jednoznacznie wskazywały na niego. Byliśmy nadal w trakcie okrutnej wojny, robiliśmy rzeczy, o których nie powinniśmy nawet myśleć. Dlatego też minister zdecydował, że przyspieszy trochę sprawy, a ja byłem zbyt skoncentrowany na swoim żalu, żeby zwrócić uwagę…

– Nie możesz się obwiniać – powiedziała Danger cicho, kładąc swoją dłoń na jego dłoni. – Ważne jest teraz to, żeby naprawić błąd, a nie szukać winnych. Jest nadal nadzieja, prawda? Spójrz na następny wers. Prawda wróci życie jego. Jeżeli prawda ujrzy światło dzienne, muszą go przecież wypuścić.

– Problem polega na tym, że wszystkie dowody go obciążają. A przede wszystkim wskazują na to, że był zdrajcą. – Jak mogłem zapomnieć? Sen czy nie sen, to nie mógł być nikt inny… – Tylko on mógł zdradzić Lily i Jamesa.

– Dlaczego tylko on? Czy wszyscy, którzy wiedzieli, gdzie przebywają, nie byli podejrzani?

– Syriusz był jedynym, który wiedział. A raczej, jedynym, który mógł to innym powiedzieć. Rzucono na nich Zaklęcie Fideliusa. Syriusz był kluczem do tego zaklęcia…

– Strażnikiem – przerwała Danger.

– Tak. Skąd… ach, wyśniłaś to.

– Tak, śniłam o Strażniku. – powiedziała Danger, z półprzymkniętymi powiekami, jej głos był dziwnie monotonny. – Śniłam o Strażniku, i Czarnym Panie. Byli sami, rozmawiali.

Jej głos zmienił się, a Remus zdusił w sobie okrzyk zdziwienia. Mówiła teraz dokładnie jak Peter, jego najbardziej piskliwym głosem.

– Panie, stało się, Potterowie uczynili mnie swoim Strażnikiem…

– Bardzo dobrze, Glizdogonie – powiedział dziwnie wyskoki, zimny głos przez usta Danger. – Nie miałeś problemu z przekonaniem tego kundla, że zamiana Strażników to najlepsze, co mógł wymyślić?

– Żadnego, Panie. Uznaje mnie za słabego i głupiego, nigdy by nie uwierzył, że taki mądry pomysł narodził się w mojej głowie…

– Jesteś słaby i głupi, Glizdogonie – odpowiedział zimny głos z lekkim rozbawieniem. – Ale nie tak głupi, jak twoi byli przyjaciele, którzy nadal trzymają się kurczowo nadziei, że poniosę porażkę. Zostaniesz nagrodzony, obiecuję…

Oczy Danger zamknęły się całkowicie, a potem otworzyła je szeroko, łapiąc oddech.

– Co to było? – kaszlnęła.

– Wyglądałaś, jakbyś była w transie – powiedział cicho Remus, podczas gdy wszystkie kawałki układanki wskakiwały na swoje miejsca w jego myślach. – I powiedziałaś dokładnie to, czego potrzebowałem.

– Jak się czujesz? – spytała Danger, opanowując swój oddech.

– Jestem zły. – Jego dłoń zacisnęła się na gorącym kubku. – Bardzo zły. I chyba trochę rozgoryczony.

– Dlaczego?

– Zmienili Strażnika. Wykorzystali Petera, zamiast Syriusza. A ja o tym nie wiedziałem. Nie powiedzieli mi. Jest tylko jeden powód, dlaczego tego nie zrobili.

– Podejrzewali ciebie – szepnęła Danger. – Tak mi przykro…

– To nie twoja wina..

– Wiem, tylko… a niech to, dlaczego się w to wmieszałam? – Danger schowała twarz w dłoniach. – Przepraszam, że się w to zaangażowałam – powiedziała stłumionym głosem. – Przepraszam za wszystko.

– Nie masz za co przepraszać – Remus poczuł nieopisane pragnienie, żeby wziąć ją w ramiona, ale rozmyślił się i położył rękę na jej ramieniu. – Mówisz mi prawdę. Muszę to usłyszeć. Niewinnemu człowiekowi wyrządzono krzywdę, a gdzieś żyje szczur, który chce śmierci Harry’ego. Teraz, gdy to już wiem, mogę coś z tym zrobić.

Danger pociągnęła nosem.

– My – powiedziała.

– Słucham?

My możemy coś z tym zrobić. – Podniosła głowę. Jej twarz, mimo że wciąż widać było na niej ślady łez, wyrażała determinację. – Chociaż nie spotkałam cię nigdy wcześniej, chociaż nie chciałam się w to mieszać, jestem w to zaangażowana, więc nawet nie myśl, że teraz mnie zostawisz!

– Nie zostawię cię – powiedział Remus, chcąc, żeby zabrzmiało to dowcipnie. Poczuł delikatne uczucie zaskoczenia, gdy się zorientował, że w tych słowach jest coś więcej, głębia uczuć do tej kobiety, którą spotkał zaledwie parę godzin temu…

Z sąsiedniego pokoju odezwał się chór na dwa głosy, rozpraszając uwagę dorosłych.

Jak się okazało, Harry był głodny, a Neenie miała mokro, więc Danger zajęła się swoją siostrą, podczas gdy Remus posadził Harry’ego na jednym z dwóch poobdzieranych dziecięcych krzeseł stojących w kuchni. – Co mam mu dać? – zawołał.

– W kredensie są płatki, daj mu trochę – odpowiedziała Danger.

Remus wsypał trochę płatków do miseczki, a Harry sięgnął po nie z radosnym okrzykiem. Wsadził sobie pełną garść do ust, po czym uśmiechnął się popisowo, na co serce Remusa stopniało. Gdzie one się uczą to robić? Jest może Korespondencyjny Kurs Bycia Uroczym, który wszystkie dzieci kończą? – Proponuję, żebyśmy ich przesunęli tutaj – powiedziała Danger, wnosząc Neenie do kuchni i wskazując na róg z dala od stołu. – Zaraz zobaczysz, dlaczego.

Remus przeciągnął krzesło Harry’ego prze kuchnię, i postawił obok Neenie. Jak tylko dziewczynka dostała swoją porcję płatków, nabrała pewną garść i obrzuciła Harry’ego. Harry odpowiedział tym samym. Za chwilę najwięcej płatków znalazło się na podłodze. – Zawsze mogę zamieść, a to sprawia, że są szczęśliwe – powiedziała Danger. – Trzeba im tylko uzupełniać zapasy co jakiś czas. Na czym skończyliśmy?

– Rozwiązaliśmy dwie linijki tej zwrotki. Syriusz jest niewinny, co można było udowodnić, gdyby miał proces, jeśli możemy jakoś potwierdzić prawdę, możemy go uwolnić. – Coś jednak niepokoiło Remusa. ... Bo przez prawdę nowe życie wdzieje. Prawda i Syriusz...

– Prawda i gwiazda, co za połączenie – mruknął.

– Co?!

– Coś, o czym często mówiła dziewczyna Syriusza. Jego imię pochodziło od gwiazdy, a jej imię oznacza "prawda".

– Jak ma na imię?

– Aleta. Aleta Freeman. Nie widziałem jej od lipca…– przerwał, gdy Danger wydała dźwięk przypominający stłumiony pisk. Spojrzał na nią. Przyciskała dłoń do ust, jakby zaraz miała zwymiotować.

– Co się stało?

Ty znasz Aletę Freeman?

– Chodziliśmy razem do szkoły – powiedział Remus. – Była rok niżej ode mnie. Dlaczego pytasz? Znasz ją?

– Była moją przyjaciółką z dzieciństwa – powiedziała Danger, widocznie wstrząśnięta. – Była w moim śnie…– zaczerwieniła się – ... o ślubie. Ale nie widziałam się z nią od bardzo dawna. Chcesz mi powiedzieć, że ona jest ...

– Czarownicą – dokończył Remus. – Jeżeli mówimy o tej samej osobie. Możesz ją opisać?

– Mam jej zdjęcie – powiedziała Danger. – Ostatnie nasze wspólne zdjęcie, zrobione tuż przed tym jak się wyprowadziła. Przyniosę je. – Pobiegła na górę. Remus wykorzystał okazję i dosypał dzieciom płatków. Harry krzyknął z radości, rozgniótł kilka na pył, po czym rzucił następną garść w Neenie, dokładnie w chwili, gdy Danger wróciła z oprawionym zdjęciem w ręku.

