Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 03 Wrz 2010, 09:42

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Ten temat został zablokowany, nie możesz edytować ani pisać nowych postów.  [ 18 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Darkfik
 Opis:
PostWysłany: 19 Lut 2006, 21:14 
Offline
Jestem sadystką i lubię swoją pracę
Awatar użytkownika

Dołączenie: 05 Sty 2004, 21:30
Posty: 1599
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Pojedynkowicze: Tammy, Akzseinga
Temat: "Darkfik"
Warunki dodatkowe: Mają się pojawić czarne anioły, wydłużające się świece, kajdany oraz zdanie "Chodź tu, aniołeczku, wujaszek [tu wstawić jakiegoś fajnego wujaszka] da ci cukierka".
Objętość: jakaś strona albo dwie.
Beta: brak
Data: 19 lutego

GONG!!

_________________
Św. Brzytwa - patronka argumentów, po których próżno szukać zwłok oponenta.
---
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 19 Lut 2006, 21:16 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 28 Sie 2004, 20:12
Posty: 294
Miejscowość: Sarkofag
Płeć: Kobieta
TEKST A


Wieczór był ponury i budzący grozę: padał ponury, lejący się strumieniami deszcz, a złowieszcze niebo przecinały budzące grozę pioruny. Do w pełni mrocznego obrazu rzeczywistości brakowało tylko bezlistnych, dziwacznie powyginanych drzew i nietoperzy złowrogo latających między nimi, czy, dajmy na to, księżyca, widocznego doskonale i budzącego grozę (pomimo faktu, iż złowieszcze niebo przesłonięte było całkowicie przez złowróżbne chmury). Niestety, uliczka Privet Drive nawet w tak ponury i budzący grozę wieczór była beznadziejnie prozaiczna, optymistyczna i porządna.
Vernonowi Dursleyowi to nie przeszkadzało. Vernona Dursleya pokrzepiał widok jego ukochanej, mieszczańskiej do bólu uliczki, gdyż pozwalał mu zapomnieć choć na chwilę, że za godzinę był umówiony kilka mil za miastem z człowiekiem zarządzającym dworem, który Vernon Dursley miał odziedziczyć po prababce kuzyna ze strony ciotki siostry szwagra… czy jakoś tak. Taki dwór, nawet stary i zapuszczony, można odnowić, a następnie korzystnie sprzedać, bądź też wynająć. Wizja zbicia kokosów na udanej inwestycji zrobiła na Vernonie duże wrażenie. Dlatego właśnie zgodził się pojechać tam i spotkać z tym gościem, mimo dziwnej pory jak na biznesowe spotkania.
Westchnął ciężko, pożegnał Dudleya i Petunię, chwycił swą biznesową teczkę oraz biznesowy melonik i wyszedł z domu, wsiadając do swego biznesowego auta.
Droga w miarę upływu czasu robiła się coraz mniej prozaiczna, optymistyczna i porządna. Vernon z całą pewnością nie należał do ludzi, którzy doceniają fakt, że w okolicy rosną same bezlistne drzewa, jakże pobudzające wyobraźnię, dokoła zaś nie ma żywej duszy, jest cicho i spokojnie. Vernona przerażała ta cisza i spokój i tylko swojskie warczenie silnika samochodu pozwalało mu zachować równowagę wewnętrzną.
Nie bez trudu dotarł pod wskazany adres, zwłaszcza, że było ciemno, lał ponury deszcz, a złowieszcze niebo przecinały budzące grozę pioruny. Dwór sprawiał raczej przygnębiające wrażenie, ale, uznał Vernon, z całą pewnością było to tylko złudne wrażenie spowodowane fatalnymi warunkami pogodowymi. Wyglądało na to, że w okolicy, przynajmniej w promieniu kilku mil, nie ma żadnych innych siedzib ludzkich. Nie była to okoliczność sprzyjająca do inwestowania, zwłaszcza, że okolica nie wyglądała na szczególnie atrakcyjną turystycznie.
Ciemna, ciężka brama sama się otworzyła, kiedy tylko pod nią podjechał. Wszedł po kamiennych schodkach i stanął przed drzwiami frontowymi. Nie było dzwonka.
Czując się dziwnie nieswojo, sięgnął ręką do wielkiej kołatki. Ledwie jej dotknął, drzwi zaskrzypiały przeraźliwie i oto stanął przed wejściem do dworu, lecz przed oczami widział jedynie nieprzeniknioną ciemność.
