Mirriel - Forum Literackie

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie...
Obecny czas: 07 Wrz 2010, 03:45

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 20 Lut 2007, 20:55 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Lut 2004, 14:20
Posty: 206
Miejscowość: Chorzów/Kraków
Płeć: Kobieta
Kilka słów wstępu: Z drżeniem serca wklejam na mirriel. W końcu nie można wiecznie się ukrywać, prawda?
Inspirowane opowiadaniem Sh'eenaz "W oczekiwaniu na pełnię cz. I". A ktoś mi kiedyś powiedział, że fanfiki są fajne, ale wcale nie inspirujące.

Ogromne podziękowania dla Thia, mojej wspaniałej bety. Dziękuję, kochana!

Przemiana

Prawdziwy przyjaciel to ten, kto przychodzi, gdy cały świat odchodzi.
Walter Winchell

Czas upływa powoli, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, spadających kropli, piasku w klepsydrze, przesypującego się ziarnko po ziarnku. Coraz bliżej do zmroku. Coraz silniej pragnę wyjść, wyrwać się z tego dusznego pomieszczenia. Brakuje mi tchu. Zaciskam blednące palce na oparciach krzesła.

Miałem siedem lat. Byłem zwyczajnym chłopcem z mieszanej rodziny. Mój ojciec był czarodziejem, a mama mugolką. Piękną i dobrą. Tamtego dnia tata przyszedł do domu zły. Nakrzyczał na mnie, a ja się rozpłakałem. Mama dała mi lizaka i pocieszyła. Tak bardzo ją kochałem.

Upływ czasu mnie nie uspokaja. Przeciwnie, jestem coraz bardziej zdenerwowany. Boję się. Zamykam oczy; nie chcę widzieć ciemniejącego świata. Zdaje mi się, że moja głowa pulsuje bólem w rytm mijających sekund. Jest gorąco. Nie umiem złapać oddechu. Wiem, że on się zbliża. Wiem – i coraz bardziej się boję.

Rodzice długo rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Nudziłem się. Wpadłem na pomysł, że ciekawie byłoby pobawić się różdżką taty. Był tak zaaferowany, że zapomniał zamknąć drzwi swojego gabinetu. Wślizgnąłem się tam i z szuflady wyjąłem zapasową różdżkę. Potem uciekłem na podwórko; tata zabraniał mi jej dotykać.

To dzieje się co miesiąc. On przychodzi nieubłaganie, z regularnością szwajcarskiego zegarka. Ale przedtem muszę przejść przez torturę czekania. Czasem sam nie wiem, co jest gorsze. Teraz, w tej chwili, chciałbym by to już się stało. Chcę, by to oczekiwanie się skończyło.

Nie potrafiłem wtedy rzucić żadnego prawdziwego zaklęcia, ale ogromną frajdę sprawiało mi dźganie różdżką ślimaków, żuków i much. Działy się z nimi dziwne rzeczy; czasem rosły, czasem malały albo pękały z efektownym trzaskiem. Tym razem na podwórku nie znalazłem żadnej ofiary. Otworzyłem furtkę i wybiegłem na drogę. Rodzice nie pozwalali mi wychodzić poza teren domu, ale byłem wtedy zły na tatę. Nakrzyczał na mnie! Łamanie jego zakazów sprawiało mi złośliwą satysfakcję, choć wtedy nie potrafiłem tych uczuć nawet nazwać.

Zmysły mi się wyostrzają. Pomimo zamkniętych oczu widzę gasnącą poświatę, ostatnie promienie zachodzącego słońca, przebijające przez brudne szyby mojego więzienia. Wokół unosi się zapach kurzu i próchniejącego drewna. Za oknem jęczy wiatr, jakby czekało go coś równie strasznego, jak mnie. Słyszę, jak krople pojedynczo spadają z dachu na parapet i dziękuję bogom, że już nie pada; w tych chwilach szum deszczu jest dla mnie torturą. Przeklinam zegar, jego tykanie rani moje uszy. Strach, który czułem jeszcze przed chwilą, mija powoli. Jego miejsce zajmuje nieuzasadniony gniew, wściekłość na otaczający mnie świat. Jeszcze chwila i przestanę się kontrolować. Bolą mnie palce, coraz mocniej zaciskane na poręczy krzesła. Powietrze pali mi gardło; nie mogę oddychać.