– To ona – powiedział Remus, patrząc na uśmiechniętą, ciemnoskórą dziewczynę, z burzą czarnych kręconych włosów na głowie, obejmującą młodszą Danger, obie uwiecznione na mugolskim zdjęciu. – To jest Leta.

Danger pokręciła głową. – To zaczyna być zbyt dziwne. Moja przyjaciółka z dzieciństwa chodziła z twoim najlepszym przyjacielem ze szkoły, ja opiekuję się dzieckiem twojego drugiego kumpla, a teraz po prostu spotkaliśmy się w parku?

– To jest dziwne – powiedział Remus, patrząc jeszcze raz na zdjęcie. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak się stało. Gdyby nie to… – przerwał. Nie ma potrzeby mówić jej o wszystkim. – Spędziłbym ten dzień samotnie, i w smutku. – dokończył. – Taki był prawie każdy dzień przez ostatnie sześć miesięcy. Na dodatek dzisiaj są moje urodziny, co wcale nie pomaga.

– W takim razie wszystkiego najlepszego – powiedziała Danger, uśmiechając się do niego. – Cieszę się, że mogłam pomóc.

– Czyli "prawda" w wierszu może oznaczać Aletę. – powiedział Remus, wracając do tematu. – Jeśli tak, to ona może być nam potrzebna. Musimy się z nią skontaktować. Mogę to zrobić. Jutro... Nie, nie jutro, ani nie pojutrze. Popojutrze.

– Dlaczego nie jutro?

Remus drgnął. Ona i tak już wie, przypomniał sobie, i nie obchodzi ją to. Ale dawne nawyki ciężko zmienić. One nie powinny się zmienić, potrzeba ich dla całej reszty świata, tych z normalnym podejściem do wilkołactwa… – Jutro pełnia, a ja nie czuję się zbyt dobrze dzień przed i dzień po.

– Oczywiście. – powiedziała Danger, wstając, żeby dosypać Harry’emu trochę płatków. – Rozumiem. Zatem za trzy dni skontaktujemy się z Aletą i zobaczymy, jak zareaguje. Co będziemy robić do tego czasu?

– Pracować nad tym wierszem – odparł Remus. – Skoro tyle dowiedzieliśmy się z dwóch wersów, to ile tajemnic kryje się w pozostałej części?

Wychodząc od zidentyfikowania Syriusza jako Ponuraka, rozpoznali bardzo łatwo w szczurze z pierwszego wersu Petera Pettigrew.

…szczur się schował/co nie w kota wszak celował– mruknęła Danger. – Nie celował w kota, ale w psa, Ponuraka. To musi być Pettigrew.

Remus wskazał palcem na pierwszą linijkę zwrotki. – Ta część to wskazówka, gdzie go znaleźć. Wśród czerwieni szczur się schował Znowu czerwień. Czy to może być ten sam czerwony z wersu, w którym tak naprawdę jest pomarańczowy?

– Możliwe. Ten wers następuje bezpośrednio po tamtym dwuwierszu, więc to ma sens. Pomyślmy: co jest czarne, brązowe i czerwone, ale tak naprawdę pomarańczowe?

– To brzmi jak dowcip – powiedział Remus. – Bardzo kiepski dowcip.

Danger uśmiechnęła się szeroko.

– Na przykład… Co to jest: czarne na czerwonym jedzie po zielonym?

Remus westchnął.

– To jest takie stare.

– Jak bardzo stare? – spytała Danger śpiewnym głosem.

– Tak stare, że nawet czarodzieje go znają.

– Brawo! – przyklasnęła Danger. – Wiesz, nikt nigdy wcześniej nie odpowiedział mi na tą zagadkę.

– Najprawdopodobniej rozłożył ich twój cięty humor – powiedział Remus, uśmiechając się mimowolnie. Nigdy nie spotkał nikogo, kto by go tak zaintrygował tak, jak Danger.

Nigdy nie spotkałem nikogo, kto choćby w niewielkim stopniu przypominał Danger!

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

– Otworzę – powiedziała Danger, wstając z krzesła. – W końcu to mój dom.

Remus obserwował ją jak przeszła przez korytarz i otworzyła drzwi. Na dworze nadal było mokro, ale już nie padało. – Dzień dobry, pani Dursley, jak państwa wyjazd?

– Całkiem dobrze, dziękuję – odpowiedziała kobieta stojąca w drzwiach. Miała blond włosy i była raczej szczupła. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że już wróciliśmy, więc możesz go odesłać, jak tylko będziesz miała go dosyć. – Ton jej głosy sugerował, że wolałaby, żeby stało się to raczej szybko.

Czy ona ma na myśli Harry’ego? To musi być jego ciotka…

Mój Boże, w ogóle nie wygląda jak Lily.

Nie, cofam to. Jest niewielkie podobieństwo. Bardzo niewielkie.

I nie wygląda, żeby troszczyła się bardzo o Harry’ego…


– Dziękuję, tak zrobię. Dobrze się teraz bawi, więc to może trochę potrwać.

– W porządku – odpowiedziała kobieta trochę pogodniejszym tonem. – Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłaś się nim zaopiekować, to takie utrapienie, te całodzienne konferencje, ale potrzebują pilnie jego rady… – Remus miał wrażenie, że stała na progu tylko po to, żeby sprawdzić czy może zajrzeć do wnętrza domu, jakby chciała wiedzieć o wszystkim, co się w nim działo.

Hmm… skoro ja widzę ją, ona też mnie widzi. W tej właśnie chwili zauważył, że go zobaczyła – jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. – W takim razie pójdę już, czas dać Dudusiowi herbatki – powiedziała. – Do zobaczenia później, kochanie, i jeszcze raz dziękuję…

– Okropna kobieta – syknęła Danger po tym, jak zamknęła drzwi. – Ty paskudna stara plotkaro. A żebyś tak spadła ze schodów i odgryzła sobie język.

– Ciotka Harry’ego?

– We własnej osobie. Widziała cię, prawda? Zapomniałam cię ostrzec, żebyś trzymał się z dala od drzwi... no cóż, teraz już za późno... A niech to.

– Co się stało?

– Zanim nadejdzie wieczór, każda kobieta w tej okolicy będzie wiedzieć, że był u mnie obcy mężczyzna. Do jutra będziemy chodzić na randki, kochankami zostaniemy dzień później.

Remus nie mógł się powstrzymać. – Wygląda na niezły plan…

Oczy Danger zrobiły się wielkie jak spodki. – Czemu... ty… ty…

Uśmiechnął się do niej.

– Ty MĘŻCZYZNO! – krzyknęła, śmiejąc się. Złapała garść płatków z pudełka i rzuciła w niego. Uskoczył przed nią, ale Neenie i Harry uznali go za fantastyczny cel, i chwilę później płatki fruwały po całej kuchni.

Bitwa skończyła się, kiedy Remus rzucił pechowo garść płatków w oczy Neenie, która zaczęła od razu płakać. Harry również się rozpłakał, współczując Neenie, więc oboje musieli zostać przytuleni i pocieszeni. Jako że Neenie nie znała Remusa, znowu dostał mu się Harry.

Czuł się jak w niebie.

Kiedy Harry skończył pociągać nosem, spojrzał na Remusa.

– Lunyk, gdzie Łapa?

To było dość naturalne pytanie – Remus i Syriusz rzadko odwiedzali Potterów oddzielnie – ale zaskoczyło Remusa. Musiał usiąść i się opanować, zanim mógł odpowiedzieć. – Łapa wyjechał daleko. Ale powinien niedługo wrócić. Wtedy przyjdzie i się z tobą pobawi.

– Ta! Bawi z Łapą! – powiedział Harry, kołysząc się. – Gdzie mama i tata?

Musiał zadać to trudne pytanie… Remus spojrzał na Danger, prosząc w milczeniu o wsparcie.

– Harry – powiedziała, siadając obok nich z Neenie na kolanach, która znowu ssała kciuk. – Mama i tata wyjechali.

– Wychali jak Łapa?

– Więc… tak, i nie. Wyjechali, ale Łapa wróci. Mama i tata nie wrócą. Patrzą na ciebie z daleka, i kochają cię bardzo, ale muszą zostać tam gdzie są teraz.

Harry pomyślał chwilę. – Lunyk – stwierdził w końcu, używając prawdziwej logiki malucha, uderzając głową w pierś Remusa. – Dayger – wyciągnął palec do Danger. – Neenie – pokazał na dziewczynkę. – I Łapa wróci niedo.

– Tak jest – powiedział Remus. – Harry, pamiętasz ciocię Letę?

Harry kiwnął głową, rozglądając się dookoła.

– Nie, nie ma jej tutaj – dodał Remus, uśmiechając się na widok skwapliwości chłopca. – Ale może też niedługo wróci. Chciałbyś ją zobaczyć?

