|
Miniaturka ta powstała w wakacje w wyniku mojego pragnienia przeczytania dobrego slasha do Death Note. W złożeniu miał być to tylko "slash psychologiczny", ale niestety nie do końca wyszło, bo nie umiałam się powstrzymać. FF to wisi już od jakiegoś czasu na Dolinie Godryka, ale nie doczekało się tam komentarzy, zapewne dlatego, że stężenie otaku (i w dodatku maniakalnych fanów L/Light) jest tam zbyt małe XD Więc po namyśle, postanowiłam wkleić je i tutaj. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Wersja niebetowana, za wszelkie wytykanie błędów będę wdzięczna. Miłej lektury, Cyni
Światłocienie
"Dla kogo jedynym celem w partii szachów jest zamatowanie przeciwnika, ten nigdy nie będzie dobrym szachistą" Strategy and tactic in Chess, 1837
1.
- Light, przyniosłam ci ciasto z truskawkami. – Light spogląda na talerzyk z ciastem, które przyniosła matka. Wygląda tak jak to, które zwykł jadać L. Identyczne. Nawet bezy wyglądają tak samo. - Nie chcę go. Zabierz. - Jak to nie chcesz? Przecież lubisz truskawki. - Nie chcę! Powiedziałem już!
Patrzy jak matka zabiera ciasto i wychodzi. Light pogrąża się w ponurych myślach. L. Ryuzaki. Jego przeciwnik. Jego wróg. Tak bardzo go nienawidził! Tak bardzo życzył mu śmierci, a jak przyszło co do czego... uch, L ciągle tkwi w jego myślach. Nie pozwala mu spać. Myśleć. Nawet głupie ciasto z truskawkami musi mu o tym przypominać. To ciasto wydawało się przeklęte. Light ciągle pamięta. Łańcuch. Pokój. Smak truskawek. Zapach cynamonu.
***
Usta L są miękkie i delikatne. Oddech ma spokojny, choć jego serce wyrywa się z ciasnej klatki żeber, w której tkwi. Nic nie mówi, cisza dzwoni w uszach. Light jest pewny, że słowa wszystko zniszczą. Silna i zdecydowana, przypominająca świeżo zeszlifowane drewno dłoń Ryuzakiego chwyta nadgarstek Lighta.
Co teraz zrobisz, Light? Jak teraz postąpisz? Przecież nienawidzisz przegrywać.
Skóra L jest gorąca. Czuć pod nią szalejący puls. Długie cienie osiadają na rzęsach Ryuzakiego. Lekki, powolny pocałunek L smakuje cynamonem. Unieruchomione w nadgarstkach ręce Lighta walczą przez chwilę, lecz w końcu się poddają. Krew wrze; każdy nawet najdelikatniejszy dotyk, zostawia ślad na jego ciele. Light nienawidzi przegrywać. Zapach truskawek unosi się w powietrzu, wyzywający i duszący jednocześnie.
Light próbuje znaleźć się jeszcze bliżej Ryuzakiego i choć trochę przejąć inicjatywę, ale L odsuwa się od niego, gdy tylko odgaduje zamiar Lighta.
- Jesteś skazany na porażkę, Light-kun – szepce.
*** Czasem budzi się wyrwany z jakiegoś surrealistycznego snu, w którym paradował dumnie po sklepie cukierniczym i sprawdzał jakość ciast z truskawkami, tylko po to, by nagle poczuć, że coś nie daje mu spokoju. Wie, co to jest, ale nie chce się przyznać do tego nawet przed sobą. Uczucia często są słabością człowieka. To z własnymi uczuciami ludzie przegrywają najczęściej. On nienawidzi przegrywać.
Nigdy nie przypuszczał, że L mógłby przeczuć własną śmierć, ale tak było. L słyszał dzwony, wtedy, na dachu. Mimo że lało jak z cebra, że nie potrafił usłyszeć wołania Lighta! Czuł, że tego dnia przyjdzie mu zginąć. Tamto dziwne, bezbarwne spojrzenie zdziwiło Lighta bardziej niż to, co później wydarzyło się na schodach, bardziej, niż to dziwne pytanie.