Nie podobał mu się ten budynek. Był zdecydowanie za mało mieszczański.
Już chciał wycofać się chyłkiem i czym prędzej wrócić do domu, gdy z ciemności wyłoniła się równie ciemna, wysoka postać, której kontury były widoczne tylko dzięki blademu światłu księżyca.
- Pan Durfley, jak mniemam? - odezwała się postać głosem zimnym i nieco piskliwym.
- Dursley - poprawił odruchowo Vernon, czując ciarki na plecach.
- Tak, Durfley, mówię pfecief. Zaprafam do frodka - postać przepuściła Vernona w przejściu. Zawahał się, ale w końcu wszedł. Drzwi zaraz się za nim zamknęły i teraz Vernon już naprawdę nie widział niczego. Usłyszał szelest płaszcza, a gospodarz domu najwyraźniej przeszedł tuż obok niego, bo po chwili jego głos rozległ się gdzieś z przodu.
- Profę za mną.
- Ekhem… - wydusił z siebie Vernon, nie będąc w stanie ruszyć się z miejsca. - Ja… nic nie widzę. Czy nie mógłby pan…
- Och! Gapa ze mnie, juf dawno nikogo u fiebie nie gofciłem… pan wybafy.
Błysnęło i nagle Vernona oślepił blask - jak się po chwili zorientował - świec. Były wszędzie. Długie i krótkie, grube i chude, niektóre miały nawet wymyślne kształty. Łączyła je barwa - wszystkie były zupełnie czarne. Vernon miał ogromną nadzieję, że jedynie złudzeniem optycznym było wrażenie, jakiego doznał - mianowicie, że jedna ze świec, już prawie do końca wypalona, zaczęła się nagle sama wydłużać. Zamrugał oczami i rozejrzał się.
Znajdował się w hallu, bardzo dworkowym, bardzo zapuszczonym i bardzo mrocznym. Podłoga pokryta była kurzem, ściany pajęczynami, a dziwaczne, staromodne meble - jednym i drugim. Pod sufitem widniały różne ciemne plamy i Vernon mógł mieć tylko ogromną nadzieję, iż nie są to nietoperze albo gigantyczne pająki. Podskoczył, gdy zauważył wreszcie coś, co musiało być gospodarzem - wysoką, chudą postać w czarnej pelerynie ze stojącym kołnierzem, o twarzy dziwnej, bardzo pociągłej i bardzo bladej, oczach o nieokreślonej barwie i dziwacznym zgryzie o nadzwyczaj rozwiniętych kłach. Postać (nadal nie wiedział, jak inaczej mógłby to określić) podeszła do niego, wyciągając dłoń o długich, niemal białych palcach zakończonych pożółkłymi szponami. Vernon wzdrygnął się gwałtownie.
- Hrabia Monte - przedstawiło się stworzenie.
Vernon nie uścisnął podanej mu dłoni i nie odpowiedział ani słowem - przyszła mu bowiem do głowy myśl, która całkowicie wytrąciła go z równowagi, mianowicie, że owo stworzenie musi mieć cos wspólnego z tymi ludźmi. Tymi wyrzutkami, jakimi byli Potterowie, jakim jest teraz tamten chłopak, jakim był ten facet, który rozwalił im kominek…
Przez twarz Hrabiego przemknął cień i na moment zagościł na niej trudny do opisania grymas. Wyszczerzył bezwiednie zęby, ukazując w pełnej krasie swoje niezwykłe kły. Vernon nie znał się na tych dziwactwach, ale dałby sobie głowę uciąć, że ma przed sobą najprawdziwszego wampira.
Nie była to pokrzepiająca świadomość.
Monte przybrał swój poprzedni wyraz twarzy, czyli coś pomiędzy politowaniem, a dobrodusznym, uprzejmym uśmiechem, i opuścił wyciągniętą rękę.
- Zaprafam do falonu - rzekł cicho i podążył w stronę jednych z wielu drzwi.
Salon był nie mniej mroczny i ponury. Monte usiadł w wysokim fotelu, wskazując Vernonowi podobny fotel po drugiej stronie ciężkiego, dębowego stołu.
- Pfejdźmy może do fedna fprawy… - zaczął Monte, ale nagle rozległ się rumor i do środka wpadły dwa podobne do niego dziwolągi - tyle, że mniejsze gdzieś o połowę.
- Wujasku, wujasku! - pisnęło jedno z nich.
- Ona kłamie! Ona kłamie! - zaprzeczyło drugie.
Wampiry nie istnieją, wampiry nie istnieją - powtarzał Vernon w myślach, jak mantrę. Zacisnął palce na swoim służbowym meloniku, aż mu knykcie zbielały.
- Wujasku!
- Ale to nieplawda!
- Wujasku!