– Taa! – Harry podskakiwał na kolanach Remusa. Remus roześmiał się głośno, widząc taką radość życia.

– Nie wiem jakim cudem jest taki wesoły – powiedziała Danger cicho.

– Co masz na myśli?

– Muszę ci coś pokazać. Założę się, że raczej ci się to nie spodoba.

-oOo-


CDN.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 03 Sty 2007, 13:05 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
No i wracamy z kolejnym rozdziałem tuż po Nowym Roku. Miłej lektury życzę!


Rozdział 3: Zamki na piasku

– Coś mi pokazać? – spytał Remus. – To coś dotyczy Harry'ego?

Danger przytaknęła.

– Harry, chodź do mnie – powiedziała do chłopca i wyszła na korytarz, trzymając dzieci za ręce. Remus poszedł za nimi.

Zatrzymali się przy schodach.

– Wszystkie domki w tej okolicy są zbudowane tak samo – dodała. – A zatem ten dom jest właściwie identyczny jak ten, w którym mieszka Harry. Patrz uważnie.

Otworzyła drzwi do schowka pod schodami.

Harry puścił ją w tej samej sekundzie.

– Nie! Nie do chowka nie chowka! Nie! Nie do chowka! NIE! – Podbiegł do Remusa i schował się za nim. – NIE DO CHOWKA, NIE NIE NIE!

Danger szybko zamknęła drzwi podczas gdy Remus klęknął, żeby objąć sztywnego i drżącego chłopca. Neenie ściskała spodnie Danger, jej usta drżały wokół obecnego w nich wiecznie kciuka.

Remus głaskał Harry’ego po włosach, starając się go uspokoić, mimo że sam był spięty ze względu na strach dziecka.

– O co chodzi?

– On śpi w schowku pod schodami w domu – Oczy Danger zwęziły się w gniewie, a ona sama zagryzła wargi. – Jeżeli w ogóle możesz nazwać to domem. Wsadzają go tam, kiedy tylko nie chcą, żeby im przeszkadzał.

Fala wściekłości przetoczyła się przez myśli Remusa, po czym przytulił mocniej Harry'ego, który wciąż drżał, wtulony w ramiona mężczyzny.

– Tak mi przykro, Harry – powiedziała łagodnie Danger, masując plecy chłopca. – Żadnego schowka. Nie ze mną. Nigdy ze mną.

– Lunyk? – zakwilił Harry.

– Powiedz mu: Nie do schowka – szepnęła Danger. – Chce wiedzieć, czy go tam wsadzisz. Powiedz mu, że tego nie zrobisz.

– Nie do schowka, Harry – powiedział Remus stanowczo. – Nie ma schowka ze mną. Nigdy. – Harry rozluźnił się w jednej chwili i przytulił do Remusa, kładąc głowę na jego ramieniu.

– Co za człowiek mógłby zrobić dziecku coś takiego? – spytał Remus, wstając z Harrym w ramionach.

– Ludzie pokroju Vernona i Petunii Dursley – mruknęła gniewnie Danger, prowadząc ich z powrotem do kuchni. – I ich syna, Dudleya. Jest niewiele starszy od Harry'ego, ale jest wielki – najgrubszy dzieciak, jakiego kiedykolwiek widziałam, do tego zepsuty do cna. Ciągnie Neenie za włosy, kiedy tylko ją złapie. Nie chcę nawet myśleć, co robi Harry’emu.

– Dudley niedobry – dodała Neenie, wyjmując kciuk z buzi.

– Dodatkowy argument, moja droga – powiedział Remus, uśmiechając się do dziewczynki. – Wiesz, że to jest pierwszy raz, kiedy słyszę twój głos?

Neenie posłała mu uśmiech i schowała się za krzesłem Danger w nagłym przypływie nieśmiałości.

– Jest urocza – dodał Remus. – Masz szczęście, że dostała ci się taka siostra!

– No wiesz, lubi cię – powiedziała Danger. – Przy większości ludzi nie wyjdzie zza mnie wcześniej niż po tygodniu. Mówienie zajmuje zazwyczaj około dwóch.

– Musisz mieć problem z opiekunkami

Danger wzruszyła ramionami.

– Nie potrzebuję ich – Neenie mogę zabrać ze sobą wszędzie, może poza pracą, ale lubi panie ze żłobka, zna je od niemowlęctwa. W każdym razie wiesz teraz o Harrym tyle, co ja. Opiekuję się nim, kiedy tylko mogę wziąć wolne…

– Chcesz mi powiedzieć, że urywasz się z pracy, żeby zająć się Harrym? – dopytywał się Remus.

– Odkąd zorientowałam się, dlaczego zaczyna płakać i krzyczeć za każdym razem, kiedy wyciągam suszarkę i podłączam kabel do kontaktu. Nie mogłam pozwolić, żeby taki rozkoszny mały chłopiec jak Harry był maltretowany, i nic z tym nie zrobić. Dzwoniłam do opieki społecznej, ale są zawaleni papierkową robotą i nie chcą o niczym słyszeć, chyba że dzieciak jest w „niebezpieczeństwie utraty życia”. W tej chwili pracuję na pół etatu jako sekretarka, przez resztę czasu opiekuję się Harrym. Dursley’owie płacą całkiem nieźle, więc to nie jest dla mnie problem finansowy… – przerwała, zwracając uwagę na spojrzenie Remusa. – O co chodzi?

„O co chodzi?” Chronisz tego małego chłopca przed tym, co robią mu jego właśni krewni, poświęcasz się, żeby to robić – praca na pół etatu, nawet biorąc pod uwagę opiekowanie się dziećmi, nie może wystarczyć na takie życie, na jakie ty i twoja siostra zasługujecie.

Jesteś wspaniałą osobą.

O to chodzi.

Chciałbym móc ci to powiedzieć.


– Zastanowiło mnie, co za ironia, że ty, właściwie obca osoba, pomagasz Harry’emu, a jego krewni, ludzie, którzy powinni się nim zajmować i o niego troszczyć, stwarzają problemy.

– Różne rzeczy się zdarzają – odparła Danger, machając ręką. – Po prostu nie jestem jedną z tych, którzy mogą się temu przyglądać i nie reagować. Nigdy taka nie byłam.

– Dziękuję ci – powiedział szczerze Remus. – Za wszystko.

– Och, nie ma za co – mruknęła Danger, czerwieniąc się. – Nie patrz na niego teraz, ale chyba usnął…

Jeszcze zanim to powiedziała, Remus czuł jak Harry robi się coraz cięższy na jego ramieniu. Delikatnie przesunął chłopca tak, że ten leżał teraz na jego rękach.

– Mam go położyć na kanapie?

– Nie, może spaść. Przyniosę koc i położę Harry'ego na podłodze.

Zadzwonił telefon.

– Zaczekaj chwilę – rzuciła Danger, sięgając po słuchawkę. – Halo? Tak… oczywiście, za chwilę. Proszę. – Skończyła rozmowę. – Jego ciotka mówi, że mam go zaprowadzić do domu – zadrwiła. – Tak naprawdę chodzi o to, że uważa, że zapłaciła mi wystarczająco dużo na dziś. W końcu wrzucenie go do schowka nic nie kosztuje.

Schowek. Remus spojrzał na Harry’ego. Wygląd śpiącego chłopca można było opisać tylko jednym słowem: anielski. Remus poczuł nieprzepartą ochotę, żeby go trzymać, i nigdy nie puścić.

– Tak nie może być dłużej. Trzeba z tym skończyć.

– Ty chcesz z tym skończyć? – spytała lekko Danger.

– Jeżeli muszę, to tak.

– Nie chcę być adwokatem diabła, ale jak?

– Oni są dorośli, czyż nie? Posłuchają na pewno rozsądnych argumentów… – przerwał, kiedy zobaczył, że Danger kręci głową.

– Gdyby mieli choć odrobinę rozsądku, myślisz, że zmuszaliby nawet nie dwuletniego chłopca do spania w schowku? Uważają, że są pępkiem świata, nie posłuchają nikogo. Zaufaj mi. Wiem to.

– Sam bym go zabrał, gdyby to coś zmieniło – powiedział Remus, kołysząc Harry’ego, który obudził się w międzyczasie i cicho kwilił.

Danger uśmiechnęła się figlarnie. – Zabrać, jak po prostu zabrać? Przyjść pewnego dnia, wziąć go i sobie pójść?

