Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 09 Wrz 2010, 12:03

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Ten temat został zablokowany, nie możesz edytować ani pisać nowych postów.  [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 24 Lip 2010, 22:14 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1992
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta

Pojedynkują się: piaskowy, Emcia666
Temat: życie prowincji (wielkie lub niewielkie wydarzenie miasteczko/wieś odmieniło);
Tytuł: dowolny;
Długość: powiedzmy 1-3 stron TNR 12, a jak Bór da, może być więcej;
Forma: miniatura;
Konwencja: z jajem, absurdalnie, ale bez przesady, na ile Wen pozwoli;
Czego chcemy: filozoficznych wynurzeń podchmielonych panów w miejscowej knajpie...
Termin: 23 lipca

GONG!

_________________
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 24 Lip 2010, 22:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Mar 2009, 10:32
Posty: 156
Miejscowość: Przemyśl
Płeć: Mężczyzna
Tekst A


Amerykański mit


przeciwnikowi/czce

     – O, jesteś wreszcie! Czekamy na ciebie – tymi słowami przywitała mnie żona pana Marka, znajomego taty, który zgodził się mnie ugościć podczas mojego pobytu w Ruszelczycach.
     Jako że byłem wyczerpany tygodniową podróżą i wreszcie dane mi było odwiedzić wytęsknione rodzinne strony postanowiłem wybrać się do knajpy, gdzie miałem nadzieję spotkać starych znajomych. Najpierw jednak należało uczynić zadość istotnym wymaganiom dobrego wychowania, tak więc zgodziłem się, by pan Marek oprowadził mnie po domu.
     Państwo Turowie mieszkali w wielkim przepychu. Nieskromny salon, przestronna kuchnia, biblioteczka. Tę ostatnią chciałem zobaczyć najchętniej. Ku mojemu zaskoczeniu, pomimo, że towarzystwo zadrukowanego papieru zawsze sprawiało mi przyjemność, tym razem poczułem się skrępowany i onieśmielony. Każda książka oprawiona była w skórę z wytłoczonymi na grzbiecie złotymi literami, byłem wstrząśnięty rozmiarami zbioru. Na oko liczył pół tysiąca egzemplarzy. Kryjąc niezręczność, skomplementowałem zbiór i zmieniłem temat. Szybko rozmowa zeszła na inny tor i zaczęła dotyczyć samej mieściny.
– Sporo się tu u was zmieniło? – ostrożnie spytałem.
– A pewnie! Odkąd przyjechali Amerykanie, do tej swojej bazy, wioska jakoś odżyła. Cała okolica zresztą też.
– I tak niby ci Amerykanie zadziałali?
– A bo ja wiem. Popytasz u Ryśka, to się dowiesz.
     Niemogąc poskromić ciekawości, zebrałem się do wyjścia.
     Padało i padało. Od sześciu dni nad okolicą przetaczały się ołowiane chmury, obficie skrapiając wszystko i wszystkich na swojej drodze. Od domu Turów aż do samego lokalu nie wybudowano chodnika. Pospiesznym krokiem, uważnie omijając kałuże i błotniste wyspy, doczłapałem do drzwi knajpy. Choć na zewnątrz wciąż padał deszcz, wewnątrz knajpy panował przytłaczający zaduch. Okrągłe stoliki, bez wyjątku przystrojone uschłymi kwiatami omotanymi wstążkami, porozstawiane były w trzech równych rzędach. Podłoga była brudna i obłocona, przy drzwiach nie położono bowiem wycieraczki. Okna zasłaniały stare, zakurzone i przesiąknięte smrodem tytoniu firany. Gdzieś w głębi zdusiłem uczucie odrazy względem całego niechlujnego otoczenia.
     Przeprowadziłem rozeznanie. W rogu, przy jedynym prostokątnym, acz pewnie nie mniej lepkim stole, siedział milkliwy mężczyzna po czterdziestce w spodniach na szelkach, który zawzięcie lekko pochylony obdzierał zamszowe kłaczki z obicia krzesła. Tuż obok niego spoczywał poległy okularnik. Sąsiedni rząd, nie wiedzieć czemu, był całkowicie pusty. Wiedziony przeczuciem przysiadłem się do porządnie wyglądającego, choć ubranego w do cna przetartą koszulę, starca. Bez wahania przywitałem się z nim i uprzejmie poprosiłem o rozjaśnienie moich wątpliwości, które ostatnio pojawiły się, kiedy usłyszałem o poprzedniej nazwie Nowego Sadu i Boździaczu.