- Kłamcucha!
- Dofć!!! - Hrabia Monte wstał, ukazując w pełnej krasie swą imponującą posturę. - Nie zauwafylifcie, fe mam gofcia?! Co wy fobie myflicie! Befczelne fieciaki!
- Ale wujasku…
- Ona kłamie!!!
Vernon mimowolnie skulił się, widząc minę Hrabiego Monte.
- Marfmizarazobydwojedoffoichtrumienekzanimfięnaprawdęzdenerwuję!!! - wybełkotał Hrabia wściekle, a następnie poruszył dziwacznie żuchwą. Vernon pochylił się, żeby zobaczyć, co Monte wyprawia. Ku jego zdumieniu (i zgorszeniu), ten ostatni wyjął sobie sztuczną szczękę, poruszył nią kilka razy i włożył z powrotem.
- Znowu zawiafy fię zepfuły, chyba zarfewiały… - pożalił się zbolałym głosem jednemu z koszmarnych dzieci.
- Wujasku, on znów wyssał mi scura - dziewczynka wykrzywiła szpetną buzię w podkówkę, a blady chłopiec wzruszył ramionami.
- Adafiu - rzekł Hrabia surowo. - Naprawdę to zrobiłef? Ile razy mam ci mówić…
- Ale ona znów lysuje - poskarżył się Adaś. - A ja się wtedy nudzę.
- Ewuniu, co narysowałaś? - zaciekawił się Monte, najwyraźniej zupełnie zapominając o swoim gościu (Vernonowi to bynajmniej nie przeszkadzało). Dziewczynka podeszła bez słowa, ukazując biały brystol zamalowany bardzo intensywnie czarną kredką.
- Eee… i co to jest? - Hrabia wpatrzył się dobrotliwie w urokliwe dzieło.
- Carne anioły - burknęła Ewunia. Adaś wydał z siebie jakiś nieokreślony, złowrogi odgłos, coś pomiędzy warknięciem a prychnięciem, i strzelił z procy w jeden z czarnych kształtów przy suficie, który spadł z cichym plaśnięciem. Ewunia nawet nie drgnęła, po prostu wybuchła wyjątkowo piskliwym i skrzekliwym jednocześnie płaczem.
- No nie płacz, nie płacz - zafrasował się Hrabia. - Chodź tu, aniołeczku, wujafek Monte da ci cukierka.
- A jakiego? - zainteresował się Adaś z błyskiem w oku.
- AB Rh+ - odparł Monte bez zająknienia. Ewunia nagle przestała płakać, przyjęła dar i z lubością zapchała sobie nim usta.
Vernon rozpiął kołnierzyk koszuli, bo zrobiło mu się duszno.
Czarna świeca na stole zaczęła się wydłużać, teraz nie było już żadnych wątpliwości.
Vernon spróbował wstać, ale okazało się, że jest przykuty do fotela kajdanami. Ogarnęła go panika, ale nie był w stanie wydać z siebie głosu.
- Na ffyftkie ffiętofci! - zakrzyknął Monte, zauważając jego rozpaczliwe wysiłki. - Pan wybaczy, to moja fioftfenica, Ewunia, i mój fioftfeniec, Adaf. Nienofne fieciaki - dodał poufale. - Ale cóf to? Kajdany? Adafiu!!!
Vernon zaskrzeczał przeraźliwie.
Adaś udawał niezwykle zajętego strzelaniem z procy do pająków na ścianie. Ewunia żuła cukierka, a jej twarz nie wyrażała niczego.
- Pfeprafam pana najmocniej. Zaraz to ufunę - Hrabia wyciągnął wreszcie to, co Vernon tak bardzo bał się ujrzeć - różdżkę. Vernon zaczął się szamotać. Hrabia wymamrotał coś pod nosem i kajdany zniknęły. Vernon zerwał się z fotela i dopadł drzwi.
- Ale… profę pana! A nafa fprawa?
- Tak. Tak! - wydyszał Vernon, machając rozpaczliwie rękami. Ewunia przeniosła na niego wzrok z pustej ściany, dalej żując cukierka. Adaś zerkał na niego przez procę.
- Ale…
- Rezygnuję ze spadku! Rezygnuję! Rezygnuję! - wydyszał Vernon, szarpiąc klamkę, a oczy wyłaziły mu z orbit.
- Jak pan uwafa. Naprawdę mufi pan juf ifć?… - rzekł Hrabia Monte z żalem i machnął różdżką, a drzwi otworzyły się. Vernon wycharczał coś nieartykułowanego i wypadł z dworku, zostawiając wewnątrz swój płaszcz (melonik i teczkę z przyzwyczajenia cały czas trzymał w rękach).
- Fiwny facet - mruknął Hrabia. - Nie zdąfyłem mu nawet powiefieć o fkarbcu…
Ale Vernon pędził już na łeb i na szyję po mrocznej drodze swoim swojskim, służbowym samochodem. I zdecydowanie nie doceniał faktu, że w okolicy rosną same bezlistne drzewa, jakże pobudzające wyobraźnię, dokoła zaś nie ma żywej duszy, jest cicho i spokojnie.