– Albo pewnej nocy – dodał Remus, podejmując grę. – Otworzyć zamek w drzwiach frontowych, wśliznąć się do środka, wykraść go, i wyjść. Moglibyśmy być dziesiątki kilometrów stąd, zanim ktokolwiek by się zorientował… – uśmiechnął się smutno, kręcąc głową. – Zamki na piasku. Weź go, powinnaś zabrać go do domu.

Danger wzięła Harry’ego. – Zostaniesz z Neenie jak mnie nie będzie? To zajmie tylko chwilę.

– Oczywiście. – Remus odprowadził ją do wyjścia, ponieważ obie ręce miała zajęte śpiącym chłopcem. Gdy zamknął za nią drzwi, poczuł, jak coś ciągnie go za nogawkę. Spojrzał w dół. – Neenie, co mogę dla ciebie zrobić? – spytał ją poważnie.

– Góra – odparła rzeczowo dziewczynka, wyciągając ręce do Remusa. Podniósł ją szybko, a Neenie dotąd się wierciła, dopóki nie siedziała u niego na kolanach twarzą do niego. Spojrzała mu prosto w oczy.

– Lunatyk miły – powiedziała z uśmiechem, wyraźnie z siebie dumna, że wymówiła wszystkie trzy sylaby. – Spać – Bez dalszych ceregieli oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy.

– Wygląda na to, że dzisiaj jest mój dzień na bycie poduszką – stwierdził zakłopotany Remus. Przeszedł do salonu, gdzie przynajmniej mógł być poduszką siedzącą.

To był niesamowity dzień. Sam jestem zmęczony.

Ziewnął, siadając na kanapie. Przyjemnie byłoby mieć jakiś stołek pod nogi. Gdybym się położył, byłoby jeszcze lepiej.

Przeniósł ciężar Neenie na swoją pierś. Tylko przymknę oczy na chwilę, nie zasnę…

-oOo-


Był w wodzie, zimnej i głębokiej wodzie. Zbyt głębokiej. Nie był w stanie unosić się dłużej na powierzchni, zaczął tonąć –

Poczuł, jak ktoś łapie go za rękę i wkłada mu pod ramię kawałek dryfującego drewna. Trzymał go z całych sił, i wynurzył się, żeby nabrać powietrza. Rozejrzał się i spojrzał na swojego wybawcę – była to kobieta o brązowych włosach… wyglądała znajomo.

Danger. Tak ma na imię. Spotkałem ją dzisiaj. Opiekuje się Harrym. Trzymała się drugiego końca czegoś, co przypominało maleńką tratwę. Do jej pleców tuliło się dwoje dzieci – jednym z nich był Harry. Drugim – jej siostra – jak jej było na imię? No tak, Neenie. Oboje wyglądali na zmęczonych, jakby mieli za chwilę ją puścić i wpaść do wody.

Remus wyciągnął rękę, w milczeniu proponując, że weźmie od niej jedno z dzieci. Danger kiwnęła głową, i podała mu Harry’ego. Przez moment wydawało mu się, że go upuści, ale Harry złapał go mocno.

Może posadzimy ich na tym? Nas nie utrzyma, ale dla nich wystarczy. Wyciągnął Harry’ego z wody i posadził go na tratwie, która zakołysała się, ale nie zatonęła. Danger zrobiła to samo z Neenie, która przytuliła się do chłopca.

Remus spojrzał w dół rzeki i zobaczył sylwetkę kobiety, która za wszelką cenę starała się przytrzymać czegoś, co rozpadało się w jej dłoniach. Kiedy ją mijali, wyciągnął do niej rękę, przyciągając ją do tratwy. Gdy dopłynęli do lepiej oświetlonego miejsca, zobaczył jej twarz. To była Aleta Freeman. Sprawiała wrażenie bardzo zdeterminowanej, jak wtedy, gdy pędziła za tłuczkiem…

Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy w to zamieszani..

Gdy tylko to pomyślał, poczuł, jak coś połaskotało go po nodze. Coś miękkiego. Ręka, która objęła na chwilę jego kostkę, puściła.

Tam ktoś jeszcze jest. Muszę mu pomóc.

Wziął głęboki oddech i zanurkował.

Woda była zimna i ciemna, niewiele co widział. Skierował się w tę stronę, gdzie wydawało mu się powinna była być ta ręka, i kiedy już potrzebował nabrać powietrza, znalazł ją, bezwładną. Chwycił ją mocno i wypłynął na powierzchnię.

Danger i Aletha utrzymały tratwę w pobliżu, czekając na niego. Pociągnął uratowaną osobę za sobą. Nie zaskoczyło go, że był to Syriusz Black. Wyglądał na wycieńczonego, miał bladą cerę, i nie oddychał.

Niedobrze.

Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Syriusz nabrał powietrza i zaczął kaszleć. Remus wciągnął go na tratwę. Aleta pogłaskała Syriusza po twarzy. Black otworzył oczy i uśmiechnął się do niej.

Tratwa przyspieszyła. Woda zdawała się robić cieplejsza, zdecydowanie było też jaśniej. I – czy ta tratwa się przypadkiem nie powiększa?

Chwilę później jego przypuszczenia się potwierdziły – tratwa była już na tyle duża, że zmieścili się na niej wszyscy.

Nagle wypłynęli z ciemnego tunelu na światło dzienne. Zmęczenie opuściło Remusa gdy patrzył na zielone brzegi rzeki i uśmiechnięte twarze swoich przyjaciół. Tratwa była oazą spokoju. Kiedy Harry wdrapał mu się na kolana, Remus pomyślał, że chciałby zostać tam na zawsze…

-oOo-


Danger zamknęła za sobą drzwi. Nie była w stanie zapomnieć zasmuconych, zielonych oczu i dźwięcznego głosu mówiącego „Dayger” błagalnym tonem.

Błagał, żebym nie wychodziła. Ale co ja mogę zrobić? Należy do nich...

Obcy głos wtrącił się w jej myśli. Głos Remusa.

Sam bym go zabrał, gdybym miał gdzie pójść. Domek, pracę, gdzieś daleko stąd…

Wyobraźnia Danger przejęła pałeczkę. Mały domek, wystarczający dla czwórki. Mężczyzna i kobieta, chłopiec i dziewczynka, zaczynają życie od nowa… praca w księgarni albo w bibliotece… czy to nie byłoby wspaniałe? Pracować między książkami, odwieczną mądrością i szaleństwem, wszystko uporządkowane i opisane…

Uśmiechnęła się drwiąco. I kto teraz buduje zamki na piasku? Nowe życie? Na litość boską, Gertrudo, poznałaś tego człowieka zaledwie dzisiaj, nie ważne, co ci się śniło! Zwracała się do siebie pełnym imieniem tylko wtedy, gdy była na siebie zła. Wiesz przecież, że nigdy nie dostaniesz Harry’ego. Nawet jeśli Dursley’owie go nie chcą, w świetle prawa należy do nich, a oni nigdy niczego się nie pozbywają, nawet jeśli o niczym innym nie marzą.

Dla Neenie byłoby dobrze, gdyby miała brata. Do tej pory była taka samotna… W okolicy nie ma innych dziewczynek, a większość chłopców jest takich jak Dudley – rozpuszczone bachory…

Przestań, ale już
– nakazała stanowcza strona jej charakteru. – Marzenia ściętej głowy.

Nie, ja tylko…

Przestań. Nawet. O tym. Myśleć.


Tak rozmyślając, przeszła przez kuchnię do salonu, gdzie stanęła jak wryta.

Lunatyk.

Remus Lupin drzemał na kanapie, obejmując Hermionę, która spała oparta o jego ramię.

Pięknie razem wyglądają – nie mogła powstrzymać tej myśli. Mógłby być jej ojcem.

Neenie potrzebuje ojca. Staram się jak mogę, ale wchodzi w ten uparty wiek, gdzie przydałby się ktoś inny, kto mógłby mnie wesprzeć.


Usiadła w fotelu bujanym, wracając do rzeczywistości. Taka osoba pomogłaby ze wszystkim. Są takie dni, kiedy mam wszystkiego dość, chce mi się płakać, bo zawsze jest tak dużo do zrobienia i nigdy nie ma dość czasu ani pieniędzy. Wiem, że życie nie jest łatwe, ale ludzie nie mogą iść przez nie samotnie… Znaczy się, miłość musiała się skądś wziąć…

Mrugnęła, zdziwiona własnymi myślami, i pokręciła głową. Czy to trochę nie za szybko, moja panno? Miłość to wielkie słowo. Może by tak spróbować najpierw przyjaźni, i zobaczysz, jak się to rozwinie…

Poza tym, nawet nie znasz tego mężczyzny. Pal licho, co Petunia Dursley i jej plotkarskie towarzystwo mówi.