     – Ano prawda! Bo trzeba ci wiedzieć, panie, że lata temu odbyła się w Arłamowie wielka pijacka biba z udziałem pana Antoniego, gminnej szychy, ruszelczyckiego czorta. Ponoć sprowadził wtedy jakiś wyborny alkohol ¬– ciągnął mówca dalej ze spotęgowaną statecznością, popijając każde niemal słowo łykiem bimbru – pół wioski sprosił do Arłamowa. Jeszcze długo potem zwracali się do niego „dobrodzieju”. Co to były za czasy! – tym razem starzec zrobił dłuższą przerwę i czekał, aż umilkły chichoty.
     Opowiadał, że legendarna libacja trwała tydzień i odcisnęła za sprawą pana Antoniego, herszta całej bandy, piętno na całej okolicy. Otóż przedziwnym zrządzeniem losu mijał właśnie termin wyznaczony przez przełożonych pana Antoniego na nadanie nazw nowym miejscowościom. A ten w szaleńczym upojeniu za namową stryja nazwał ochrzcił pobliskie wioski imionami Chujsko, Ruszajcyce i Piździacz. Potem je zmieniono.
– Żyje jeszcze ten wasz pan Antoni?
– Cha! Ze trzy lata już będą, jak umarł, w Ostrowie bodajże? Marskość wątroby, jak mnie pamięć nie myli… Jeszcze miesiąc przed śmiercią pokątny interes zaczął. – Stary wlał w siebie z głośnym bulgotem całą zawartość kufla.
– Ee! Nie słuchaj go pan, stary bredzi jak Piekarski na mękach. Nabrał już tuzin przyjezdnych – wykrzyczał facet z końca sali. W jednej chwili poczułem, że muszę zmienić towarzystwo. Przeprosiłem więc mędrca, udałem się na moment do klozetu, by cokolwiek zatuszować zamiary, po czym przesiadłem się bliżej gościa w szelkach. Kiedy zająłem nowe miejsce, zdecydowałem się na rozmowę z okularnikiem i jego towarzyszem.
     – Dużo się zmieniło, odkąd przyjechali ci Amerykanie?
– Panie! Spokojnym o kobiety już w tych stronach być nie można. Kiedyś ani to wcale nie mieliśmy konkurencji. Baby przebierać w czym nie miały. Ale teraz! Wszystkie stroją się i picują dla tych zamorskich gogusiów. A pan ma jakąś? Niech ją pan lepiej pilnuje, bo jeszcze jakiś amerykaniec ją sprzątnie panu sprzed nosa.
– Dotąd nie widziałem żadnego na wiosce.
– Abo to siedzą w tej swojej bazie, nigdzie nie wychodzą, ale baby nie rozumią.
Naszą rozmowę posłyszał właściciel knajpy, który właśnie przecierał brudną szmatą rzędy szklanek i zagaił:
– Bo to teraz taka moda, żeby kraj promować u cudzoziemców.
– U cudzoziemców, a jak ci obcy przyjeżdżają do twojego kraju i z twoimi kobietami filtrują to co innego! Wykurzyć ich trza! – W pomieszczeniu zawrzało. Zanadto podchmieleni panowie spod czwórki jednocześnie oderwali poszarzałe mankiety od stołu i zaraz chcieli ruszać do boju. Właściciel skutecznie zagrzewał do walki wyszukanymi okrzykami, jak „Go Home!”. Można było odnieść wrażenie, jakby cała wiejska społeczność gotowa była otworzyć historię i rozpętać powstanie.
     – A co będzie, jak Chińczycy nas zaleją? Słyszałem w telewizorze, że jest ich coraz więcej. Miejsca im może nie wystarczyć. Co wtedy? Na polskich rowerach będą wozić te swoje płaskie twarze! – odezwał się mędrzec.
     Jedynie łysy facet z naprzeciwka nie podzielał szaleńczej agresji, tylko na jego stole nie widziałem też alkoholu. Przez chwilę wydawał mi się najroztropniejszą osobą w całej knajpie i pewnie wciąż bym tak uważał, gdybym nie postawił się w jego sytuacji. Dlaczego ktoś taki siedzi sam w knajpie pełnej pijaków? Czy odpowiada mu takie towarzystwo?
     Momentalnie emocje szybko ostygły, kiedy pani Wiola, zajrzawszy wcześniej przez uchylone drzwi, napełniła puste kufle schłodzonym piwem. Nie wiedziałem już ani tego, gdzie podziała się bezgraniczna odraza, jaką czułem z początku do tego miejsca, ani co takiego zmieniło się w Ruszelczycach.
     Tego wieczora nie opuściłem knajpy szybko i zdążyłem jeszcze trzykrotnie podburzyć miejscowych do szturmu na amerykańskie koszary.

_________________
Niepoznany - wciąż najpiękniejszy z oceanów,
Nieprzeżyte najpiękniejsze dni Nasze,
A te słowa, słowa najpiękniejsze - niewypowiedziane.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 24 Lip 2010, 22:16 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Paź 2007, 16:38
Posty: 237
Miejscowość: Perła Polskich Uzdrowisk
Płeć: Kobieta
Tekst B