- Czy powiedziałeś całą prawdę, chociaż raz od swego urodzenia? „Oczywiście, że nie.” Nie powiedział, nigdy. Mówienie całej prawdy to podanie komuś serca na tacy w charakterze poduszeczki do igieł. Skąd Ryuzaki wiedział, że jego czas dobiegł końca?
Kim tak właściwie był? Przecież Light nie znał nawet jego prawdziwego imienia, ani tego, skąd pochodził. Wiedział tylko tyle, ile sam L mu powiedział, i co sam zaobserwował. Light często łapał się na tym, że liczy ile kostek cukru L dodaje do swojej obrzydliwie słodkiej kawy, ale poddał się po ośmiu. Wiedział, że L nie przepadał za czekoladą w kostkach. Nienawidził lodów waniliowych – wolał truskawkowe. Nieczęsto się uśmiechał. Zawsze mówił poważnie i spokojnie, jakby to, co działo się wokoło, wcale go nie dotyczyło. Kiedy myślał nad czymś intensywnie, zbliżał kciuk do ust zupełnie tak, jakby zaraz miał zacząć obgryzać paznokcie.
Nie zawsze potrafił poznać, kiedy Ryuzaki żartuje, a kiedy nie – jego poczucie humoru było bardziej pokręcone niż bezy na kawałku tortu (- Wkurza cię, jak tylko ja mam ciacho?). Ale przecież Light był Kirą! Kira nie bawi się w ceregiele w stosunku do swoich ofiar. Zresztą, to nie on zabił Ryuzakiego, tylko Rem. Nocą wracają wspomnienia. Light ciągle pamięta te... „kłótnie”.
***
- Ryuzaki. - Mmm, Light-kun? - Jak chcesz tu siedzieć, to poproś Watariego, żeby mnie odpiął z tego łańcucha, chcę iść spać - Wiesz, że nie możesz się nigdzie ruszyć beze mnie, Light-kun. Zamierzam jeszcze trochę pomyśleć nad kilkoma rzeczami. Napij się kawy, to pomaga. - Niedobrze mi się robi na samą myśl o kawie! – warknął, po czym wstał. – Idziemy. - Light-kun...! - Żadnych wymówek! Jeśli mamy być w to zakuci, to musisz ponieść konsekwencje. Ja chcę iść spać, więc ty też idziesz.
*
- Nie możesz spać bez koszuli! Ubierz się, w tej chwili! - Czy to ci jakoś specjalnie przeszkadza, Light-kun? - Tak. - ... Cóż, w takim razie Light-kun będzie musiał się przyzwyczaić.
***
I ... poranki...
***
Gdy się budzi, L śpi jeszcze w najlepsze. Głowę wtulił w poduszkę, twarz kryjąc w przestrzeni między szyją i ramieniem Lighta. Oczy ma zamknięte, oddycha lekko i spokojnie. Kciuk lewej dłoni dotyka dolnej wargi. Sine półksiężyce pod oczyma wydawają się jeszcze ciemniejsze. Light obserwuje grę światłocienia na łączącym ich łańcuchu. L podczas snu sprawia wrażenie kruchego i całkowicie bezbronnego. Gdyby Light się nieco poruszył, mógłby z łatwością wyczuć żebra Ryuzakiego.
*
- Masz zimne stopy, Light-kun. Light czuje, jak ciepłe nogi Ryuzakiego starają się ogrzać jego własne. Delikatnie odsuwa jedną. - Przeziębisz się, Light-kun. Light wzdycha ze zrezygnowaniem czując, że L znów zbliża swoją stopę do jego skostniałych palców. ***
Nie potrafi pojąć, dlaczego jego stosunek do L tak się zmienił. Oczywiście, mogło to nastąpić, gdy stracił wspomnienia, ale dlaczego później to wszystko zostało, wywołując taki...chaos? Łatwo było przewidzieć własne reakcje, myśli, ewentualnie poglądy, ale nie to, że L przykuje go do siebie łańcuchem. I... dlaczego Ryuzaki zachowywał się w ten sposób? Czyżby chciał za wszelką cenę odkryć, że Light jest Kirą? Tyle razy Ryuzaki powtarzał, że Light jest Kirą. Że chciałby, aby Light nim był.