Westchnęła. Może sobie żartować do woli, ale moja opinia właśnie została zrujnowana. Te wścibskie plotkary z sąsiedztwa wymyślą, co najgorsze; do jutra wszyscy już będą o tym wiedzieli, a ja nic nie mogę zrobić.

Może powinnyśmy się przeprowadzić…

Ale nie mogę porzucić Harry’ego. Jest nie tylko niedożywiony, jest też bardzo bystry, ale nawet inteligentne dziecko nie będzie się uczyło, jeśli nie dostanie szansy. A jakie będzie miał szanse, zamknięty w schowku? Oni nigdy go nie przytulają, ani nie biorą na ręce, wydaje mi się, że mogą go nawet bić – czasem wzdryga się, kiedy podniosę rękę powyżej wysokości ramienia.


Z nerwów oderwała guzik od koszuli. Jesteśmy jego jedyną nadzieją. Ja, Neenie, a teraz także Remus…

Nie mogę go tego pozbawić, po prostu nie mogę. Nie obchodzi mnie zrujnowana opinia, zostajemy tutaj.

Chyba, że zrobimy coś szalonego. Jak na przykład wykradniemy go stąd i wyjedziemy.

Uszłoby nam to na sucho? Bez magii do pomocy? Czarodzieje też pewnie go będą szukać, jest przecież kimś ważnym… Ale jeśli ukryjemy go przed czarodziejami nie używając czarów, a czarami przed mugolami…


– Zamki na piasku, po raz kolejny – powiedziała na głos.

Remus obudził się na dźwięk jej głosu. Zdziwiła go burza brązowych włosów na jego ramieniu.

– Wezmę ją – powiedziała Danger, podnosząc swoją siostrę tak delikatnie, że Neenie tylko lekko się poruszyła i spała dalej na rękach kobiety. – Zaraz wrócę.

Poszła na górę, włożyć dziewczynkę do łóżeczka. Kiedy wróciła, Remus siedział przy stole w kuchni. Wyglądał na zawstydzonego.

– Przepraszam – zaczął. – Zostawiłaś mnie z nią, a ja usnąłem, zamiast się nią opiekować...

– Nie ma za co przepraszać – odpowiedziała Danger szczerze. – Wątpię, czy dałaby radę się ruszyć bez budzenia ciebie. To był naprawdę uroczy widok. Nie przejmuj się.

Remus kiwnął głową. Zapadła niezręczna cisza.

– Powinienem już iść – powiedział Remus w tej samej chwili, w której Danger wypaliła:

– Chciałbyś zostać na kolacji?

Oboje zamilkli, patrząc na siebie nieśmiało, po czym Remus dodał: \

– W sumie, czemu nie… – dokładnie gdy Danger mówiła:

– Ale jeśli masz coś innego do zrobienia…

Za drugim razem nie wytrzymali, i wybuchli śmiechem.

– Nie, nie mam nic innego do zrobienia – powiedział Remus parę minut później, nadal chichocząc. – I mam już dosyć własnej kuchni. Jeżeli oferta jest nadal aktualna, przyjmę ją z rozkoszą.

– Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnęła się Danger. Poczuła ciepło w sercu, gdy też się do niej uśmiechnął. – Uwielbiam gotować. Jakie są twoje upodobania kulinarne?

– Lubię dania z makaronem – odparł Remus. – Ale naprawdę, zjem wszystko.

– Próbowałeś kiedyś makaronu z sosem z masła orzechowego?

– Nie, ale brzmi smakowicie. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować.

– Trochę ryzykowne, czyż nie?

Remus wzruszył ramionami. – Nie bardziej niż życie. Robię wyjątki dla całkowicie idiotycznych rzeczy, jak drażnienie hipogryfa.

Co to jest hipogryf?

Opowieści z życia czarodziejów wypełniły cały czas do kolacji. Danger słuchała bardzo uważnie, zapamiętując każdy szczegół. Nigdy nie wiadomo, co się może przydać.

– Pyszne – oznajmił Remus po spróbowaniu dania. – Wyrazy uznania dla szefa kuchni.

– Bardzo mi miło, proszę pana – Danger skinęła głową w jego stronę.

– Nie jadłem czegoś tak dobrego, odkąd opuściłem Hogwart.

– To… twoja szkoła? – zaryzykowała Danger, mając nadzieję na kolejną porcję opowieści.

Nie zawiodła się. Zanim wręczyła Remusowi ostatni talerz do wytarcia, Danger wiedziała więcej o życiu czarodziejów w Anglii niż jakikolwiek inny mugol (co za interesujące słowo), który nie miał w rodzinie nikogo magicznego.

– Nie powinieneś mi chyba tego mówić. Możesz mieć kłopoty.

– To prawda – odpowiedział Remus. – Ale jak wcześniej powiedziałaś, jesteś w to zaangażowana. Praktycznie wychowujesz Chłopca, Który Przeżył. – Wyjaśnił jej wcześniej, dlaczego Harry jest sławny i skąd się wzięło to określenie. – Ważne jest, żebyś o tym wszystkim wiedziała. Sama możesz być magiczna.

Ja?

– Jesteś, jak my to nazywamy, wieszczką. Widzisz w snach prawdziwe wydarzenia. Część z nich dotyczy przyszłości. To zdecydowanie magiczna umiejętność, z tego, co mi wiadomo… Zawsze możemy to sprawdzić.

– Jak?

Remus wstał, wyszedł na korytarz i wrócił z zakrzywionym kijkiem długości około stopy.

– Czy to jest…

– Prawdziwa różdżka. Spróbuj

Danger wzięła ją delikatnie do ręki i machnęła lekko. Nic się nie stało.

– Wolałbym, żebyś ją skierowała tam – zarządził Remus, przesuwając jej rękę z dala od swojej twarzy.

– Jasne – burknęła Danger, odsuwając rękę szybkim ruchem.

Wiązka złotych iskier wystrzeliła z końca różdżki i wylądowała na kuchennym blacie.

– Czy to ja?

– To ty trzymasz różdżkę – uśmiechnął się szeroko Remus.

Danger oddała mu ją szybko, wciąż wpatrując się w miejsce gdzie przed chwilą były iskry.

– Gratuluję, panno Granger – powiedział Remus, chowając różdżkę do kieszeni. – Jesteś czarownicą.

Danger usiadła na krześle.

Jestem czarownicą. Jestem magiczna.

Ale... to niemożliwe.


– Jak to? Przecież mówiłeś mi, że w Hogwarcie wiedzą, które dziecko jest magiczne, a ja nigdy nie dostałam żadnego listu, więc jakim sposobem mogę być czarownicą?

– Nie wiem – przyznał Remus. – Ale jesteś magiczna. Nikt, kto nie ma w sobie magii, nie jest w stanie użyć różdżki. Słyszałem kiedyś, że niektórzy ludzie mają ukrytą magię, która jest nieaktywna i nie może zostać wykryta, więc żyją jak mugole. Nie wiedzą o tym, dopóki jakieś wydarzenie, jakiś szok, nie obudzi w nich te zdolności.

– Szok? Na przykład znalezienie własnych rodziców martwych na podłodze w salonie?

Remus drgnął. – To by pasowało, tak.

Danger wpatrywała się w podłogę.

– Kiedy znalazłam mamę i tatę, krzyczałam. Wrzeszczałam tak głośno, że było mnie słychać w domku obok. Różne rzeczy się rozbiły. Wszystkie żarówki, klosze, nawet szyby w oknach. Czy to była magia?

– Na to wygląda. – Remus zrobił ruch w jej kierunku, ale w końcu podszedł do stolika, napisał coś na karteczce. – To jest mój numer telefonu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń. Może lepiej nie jutro w nocy, ale poza tym jestem do dyspozycji.

Danger kiwnęła głową.

– Zaczekaj chwilę, dam ci mój, gdybyś chciał mi coś szybko przekazać.

Remus schował karteczkę z numerem telefonu do kieszeni.

– Naprawdę powinienem już iść – powiedział, patrząc w okno. Było już całkiem ciemno.

Danger odprowadziła go do drzwi. – Cieszę się, że zostałeś na kolacji.

– Dziękuję za zaproszenie. To był najlepszy posiłek i najlepsze towarzystwo od miesięcy.

– Nawzajem – Danger wstrzymała na chwilę oddech, kiedy Remus uśmiechnął się do niej.

– W takim razie do zobaczenia – powiedział, wyciągając dłoń.

– Dobranoc.

Czy to tylko moja wyobraźnia, czy trzymał mnie za rękę nieco dłużej niż powinien?