Dżdżownica



Zaczęło się niewinnie. Od pukania.
Puk, puk.
Stukanie rozległo się w cichym domu, zagłuszając ciszę nocną i przygłuszając przy okazji stukanie w klawiaturę. Pomimo późnej, a może już bardziej wczesnej godziny właścicielka mieszkania siedziała przed komputerem. Przerwała na chwilę odpisywanie na wiadomość na Facebooku, nasłuchując uważnie. Cisza. Wróciła więc do swojego zajęcia.
Puk, puk.
Znowu.
Helena, bo tak miała owa kobieta na imię, wstała powoli z fotela. Pomimo ciemności panując wokół, udało jej się nie wpaść na żaden przedmiot, w końcu nie mieszkała tu od wczoraj.
Tup, tup do drzwi.
Przekręciła klucz w zamku i pociągnęła za klamkę. Światło ulicznej latarni, wpadające przez okno klatki schodowej wprost na wycieraczkę, oświetliło gościa.
Za progiem stała…
…wielka…
…ogromna…
...żywa…
…najprawdziwsza…
DŻDŻOWNICA!
Dziewczyna spojrzała na Lumbricusa*, jakby była kolejnym akwizytorem próbującym wcisnąć jej stare wieszaki. Hela bez zastanowienia zamknęła drzwi. I wtedy dopiero dotarło do niej, co ujrzała. Otworzyła drzwi raz jeszcze. Tam naprawdę stała olbrzymia, zmutowana dżdżownica i do tego, nie, to pewnie złudzenie optyczne, macha lekko… ogonem? Odwłokiem? No, tym czymś, co ma na swoim drugim końcu. Kobieta trzasnęła drzwiami. Podświadomie miała nadzieję, że obudzi tym sąsiadów, którzy zaintrygowani, co się dzieje, wyjdą z mieszkań. Ale nie wyszli.
Przez kolejne pięć minut Helena wpatrywała się w drzwi. Następnie, bardziej zdziwiona niż roztrzęsiona, wróciła do komputera i już miała napisać o tym dziwnym gościu na Facebooku, jednak nie chciała, żeby wzięli ją za wariatkę. Postanowiła nikomu o tym nie mówić.


W niedużej knajpce o wdzięcznej nazwie Bistro zajętych była połowa stolików. Połowa czyli dwa. W sumie wszystkich stolików było pięć, ale jeden był służbowy, więc go nie liczmy. Trzech podchmielonych panów w wieku około lat czterdziestu dyskutowało o czymś zawzięcie.
– W tym kraju wszystko jest porypane – rzekł jeden, wpatrując się w kufel piwa.
– Trzeba to zmienić…
– Panowie, a co chcielibyśmy zmienić? Jak już mamy coś robić, to z… z… tym… no… planem!
Cała trójka zastanowiła się przez chwilę.
– Tolerancja dla wszystkich!
– Reforma szkolnictwa!
– Edukacja seksualna!
– Legalizacja związków homoseksualnych!
– Zmiana systemu podatkowego!
– Ostrzejsze wyroki!
– Aborcja!
– Eutanazja!
– Brak religii w szkołach!
I tak przez kilka kolejnych minut. Przekrzykiwali się nawzajem, rozmawiając o karze śmierci i wprowadzeniu Euro.
– Ech, ten kraj jest jak taka szmatka poszarpana, której nie można wyrzucić i teraz ceruj to no… Bez nitki.
– Świetne słowa. Wiesz, trzeba się odbudować kiedyś…
– To co, zakładamy też partię?
– Eee tam… Partię od razu… Może lepiej wstąpmy już do jakiejś istniejącej…
– Gdzie niby? Do PiSu, PO, SLD? A może do Samoobrony?
Zaległa cisza.
– Zagrajmy w pytania.


Rano Helena już nie pamiętała o dżdżownicy. Była na to zbyt zmęczona, bo spała tylko kilka godzin, bo obudził ją listonosz. Miał do niej jakiś list polecony. Rzuciła list na stół, najpierw musi się obudzić. Wypiła półlitrową kawę, zjadła sześć płatków kukurydzianych i w końcu wzięła do ręki list. Obejrzała kopertę uważnie z dwóch stron, nie było nadawcy. Znaczek też był jakiś dziwny, bo nie był podstemplowany, nie wiedziała więc, skąd to przylazło. No, ale skoro listonosz przyniósł, to musiał to ktoś jakoś wysłać… Rozdarła kopertę u samej góry. Oho, jakieś zdjęcia, pomyślała. Pomęczyła się chwilę z ich wyjęciem, gdyż były nieco większe od koperty, a nie chciała ich zniszczyć. Spojrzała na fotografię. Z każdą kolejną jej szczęka coraz bardziej zbliżała się do ziemi. Nie miała zielonego pojęcia, co to ma znaczyć, kto jest na tych zdjęciach i po co jej to przysłał. Wyglądało to na jakiegoś psychopatę. Może jest śledzona? I podglądana? Automatycznie niemal odwróciła głowę w stronę okna, żaluzje były zasłonięte. A może ten ktoś ma jakiś przyrząd, który widzi przez żaluzje? Może powinna kupić jeszcze rolety? Jeszcze raz zerknęła na zdjęcia. I wtedy dostrzegła związek pomiędzy nimi, a nocną wizytą. Na fotografiach były dżdżownice… I jakiś facet. Nagi. W tych dżdżownicach leżący…