Otrząsa się z dziwnych myśli, wyrzuca je z głowy i spogląda na komputer. Nie, dzisiaj już nie będzie w stanie się skupić.
Czasem wydaje mu się, że Ryuzaki zaraz wejdzie do pomieszczenia, prawie że bezgłośnie stawiając stopy na posadzce; ze wzrokiem utkwionym w podłodze i z rękoma w kieszeniach. Że będzie miał na sobie te same – nieśmiertelne już – jeansy i byle jaką białą bluzkę, spod której będą widoczne wystające obojczyki. Potrząsa głową jeszcze raz. To głupie – mówi do siebie. Szkoda na to czasu i energii. O czym ja w ogóle myślę?! Nie powinien mieć wyrzutów sumienia. Więc... dlaczego je ma?
Light chowa twarz w dłoniach. „L, ty draniu!”
2.
- Co się stało, Ryuzaki? Cisza. Watari przechyla lekko głowę i uśmiecha się zachęcająco. - Co cię stało? - A co jeśli się pomyliłem? - Hm... myślę, że to będzie punkt dla ciebie, nie uważasz?
L wkłada ręce do kieszeni i spogląda na Watariego. Pamięć bywa przeklęta. Podobnie jak wiele innych rzeczy na tym świecie. Nie, żeby Lawliet jakoś specjalnie nienawidził swojej pamięci, ale są rzeczy, o których lepiej zapomnieć. Pamięta aż nazbyt dobrze wszystkie rady, jakie otrzymał, kiedy opuszczał sierociniec. Pamięta też oklapnięte, równo przycięte włosy Mello, które najwyraźniej demonstrowały nastrój ich właściciela. I Neara, który uczepił się jego nogawki, tak jak zazwyczaj, kiedy Ryuzaki próbował zanieść obu podopiecznych do ich pokojów. Często zasypiali w salonie – jeden wśród zabawek, drugi z tabliczką czekolady w ręce. Czasami tęskni za tym miejscem.
- Mello i Near ciągle pytają o ciebie - Mello chyba się ucieszy z tej czekolady, którą mu wysłałem – mówi, siadając obok starszego mężczyzny. - Może byś ich odwiedził, co? Tak rzadko bywasz w Wammy’s House...
L milczy, najwyraźniej w ogóle nieobecny duchem. Watari przygląda mu się ze zmartwionym wyrazem twarzy. Wie, dlaczego jego podopieczny nie odpowiada. Kira. To Kira zajmuje teraz cały jego świat. To już nie tylko śledztwo, ale jego własna gra o zwycięstwo. Za wszelką cenę. Zagadka, której rozwiązanie zna, chociaż nie potrafi go udowodnić.
- Ryuzaki – wyrywa go z zamyślenia po dłuższej chwili. - Mmmm? - Kiedy byłeś tam ostatnio? Młodszy mężczyzna zastanawia się przez chwilę. - Trzy lata temu? – odpowiada w końcu pytaniem. – Mello ma teraz prawie piętnaście lat... - Więc? - Są prawie dorośli, Watari. Poradzą sobie beze mnie. Ponownie zapada cisza. Za oknem zbierają się ciężkie, ołowiane chmury, zwiastując zbliżającą się ulewę. - Jesteś pewien, że wiesz, co robisz? – pyta w końcu Watari. L spogląda na monitor komputera tak, jakby w ogóle go tam nie było. Po chwili opiera łokieć na blacie stołu.
***
Następnym razem Light nie próbuje się bronić; w końcu to i tak nie zaprowadzi go do celu. Woli popłynąć z nurtem rzeki i sprawdzić, dokąd prowadzi, niż płynąć pod prąd mając świadomość, że od samego początku pisana jest mu porażka.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, Light-kun – mówi cicho Ryuzaki. Dotyka palcem wskazującym podbródka stojącego przed nim chłopaka i zmusza, by ten uniósł lekko głowę.