Bawiłem się. Nie słyszałem kłótni rodziców. Dopiero kilka lat później dowiedziałem się, że dyskutowali o sprawie naszego – mojego! – bezpieczeństwa. Wtedy nie miałem o niczym pojęcia. Bawiłem się beztrosko, odbiegając coraz dalej od domu i znajomego kawałka drogi.

Otwieram oczy. Serce zaczyna mi bić jak szalone. Nie, tylko nie to! – myślę błagalnie. Tylko nie oni. Nie teraz. Każdy – ale nie oni...

O tym, że się zgubiłem, zdałem sobie sprawę dopiero, gdy zaczęło się ściemniać. Rozglądałem się na wszystkie strony i nigdzie nie widziałem domu, ani nawet ulicy, przy której stał. Ogarnęła mnie panika. Zacząłem płakać i głośno wołać mamę. Zrobiło się całkiem ciemno, a ja stałem w miejscu i płakałem, czując, że jestem mały, malutki, malusieńki i w dodatku całkiem sam. Kiedy niedaleko zaszczekał pies, przestraszyłem się i zacząłem biec. Przed siebie, na ślepo, nie widząc nic przez łzy.

Czuję znajomą woń; znam ją aż za dobrze. Otacza mnie codziennie, dokądkolwiek pójdę. Kocham ten zapach, ale teraz mnie przeraża. Słyszę kroki, przyciszone głosy... chcę wyć. Zamiast tego jeszcze mocniej ściskam poręcz krzesła. Drzwi otwierają się z upiornym skrzypieniem. Patrzę w tamtą stronę. Trzy pary oczu spoglądają na mnie bez strachu, lecz z triumfem. Jestem jak sparaliżowany. Wiem, doskonale wiem: zaraz się zacznie.

Bałem się, bałem się jak nigdy wcześniej. Byłem tylko siedmioletnim chłopcem. Zgubiłem gdzieś różdżkę taty, ale i tak nie potrafiłem jej używać. Kiedy zobaczyłem dom, rozświetlone okna i zapraszająco uchylone drzwi, poczułem taką ulgę, że musiałem krzyknąć z radości. Byłem w domu! Biegnąc na ślepo, w przerażeniu, dotarłem do domu! Głośno wołałem mamę i tatę. Chciałem się znaleźć w ich ramionach, chciałem jak najszybciej przeprosić tatę za złamanie zakazu... Ten krzyk był moją zgubą.

- Cześć, Lunatyk. Jak leci? – pyta, nonszalancko opierając się o framugę drzwi, jeden z moich najlepszych przyjaciół, jedynych, jakich kiedykolwiek miałem. Jego czarne, rozczochrane włosy są przyprószone kurzem i chłopak wygląda na starszego, niż jest w rzeczywistości. – Gotowy do zabawy?

Nie widziałem, że stał tuż przy furtce. Czekał na mnie. Oczekiwał. Kiedy go zobaczyłem, było już za późno. Wystraszyłem się i upadłem. Wyglądał okropnie. Był pokryty sierścią, jego oczy błyszczały złowieszczo, kły ociekały śliną. Zanim się na mnie rzucił, zawył nieludzko. Ten dźwięk prześladował mnie potem w koszmarach, kiedy leżałem w szpitalu bez ducha. Próbowałem się podnieść, poczułem uderzenie. Znów leżałem na ziemi, a on stał na mnie, jego łapy spoczywały na moich ramionach. Czułem jego gorący, piekący oddech na twarzy. Widziałem jego kły. Później był ból, okropny, przerażający przedsmak tego, co przeżywam co miesiąc w czasie pełni. A potem była ciemność, wypełniona koszmarami i cierpieniem.

Chcę coś odpowiedzieć, otwieram usta, ale z gardła dobywa się tylko ohydny, nieludzki warkot. Moje ciało prostuje się, wygina; czuję zawroty głowy, wszystko mi się miesza... Już nie jestem człowiekiem.

Oni też nie.

Zaczęło się.

koniec.