Dżdżownice…


– Umrzyjcie!
Dwóch panów, którzy poprzedniego wieczoru siedzieli przy tym samym stoliku, spojrzało na swojego przyjaciela.
– Za co?
– Upiliście mnie wczoraj!
– Hie, hie… My? Eee… nieee…
– To nie było śmieszne. A teraz wychodzę. – Facet dopił swój ulubiony jogurt z melisą, który przyniósł z położonej nieopodal Biedronki.
– Zaczekaj! Nie idź! Zagramy w pytania!
Mężczyzna przystanął tuż przed drzwiami.
– I będzie tak fajnie jak wczoraj?
Przyjaciele pokiwali głowami.
– Dobra, to kto zaczyna? Zostaw te nożyczki! Bo pójdę!
– Wybacz, już chowam. – Jeden z nich był ogromnym fanem Edwarda Nożycorękiego i dlatego zawsze nosił przy sobie nożyczki.
– To ja mogę zacząć…


Helena układała w szafie niepotrzebne wieszaki, gdy zadzwonił telefon. Zaklęła pod nosem i zaczęła szukać swojej Motoroli.
– Halo?
– Dzień dobry – usłyszała miły męski głos. – Dzwonię z CBOS . Przeprowadzam ankietę. Czy zgodzi się pani odpowiedzieć na kilka pytań?
– Dobrze, słucham?
– Pierwsze pytanie, jaki jest pani ulubiony batonik?
Co to za ankieta?
– Eee… Princessa. Kokosowa.
– Niech sobie pani wyobrazi teraz taką sytuację, jest pani na zupełnym odludziu, idzie brzegiem rzeki i nagle widzi pani, jak jakiś człowiek, który stoi na brzegu, celuje pistoletem w mężczyznę. Co by pani zrobiła?
– Eee… Myślę, że jak najszybciej bym się stamtąd zmyła.
– Lubi pani kukurydzę nabitą na nożyczki?
– Że co?!
– Taką surową, nabitą na nożyczki…
– Yyy… Przepraszam, muszę kończyć.
– Jeszcze jedno! Tylko jedno! Lubi pani wieszać dżdżownice na wieszakach?
Helena nic już nie odpowiedziała, tylko nacisnęła czerwoną słuchawkę.
Co za świr, pomyślała.


Kolejny dzień, kolejne piwo w knajpie (dla niektórych jogurt z melisą) i kolejna runda gry.
– Zanim zaczniemy, to chciałbym was o coś zapytać.
– Tak?
– Czy mógłby zagrać z nami… Maciek?
– Maciek… Hmm, co o tym sądzisz, Andrzej?
Andrzej zamyślił się przez chwilę.
– Całkiem niezły pomysł. Dzwoń po niego.
Zygmunt wyciągnął telefon i zadzwonił po kolegę. Po chwili siedzieli już w czwórkę.
– Słuchaj, Maciek, zasady są proste – zaczął Marcel – zadajesz pytanie, ktoś odpowiada i znowu kogoś pyta. Proste.
– Mmm… Rozumiem. Bardzo wam będzie przeszkadzało, jak coś zjem? Nie zdążyłem w domu…
Cała trójka wyraziła zgodę na tę czynność. Maciek sięgnął pod stolik, gdzie położył reklamówkę biodegradowalną, a następnie wyjął z niej łyżeczkę i…
– Serek homogenizowany?! – zdziwił się Zygmunt.
– Ale patrzcie, jakie fajne tęczowe wieczko. Bardzo sympatyczna ta tęcza.
– Maćkowy serek homogenizowany z tęczą...
– Nie mów tak, Andrzeju, jeszcze serek zacznie mówić, że nie chce być maćkowy.
– W sumie to ja też bym nie chciał być maćkowy – rzekł Marcel.
– Możecie przestać? To mój serek i oboje się bardzo lubimy. – Maciek spojrzał z czułością na opakowanie.
– Dobra, koniec gadania – zarządził Zygmunt. – Gramy!