KONIEC

_________________
Bóg umarł.
Nietzsche
~&*&~
Nietzsche umarł.
Bóg


Ostatnio edytowany przez Tamuril, 19 Lut 2006, 21:28, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 19 Lut 2006, 21:17 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 10 Maj 2004, 17:32
Posty: 376
Płeć: Kobieta
TEKST B



Czarny Anioł


Są miejsca przerażające, w których dreszcz samoistnie przebiega po plecach, a krew w żyłach zamarza. Miejsca, gdzie bicie serca drastycznie przyspiesza, oddech staje się płytszy. Z takich miejsc się nie ucieka, każde z nich jest jak piekło na ziemi — na zawsze. Są jak z najgorszych koszmarów schizofrenika, przesiąknięte zapachem stęchlizny i rozkładu, sprawiają wrażenie nierealności, ale istnieją naprawdę i świadomość tego boli.
Ona znalazła się w jednym z takich miejsc. Bywała tu wcześniej, powracała tu, pracowała.
I zgodnie z zasadą nikt, z kim pracowała, nie zdołał uciec. A teraz los usadowił ją po tej drugiej stronie. To tak, jakby przez lata znać tylko jedną stronę monety, a potem zdać sobie sprawę, że oprócz orła jest jeszcze reszka. Przypomniała sobie, że, tak, istotnie — kiedyś w przypływach dobrego humoru nazywała to miejsce domem — i jej twarz wykrzywił grymas niczym parodia uśmiechu. Uświadomiła sobie, że naprawdę wszystko zależy od punktu widzenia.
Nigdy wcześniej nie przeszkadzało jej, że okna przepuszczają tak niewiele światła, chciwie broniąc jego dojścia do tego pomieszczenia. W nocy panowały tu egipskie ciemności, a ona lubiła ciemność. Swój ciągnie do swego — w nocy wszystko było, jak ona. Stworzenia nocy są złe i nikczemne, śpią w dzień, by móc siać spustoszenie w nocy.
Była noc, a ona zapragnęła uwolnić się z tych więzów i uciec, by móc znowu zabijać — ale przecież stąd się nie ucieka. Nie, nie... Ta noc różniła się bardzo od poprzednich, które zdążyła już przeżyć. I nagle poczuła, że dłużej nie wytrzyma tych ciemności, że zaraz zwariuje. Przeklinała w myślach egoistyczne okna, zazdrośnie broniące swego.
Usłyszała kroki przytłumione przez grubą warstwę zalegającego kurzu. Ktoś litościwy, kto zapewne czytał w jej chorych myślach, zapalił świece. Upiorne, niebieskawe światło rozproszyło mrok, i w tym samym momencie groteskowo wydłużone cienie wypełzły na ścianę. Duży pająk o długich, licznych odnóżach uciekł przed światłem po swojej srebrnej pajęczynie w najdalszy kąt pokoju. Spojrzała na nowoprzybyłego, w jej oczach zapłonęła czysta i nieskrywana nienawiść.
Coś zaszeleściło, gruchnęło, skrzypnęło. Zadźwięczało. Ktoś krzyczał, przeklinał, a ochrypły głos roznosił się echem po wszystkich kątach. To jej kajdanki na nadgarstkach i jej krzyk, ale była zbyt odurzona, by zdać sobie z tego sprawę od razu.
— Przestań się drzeć, maleńka — gruby, niski głos wdarł się z impetem do jej głowy.
— Przestań mówić do mnie „maleńka”. Jeszcze mnie popamiętasz, Rudolfus.
— Czy ty mi grozisz, Bella? Bella... Już nie jesteś taka piękna, hm? I po co ci to było?
— Spieprzaj – wychrypiała. Od ciągłych krzyków bolało ją gardło.
— Po prostu się przyznaj, zrobiłaś to? Czarny Pan jest bardzo niezadowolony. Dawno nie widziałem go w takim stanie. Szuka winnego i nie cofnie się przed niczym. Więc, Bella?
Strach i przerażenie w jej oczach. Zrozumienie w oczach mężczyzny.
— Miałem rację. To ty! Wariatko, coś ty sobie myślała?
Prychnięcie.
— Przyznaj się, powiedz, że to ty. Czarny Pan będzie skłonny wybaczyć.
Zastanowienie. Niepewność.
— Czarny Pan nigdy nie wybacza – stwierdziła cicho i opuściła głowę w geście zakłopotania i zniecierpliwienia. Strasznie niewygodnie jej w tej pozycji; była przykuta kajdankami do zakurzonej rury, z rękami w górze, niezdolna do zmiany pozycji na dogodniejszą.
— Bella, bo będę musiał posunąć się do drastyczniejszych środków. Kończy mi się cierpliwość. Naprawdę chcesz się narazić Czarnemu Panu?
— Już się naraziłam, bydlaku! Nie rozumiesz?! Są czyny, których się nie wybacza nawet najwierniejszym sługom! Nie mogę się przed nim przyznać, nie mogę, on mnie zabije!
— Zamknij się, furiatko — Rudolfus teatralnie zatkał sobie uszy. — W pewnym sensie już się przyznałaś, zresztą to dość oczywiste. Ale on chce to usłyszeć. Zresztą nie ukrywam, że ja też.
Milczenie.
— Sama tego chciałaś — odwrócił się do wrzeszczącej kobiety plecami (tak bardzo chciała wbić mu nóż między te wystające łopatki i patrzeć, jak wykrwawia się powoli, bardzo powoli) i zagwizdał. Przez chwilę nie działo się absolutnie nic i słychać było tylko ich urywane, ciężkie oddechy, a potem...
— No chodź tu, aniołeczku, wujaszek Rudolfus da ci cukiereczka.