Remus ukłonił się i wyszedł.

Danger oparła się na ścianę i odetchnęła głęboko.

Ten mężczyzna mnie pociąga.

Bardzo mnie pociąga.

Wydaje mi się, że wskazany jest zimny prysznic.


-oOo-


Remus szedł szybkim krokiem przez ciemne uliczki do miejsca, gdzie zaparkował samochód. Miał tysiąc myśli na minutę.

Muszę się dostać do domu. I zacząć planować. Harry jest źle traktowany. Syriusz – niewinny. Najpierw trzeba powiadomić Aletę. Wyślę jej sowę z samego rana… Czy Dumbledore powinien się o tym dowiedzieć? Nie mam żadnych konkretów…

Ale najpierw potrzebuję chyba zimnego prysznica.

Ta kobieta mnie bardzo pociąga.

To nie jest dobre. Dla żadnego z nas.


-oOo-


CDN.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 03 Sty 2007, 13:36 
Offline
Dwa razy byłem Bulwą! Uwaga, nawalam!
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Wrz 2006, 19:10
Posty: 218
Miejscowość: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Bardzo ładnie ;) Nowy rozdział.

Widać, że bardzo się starasz wklejając tekst tutaj. Mam nadzieję, że poziom się utrzyma dalej ;) Cieszę się, że wkleiłaś tłumaczenie tutaj. FF.net jest jakiś dziwny jeśli chodzi o nawigację po nim, a na Forum wszystko ładnie jest podane na srebrnej tacy.

Do samego tłumaczenia czepiać się nie zamierzam. Sam bym się nie zabrał chociaż angielski znam dość dobrze, ale jak sobie pomyślę, że to nie tylko przetłumaczyć ale jeszcze zredagować trzeba... xD Bety czynią swoją powinność, bo błędów nie widać/nie ma* (*niepotrzebne skreślić). Co do treści wypowiadałem się pod oryginałem angielskim i w tym temacie też. ;)

Danger troszeczkę marysiowata, ale nikt nie jest doskonały. Zresztą duży plus ma u mnie za opiekę nad HP, więc charakteru jej przeglądał nie będę. xD. Remus remusowaty, a Hermiona na pewno ciągoty do wiedzy ma po siostrze xD, która za królestwo księgarnię uważa.

Podsumowując: tłumacz dalej bo idzie Ci to świetnie. I nie straszysz Czytelnika tforami: "Kali kochać, Kali lubić" jak to się Ałtorom tforów zdaża xD


Pzdr. for All

_________________
Wen to kapryśne zwierzę
***
"Dziś w nocy odszedł od nas w płomieniach (...) czajnik Dominikusa" - Al Muddassir, ST uni27

Jestem Krukonem!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 10 Sty 2007, 21:22 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1595
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
Rozdział 4: Poskramiaczka

Droga Aleto,

Wiem, że od dawna się nie kontaktowaliśmy. Tak naprawdę sam nie wiem, co napisać. Ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy, świat wyglądał zupełnie inaczej. Chciałbym się z Tobą zobaczyć, dowiedziałem się o czymś, co może być ważne. Złapało mnie przeziębienie, więc muszę zostać w domu przez jakieś dwa dni, ale potem jestem do dyspozycji. Czekam na odpowiedź, nawet jeśli miałoby to być „nie”.

Pozdrawiam,

Remus Lupin


Remus odłożył pióro i przeczytał list jeszcze raz. Chyba jest w porządku.

I dobrze. To już czternasta wersja.

Pomachał chwilę pergaminem, żeby przyspieszyć wysychanie atramentu, złożył go i zaadresował: Panna Aleta Freeman. Podszedł do kominka.

Incendio! – szepnął i wrzucił garść proszku Fiu w rozpalony ogień. Uklęknął na kocu, który wcześniej ułożył na cegłach.

– Poczta Londyn – powiedział i włożył głowę w płomienie.

Kiedy przestało wirować, zobaczył wnętrze poczty na Pokątnej. Jedna z urzędniczek, niska blondynka, podeszła szybko.

– Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?

– Chciałbym wysłać list. Ile kosztuje wynajęcie sowy?

– Przesyłka krajowa czy zagraniczna?

– Krajowa. Przynajmniej taką mam nadzieję. Z tego, co słyszałem, Aleta mieszka w Londynie.

– To będzie czternaście knutów. Mam obciążyć pana skrytkę czy zapłaci pan teraz?

– Zapłacę od razu – Remus przeszukiwał kieszenie, aż znalazł sykla i wrzucił go w ogień. Liczył cicho. Raz, dwa, trzy…

Sykl zadzwonił o podłogę poczty.

– Pańska godność i adres? – spytała czarownica, podnosząc monetę.

– Remus Lupin, ulica Oxman 17, Cold Crossing, Surrey. – Piętnaście minut drogi od Little Whining. Tylko tyle. Sześć miesięcy martwiłem się o Harry’ego, a on cały ten czas był tylko kwadrans drogi stąd… Nic dziwnego, że Dumbledore nie chciał zdradzić, gdzie go ukrył.

Urzędniczka zapisała dane i wróciła do niego z garścią knutów.

– Pańska sowa przyleci za około pół godziny. – Wsypała monety do lejka, który wisiał przy kominku. Remus był bardzo wdzięczny, że wylądowały na podłodze, a nie na jego twarzy. – Dziękujemy za skorzystanie z usług poczty na Pokątnej, życzymy miłego dnia.

– Nawzajem – Remus wyciągnął głowę z kominka, kaszlnął raz czy dwa i zebrał knuty, które leżały przed paleniskiem.

Pół godziny. Wystarczy czasu na lekki lunch

Podczas przygotowywania kanapki Remus wracał myślami do Harry’ego i Danger. On i Neenie chyba naprawdę się lubią, o ile dwa dzieciaki cokolwiek mogą lubić. Na pierwszy rzut oka widać, jak mocno związał się z Danger. Pewnie jest dla niego jak matka, której tak bardzo potrzebuje.

Ale potrzebuje też i ojca. Tak jak Neenie. A one nie mają nikogo…

Przerwał tę myśl w pół zdania.

Nie mam prawa o czymś takim nawet myśleć. Spotkałem je zaledwie wczoraj, nieważne jakie są urocze czy miłe. Nieważne, że ta mała dziewczynka, podobno nieśmiała, polubiła mnie na tyle, że usnęła w moich ramionach. Poza tym, jestem beznadziejnie zakochany w jej siostrze…

No tak, przyznałem się do tego. Równie dobrze mogę to powiedzieć na głos.


Remus odłożył kanapkę i westchnął.

– Niech będzie. Danger bardzo mnie pociąga.

No tak. Pociąga mnie. Ale to się nigdy nie ułoży. Ja jestem wilkołakiem. Raz w miesiącu wpadam w morderczy szał i jedyne, czego wtedy pragnę, to krzywdzić ludzi. Żadnej osobie przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy dzielić ze mną dom, nie mówiąc już o dwójce małych dzieci.

Z drugiej strony, żadna normalna osoba nie zostawiłaby dziecka w domu, gdzie ludzie, którzy powinni się nim opiekować, zamykają go w schowku!

Wszystko wskazuje na jedno.

Nie jestem normalny.

Ale Syriusz i James stwierdzili to już wieki temu…


Usłyszał ciche stukanie w szybę. Ach tak, sowa przyleciała. Dobrze.

Otworzył okno, a ptak wleciał do pokoju, po czym przycupnął na oparciu jednego z krzeseł. Otworzył list do Alety i dopisał jeszcze trzy słowa:

PS. Chodzi o Harry’ego. R.L.

– To powinno ją zaintrygować – mruknął.

Aleta była częstym gościem u Potterów, zaglądała do nich co najmniej raz w tygodniu poplotkować z Lily i pobawić się z Harrym. Silna i stanowcza, została pierwszą kobietą–pałkarzem w Hogwarcie od dziesięciu lat. Zawsze chciała mieć własne dzieci, ale Syriusz wolał stanowisko naczelnego wichrzyciela, najpierw spiskując przeciw swoim szefom, potem – kiedy wojna nabrała rozmachu – przeciw Voldemortowi…

Chciał się jej wkrótce oświadczyć… Chyba jakoś w listopadzie, marzył o ślubie na gwiazdkę…

Boże, ta sytuacja wygląda coraz gorzej. Śmierciożercy zniszczyli życie tylu ludziom… Lily i James, Syriusz, Aleta, Harry, ja… nawet Danger i Neenie cierpiały z ich powodu.


Podał list sowie, która chwilę później odleciała.