Helena patrzyła przez okno, bawiła się koralami, zawieszonymi na szyi, i jadła batonika. Bardzo lubiła siedzieć wieczorami i obserwować ludzi. Zapewne ten wieczór skończyłby się dla niej przyjemnie, gdyby nie fakt, że zobaczyła, iż pod latarnią stoi TO. Zasunęła rolety, a potem znowu je odsunęła. Odeszła od okna, przyciszyła piosenkę o Wielkim Wybuchu i jeszcze raz, spokojnie podeszła do okna. Nie myliła się. Dżdżownica wciąż stała pod latarnią. Przeraziła się i zaczęła zbierać do kupy fakty. Dżdżownica przed drzwiami, zdjęcie faceta w dżdżownicach, telefon z dziwną ankietą, a teraz to. Hela miała dość. Musiała wyjść, nie mogła tutaj dłużej siedzieć. Zamknęła mieszkanie na wszystkie zamki i poszła przed siebie. Na całe szczęście, dżdżownicy już tam nie było. Uwagę Heleny przykuła knajpka o nazwie Bistro, kiedyś tam chodziła, ale to było tak dawno temu… Postanowiła tam wejść. I weszła. W środku było prawie pusto, jeśli nie liczyć czwórki facetów przy stoliku. Usiadła niedaleko, lecz nie w bezpośrednim sąsiedztwie. Zamówiła sok i batonika. Przez następne pół godziny wpatrywała się w plakat, na którym jakiś facet trzymał surową kolbę kukurydzy, i słuchała, o czym rozmawiają ci faceci. Wywnioskowała, że ciągle zadają sobie pytania. Nie, nie były to normalne pytania. Jaki normalny człowiek pyta drugiego o to, czy ten chciałby mieć harem okularów… Wreszcie wpadł jej do głowy pewien pomysł. Wzięła głęboki oddech i podeszła do owego stolika.
– Przepraszam bardzo, że panom przeszkadzam – powiedziała głośno i wyraźnie – ale mam małe pytanie.
– Pytanie? Idealnie! Słuchamy, słuchamy…
– Co by panowie zrobili, gdyby przyszła do was wielka, zmutowana dżdżownica?
– Że co? Dżdżownica? – Marcel wybuchnął śmiechem, a zaraz po nim reszta.
– Ja bym ją zjadł – stwierdził Maciek. – Zaniósłbym ją do wanny i zjadł.
– Ja bym zrobił wielkie WTF?!
– Wykorzystałbym ją jako zabawkę dla kota, oparcie i środek transportu.
– Gorzej, jakby ona wykorzystała ciebie… Hahaha.
– Wyobraźcie sobie polecenia dżdżownicy… Pełzaj!
Przynieś glebę!
Helena patrzyła tak na nich z coraz większym zdziwieniem. W końcu wybuchła.
– To nie jest śmieszne! Zapukała kiedyś do Was dżdżownica?! NIE! Nie macie pojęcia, co człowiek wtedy czuje! Niech was… Niech was… Niech was dżdżownice stalkują! Żegnam! – Trzasnęła drzwiami.
– Eee… co to było?
– Nie wiem, Zygmunt, ale nie było normalne. To co dalej z tymi dżdżownicami?


Helena wróciła do domu wściekła. Chwyciła nożyczki, które leżały na stole, i rzuciła nimi w kierunku otwartej szafy. Nożyczki zahaczyła o jeden z wieszaków i oba przedmioty wylądowały na podłodze. Hela nie zdziwiła się, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła z taką siłą, że drzwi uderzyły o ścianę przedpokoju.
– O, dżdżownica! Czego ty tu chcesz, co? Zgubiłaś tu coś?
Lumbricus spojrzała na nią niewinny wzrokiem i wybełkotała:
– Ja tylko chciałam zapytać, czy ma pani może pożyczyć okulary… Najlepiej kilka, bo buduję harem i…
– Pfff… – Helena trzasnęła drzwiami. Dżdżownica posmutniała i postanowiła popełzać dalej a nóż trafi na kogoś sympatyczniejszego.


– Andrzej, pytaj.
– Ale ja nie wiem co… Dajcie mi pomyśleć…
Nie zdążył nic wymyślić. Cała czwórka stanęła jak wryta. Przed nimi stała najprawdziwsza, wielka dżdżownica.
– Eee…
– Yyy…
Zaniemówili.
– Zróbcie coś! – krzyknął Zygmunt. – Maciek, zaatakuj ją serkiem!
– Taaa, homogenizowana tęczo wybieram cięęęę!
– Możecie się uciszyć?
Zamilkli. Dopiero za chwilę dotarło do nich, że wykrzyknęła to dżdżownica.
– Po co tu przyszłaś? – zapytał Marcel. – To ty byłaś u takiej jednej dziewczyny w domu?
– Ja chciałam tylko posłuchać radia, bo słyszę, że leci tutaj… – Lambricus popełzła do odbiornika.
– Zygmuncie, właśnie do twojej knajpy przyszła dżdżownica, żeby posłuchać radia! Co ty dodajesz do tego piwa? LSD?
– Zaraz tu jeszcze przyjdą nożyczki, batoniki, okulary i wieszaki!
– Maćkowy serek nas obroni…
– Cicho! – usłyszeli zza lady. – Mówią w radiu coś o stalkowaniu…


Kilka miesięcy później…
– Brawo, Andrzeju! Wymiatasz!
– I rządzisz!
W Bistro zebrała się cała czwórka oraz… dżdżownica, z którą wszyscy bardzo się polubili.
– Zostałeś burmistrzem!
– A wy jesteście radnymi! – rzekł Andrzej. – I teraz w tym mieście będzie tolerancja dla wszystkich!
– Reforma szkolnictwa!
– Edukacja seksualna!
– Legalizacja związków homoseksualnych!
– Zmiana systemu podatkowego!
– Ostrzejsze wyroki!
– Aborcja!
– Eutanazja!
– Brak religii w szkołach!
– Na to, moi drodzy, musicie zdobyć większość w rządzie – rzekła dżdżownica.
– W rządzie mówisz – Maciek zastanowił się.
– Sejm, Senat…
– Pałac prezydencki…
– Coś czuje, że wszystko jeszcze przed nami!
– Taaak, a teraz zagrajmy w pytania… Kto zaczyna?


