Komórka, oczywiście, że tak. Toż to dla ludzi i ludzkie szycie ułatwia.
Jednak, jak się okazuje, dla mnie komórka to przede wszystkim... budzik ;P
Budzika używam codziennie (czyli częściej niż rozmawiam i piszę sms-y).
Wojskową pobudkę komórka wygrywa co ranek i na tym w zasadzie kończy się jej zadanie.
Żartuję ;P
Coraz częściej moja komórka to minutnik - przydaje się w różnych sytuacjach, nie tylko przy gotowaniu jajek na twardo.
Kalkulator - nazbyt często leniem jestem i nie chce mi się w pamięci liczyć.
Notatnik (hihi, nie raz zdarzyło się, że nagły Wen dopadł i trzeba było jakiś dialog natychmiast zapisać! a nie miałam pod ręką długopisu - komórka w takich sytuacjach ratuje życie!

).
Aparat to dla mnie bajerek do zabawy, a rzadko się bawię takimi "gówienkami" (do robienia zdjęć zdecydowanie wolę mojego fujika s9600

).
Z nudów, czasami radio. Ale to też nieczęsto - wolę mp3 i nie to w komórce, bo tamto mam lipne, a pamięć małą, tylko zwyczajny, osobny odtwarzacz mp3.
Internetu wcale nie przeglądam na komórce. Internet to ja muszę przeglądać na ekranie normalnej wielkości ;P
No i ostatecznie czasami ktoś do mnie zadzwoni, czasami ja do kogoś :>
A bywa też, że sms przyjdzie (od PROMOCJA lub OKAZJA, albo MOŻESZ WYGRAĆ SAMOCHÓD). Ostatnio nawet zaczyna się do mnie odzywać nowy wielbiciel imieniem "IDĄ ŚWIĘTA"!

Ale zauważyłam pewien negatyw w posiadaniu komórki. I nie chodzi wcale o to, że ludzie dzwonią do ciebie nawet wtedy, kiedy jesteś w lesie i chcesz mieć spokój, być odciętym od całego świata (toż komórkę wtedy się wyłącza). Chodzi mi o to, że kiedyś, gdy nie miałam komórki, jak wyjeżdżałam to nikt nie przeżywał, że się nie odzywam. Ot, wysyłałam pocztówkę, która szła dwa tygodnie ;P i tyle. Teraz posiadanie komórki skłania mnie do 'zameldowania' , że już dojechałam, wysłania sms-ska, że "cośtam, cośtam, wszystko w porządku - pozdrawiam, do zobaczenia", odezwania się, kiedy wracam i takie tam. Niby nic wielkiego, ale taki kontakt z bliskimi, kiedy wyjeżdża się na przykład za granicę, zupełnie zmienia odczuwanie tego wyjazdu. Totalnie!
Szczerze - bardzo pozytywnie wspominam swój wyjazd do Azji, kiedy okazało się, że jednak nie działa mi roaming i że przez półtora miesiąca nie będę miała kontaktu w rodziną. Dopadłam tylko jakiejś kawiarenki internetowej, napisałam, że z mojej strony będzie głucho przez dłuższy czas, i to wszystko. Wtedy nareszcie czułam, że
naprawdę jestem z dala od domu!
Notabene, wkurzają mnie ludzie uzależnieni od ciągłego "kontaktu" (choroba cywilizacyjna, czy jak?), którzy na wyjeździe nieprzerwanie muszą powiadamiać znajomych, gdzie są, co robią itd. Kiedyś nie było sytuacji, że po osiągnięciu dajmy na to jakiegoś górskiego szczytu, wszyscy nagle wyciągali komórki, łapali zasięg i rozpoczynali konferencje! :/
Albo masowo wysyłali mms-y z widokiem, który właśnie rozpościera się im przed oczami (a którego nie widzą, bo pochłonięci są klikaniem w klawiaturę telefonu). Nie podoba mi się to. To mi zakrawa na jakąś taką 'japońską obsesję'.
I to jest minus posiadania komórki. Bez nich ludzie byli bardziej "tu i teraz" z ludźmi, którzy są tuż obok, a nie wiecznie gdzieś w eterze (oczywiście nie neguję możliwości kontaktu jako takiego - to jest ogromny pozytyw! Ale moim zdaniem rozwój cywilizacyjny tworzy całą masę sztucznych potrzeb, a ludzie zachłystują się tymi udogodnieniami jak stado bezmyślnych owiec :/)