Bellatrix już wtedy wiedziała, że do końca życia nie zapomni chwili, gdy TO wleciało do pokoju
z cichym szelestem i świszczącym oddechem. Są rzeczy, których się nie zapomina, mimo że bardzo się tego pragnie. To była jedna z takich rzeczy. Czas zatrzymał się, a wszystko wokół przestało istnieć, osnute szarawą mgłą. Nieprzyjemny dreszcz przebiegł jej po plecach. Wrzasnęła, podskoczyła i jeszcze bardziej przyparła do ściany, starając się zniknąć, mając nadzieję, że ten chłodny kamień zechce ją wchłonąć i uchronić przed TYM. Podobne do dementora, ale sto razy gorsze. Bo Bellatrix nie bała się utraty duszy, którą pewnie i tak już straciła gdzieś, kiedyś, podczas swych licznych nocnych eskapad i śmierciożerczych misji. Przerażały ją natomiast anioły. Nawet Czarne Anioły.
— Nieeee! Zabierz to ode mnie!
— Więc? Słucham?
Opuściła głowę i zagryzła wargę. Jej blada, zapadła twarz przybrała odcień szkarłatu, a gardło wyschło na wiór. W jednej chwili poczuła, jak wszystko, co do tej pory odczuwała – zmęczenie, zniechęcenie przerażenie i ból – spada jej na plecy i pomyślała, że nie ma nic do stracenia. Przełknęła ślinę.
— Przyznaję się. To ja wysłałam Czarnemu Panu tę walentynkę.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 19 Lut 2006, 22:11 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 01 Gru 2004, 19:49
Posty: 346
Miejscowość: Rajska Dolina
Płeć: Kobieta
Pomysł

A - 1
B - 2

Bella wysyłająca Walentynki spodobała mi się bardziej, poza tym uwielbiam Lestrenge'ow <mrrr>.

Styl

A - 1
B - 1

Nie mam zastrzeżeń.

Relizacja

A - 0,5
B - 0,5

Temat zrealizowany w obu opowiadankach.

Kanoniczność

A - 0,6
B - 0,4

W drugim troszkę zgrzytał mi Rudolf, pewnie dlatego, że mam jego inną wizję.

Ogólne wrażenie

A - 1,3
B - 1,7

Ciężko oceniać, bo podobały mi się oba teksty, ale zwyciężyła moja sympatia <?!> do Belli i Rudolfa.

Tekst A - 4,4
Tekst B - 5,6

Gratuluję obu autorkom!

Nel

_________________
Nashek Ota xD


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 09:24 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 10 Lis 2005, 08:34
Posty: 216
Płeć: Mężczyzna
Umarłem.

Pomysł.

A- 1,4
B- 1,6

Po przeczytaniu A uznałem, że jest świetnie, ale B mnie powaliło na kolana.


Styl

A- 1
B- 1

Kanoniczność

A-0,5
B-0,5

Realizacja tematu:

A- 0,7
B - 0,3

A gdzie wydłużające się świece.

Wrażenie:

A -1
B - 2

Przez całe opowiadanie B myslałem, że A jest lepsze, a potem doszło do puenty i mnie powaliło...