Przecież najważniejszą cechą ludzkości jest to, że potrafimy zaczynać od nowa. Może my, rozbitkowie losu, powinniśmy zrobić to razem? Osiedlić się gdzieś, odbudować nasze życie,pomagając sobie nawzajem?

To niemożliwe, zadrwiła cyniczna strona jego duszy. Śnisz na jawie.


Ta myśl przyczepiła się jednak do niego. Nie mógł się jej pozbyć. Może warto spróbować. Może jednak.

To tylko marzenie, ale przecież wszystko zaczyna się od marzeń…


-oOo-


Danger śniła.

Jechała drogą, której nigdy nie widziała, ale znała ją doskonale, jakby jeździła nią każdego dnia, lub raczej każdej nocy. Neenie spała na tylnym siedzeniu. Musiały się spieszyć, nie miały dużo czasu…

Zakręt w prawo, potem w lewo, i była na miejscu. Zaparkowała, i spojrzała na zegarek – 10:13 – zanim zgasiła silnik. Pobiegła do jednego z domków, weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.

Miała tylko parę sekund, żeby się rozejrzeć, po czym usłyszała głośne uderzenia, trzaski, jakby ktoś rzucał czymś o ścianę, która uginała się pod naciskiem…

Nie, to nie ściana. Drzwi.

Tamte drzwi.


Wyglądały tak, jakby skrywały wejście do schowka, jednak coś tam było. Co więcej, to coś chciało się wydostać na zewnątrz.

Niewiele już brakowało, drzwi ledwie się trzymały.

Jeszcze ze trzy uderzenia, pomyślała Danger, odchodząc na bok.

Jeszcze dwa.

Jedno.

Trzask.

Drzwi rozleciały się w drzazgi. Ze schowka wyłonił się szary, włochaty kształt,. To coś stanęło w korytarzu i zawyło triumfalnie.

Wilk.

Nie, wilkołak.

Remus. To musi być on.

Wilkołak zauważył Danger i warknął.

Danger pomyślała, że powinna się bać, ale nie miała na to czasu. Skoncentrowała się na tym, co musiała zrobić…

Wilkołak skoczył w jej kierunku, gotowy gryźć. Kucnęła. Siła odbicia sprawiła, że wilkołak przeskoczył nad jej głową. Danger dotknęła jednej z jego łap. Coś w rodzaju prądu przepłynęło między nimi i…

Usiadła wyprostowana na łóżku.

Szybko włączyła światło i rzuciła okiem na zegarek. 9:49.

Muszę jechać. Teraz.

Jeszcze nigdy wcześniej nie ubrała się tak szybko. Złapała Neenie i pobiegła na dół, otwierając drzwi do samochodu, zanim rozsądek zdążył się odezwać. Co ja wyprawiam? Wilkołaki nienawidzą ludzi, zabijają ich! Nie ma mowy, żebym to zrobiła!

Dwa dni temu nie wiedziałam, że wilkołaki istnieją naprawdę,
powiedziała do swoich pełnych wątpliwości myśli. Więc cicho bądź.

Danger nie miała pojęcia, gdzie mieszkał Remus, poza tym że gdzieś niedaleko. Jednak tak jak we śnie, dokładnie wiedziała, jak ma jechać. Polecenia „tutaj skręć w prawo” albo „ostry zakręt w lewo za sto metrów” pojawiały się w jej myślach dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebowała. To było dziwne uczucie.

Ciekawe, czy to dzięki mojej magii mogę odnaleźć drogę do każdego miejsca? Pewnie to nie jest jakaś potężna magia, ale może tak to wygląda, kiedy odkrywa się ją tak późno…

Zaparkowała samochód przed domem, który widziała we śnie, w chwili gdy zegar pokazał 10:13. Wbiegła na schodki przed wejściem, zastanawiając się, czy drzwi są otwarte. Były. Zamknęła je za sobą na klucz, po czym rozejrzała się dookoła.

Domek był niewielki, trochę zapuszczony, ale zamieszkany. Ruch na kominku przykuł jej wzrok – czarnowłose raczkujące dziecko uśmiechnęło się do niej. Miało znajomą twarz.

Harry. No i oczywiście czarodziejskie zdjęcie. To musi być ten dom.

W tej samej chwili usłyszała dźwięki dochodzące ze schowka.

Zauważyła, że teraz, na jawie, się boi. Bez mała zamarła ze strachu. Uciekłaby, gdyby nie jedna rzecz.

Jeżeli nic nie zrobię, on wyjdzie z domu i napadnie na kogoś, może nawet zabije. A rano, kiedy zorientuje się, co zrobił, to pytanie tylko czy zdąży popełnić samobójstwo, zanim go dopadną. Nie będzie w stanie żyć z tą świadomością.

A ja nie będę mogła żyć bez niego.

Jeśli kiedyś będę miała czas
, zdecydowała Danger, muszę się upewnić, że nie zamieniam się w jakąś głupawo uśmiechającą się i mdlejącą panienkę.

Drzwi rozleciały się w drzazgi.

Wygląda na to, że jednak nie. Panienka już by dawno zemdlała…

Wilkołak ruszył w jej stronę, warcząc; zobaczyła, jak zbiera się do skoku. Przykucnęła. Szare ciało przeskoczyło nad jej głową. Ręka Danger wystrzeliła w górę i dotknęła wilkołaka, obejmując jedną z przednich łap – poczuła miękkie futro i tępe pazury…

Szok był dużo większy na jawie niż we śnie. Zdążyła tylko się zorientować, że przewraca się na ziemię; wilk padł obok niej. Jej ręka nadal obejmowała jego łapę…

-oOo-


Remus nagle odzyskał zmysły. Gdzie ja jestem?

Ostatnie, co pamiętał, to rozpacz. Zamknął drzwi do schowka dwie minuty przed wschodem księżyca i nagle zorientował się, że było na nich dużo więcej rys i pęknięć, niż powinno. Drzwi ledwie się trzymały. Najprawdopodobniej nie przetrzymają jego ataków tej nocy. Teraz było jednak za późno, żeby mógł cokolwiek zrobić.

Pewnie jestem gdzieś na wsi, prawdopodobnie poplamiony krwią, krwią jakieś niewinnej ofiary. Lub, jeśli miałem szczęście, nadal w schowku. Ale mam na sobie…

Szaty wyjściowe?


– Wszystko w porządku? – spytał znajomy głos, który dochodził z drugiego końca małego pokoju. Siedział tam Syriusz Black, ubrany w purpurowe szaty opierał się o kamienną ścianę. – Wyglądasz tak, jakby właśnie zdechł ci pies.

– Co się dzieje?

– On chce wiedzieć, co się dzieje – Syriusz wzniósł oczy do góry. – Jak mogłeś zapomnieć o własnym ślubie?

Co?

– Chodź już, czekają na nas! – Syriusz złapał Remusa za nadgarstek i popchnął go w kierunku drzwi. – Zaczynasz mieć wątpliwości? To wspaniała dziewczyna, sam bym ci ją sprzątnął sprzed nosa, gdybym nie miał własnej…

– Nie, nie – powiedział Remus, zdając sobie sprawę, co się dzieje. To sen. Tak. Tylko sen. – Nie, tylko się zamyśliłem. Jestem gotowy.

– Dobrze. Idziemy.

Wyszli do – Wielkiej Sali?

Tak, to była Wielka Sala w Hogwarcie, ale Remus nigdy jej takiej nie widział. Zamiast stołów stały w niej w dwóch rzędach ławki, wypełnione gośćmi. Sala udekorowana była kwiatami i wstęgami. Remus i Syriusz stanęli na podium obok łysego czarodzieja w szatach Ministerstwa Magii. Syriusz bez mała popchnął Remusa w kierunku tego mężczyzny.

– Tak jak na próbach, Lunatyk – szepnął.

Chciałbym je pamiętać, Łapo! zadrwił w duchu Remus, ale nie odezwał się ani słowem.

Muzyka przeszła w marsz. Przez halę przesunęły powoli wszystkie druhny, za nimi świadkowie. Zebrani wstali powitać pannę młodą.

Jej twarz zakryta była welonem, więc Remus nie mógł zobaczyć jej twarzy, ale spostrzegł od razu, kto ją do niego prowadził – nikt inny, tylko Albus Dumbledore. Remus rzucił okiem na gości. Ta druhna o brązowych włosach wygląda znajomo… nie znam tych rudowłosych… a ten świadek wygląda jak James, tylko że to przecież niemożliwe. A tam, obok Syriusza, stoi Aleta…

Panna młoda weszła na podest i odwróciła się ku niemu. Dumbledore uniósł welon. Remus spojrzał w parę błyszczących brązowych oczu wypełnionych radością. Uśmiechnął się w odpowiedzi, kiedy ją rozpoznał.