N/A: Małe sprostowanie: to nie jest debiut! Debiutowałam na mirriel w lutym 2004, na szczęście niewielu wciąż to pamięta ;) potem wisiały tu jeszcze ze dwie, a może trzy moje miniatury, zanim poprosiłam o usunięcie ich (nie trzymały poziomu). Ot, coby nie było niedomówień.

_________________
Je ne suis pas d'accord avec ce que vous dites, mais je me battrai jusqu'au bout pour que vous puissiez le dire.
[Voltaire]

Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed.

[Chesterton]

Au-delà | Quasi-publicystycznie


Ostatnio edytowany przez Chauve-Souris 15 Kwi 2009, 19:35, edytowano w sumie 2 razy

Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2007, 22:30 
Offline

Dołączenie: 16 Sty 2007, 20:10
Posty: 193
Miejscowość: śląsk
Płeć: Kobieta
Ładne. I nie wiem co więcej napisać, mam same pozytywne odczucia, ale moj komentarz nie może się przecież na tym skończyć :)
Takie przyjemne do poczytania, trochę zaciekawienia... Nic do śmiechu, czy stanu-prawie-łez.
Nie widziałam tu jednak Remusa jako Remusa. Zawsze był zamyślony i takie tam, ale nie potrafię tego opisu połączyć z Jego postacią. Tak jakoś.

Osobiście uwielbiam takie ff. W ogóle- uwielbiam opisy przeżyć wewnętrznych i zapisy czyiś wspomnień. Kocham to i już.

Dlatego jestem zachwycona tym króciutkim ff :) Mimo wszystko.

Śliczne:)

Pozdrawiam.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2007, 23:03 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 13 Lut 2007, 19:01
Posty: 136
Miejscowość: Poznań
Płeć: Nieokreślona
A ja chyba nie czuję tej miniaturki. Styl w porządku, błędów nie ma i czyta się dobrze - a jednak czegoś brak. Nie pasuje mi tu Remus, tak jak wspomniała wyżej Totikii. W sumie sama nie wiem czemu, więc to mało konstruktywna uwaga, ale nijak nie łączy się w mojej głowie z wyobrażeniem, jakie o nim mam.

A co do treści: moim zdaniem mała forma jest tym lepsza, im bardziej uderza czytelnika. Lubię, gdy autor zdziela mnie przez łeb dobrym, mocnym opisem jakiegoś zdarzenia czy przeżycia wewnętrznego, gdy potrafi za pomocą tej krótkiej miniaturki wzbudzić we mnie struny, które drgają jeszcze długo po przeczytaniu tekstu. W przypadku Twojego utworu tak nie będzie, bo mnie po prostu nie poruszył. Nie czuję go. Mimo że opowiadasz o zdarzeniu intrygującym, które wyobrażałam sobie już wiele razy od momentu, gdy po raz pierwszy przeczytałam o likantropii Lupina. Podoba mi się, że dopadła Remusa tak... zwyczajnie. Przypadkiem. Poza tym: tekst jest poprawny, ale - jak dla mnie - nie więcej.

Ale gdy napiszesz coś więcej, to jak najbardziej przeczytam, to może być ciekawe i warte zachodu (dobry styl, pomysł również o.k.), tylko... może lepiej byłoby zacząć od tworzenia opowiadań, w których referujesz głownie akcję, wydarzenia, niż od opisów przeżyć wewnętrznych? Te drugie są - moim zdaniem - po prostu trudniejsze. I wymagają naprawdę dużej sprawności językowej, bycia bardzo dobrym w żonglowaniu słowami, aby przekaz wywarł zamierzony efekt.

Pozdrawiam
A. [/i]