Czyli

A- 4,6 pkt
B - 5,4 pkt

Zwyciężył B

A teraz wszyscy wyślijmy Walentnkę do Voldzia...


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 09:36 
Offline

Dołączenie: 04 Mar 2004, 17:09
Posty: 384
Miejscowość: Bawaria
Płeć: Kobieta
Buhahaha!
Pomysł.

A- 2,5
B- 0,5

O walentynce dla Lordzia już było ze dwa razy, Vernon u wampirów – jeszcze nie. Zresztą ja kocham wampiry.

Styl

A- 1
B- 1

Kanoniczność

A-0,7
B-0,3

Vernon OK, ale Rudi mi nie pasuje. Tak się odzywać do czystokrwistej małżonki?

Realizacja tematu:

A- 0,7
B - 0,3

W B brak świeczek, które się wydłużają

Wrażenie:

A -2,5
B – 0,5

Przy A bawiłam się świetnie, B ledwo przebrnęłam. Gdyby nie puenta, dałabym 0.
Czyli

A- 7,4
B -2,6

_________________
Es lebe... das heilige Deutschland! "Walkiria"

Tom Cruise grać nie umie, ale ta scena to było COŚ.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 11:08 
Offline
Grafoman
Awatar użytkownika

Dołączenie: 20 Lip 2004, 21:33
Posty: 1280
Miejscowość: Aamirowo Dolne
Płeć: Kobieta
Pomysł
A - 2
B - 1

Walentynka? Eee. Dursley u wampirów - niezłe.

Styl
A - 0,5
B - 1,5

Nie najlepiej... W A celowe powtórzenia oraz stylizowanie na grozo-satyrę chyba nie wyszło. Natomiast styl B nużący. W obu przypadkach kilka zgrzytających kawałków, jak "przebiegający samoistnie dreszcz" (B). Ale ogólnie A kulał bardziej, dużo zdań dość karkołomnie budowanych, pewna niekonsekwencja w narracji (patrzymy oczami Vernona, a nagle Hrabia "bezwiednie" szczerzy zęby).

Realizacja tematu
A - 0,6
B - 0,4

Świec nie ma, rzeczywiście.

Kanoniczność
A - 0,5
B - 0,5

Teksty humorystyczne, nie oceniam.

Ogólne wrażenie
A - 2
B - 1

Mam problem. Bo A to bardzo fajny pomysł, chwilami naprawdę zabawny ("marsz do trumienek!" :D), ale wykonanie moim zdaniem lekko położone. Natomiast pomysłowość B opiera się jedynie na zakończeniu, a całość jest nieco nudnawa, choć chyba zgrabniej napisana.
Ale gdybym miała wybór - przeczytać po raz kolejny A czy B - wybieram A.

Podsumowanie
A - 5,6
B - 4,4

_________________
Aavada Khhhedavra - i wszystko cię bolly.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 17:48 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 30 Sie 2005, 16:59
Posty: 100
Miejscowość: Tarnów
Płeć: Nieokreślona
Pomysł.
A - 1.5 pkt
B - 1.5 pkt
Pomysły oba fajne, aczkolwiek lekko naciągane. No, ale pomijając, że prawdopodobieństwo leży, jak to zwykle w fanfikach komediowych, nawet ciekawe to było. Po równo.

Styl.
A - 0.5 pkt
B - 1.5 pkt
Tekst A, choć temat dawał duże pole do popisu, wyszedł raczej nudnawy i ogólnie drętwy. Nastroju się stworzyć nie udało, w przeciwieństwie do B, gdzie panuje rzeczywiście klimat darkfikowy, pomijając oczywiście zakończenie.

Realizacja tematu.
A - 0.6
B - 0.4
Świeczek zabrakło.

Kanoniczność.
A - 0.5 pkt
B - 0.5 pkt
Teksty komediowe, więc o kanoniczność ciężko, aczkolwiek Vernon wyszedł całkiem nieźle.

Ogólne wrażenie.
A - 1 pkt
B - 2 pkt
Szczerze mówiąc, A mi się wcale nie spodobało. Nie wciągnęło ani trochę, a pod koniec dialog Vernona z wampirem zaczął mnie już zupełnie nudzić. B ma nastrój, jest zgrabnie napisane, ogólnie jest w porządku. Zakończenie owszem, zaskakuje, choć nie mogę powiedzieć, żeby mnie jakoś szczególnie rozśmieszyło. Ale ogólnie B jest lepsze niż A.