A morał tej bajki jest krótki i niektórym znany, nie graj w pytania, gdy jesteś pijany.



___
Lumbricus (łac.) - dżdżownica.

_________________
Gdzie słyszysz śpiew, tam wstąp, tam ludzie dobre serca mają. Bo ludzie źli, ach wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.



Ne'er forsake me, here remain,
Share with me my dark domain...

Res similis fictae...
Dżdżownica!


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 25 Lip 2010, 12:35 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Kwi 2008, 09:54
Posty: 25
Płeć: Kobieta
Bardzo ciekawy pojedynek.

Pomysł

Tekst A - 1 punkt
Tekst B - 2 punkty - tekst jest nieco absurdalny, ale doceniam jego oryginalność.

Styl

Tekst A - 1 punkt
Tekst B - 1 punkt

W obu tekstach było sporo powtórzeń i kilka literówek.

Realizacja tematu

Tekst A - 1,5 punktu
Tekst B - 0,5 punktu

Małomiasteczkowe życie, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, lepiej ukazane jest w tekście pierwszym.
W tekście drugim ta tematyka jest praktycznie niezauważalna, rozmywa się.

Ogólne wrażenie

Tekst A - 1 punkt
Tekst B - 2 punkty

Bardziej podobał mi się tekst drugi, gdyż jest po prostu ciekawszy. "Dżdżownica" nadała całości pikanterii, zainteresowała, sprawiła, iż czytelnik chce wiedzieć 'o co chodzi' i 'co będzie dalej'. Poza tym zawsze uważałam, że odrobina absurdu nadaje tekstowi wielowymiarowości.

Gratuluję obu tekstów.
Pozdrawiam
Orlando

_________________
Miłość może oznaczać bardzo wiele różnych rzeczy i ograniczenie jej do miłości romantycznej jest absurdalne.
Virginia Woolf


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 25 Lip 2010, 12:40 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 16 Kwi 2008, 09:54
Posty: 25
Płeć: Kobieta
EDIT: Zapominałam podsumować, a nie mogę znaleźć opcji 'edytuj'.

Tekst A: 4,5 punktu

Tekst B: 5,5 punktu

;-)

_________________
Miłość może oznaczać bardzo wiele różnych rzeczy i ograniczenie jej do miłości romantycznej jest absurdalne.
Virginia Woolf


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 25 Lip 2010, 13:05 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 20 Sie 2007, 14:54
Posty: 95
Miejscowość: Mielec
Płeć: Kobieta
Pomysł:
Tekst A: 1 punkt
Tekst B: 2 punkty

Tekst B był bardziej absurdalny i komiczny, ubawiłam się czytając go i byłam zainteresowana dalszym ciągiem wydarzeń. Tekst A miał pomysł, ale nie był tak interesujący.

Styl:
Tekst A: 1 punkt
Tekst B: 1 punkt

Styl tekstów porównywalny, żaden nie był dla mnie wyróżniający się.

Realizacja tematu:
Tekst A: 1 punkt
Tekst B: 1 punkt

Temat został zrealizowany w obu tekstach.

Ogólne wrażenie:
Tekst A: 0,75 punkta
Tekst B: 2,25 punkta

Teksty czytało się miło, nie było większych zgrzytów. Tekst B zostanie w mojej pamięci jeszcze przez długi czas, podczas gdy tekst A zostanie przeze mnie za chwilę zapomniany. Autor/ka drugiego tekstu sprawił/a, że prawie spadłam z krzesła ze śmiechu, Autorowi/ce pierwszego się to niestety nie udało.
Generalnie drugi tekst był ciekawy, wciągający, czytelnik zadawał sobie pytania "o co chodzi? jak to się rozwiąże??", czego w tekście pierwszym nie uświadczył. Jestem na tak, jeśli chodzi o B.

Podsumowanie:
Tekst A: 3,75
Tekst B: 6,25

Gratuluję udanego pojedynku!

_________________
Bo Puchonem trzeba się urodzić! :D


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 25 Lip 2010, 19:16 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 21 Lis 2006, 14:09
Posty: 34
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Pomysł:
Tekst A: 0,5
Tekst B: 2,5

Tekst A jest nijaki. Nie widzę nic ponad spełnienie wymogów pojedynku. W tekście B koncept jest całkowicie absurdalny i mam ochotę zapytać: ale o sso hozi? Dżdżownica jest niedorzeczna i pytania są niedorzeczne. Ale przecież o to właśnie chodziło

Styl:
Tekst A: 1
Tekst B: 1

W obu pojawiły się literówki i drobne błędy:
Tekst A
spoczywał poległy okularnik (?)
namową stryja nazwał ochrzcił pobliskie wioski imionami

Tekst B
Cała trójka wyraziła zgodę na tę czynność.
„Na tę czynność” to zupełna oczywistość, więc postawiłabym kropkę po „zgodę”

Realizacja tematu:

Tekst A: 1
Tekst B: 1

Znów po równo. Pierwszy tekst spełnił wymogi odnośnie życia prowincji i odmiany miasteczka. Jednakże w moim odczuciu nie było w nim nic absurdalnego. Drugi tekst był tymczasem pełen absurdów, ale właściwie nie poruszono w nim tematu zmian zachodzących w mieście

Ogólne wrażenie
Tekst A: 0,5
Tekst B: 2,5

Tekst B był komiczny, lekki i nieprzewidywalny. W tekście A mieliśmy do czynienia z pozbawioną emocji (w moim odczuciu) rozmową. Takie pitu-pitu.