_________________
lj


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 20 Lut 2007, 23:33 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 03 Sty 2005, 13:20
Posty: 549
Miejscowość: Kraków
Płeć: Kobieta
W tym opowiadaniu powinien być strach, oczekiwanie, nieubłaganie upływający czas. Powinno być to, o czym mowa na początku, czyli tykanie wskazówek zegara, piasek w klepsydrze - czas. Powinno być napięcie. I myślę, że w tym przypadku opis refleksji nie jest dobry. Trochę spowalnia fabułę. Jest taką odskocznią od tego oczekiwania na tytułową przecież przemianę. Jednak bynajmniej nie buduje napięcia, bo my wiemy, że Remus się przemieni. W końcu opowiadasz historię dobrze znaną. I myślę, że właśnie w tym przypadku zabieg, o którym mówiłam nie odnosi pożądanego celu. Jeżeli chodzi o to odwołanie do przeszłości - dobrze to przedstawiłaś, chociaż zawiodłam się na opisie ataku wilkołaka. Oczywiście, jak już ktoś wcześniej powiedział, to się stało zwyczajnie i tak po prostu. Nagle. A jednak spodziewałam się opisu bardziej barwnego, bardziej działającego na wyobraźnię. Natomiast plan pierwszy - teraźniejszość - z racji tytułu powinien się jakoś bardziej wyróżniać. Tymczasem tak nie jest. Myślę, że spodziewałam się po tej tematyce czegoś o wiele bardziej działającego na emocje i tego nie odnalazłam. Przynajmniej nie do końca. Odniesienie do motta też jest w zasadzie nijakie. Jednak ja jestem na „tak”, bo mimo, że mam wiele do zarzucenia, to opowiadanie jest dobre. Są fragmenty i zdania za które mogę Cię bardzo pochwalić. Może i nie opisujesz uczuć w taki sposób, żebym się zachwycała, ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się to nie podobało. Bo jest w tym coś, co mi się bardzo podoba. I poprawiłaś styl. Nie jest już tak nużący jak kiedyś. Bo kiedyś, to co czytałam Twojego autorstwa było w porządku, ale brakowało takiej lekkości. Czegoś, co przy dłuższych opisach powodowało lekką niechęć, mimo że warsztat, odkąd pamiętam, zawsze miałaś na poziomie. Podobają mi się niesamowicie wzmianki o onym, który przychodzi nieubłaganie. I końcówka. Końcówka jest świetna. Dosadna i dobra. Po prostu dobra. To Twój najlepszy fick, Nietoperzyco.

Myziam,
Sh'een

_________________
"Bywałam w raju
Ale nigdy nie byłam u siebie
(...)
Nie odchodź
Bo muszę ci opowiedzieć
Dlaczego dziś jestem sama
Tak bardzo rozpoznaję siebie
W twoich oczach"


Wyhoduj sobie smoka!


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 21 Lut 2007, 02:15 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 17 Paź 2006, 00:01
Posty: 235
Miejscowość: stamtąd
Płeć: Kobieta
Jedna wątpliwość: czy ja dobrze zrozumiałam, że Remus nie wiedział, że tamci trzej zrobili się na animagów? Jeżeli mam rację, to bym ich obiła za gnębienie, bo przecież on miał świadomość, że może ich całkowicie nieświadomie potwornie skrzywdzić. A jeżeli nie mam racji, to czemu go tak przeraziło ich nadejście?

Sprawa druga: nie wiem czemu, nie potrafiłam się wczuć w Remusa. Ani w małego, ani w starszego. A nie powinno to być trudne, bo obie sceny są napisane bardzo ładną i dobrze poprowadzoną narracją w pierwszej osobie. Cały czas miałam wrażenie, że tylko słucham opowieści, byłam tylko biernym odbiorcą. Może to też wynikać z poszatkowania całości - jakoś tak chaotycznie to wszystko na mnie spłynęło, i dopiero po którymś przeczytaniu wyłapałam wszystkie smaczki...

Bardziej wiarygodny psychologicznie jest mały Remus. Każdy ma chyba na sumieniu taką historię - wyrwę się z domu, wybuchnę sobie parę żuczków czy tam powyrywam parę skrzydełek biedronkom, nikt się nie dowie... Podoba mi się. Ten starszy natomiast sam nie wie, czego chce. Rozumiem, czeka go transformacja, przyjemne to nie jest, ale on jest zdecydowanie zbyt zamotany w tym wszystkim. Jeszcze gdyby czuł ból - ale u ciebie bólu nie ma, jest tylko napięcie i duszność. Oj, duszno to jest.

Napisane tak, że nie myśli się o tym, jak jest napisane. Czyli bardzo dobrze. Świetna, mocna końcówka.