Wynik.
A - 4.1 pkt
B - 5.9 pkt

_________________
Ucz się tak, jakbyś niczego jeszcze nie osiągnął,
i lękaj się, byś nie stracił tego, co już masz.

[Konfucjusz]


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 18:30 
Offline

Dołączenie: 17 Cze 2005, 12:09
Posty: 8
Płeć: Kobieta
Pomysł:
A - 1
B - 2

Walentynka od Belli... Już się odwracam do fan arta, który wisi u mnie na ścianie :lol: A poza tym... Rudolfik!

Styl:
A - 0,5
B - 1,5

Moim zdaniem w "A" trochę zgrzyta. Lepszy w "B".

Realizacja tematu:
A - 0,6
B - 0,4

W "B" świec chyba zabrakło :shock:

Kanoniczność:
A - 0,6
B - 0,4

Rudolfus całkiem mi nie pasuje :?

Ogólne wrażenie:
A - 1,3
B - 1,7

Lestrange'owie przeważyli szalę.

Razem:
A - 4
B - 6


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 19:00 
Offline
Wieszcz
Awatar użytkownika

Dołączenie: 12 Sie 2004, 20:45
Posty: 1396
Miejscowość: Kraków
Płeć: Kobieta
A, lubię takie darkfiki :)

Pomysł:
A - 1,7
B - 1,3
Obydwa mi się podobały, ale w B wolałabym w tym zakończeniu coś równie absurdalnego, a mniej wyświechtanego niż walentynka. Zabieg literacki, który ja osobiście bardzo lubię, stracił jakoś na napędzie.

Styl
A - 0,7
B - 1,3
Obydwa zgrzytają gdzieniegdzie, ale A już poważnie.

Realizacja tematu
A - 0,7
B - 0,3
Te perswazyjne świece...

Kanoniczność
A - 0,5
B - 0,5
Taka konwencja, to i kanonicznośc może być niekanoniczna... Chociaż nie twierdzę, że jest.

Ogólne wrażenie:
A - 2
B - 1

Obydwa mi się podobały, chociaż stanowczo wymagają poprawek technicznych.
B mimo świetnego pomysłu stracił przez usterki w pierwszej części i nieco rozczarowującą walentynkę; A jakoś lepiej się zaprezentował - z wujaskiem, świecuskami i Vernonem.

SUMA:
A - 5,6
B - 4,4

_________________
Jeszcze nie żyję, ale ożyję. Praca. Odpowiadam na PMki - po jakimś czasie...
A, jeszcze jedno. Wieszczyce ulatywały ptakami z kominów. Wiedzieliście?


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2006, 20:26 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 31 Mar 2005, 19:02
Posty: 99
Miejscowość: Gliwice
Płeć: Nieokreślona
Pomysł:

A - 2
B - 1

Mieszanka wybuchowa w postaci rodzinki wampirów i Vernona wygrywa z walentynką.

Styl:


A - 0,8
B - 1,2

W obydu tekstach trafiają się zgrzyty. W A jednak po oczach biły mi te celowe powtórzenia, które nie do końca mnie do siebie przekonały.

Realizacja tematu:

A - 0,6
B - 0,4

Brak wydłużających się świec w B.

Kanoniczność:


A - 0,7
B - 0,3

Tekst B chyba z założenia nie miał być kanonicznym, ale mimo wszystko ten Rudolfus... :roll:

Ogólne wrażenie:

A - 2
B - 1

Tekst A mnie rozbawił. Podczas jego lektury z niewiadomych przyczyn przed oczami stanął mi hrabia Kaczula :lol: W B docenić mozna tylko zakończenie, które zresztą nie do końca jest oryginalne. Tekst jednak wydaje się zgrabniej napisany. Dlatego cały punkt.

Wynik:

A - 6,1
B - 3,9

_________________
"Nothing is one-dimensional. Look at the whole! Nothing that exists has only one side. Look at the whole!"

[Terry Goodkind - Pierwsze Prawo Magii]


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 21 Lut 2006, 18:34 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Maj 2004, 08:31
Posty: 411
Miejscowość: Bay City
Płeć: Kobieta
Witam serdecznie!

A więc oceniamy:

Pomysł:
A: 2,5
B: 0,5
Wiem, że temat pierwszego opowiadania jest tendencyjny, ale jakoś mi się bardziej spodobał. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.

Styl:
A: 1
B: 1
Nie ma czego komentować. Oba świetne, moim zdaniem.

Realizacja tematu:
A: 0,6
B: 0,4

Kanoniczność:
A: 0,75
B: 0,25
Vernon vernonowaty aż do bólu.

Ogólne wrażenie:
A: 2,5
B: 0,5
Nie wiem dlaczego, ale pierwsze jest niezapomniane. Wiem, że nie zapomnę tego AB Rh+ do końca życia. I wiem, że bardzo poszkodowałam tu Autorkę drugiego, ale tak to czuję. Bardzo przepraszam.