Razem
Tekst A: 3
Tekst B: 7

_________________
Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata (Ludwig Wittgenstein)

Pycha osłabia ziemię pod stopami zwycięstwa (Kuchiki Byakuya, Bleach)


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 25 Lip 2010, 22:02 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 23 Mar 2009, 16:16
Posty: 4
Miejscowość: Koniec Świata
Płeć: Kobieta
Pomysł:
Tekst A: 1 pkt
Tekst B: 2 pkt

Amerykanie nie są źli, ale dżdżownica mnie wprost urzekła.

Styl:
Tekst A: 1 pkt
Tekst B: 1 pkt

Narracja w Tekście A była bogata w opisy, ale trochę zanudzała, dialogi sensowne, ale trochę mdłe. W Tekście B jakoś szybciej się wszystko dzieje, lżej się czyta. W obu tekstach zauważyłam nieliczne powtórzenia i literówki.

Realizacja tematu:
Tekst A: 1 pkt
Tekst B: 1 pkt

Jak powyżej: A - słaby absurd, B - brak zmian w miasteczku.

Ogólne wrażenie:
Tekst A: 0,5 pkt
Tekst B: 2,5 pkt

Tęczowy serek homogenizowany jest absolutnie rozbrajający! Tekst równie ciekawy jak i absurdalny! Pychota.

Podsumowanie:
Tekst A: 3,5 pkt
Tekst B: 6,5 pkt

_________________
Mówcie mi Nancy.

"Masz rację, że ja się mylę i mylisz się, że Ty masz rację."
"Ludzie są najgorszym źródłem informacji o samym sobie"
Dr. Gregory House


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 26 Lip 2010, 21:33 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 24 Paź 2008, 12:50
Posty: 87
Miejscowość: Amber
Płeć: Kobieta
Dobra. Moja ocenę tego pojedynku zawdzięczacie Neili, która i tak mnie nie polubi. O.

Pomysł
A: 1
B: 2
Pomysł z Amerykanami nie był zły, ale dżdżownica szondzi i fymiata XD

Styl
A: 1
B: 1
Obydwa teksty miały drobne potknięcia. mnie osobiście bardziej przypadł do gustu styl opowiadania B, ale przeciez nie można skreślać wcale nie tak złego stylistycznie tekstu A, tylko dlatego, że jest się uczulonym na opisy.

Realizacja tematu
A: 1
B: 1
A mało absurdalny był, a dżdżownica nie spełniała wymagań zmiany małomiasteczkowej.

Ogólne wrażenie
A: 0
B: 3
Cóż, ocena może drastyczna, ale tekst A czytałam w Bólach i Cierpieniu, nie do końca rozumiejąc o co w nim chodzi, a jego jedyną zaleta było to, że jest krótki (nie obrażając autora, ale cóż, ten tekst po prostu mu nie wyszedł). Natomiast tekst B zachwycił mnie lekkością, absurdem i przeróżnego rodzaju aluzjami, a także grą w pytania, serkiem maćkowym i Helą na Facebooku.

Podsumowanie
A: 3
B: 7
Z bólem serca daję tekstowi A tak niska ocenę, mam nadzieję, że następnym razem jego autorowi pójdzie lepiej.

Niech Wen będzie z wami!
Yolande

_________________
Brzydkie kobiety czasem bardziej uderzają do głowy niż ładne, gdy się podchodzi do nich zbyt blisko.
Witold Gombrowicz
____

4.08.2010 - Prywatna akcja "100 komentarzy na urodziny forum" rozpoczęta!
Zostało: 97


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 27 Lip 2010, 09:45 
Offline
Czyrakobulwa
Awatar użytkownika

Dołączenie: 22 Lip 2010, 09:01
Posty: 6
Płeć: Kobieta
Pomysł:
A: 1
B: 2

Pomysł w tekście A jest taki... zwyczajny. Nie widzę tu jakiegoś szalonego napadu weny, poza tym można się odrobinę pogubić o co właściwie chodzi. Tekst B wygląda na znacznie lepiej przemyślany i nie brakuje suspensu ;)

Styl:
A: 1
B: 1

Obydwa teksty napisane nieźle, choć z paroma błędami. Równy poziom.

Realizacja tematu:
A: 0,5
B: 1,5

Tekst A jest może lekki, nawet przez chwilę zabawny, ale nie absurdalny. Zmiany w miasteczku są. Natomiast w tekście B jest wszystko: mamy przedziwną dżdżownicę, mamy małe wydarzenie (gra w pytania), które zmienia miasteczko, moim zdaniem full serwis :)

Wrażenie ogólne:
A: 1
B: 2

Tekst A robi dobre wrażenie, choć zupełnie nie zapada w pamięć. Dobrze, że jest wklejony jako pierwszy, bo pewnie miałby jeszcze gorsze noty, bez urazy... Natomiast Miasteczko Salvadora Dali z B jest ciekawe, cudaczne i bardzo dobrze się czyta :)

Podsumowanie:
A:3,5
B:6,5


Gratuluję pojedynku.