I jeszcze takie moje skojarzenie wolno przebiegające o drugiej w nocy - "Akademia Pana Kleksa", dokładnie opowieść Mateusza. Najpierw samowolna wyprawa do lasu i rana zadana przez wilka. A potem ta transformacja nadchodząca całkiem jak te hordy wilków - najpierw daleko, potem coraz bliżej, w stolicy, w pałacu, wreszcie płonące ślepia i cuchnący oddech nad samą twarzą, i rozpaczliwa ucieczka przed postacią człowieka... Pewnie, i przyczyny inne, i wnioski też nie te same, ale jakaś analogia mi się tu właśnie przedstawiła. A ponieważ mi takie absurdalne paralele tylko przy naprawdę dobrych tekstach do głowy przychodzą, więc to chyba... ekhem... komplement jest :)

Dziękuję za przyjemną lekturę.

_________________
On translation: You cannot succeed, but you can try and fail in a way that is not too bad. (Michael Kandel)
Najważniejsze jest, żeby literatura była po prostu - piękna. (Jacek Dukaj)


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 21 Lut 2007, 13:45 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 03 Cze 2005, 16:46
Posty: 442
Miejscowość: Nisko
Płeć: Kobieta
Nie szukam opowiadań o Remusie, więc gdy na owe trafię w języku polskim, bardzo chętnie je czytam. Uwielbiam tę postać, jest jedną z sympatyczniejszych z książek Rowling.
Miniaturka ma swój klimat. Po prostu słyszę to, co bohater, przed oczami mam chłopca biegnącego uliczką pośród ciemności. Podoba mi się pomysł przeplatania teraźniejszości z przeszłością. Wszystko ładnie się komponuje.
Nie mam nic do zarzuczenia. Jest bardzo ładnie, kanonicznie, z klimatem, z ciekawie zrealizowanym dobrym pomysłem.
Pozdrawiam.

_________________
Z każdym dniem zmieniam się,
zmieniam się i wiem,
że istotna jest to zmiana.

Hey - Najważniejsze


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
 Opis:
PostWysłany: 21 Lut 2007, 13:57 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 28 Sty 2005, 20:53
Posty: 155
Miejscowość: Chełm
Płeć: Kobieta
Ten tekst przypomina mi dziecko w gorączce. Niespokojne, majaczące, bojące się wspomnień i wizji. Choć krótkie, podobało mi się.

Jest wiele tekstów o Remusie - zarówno chłopcu jak i mężczyźnie. Swego czasu szukałam ich po sieci, teraz przestałam. Ale za każdym razem, kiedy taki tekst czytam, czuję jak bardzo lubię tego wilkołaka. Twój tekst tylko to pogłębił. Dziękuję. :)

_________________
Gwieździste polecanki:

Cały miesiąc z Anną
Ślepi obserwatorzy nieba
Cztery pory niepokoju

Mitologia alternatywna:

Diadem i przepiórka
Leśne diamenty


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 15 Mar 2009, 15:28 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Sty 2009, 22:19
Posty: 22
Płeć: Kobieta
Nie lubię tekstów o wilkołaku Remusie, bo napisano o tym już wszystko. A przynajmniej tak mi się wydawało. Ten tekst jest naprawdę świeży. Choć wiadomo co będzie dalej, ja nie mogłam oderwać się od monitora. Przeplatanie chłopięcej naiwności i męskiego lęku to niezły pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Masz świetny styl i tak oklepany temat przerodził się w coś niezwykłego. Jestem pod wrażaniem.
Kiedy czytałam o tym, że oddalał się od domu to zgrzytało mi to, że Remus powiedział kiedyś, że ten atak był zemstą na ojcu Lunatyka więc nie mogło być mowy o zabłądzeniu w lesie i przypadkowym wilkołaku, jednak wybrnęłaś w zgrabny sposób. (Nie zwracaj uwagi jak okropne stylistycznie jest to zdanie :)
Dużo, dużo weny życzę.

