Whisky i Marilyn, nuda i przekupstwo
Wyjaśnijmy coś sobie. Żadne z tych wydarzeń nie miałoby miejsca, gdyby nie nuda. Nuda i
przekupstwo. Bardziej przekupstwo.
Nuda. Dopiero po kilku godzinach samotnego siedzenia w mieszkaniu zorientowałam się, co mnie drażni. Światło. Podeszłam i zgasiłam lampkę, którą Stef zostawił rano włączoną. Zapanował przyjemny półmrok, a oczy wreszcie przestały mnie szczypać.
Jeden irytujący symptom mniej. Zostało jeszcze tylko to mordercze ssanie w żołądku i pulsująca bólem od żądzy krwi głowa. Wspominałam, że jestem na diecie? Tak, już prawie trzy tygodnie żywiłam się krwią zwierząt i zaręczam, że to najohydniejsze, czego się w nie–życiu podjęłam. Przyrzekłam sobie, że jak tylko wrócę do domu, wbiję kły w każdego homo sapiens, który stanie mi na drodze.
Rozmyślania na ten temat przerwało mi kliknięcie zamka w drzwiach. Szybko spojrzałam na zegarek. Dopiero za kwadrans dziesiąta, więc zajęcia na pewno się jeszcze nie skończyły. Miałam cichą nadzieję, że to Stefan zrezygnował ze szkolnej nudy i wrócił, by dotrzymać mi towarzystwa. Nadzieja matką głupich.
— Tak myślałem, że tu będziesz.
Zrobiłam kilka kroków w tył, jednocześnie pokazując kły. Prychnięcie wystarczyło za powitanie. Nie żebym była niegościnna, ale nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. A przynajmniej nie za pomocą słów. Ostatnim razem, kiedy mu zaufałam, ten prostak zostawił mnie z bandą lekarzy w ośrodku dla psychicznie chorych. Wyrwanie się stamtąd zajęło mi trochę czasu.
— Daj mi minutkę, zanim spróbujesz mnie poturbować.
Moja mina chyba odpowiedziała za mnie, bo choć nie cofnął się, nie próbował też przekraczać progu. Wyciągnął tylko rękę, w której trzymał spore płaskie pudełko.
— To prezent na zgodę.
Damon Salvatore nie należał do wampirów najstarszych czy najsilniejszych. Nie był również nawet w połowie tak sprytny, za jakiego się uważał. Ale jednego nie można mu było odmówić. Był czarujący jak sam diabeł.
Więc kiedy stał tak przede mną w garniturze w stylu retro (Lata trzydzieste? Zdecydowanie passe!), w jakimś gangsterskim kapeluszu i z zawadiackim uśmiechem na ustach, po prostu nie mogłam mu odmówić.
Tak, wiem. Bzdura. Mogłam. Tyle że uwielbiam prezenty. A poza tym takie nic jak Damon nie jest w stanie mi zagrozić, pod żadnym względem. No i… W jego otoczeniu nie ma miejsca na nudę. A dodam dla jasności: samotne siedzenie w mieszkaniu Stefana nie należy do najciekawszych zajęć na świecie.
Przekupstwo. Wzięłam pudełko i otworzyłam je. Kiedy to zrobiłam, musiałam sobie przypomnieć o zamknięciu ust. Przypomniałam sobie po jakichś dwóch sekundach. Obserwowanie satysfakcji na twarzy Damona było żenujące.
— Tak myślałem, że ci się spodoba.
No dobrze, Salvatore może i jest łgarzem i ma problem z obsesją na punkcie swojej byłej, ale trzeba mu przyznać, że wie, jak dogodzić kobiecie.
— To jest to, o czym myślę?
Posłał mi irytujący uśmiech. Tak samo uśmiechał się, kiedy zakładano mi kaftan bezpieczeństwa.
— Jeśli myślisz o sukni Marilyn Monroe, to tak. — Bezczelnie mnie minął i rozsiadł się w fotelu. — Wierzę, że zostało mi wybaczone?
Z jednej strony miałam ochotę rozszarpać go na malutkie kawałeczki, ale z drugiej… Pokusa była silna. Nigdy nie miałam stalowej woli.
Zamknęłam za nim drzwi i szybko zrzuciłam z siebie sukienkę, którą miałam na sobie, by przymierzyć prezent. I nie, nie obchodziło mnie, że Damon obserwuje wszystko spod półprzymkniętych powiek. Kompleksy to zdecydowanie nie mój problem, a on… Założę się, że niejedną kobietę w bieliźnie już widział. Pewnie nawet samą Marilyn.
— Skąd ją wytrzasnąłeś?
Uniósł brwi.
— Marilyn? To taka aktorka, wiesz. Zagrała w kilku filmach i…
Nie cierpię, kiedy ktoś stroi sobie ze mnie żarty. A jeśli jest to Damon, sytuacja robi się naprawdę poniżająca.
— Sukienkę! — przerwałam mu, poirytowana.
— To pamiątka.
Wymieniłam spojrzenie z sufitem. Nie chciałam wiedzieć.
Zaraz. Oczywiście, że chciałam!
— Wy…?
Uśmiechnął się drapieżnie. Nie wiem, jakim cudem, ale spodobał mi się ten uśmiech.
— To tak, jakbyś ty próbowała mi wmówić, że nie byłaś niedawno na randce z Elvisem dla samego faktu przespania się z Królem.