Suma:
A: 7,35
B: 2,65
Po raz pierwszy wyszła mi aż taka różnica. Chyba powinnam mieć tu zakaz wstępu. Gratuluję tej, która z Was mi tu zwyciężyła.

Pozdrawiam serdecznie
Weronika

_________________
"The strength of the whole show lay in that Starsky loved Hutch, and Hutch loved Starsky. There's nothing unmanly in the love of a man for a man."
D Soul

"This show is about a great partnership, a brotherly love between two guys who would die for one another."
PM Glaser


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 23 Lut 2006, 09:38 
Offline
Jeżyca
Awatar użytkownika

Dołączenie: 18 Cze 2004, 20:35
Posty: 1153
Miejscowość: Klatch!
Płeć: Nieokreślona
Z góry przepraszam,
Mith

Pomysł
A - 1,5
B - 1,5
W istocie porównywalne.

Styl
A - 0,7
B - 1,3
"A" zgrzytał, fakt. "B" wprawdzie miejscami również, ale po pierwsze mniej, a po drugie w "A" denerwowała mnie nieco nachalna "ponurość"

Realizacja tematu
A - 0,7
B - 0,3
Ano, nie było świec...

Kanoniczność
A - 0,5
B - 0,5


Ogólne wrażenie
A - 2
B - 1
Walentynka rozczarowała niestety, podejrzewałam właśnie coś takiego... Zaś "A" rozbroiło mnie kompletnie "cukiereczkiem AB Rh+" :-)

Zatem:
A - 5,4
B - 4,6

_________________
PW z ikonami wywalam bez czytania!
______________
If a little knowledge is dangerous, where is the man who has so much as to be out of danger?
T.H.Huxley


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 23 Lut 2006, 10:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 10 Paź 2005, 13:26
Posty: 364
Miejscowość: Psychiatryk(ów) nad Odrą
Płeć: Kobieta
Oceniamy!

Pomysł:
A:2
B:1
Czegoś takiego się spodziewałam. A wampiry i Vernon... O borze!

Styl:
A:1
B:1
Porównywalnie.

Realizacja tematu:
A:0,7
B:0,3
Brak wydłużających się świec.

Kanoniczność:

A:0,5
B:0,5
I jedno i drugie równie (nie)kanoniczne.

Ogólne wrażenia:
A:2
B:1
B, B! Cukiereczek AB Rh+... Mniam! Wujciu, ja też chcę!

Razem:


Razem:
A:6,2
B:3,8

Gratuluję,
Ryś krwiopijca.

_________________
It is the first step that is troublesome.
Napis na cukierku


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 25 Lut 2006, 08:09 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 12 Mar 2005, 19:51
Posty: 131
Płeć: Kobieta
Darkfik... Darkfik...

Pomysł:
Tekst A: 2,5
Tekst B: 0,5
Zestawienie Vernona i wampirów rozwaliło mnie dokumentnie.

Styl:
Tekst A: 1
Tekst B: 1
W obydwu tekstach parę rzeczy mi zazgrzytało, ale żaden nie przeważył.

Realizacja tematu:
Tekst A: 0,7
Tekst B: 0,3
No własnie, gdzie te świece?

Kanoniczność:
Tekst A: 1
Tekst B: 0
Vernon pędzący odebrać spadek, Vernon wiejący gdzie pieprz rośnie przed TYMI - jak najbardziej. A Bella i walentynka? Nieeee...

Ogólne wrażenie:
Tekst A: 3
Tekst B: 0
Vernon mnie rozwalił, ociekające i grozą nadmiernie wiejące otoczenie rozbawiło. Cukierek ABRh+ rozłożył na łopatki.
Niestety, w tym zestawieniu tekst B wypadł mizernie, a puenta z bellatrixową walentynką nie wywołała u mnie nawet uśmiechu, dlatego tak. Przykro mi.

Podsumowanie:
Tekst A: 8,2
Tekst B: 1,8

Dziękuję za chwile miłego kwiku, życzę pokładów weny.
Pozdrawiam
Charna

_________________
W ogrodzie rosła żółta róża.
Powiał lekki wiatr, który przywiał żółwia.
A ten żółw, który nie okazał się tchórzem,
zjadł całą różę.

(by Weronika, 9 lat)

Piękna i Bestia - moje
Szkic - moje, teletubisiowe.

Polecam: Wspaniała izolacja - Semele

Narnia w Każdej Szafie!
lj


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Ten temat został zablokowany, nie możesz edytować ani pisać nowych postów.  [ 18 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group