_________________
Gryffleclarin.
I wszystko jasne.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 12 Kwi 2009, 14:43 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 13 Mar 2009, 18:10
Posty: 333
Miejscowość: Londyn, ulica Pokątna
Płeć: Kobieta
Tekst jest ciekawy. Taki rozpalony, duszny. Podoba mi się atmosfera, chociaż nie do końca kupuję twojego Remusa. Nie bardzo pasują mi jego opisy jako dziecka. Mało porywające, nie mogłam się w niego do końca wczuć. Podobała mi się za to końcówka nawiązująca do Huncwotów - myślę, że właśnie to mogłabyś rozwinąć, bo to jest bardzo ciekawy temat na miniaturkę. Remus przed przemianą nie porywa za serce, nawet opisy nie pomogły mi się całkowicie "zanurzyć" w tekście. Osoba Remusa mi tutaj zgrzyta, tak jak cała przedstawiona historia - mało prawdopodobne, że zachowywał się na przekór rodzicom, szczególnie ojcu. To do niego nie pasuje. Bardziej prawdopodobne byłoby to, że się gdzieś zwyczajnie zgubił zamiast dobrowolnie oddalić się od domu. No i to jego rozstrząsanie całej sytuacji - lekko przegadane.
I jeszcze jedno: nie do końca zrozumiałam, kim był ten "zły człowiek" pojawiający się na początku... Jego ojciec? Chyba nie. Więc kto? Śmierciożerca?

Podsumowując, nie do końca mi się podobało. Z chęcią przeczytałabym coś napisanego bardziej dobitnie i intensywnie, bo styl masz ciekawy.
Pozdrawiam i życzę wena,
Aspen

_________________
Watching the rise and fall of Roman Empire.

Za dwie minuty północ - mój najnowszy tekst, Oliver Wood, powojennie.
Słońce w zenicie - Molly Weasley, na poważnie.

Najlepsze polskie fanfiction: hp_polecamy


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 12 Kwi 2009, 15:11 
Offline
Zakaz pojedynków.
Awatar użytkownika

Dołączenie: 02 Kwi 2005, 15:33
Posty: 137
Miejscowość: Toruń
Płeć: Kobieta
Mam taką swoją zasadę, jeśli chodzi o komentowanie tekstów. Kiedy tekst jest beznadziejny i można go jedynie zeszmacić, wyłączam natychmiast przeglądarkę i zapominam o nim. Kiedy jest świetny,też tego nie robię, bo jego treść już tego nie potrzebuje, a zresztą lista komentarzy pod nim jest już zazwyczaj imponująca. Komentuję tekst tylko wtedy, gdy widzę, że w Autorze/Autorce jest potencjał, ale tekst nie jest dopracowany.
I wiesz co? Dla Ciebie tę zasadę łamię!
Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nadprogramowy przecinek. O,tu:
Cytuj:
Czas upływa powoli, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, spadających kropli, piasku w klepsydrze, przesypującego się ziarnko po ziarnku.
wywaliłabym ten ostatni.
REMUS REMUS REMUS!
Zawsze byłam wierną Lunatyczką (ostatnio nieco mniej aktywną), ale dawno już nie trafiłam na tekst, który tak czułby Remusa. Właściwie staram się nie czytać tekstów o tej postaci, jeśli nie zostały napisane przez kogoś z Lunatycznego (tyle godzin spędziłyśmy tam już na dyskutowaniu o Remusie, że żadna z ich wizji mnie nie przeraża ;p). A tu proszę, trafiłam przypadkiem i zostałam.
I będę słodzić.
Tekst czytałam z wielką przyjemnością. Początkowo nie spodziewałam się o kogo chodzi, podejrzewałam Remusa, jednak zawsze byłam przekonana, że jest czarodziejem czystej krwi. Dopiero wzmianka o kłótni rodziców i tym jego bezpieczeństwie mnie upewniła. Trochę się zawiodłam, jak to już zwykle bywa, kiedy wizja Autora nie przystaje do wizji Czytelnika. Nic to jednak.
Z jednej strony starszy Remus, co miesiąc zmagający się ze swoim "futerkowym problemem", a z drugiej - chłopiec, który już w wieku siedmiu lat był małym buntownikiem. Huncwot jak nic! Niesamowicie przypadło mi do gustu takie zestawienie. I co, że jest to chwyt, który powtarza się bardzo często w fanfikach? Ale skutkuje, a to się liczy.
Co jeszcze mi się podobało? Powiem tak - panicznie boję się psów. Dlatego Remus jest dla mnie fascynujący, raz w miesiącu staje się tym,czego nienawidzi i jednocześnie panicznie się boi. Podziwiam go za tę odwagę. Powrót do domu i spotkanie przy furtce Fenrira... Opis tej postaci nie jest dla większości czymś szczególnym, ale kiedy czytam dobre opisy wilkołaków, jako osoba panicznie bojąca się psów i innych stworzeń okołowilcznych - po plecach przechodzi mi dreszcz strachu. I tu się udało.
I na koniec - koniec. Czyli to, co mnie w wszelkim typie twórczości irytuje niesamowicie.
Cytuj:
Zaczęło się.

koniec.