Stwierdziłam, że bezpieczniej będzie nie podejmować tematu.
— Nadal nie dajesz Stefanowi żyć? — rzuciłam tonem używanym przez Anglików do konwersacji o pogodzie. Zresztą jestem przekonana, że dręczenie brata to dla niego taka właśnie rozmowa.
— On już nie żyje, złotko. — Miałam ochotę uderzyć się w czoło. Albo zdzielić jego za łapanie mnie za słowa. Ostatecznie nie zrobiłam ani jednego, ani drugiego. — A poza tym użyj swojej blond główki i pomyśl. Braciszkowi raczej nie przyniósłbym sukienki. Bo wiesz, na tobie ona leży koszmarnie, ale obawiam się, że na nim wyglądałaby jeszcze gorzej…
Wiedziałam, że sukienka jest za luźna, jednak i tak ubodło mnie, gdy Damon powiedział o tym głośno.
— Jeśli chcesz zgody, to lepiej przerwij w tym miejscu — powiedziałam ostro. Dużo ostrzej niż zamierzałam.
Damon przekrzywił głowę. Przywodził mi tym na myśl polujące kocię.
Whisky? — Mój braciszek zostawił cię tu samą na cały dzień? Zapewne umierasz z nudów…
— Umarłam już jakiś czas temu — wtrąciłam złośliwie. — Ale tak, nudzę się.
Wstał i zatrzymał się przede mną.
— Niedobrze, dama w opałach.
Muszę coś przyznać. Salvatore to kłamliwy, wredny i złośliwy dupek, ale jest przystojny. Na swój sposób. Nie taki jak Stefan, ale w dalszym ciągu… Słowotok. Czas się zamknąć.
— Skoro już mi wybaczyłaś ten incydent z ośrodkiem dla psychicznie chorych, to mógłbym dotrzymać ci towarzystwa.
Brzmiało kusząco, ale…
— Nie, dziękuję — powiedziałam zdecydowanie. — Wolę umierać z nudów… Tak, wiem, że jestem martwa — dodałam, widząc jak otwiera usta. — Po prostu wyjdź.
Nie ruszył się. I znów zrobił tą minę polującego kota. Tik nerwowy?
Nie miałam zamiaru czekać, w ułamku sekundy złapałam go za kark i popchnęłam w stronę drzwi. Tyle że już w następnej sekundzie on przypierał mnie do ściany, a ja nie mogłam się uwolnić, choć próbowałam ze wszystkich sił.
Nie, nie bałam się. Ale wolałabym do jasnej cholery wiedzieć, co się dzieje.
— Wybacz, skarbie, ale chyba zapomniałaś, że zwierzęca dieta ma kilka minusów. Wiek ci nie pomoże, jeśli nie odżywiasz się właściwie.
— I co masz zamiar teraz zrobić? — zapytałam, widząc, że Damon nie śpieszy się do zadawania ciosów.
Ku mojemu zdumieniu, odsunął się.
— Nic. Chciałem ci tylko uświadomić, że używanie siły nie jest wskazane. — Wzruszył ramionami. — Skoro tak bardzo chcesz tu siedzieć sama, proszę bardzo. Mam tylko nadzieję, że to — wskazał na sukienkę — zakończy nasze ćwierćwiecze psikusów.
Kiwnęłam głową. W sumie sama też miałam dość. Bo choć kawały bywały zabawne, to jednak za każdym razem miały miejsce w okolicach urodzin Stefana i tym samym zazwyczaj kolidowały ze świętowaniem. Jeśli więc Damon ustępuje i chce zgody, kimże ja jestem, żeby odmawiać?
(Po zastanowieniu przyznaję, że nawet incydent z psychiatrykiem był śmieszny. Z pewnej strony.)
Salvatore ruszył do wyjścia. Zdecydowałam się odezwać niemal w ostatniej chwili.
— Co byś zrobił, gdybym jednak poprosiła, żebyś dotrzymał mi towarzystwa?
— Spełniłbym twoją prośbę — odpowiedział, a po krótkiej chwili ciszy dodał: — Wolisz wariant Damon–Kochanek–Bez–Zobowiązań czy Damon–Ty–I–Butelka–Szkockiej?
Roześmiałam się głośno. A potem na niego spojrzałam i zamilkłam. Wyglądało na to, że mówił śmiertelnie poważnie.
— Więc szkocka... — westchnęłam.
Zmrużył oczy.
— Ty nie lubisz szkockiej.
Marilyn — Tak jak mówiłam. Nuda i przekupstwo.
Stefan uniósł brwi i spojrzał na mnie z powątpiewaniem. Podwójne działanie, podwójny efekt. Skuliłam się nieco w sobie.
— Pozwól, że podsumuję — zaczął. — Fakt, iż mam na żyrandolu kradzioną suknię aktualnej seksbomby, jest efektem twojej nudy i tego, że przyszedł tu mój brat — którego notabene nie widziałem od dobrych kilku miesięcy, nad czym jakoś szczególnie nie ubolewam — i przekupił cię, byś mu wybaczyła epizod z kaftanem.
Kiedy on o tym mówił, brzmiało to bardziej głupio niż wyglądało naprawdę.
— Tak.
Parsknął śmiechem. Czasami to go jednak nienawidzę.
— Stef?
— Hmm?
— Wszystkiego najlepszego.