Jego spojrzenie zatrzymuje się na rozchylonych wargach Lighta. L czuje, jak chłopak wstrzymuje oddech, niepewny, co on, Ryuzaki, teraz zrobi. Ale on nie robi nic. Ciche podzwanianie łańcucha przegania cienie z pokoju, nagle wypełniając go białym, jaskrawym światłem, które uwydatnia wszystko, nawet bladą skórę tuż przy kołnierzyku. Pokój wypełniają zajączki rzucane przez oczka łańcucha. Ryuzaki lubi na nie patrzeć, chociaż gdy on lub Light się poruszą, zajączki skaczą po ścianie rozpraszając jego uwagę. Lawliet uśmiecha się zostawiając Lighta pod ścianą. Łańcuch jest na tyle długi, że jeszcze przez chwilę nie czuje wpijającej się w skórę krawędzi kajdanków.
***
- Myślę, że tak – odpowiada w końcu.
Kira nienawidzi przegrywać i zamiast poddać się ruchom wody i powszechnie panującym prawom, działa wbrew nim. Light lubi wiedzieć, że ma obok siebie ludzi, którym może ufać, których ceni, szanuje ich zdanie i poglądy. Kira nie ufa nikomu, nawet sobie, ciągle sprawdza to, jak daleko może się posunąć w swoich poczynaniach. Light i Kira to ta sama osoba odbita w kolorach pozytywu i negatywu. L wie, że gdzieś między nimi kryje się prawdziwy Yagami Light, ten, który ukrywa się za zasłoną światłocienia. Ten sam Light, który miał delikatne cienie pod oczyma i zamyślone spojrzenie; Light, który uwielbiał gorzką kawę, który spał w bawełnianej piżamie i przez sen zabierał całą kołdrę dla siebie.
- Pamiętasz, co ci kiedyś powiedziałem? – pyta Watari. - Pamiętam.
Wcale nie chciałby pamiętać. Wspomnienia bywają przeklęte. „Dzień, w którym komuś zaufasz...” Nie! Dosyć...
***
L budzi się z dziwnym przeświadczeniem, że los z niego kpi. Po jego prawej stronie Light wciąż oddycha równo i spokojnie, przebywając z krainie snu. Lawliet nieczęsto budzi się przed nim – zazwyczaj to Light już od jakiegoś czasu nie śpi, gdy on dopiero otwiera oczy. Czasem jednak bywa inaczej. Biała, puchata pościel pachnie rumiankiem. Większość spokojnie spoczywa na podłodze, chłopak przykryty jest tylko niewielkim jej fragmentem. Ryuzaki patrzy na Lighta tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Cienie pod oczami nie goszczą tam zawsze – pewnie są wynikiem kilku ostatnich, źle przespanych nocy. Light odwraca się na bok, obejmując go w talii. Lawliet zauważa delikatnie zarysowaną żyłę na wierzchu dłoni, kilka poskubanych skórek tuż przy paznokciach. Skóra chłopaka jest blada, ale nie tak bardzo jak jego własna, a w dotyku przypomina płatki wiśni, chociaż L dotyka jej tylko opuszkami palców.
***
- To jak? Pojedziesz?
Przez chwilę obserwują grę światłocienia na czarnej powierzchni kawy. Odbija się w niej ekran komputera i cień łyżeczki. Lawliet spogląda gdzieś przed siebie. Grube krople deszczu stukają w parapet za oknem, mącąc ciszę.
- Pójdę się przewietrzyć. Mam mętlik w głowie... – stwierdza w końcu.
***
L patrzy w oczy Lighta i uśmiecha się w duchu. „Kira, ty draniu.”
_________________ Jestem miniaturzystką i dobrze mi z tym! Komentarze karmią Wena! Inna Ścieżka
"Your orders, my Master" Hellsing
|