Nie wiem dlaczego Autorzy uważają Czytelników za osoby wybitnie tępe i dodają ten "koniec" na końcu.
Czasem jednak - rzadko bo rzadko,ale się zdarza - ten zwrot ma wartość stylistyczną. Jak na przykład tutaj. Co również mi się podoba.

Powodzenia w dalszej pracy, oby tak samo owocnej :)
ya.

Edit: cóż, widzę, że trochę spóźnione te życzenia, bo choć to Twój pierwszy tekst tutaj, to sprzed dwóch lat :) Czyli nie pozostaje mi nic innego, niż sprawdzić postępy, korzystając z wolnego popołudnia.

_________________
KOLUMBOWIE | NOWY ŚWIAT

Według teorii chaosu świat zmieniają rzeczy niewielkie i drobne, jednostkowe wydarzenia: gdy w amazońskiej dżungli motyl zatrzepocze skrzydłami, gwałtowny huragan pustoszy pół Europy.
...[Pratchett/Gaiman - Dobry Omen]


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 12 Kwi 2009, 19:22 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Lut 2007, 16:40
Posty: 131
Miejscowość: Sosnowiec
Płeć: Kobieta
Listopadowa, możesz mi wierzyć, że o Remusie, tak człowieku, jak wilkołaku, naprawdę nie napisano jeszcze wszystkiego. Można spokojnie stwierdzić, że w porównaniu do innych postaci z kanonu, Remus został potraktowany po macoszemu, bardzo protekcjonalnie.

Ale nie tutaj.
Jestem przyjemnie zaskoczona, bo to mój drugi bardzo dobry wybór dzisiaj.
Chauve-Souris, Twoja "Przemiana" tak ładnie pokazuje czyste, ludzko-zwierzęce, przenikające się cierpienie, że aż łza kręci się w oku. Czytelnie, głęboko i prosto. Dosadnie i ujmująco. Tak właśnie jest. I to pasuje. Przynajmniej mnie się podoba.
Niesamowitego uroku nadają sceny z dzieciństwa, kiedy mały, zbuntowany troszkę Remus zostaje ukarany za ucieczkę z domu. Oczywiście nie jest to kara, jednak wydaje mi się, że on chyba trochę tak to widzi. Jeden jedyny raz w życiu sprzeciwił się komuś i... płacił za to do końca swoich, niezbyt szczęśliwych, dni. Tragiczne, ale jakie prawdziwe?

Naprawdę ładnie.
Pozdrawiam,
Serena.

_________________
House M.D. - ucieczka w substytuty sposobem na życie nieszablonowej nastolatki z psychozą i reumatyzmem.
I'm not crying - just smiling on the wrong side of my face.
Zabijmy parę puchatych króliczków - może Święta przyjdą wcześniej? Kto to wie...
____
Aurum est potestas!


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 13 Kwi 2009, 18:24 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 24 Lut 2009, 19:50
Posty: 139
Miejscowość: Jeffersonian Institution
Płeć: Kobieta
Gdy zobaczyłam podpis ' o początkach pewnej przyjaźni', to nie mogłam tego nie przeczytać. Byłam bardzo ciekawa, co może być w środku. Szczerze, to nie spodziewałam się Remusa. Ale to nic.

Podobało mi się. Takie wspomnienia pomieszane z obecnymi odczuciami. Potrafię wyobrazić sobie takiego Remusa i takie wydarzenia.
Poza tym to jest smutne. Nie umiem tego wytłumczayć, ale po przeczytaniu poczułam właśnie smutek.
Błędów nie widziałam, co znaczy, że tekst mnie przykuł. ; )

Pozdrawiam.