„Byłam tak szczęśliwa, że cię widzę, że zapomniałam, że przecież nic o tobie nie wiem”, usłyszał głos Danger w swojej głowie. „I nagle wiedziałam o tobie wszystko. Dokładnie wszystko.”

Kiedy podali sobie ręce, Remus zrozumiał, co miała wtedy na myśli.

Życie Gertrudy Kelly Granger odegrało się przed jego oczyma w przyspieszonym tempie. Te kilka sekund wystarczyło, aby poczuł, jakby znał ją od lat.

Zawsze uwielbiała książki i była lekko roztrzepaną, cichą dziewczynką, która kochała swoją rodzinę i dom. Prawie wcale nie wychodziła ze znajomymi, nigdy nie miała nawet chłopaka ani nie była na randce. Dobrze radziła sobie z dziećmi. Zakochała się w swojej siostrze w chwili, gdy po raz pierwszy zobaczyła jej drobną twarzyczkę. Pracowała na pół etatu, a jej życie było usłane różami – wszystko przychodziło jej bardzo łatwo.

Potem zginęli jej rodzice.

Gdyby nie Neenie, jej świat skończyłby się tego dnia, tak jak jego życie o mało nie skończyło się w zeszłoroczne Halloween. Jej rodzice byli dla niej całym światem, tak jak dla niego przyjaciele. Również ona, tak jak on, zastanawiała się nad samobójstwem. Ale Neenie jej potrzebowała, dla niej zmusiła się do walki.

Teraz potrzebują mnie. Harry, Danger i Neenie. Nie mogę ich zawieść.


– ... do końca swoich dni? – skończył czarodziej w oficjalnych szatach. Z bliska jego włosy wydawały się czerwone.

Remus zorientował się, że te słowa skierowane były do niego.

– Mm… tak.

Najwyraźniej to była prawidłowa odpowiedź, ponieważ mężczyzna odwrócił się do Danger i powtórzył pytanie.

– Tak. – Jej odpowiedź odbiła się echem po Wielkiej Sali.

– Mocą udzieloną mi przez Ministra Magii, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz teraz pocałować pannę młodą.

Remus zrobił to, co mu polecono.

Przypomniał sobie, co powiedziała mu Danger.

„Nie zrozum mnie źle, ale jeśli w rzeczywistości całujesz tak jak we śnie… A niech mnie.”

Nawzajem, moja piękna. Nawzajem.

Zdecydowanie się zakochałem.


Po chwili kołysali się w rytm spokojniej muzyki. To chyba jest Bach, pomyślał Remus.

Danger uśmiechnęła się szelmowsko.

– Rozwiązałam następny fragment wiersza.

– Naprawdę?

– Tak mi się wydaje. Posłuchaj:

Wilk w noc, która jasno świeci
W groźbie strachu już nie wznieci
Dama serca to dzielnego,
przez jej dotyk - zmysły jego


– Wilkiem jesteś ty, oczywiście. „noc, która jasno świeci” oznacza takie noce, kiedy jest jasno, czyli pełnie księżyca. Pierwsza linijka dotyczy ciebie. – Oparła głowę na jego ramieniu. – Mój ty przystojny wilku.

– Czy groźba w drugiej linijce oznacza ciebie? – spytał Remus.

– Wydaje mi się, że tak. – odpowiedziała Danger, nie podnosząc głowy. – Trzecia linijka też. Imię „Gertruda” znaczy tyle, co „wojowniczka”, czyli linijka „Dama serca to dzielnego” będzie się odnosić do mnie. – Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. – Te trzy wersy sprowadzają się do tego, że nie boję się ciebie, kiedy się zmieniasz.

– Nie boisz się?

– No… za pierwszym razem się bałam. Ale nigdy więcej.

– Dlaczego nie?

– Kiedy się przemieniasz, tracisz swój ludzki umysł, prawda?

– Tak.

Uśmiechnęła się, a Remus po raz kolejny zauważył, jaka jest piękna.

– Dzisiaj odkryłam, że moja magia to odwraca. Jestem Poskramiaczką wilkołaków. Kiedy cię dotykam po transformacji, odzyskujesz zmysły. Odzyskujesz kontrolę.

Odzyskuję kontrolę… Na Merlina, czyżby to oznaczało…

Nigdy już nie będę się musiał bać. Nikt nie będzie się bał mnie. Nie będę się gryzł ani drapał podczas pełni, więc nie będę musiał zostawać w domu dzień później. Mogę mieć normalne życie.

Jeśli to tylko prawda.

Boże, spraw żeby to była prawda!

Problem polega na tym, że tylko Danger potrafi to zrobić. Musiałbym cały czas być blisko niej.

Patrząc na kobietę w swoich ramionach zaczął żałować, że ten ślub nie odbył się na jawie.

Nie wydaje mi się, żeby to był jakiś wielki problem…

– Nie możesz już powiedzieć, że mnie nie znasz – uśmiechnęła się do niego Danger, gdy muzyka przycichła. – Wiemy teraz o sobie wszystko. Tak więc nie mam oporów, żeby to powiedzieć. Kocham cię, Remusie Lupinie, wilku mojego serca.

Remus poczuł, jak drży mu głos, kiedy zaczął mówić.

– Kocham cię, Gertrudo Granger, Danger, groźbo mojego życia.

Danger uniosła brwi.

– To brzmi okropnie.

Remus roześmiał się.

– Prawda…

Syriusz i Aletha tańczyli nieopodal. Dumbledore zaprosił Minerwę McGonagall na parkiet. Druhny i drużbowie dobrali się w pary, rudzielec w każdej z par…

– Ten czerwony w wierszu – zaczął powoli Remus. – Czerwony, którzy tak naprawdę jest pomarańczowy. Czy może to być kolor włosów?

– Wydaje mi się, że tak – odparła Danger, podążając za jego wzrokiem. – Ale o to będziemy się martwili jutro.

Kiedy tak tańczyli, zagubieni w muzyce, Remus nie mógł powstrzymać się od pragnienia, żeby jutro nigdy nie nadeszło.

CDN.

_________________
Różnica miedzy seksem i miłością jest taka, że seks rozładowuje napięcie, a miłość je wywołuje.
Woody Allen

~~oOo~~
Moje najnowsze teksty:

Oddech || Skrzypaczka i jej słuchacz || Mapa


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 11 Sty 2007, 20:03 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 02 Paź 2006, 20:58
Posty: 33
Płeć: Kobieta
Muszę powiedzieć, że bardzo mnie ten tekst wciąga. Świetnie napisany, bez widocznych błędów, stylistyce też nic nie mogę zarzucić. Stwarza ten "klimat". No i bardzo dobrze opisujesz uczucia.
Z niecierpliwością czekam na następny odcinek.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 12 Sty 2007, 17:58 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Sty 2005, 20:01
Posty: 332
Miejscowość: Leszno
Płeć: Kobieta
Robi się coraz ciekawiej. Remus dowiedział się, jak Harry jest traktowany, Neenie go polubiła, jet pewne, że on i Danger są w sobie zakochani... ciekawe, jak to dalej się potoczy. I ciekawy pomysł z tymi snami - najpierw Danger dowiedział się, że Remuj jest wilkołakiem, a potem Remus miał sen o swoim ślubie. Ciekawe też, o co chodzi z tymi czerwonymi włosami.
Czekam na ciąg dalszy :)

_________________
Jam Lostmanka


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: :)
 Opis:
PostWysłany: 13 Sty 2007, 13:32 
Offline

Dołączenie: 07 Gru 2006, 21:31
Posty: 60
Płeć: Kobieta
Czytała fica i na ff i w dziurawym kotle, ale jestem szczęśliwa, że moge zobaczyć je tutaj. Dzieki temu nie muszę latac po dziesięciu stronach, tylko mam najlepsze opowiadania na najlepszym forum ( no dobra przyłodziłam z lekka :oops: ) Nie bić! Taka prawda! To najlepsze forum o hp jakie znam.
Opowiadanie czytam od początku już którys raz, ale nadal czuje jakbym czytała je po raz pierwszy. Tak samo odczuwam smutek, radosc i tak samo nie mogę się doczekać kolejnych części.
Cieszę się ze zdecydowałaś się tłumaczyc "Razem z Danger". Harry i Hermiona to słodkie dzieciaki.
Pozdrawiam

_________________
"Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala"
T. Borowski "Opowiadania wybrane"


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 207 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5 ... 14  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group