_________________
Czas jest świetnym nauczycielem, na nieszczęście jednak, zabija wszystkich swoich uczniów... - Louis Hector Berlioz


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 27 Lip 2010, 14:12 
Offline

Dołączenie: 26 Lip 2010, 18:25
Posty: 60
Miejscowość: Lublin
Płeć: Kobieta
Najpierw się przywitam, bo to mój pierwszy post w tym miejscu. :-)


Oba teksty mi się podobały.

Pomysł
A. 1 pkt.
B. 2 pkt.

Pomysł w tekście A prosty i dość przewidywalny, natomiast tekst B wręcz absurdany, ale za to ciekawy i na pewno nie nudny.

Styl
A. 1 pkt.
B. 1 pkt.

Oba teksty oceniam podobnie, jeśli chodzi o poprawność i bogactwo językowe.

Realizacja tematu
A. 2 pkt.
B. 0 pkt.

Temat dotyczył wydarzenia, które wieś/miasteczko odmieniło. W pierwszym tekście przyjazd Amerykanów miał duży wpływ na życie obywateli, natomiast w tekście B wydarzenia zaprezentowane w żaden sposób nie zmieniło nic w całości społeczeństwa.

Ogólne wrażenie
A. 0,5 pkt.
B. 2,5 pkt.

Tekst A mimo że na temat i bardzo poprawny zawiał przewidywalnością i lekką nudą.
Tekst B zaciekawił i rozbawił mnie absurdem.

PODSUMOWANIE
Tekst A. 4,5 pkt.
Tekst B. 5,5 pkt.


Pozdrawiam. :-)

_________________
Człowiek powinien zrobić coś więcej dla ludzkości, niż pisać wiersze.

Zapraszam na swojego bloga: Studenckie życie.
A tu wracam do pisania opowiadań: Przecież nic z tego nie będzie!
(Koniec reklamy. Brawa).


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 30 Lip 2010, 20:21 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 10 Mar 2009, 16:45
Posty: 13
Miejscowość: Bukowina Tatrzańska
Płeć: Kobieta
Hmm...

Pomysł:
A - 1 pkt.
B - 2 pkt.
Pomysł B był dziwaczny. Aż zbyt dziwaczny, jak na moją wyobraźnię. Po prostu przez cały czas czytania tekstu siedziałam, opierając podbródek na ręce z wielce mądrą miną, która wyrażała tylko jedno: 'WTF...?' Jednak mimo tej dziwaczności coś w tym tekście przykuło moją uwagę. Nie wiem, czy była to jego absurdalność, czy panowie grający w 'pytania' (miodzio!), ale jednak coś tam było i kazało mi tak, a nie inaczej rozdzielić punkty. Jeżeli chodzi o tekst A... Jakoś nie wiem, co mam o nim napisać. Owszem, niby był w miarę poprawnie napisany, ale jakoś tak ciężko mi się go czytało. Tak w zasadzie, to niewiele z niego zapamiętałam.

Styl:
A - 1 pkt.
B - 1 pkt.
Nie dlatego, że oba teksty były perfect. Wręcz przeciwnie, do obu miałam jakieś zastrzeżenia w czasie czytania. Zwłaszcza styl i jednego i drugiego opowiadania według mnie pozostawiał wiele do życzenia.

Realizacja tematu:
A - 1,5 pkt.
B - 0,5 pkt.
Mimo wszystko życie prowincji to nie tylko życie Helenki, czterech panów i dziwnej dżdżownicy... Ponadto miało być absurdalnie, ale bez przesady. Autorka tekstu A lepiej zrealizowała temat.

Ogólne wrażenie:
A - 1 pkt.
B - 2 pkt.
Tak wyszło. Test A był za ciężkim stylem napisany, tak, że ja go nie czytałam, tylko brnęłam przez niego. Tekst B także według mnie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza niekiedy nieporadna budowa zdań raziła w oczy. Jednakże niezaprzeczalnie był on lepszy od konkurenta.

Podsumowanie:
A - 4,5 pkt.
B - 5,5 pkt.

Gratuluję.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Życie prowincji
 Opis: piaskowy, Emcia666
PostWysłany: 05 Sie 2010, 10:05 
Offline
Zielony Ważniak
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Maj 2006, 12:53
Posty: 1992
Miejscowość: przyszłe Warsaw City ;)
Płeć: Kobieta
GONG!

Deszyfratus!

Tekst A - piaskowy - 30,25
Tekst B - Emcia666 - 49,75

Niniejszym wieniec laurowy wędruje na głowę *Emcia666*!

Gratulujemy!

Moderatorstwo

_________________
Stirlitz idąc przez Unter den Linden zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Ten temat został zablokowany, nie możesz edytować ani pisać nowych postów.  [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Yahoo [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group