PS. Przepraszam za tak krótki komentarz, ale mam dziś chyba zły dzień ; )

_________________
Moją najulubieńszą złośliwością i sztuczką jest to, że moje milczenie umie się nie zdradzać milczeniem.
/Fryderyk Nietzsche/


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 14 Kwi 2009, 08:08 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 26 Paź 2008, 12:09
Posty: 255
Płeć: Kobieta
Szczerze mówiąc to mi się podoba. Przyjaźń Huncwotów to często poruszany temat. Na pewno widoczny jest kontrast pomiędzy punktami widzenia. Dla Remusa była to życiowa tragedia. Co pełnię przeżywał katuszę. Myślę, że to był główny powód jego kompleksów. Dla Syriusza i Jamesa była to świetna zabawa. Mogli wręcz igrać ze śmiercią i to bardzo im się podobało. Czekali z utęsknieniem na pełnię (przykładem mogą być słowa Syriusza w piątej części) Miałaś ciekawy pomysł z wpleceniem w teraźniejszość przeszłości. Muszę przyznać, że inaczej wyobrażałam sobie sytuację, w której Remus został ugryziony. Autorka jednak milczy na ten temat. Tak, więc każdy może mieć swoją wersję tego wydarzenia.


Cytuj:
Już nie jestem człowiekiem.

Oni też nie.

Zaczęło się.

Ta końcówka spodobała mi się najbardziej. Jest bardzo wymowna.

Podsumowując: Gratulację dla bety. Przede wszystkim jednak gratuluję tobie. Ciekawy sposób zapisu i ładne ujęcie tematu. Zdecydowanie mi się podobało.

Pozdrawiam!
Zone.

_________________
Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.

Stworek wie, co to miłość
Zagraj ze mną
Rosiczka


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 16 Kwi 2009, 17:31 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 06 Lut 2009, 16:56
Posty: 88
Miejscowość: Radziejów
Płeć: Kobieta
Bardzo mi się podobało. Nigdy nie "widziałam" Remusa z tej strony. Mam bardzo pozytywne wrażenia po przeczytaniu. Nawet jakbym nie umiała tego skomentować. Poważne podejście do sprawy. Brak zrywania boków ze śmiechu i bardzo dobrze. Ani łez. To coś właśnie takie powinno być. Smutne. Z tytułu nie pomyślałam ze to może być właśnie o tym bohaterze.

Pozdrawiam, Maricla.
Więcej takich udanych tekstów, życzę. ;)

_________________
Magia nie zmienia zbytnio świata. Właściwie jeszcze bardziej go komplikuje.
Joanne Kathleen Rowling

GRYFONKA Z POCHODZENIA.
ŚLIZGONKA Z POWOŁANIA.


Góra
 Profil E-mail  
 
 Temat postu: Re: Przemiana
 Opis: o początkach pewnej przyjaźni
PostWysłany: 16 Kwi 2009, 17:57 
Offline
Awatar użytkownika

Dołączenie: 04 Lip 2008, 22:18
Posty: 109
Miejscowość: Tam, gdzie niebo łączy się z piekłem
Płeć: Kobieta
Od kilku dni wskakuję na Forum i równie szybko z niego wyskakuję, kończąc czytanie po kilku akapitach. Szukam... I chyba znalazłam. Bo myślę, że potrzebowałam właśnie czegoś takiego, jak Twój tekst.

Rzadko kiedy czytuję ficki związane z Remusem (może to jest pierwszy, stricte jego dotyczący? nie wiem). Ale ten mnie oczarował, zaczarował... No zachwycona jestem w każdym bądź razie. Ma klimat, bardzo ciekawy dodam, ładny styl i niewiele, jeśli nie żadnych, błędów. Poza tym uwielbiam, kiedy stosuje się retrospekcję, bo to często sprawia, że potęguje się jakieś określone wrażenie, które wywołuje utwór. Niestety nie miałam do czynienia z opowiadaniem, które stało się inspiracją dla tego tekstu. Ale chyba się zapoznam. I będę częściej czytać teksty o Lunatyku.
Tak więc (książkowy przykład źle zaczętego zdania.) mamy do czynienia z miniaturką prawie idealną. Bo ideałów nie ma.

Gratulować i Wena życzyć.
Zay.

_________________
"Mylisz niebo z gwiazdami ujrzanymi nocą na powierzchni stawu..."
A. Sapkowski, "Krew elfów"

Cóż Zay natworzyła?
Gorąca czekolada
Dwie krople


Góra
 Profil E-mail  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group